Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– To chyba Cahuide liczy niewielu studentów, niewielu robotników – powiedziała Aida.
– Pracujemy w bardzo ciężkich warunkach, czasem z powodu wpadki jednego towarzysza idą na marne całe miesiące trudów – papieros trzymał między paznokciami kciuka i wskazującego palca, myśli, i uśmiechał się nieśmiało. – Ale mimo represji nasza liczebność wzrasta.
„- No i oczywiście przekonał cię, Zavalita – powiedział Garlitos.
– Przekonał mnie o tyle, że uwierzyłem w to, co nam mówił – odparł Santiago. – A poza tym widać było, że ta robota mu odpowiada.
– Jakie jest stanowisko partii wobec zjednoczenia akcji innych organizacji wyjętych spod prawa? – rzekł Jacobo. Apra, trockiści?
– Nie wahał się, miał wiarę w słuszność tego, co robi – powiedział Santiago. – A ja już wtedy, wiesz, Garlitos, zazdrościłem ludziom, którzy ślepo w coś wierzą.
– Jesteśmy skłonni do współdziałania z Aprą w walce o obalenie dyktatury – powiedział Llaque. – Ale apriści nie chcą, aby prawica w dalszym ciągu oskarżała ich o ekstre-mizm, i wszelkimi sposobami starają się okazać swoje wrogie nastawienie do komunizmu. Co do trockistów to jest ich może z dziesięciu, i najprawdopodobniej wszyscy są agentami policji.
– To najlepsze, co może przypaść człowiekowi, Ambrosio – mówi Santiago. – Wierzyć we własne słowa, robić z zamiłowaniem to, co się robi,
– Dlaczego Apra, chociaż stała się proimperialistyczna, ma jeszcze ciągle poparcie w społeczeństwie? – powiedziała Aida.
– Siła przyzwyczajenia; a poza tym dzięki swej demagogii i dzięki swym apristowskim męczennikom – powiedział Llaque. – Przede wszystkim jednak zawdzięcza to peruwiańskiej prawicy. Prawica nie rozumie, że Apra nie jest już jej wrogiem, ale sprzymierzeńcem, i w dalszym ciągu ją prześladuje, a to wzmacnia prestiż Apry wśród robotników.
– To prawda, dzięki głupocie prawicy Apra stała się silną partią – powiedział Garlitos. – Ale jeśli lewica nie wyszła poza niewielki krąg, to nie z powodu Apry, tylko z braku odpowiednio uzdolnionych ludzi.
– A ci uzdolnieni, jak ty i ja, nie mieszają się do niczego – powiedział Santiago. – Poprzestajemy na krytykowaniu tych mniej zdolnych, którzy jednak włączają się w walkę. Uważasz, że tak powinno być, Garlitos?
– Chyba nie, tak mi się wydaje, dlatego ja nigdy nie mówię o polityce – powiedział Garlitos. – To ty mnie do tego zmuszasz, Zavalita, co wieczór masz ataki tego swojego masochizmu.
– A teraz ja was o coś zapytam, towarzysze – Llaque uśmiechnął się, jakby zażenowany. – Czy chcecie wstąpić do Cahuide? Możecie pracować z nami jako sympatycy, nie musicie jeszcze zapisywać się do partii.
– Ja chcę już teraz wstąpić do partii – powiedziała Aida.
– Nie ma pośpiechu, możecie się namyślić i wstąpić za jakiś czas – powiedział Llaque.
W kole naukowym mieliśmy aż nadto czasu, żeby się namyślić – powiedział Jacobo. – Ja też chcę wstąpić.
– A ja wolę pozostać sympatykiem – ten robak, nóż, żmija. – Mam pewne wątpliwości, zanim wstąpię,-chciałbym jeszcze coś przeczytać.
– Doskonale, towarzyszu, nie zapisuj się, póki nie przezwyciężysz wszystkich wątpliwości – powiedział Llaque. Jako sympatyk możesz także prowadzić bardzo pożyteczną działalność.
– Wtedy, Ambrosio, okazało się niezbicie, że Zavalita już nie jest czysty – mówi Santiago. – Że Jacobo i Aida są lepsi od niego.
A gdybyś się zapisał tego dnia, Zavalita? – myśli. Walka wciągnęłaby cię, coraz mocniej byś się w nią włączał, odrzuciłbyś precz wątpliwości i po kilku miesiącach, może po kilku latach, stałbyś się człowiekiem z wiarą, optymistą, jeszcze jednym z tych czystych, ślepych bohaterów? Prowadziłbyć nędzne życie, Zavalita, tak jak Aida i Jacobo, myśli, raz na wolności, raz w więzieniu, przyjmowany do jakiejś kiepskiej pracy, to znów wyrzucany, i zamiast redakcyjnych kawałków w „Kronice” na temat wściekłych psów pisałbyś do źle drukowanej „Jedności”, oczywiście jeśliby były na to pieniądze i gdyby policja nie za bardzo przeszkadzała, myśli; pisałbyś o postępie nauki w ojczyźnie socjalizmu i o zwycięstwie związku zawodowego piekarzy w Lurin, o zwycięstwie listy rewolucyjnej nad kapitulacyjną listą Apry; albo w najgorzej drukowanym „Czerwonym Sztandarze” występowałbyś przeciw rewizjonizmowi i zdrajcom z „Jedności”, myśli, albo okazałbyś się zdolny do większych rzeczy i wstąpiłbyś do jakiejś grupy partyzanckiej, marzył, działał i ponosił klęski w guerillach, siedziałbyś w więzieniu jak Hektor, myśli, albo zginąłbyś i gniłbyś w lesie jak Indianin Martínez, myśli, albo odbywałbym półlegalne podróże na kongresy młodzieży, Moskwa, myśli, przekazywałbym braterskie pozdrowienia na zjazdach. dziennikarzy, Budapeszt, myśli, albo zdobyłbyś zaprawę wojskową, Hawana, myśli, lub Pekin. Czy też ożeniłbyś się, zostałbyś adwokatem, radcą prawnym w jakimś związku zawodowym, a może deputowanym. Byłbyś bardziej nieszczęśliwy czy tak samo nieszczęśliwy, czy szczęśliwy? Myśli: ach, Zavalita.
– To nie był strach przed dogmatem, to był odruch pani-czyka-anarchisty, który nie chce, by mu rozkazywano – powiedział Garlitos. – Bo w głębi duszy bałeś się zerwać z ludźmi, którzy dobrze jedzą, dobrze się ubierają i nie cuchną.
– Ale ja nienawidziłem tych ludzi i nienawidzę do dziś – powiedział Santiago. – Tego jednego jestem pewien, Garlitos.
– Wobec tego to był duch sprzeciwu, szukanie wydumanych przeszkód – rzekł Garlitos. – Powinieneś był się poświęcić literaturze, a nie rewolucji, Zavalita.
– Wiedziałem, że jeżeli wszyscy zechcą być tacy mądrzy i zastanawiać się, i wątpić, Peru zgnoi się na zawsze – powiedział Santiago. – Wiedziałem, Garlitos, że brak nam dogmatyków.
– Z dogmatykami czy z mądralami, Peru i tak będzie zgnojone – powiedział Garlitos. – Ten kraj źle zaczął i źle skończy. Tak jak i my, Zavalita.
– My kapitaliści? – powiedział Santiago.
– My pismaki – powiedział Garlitos. – Wszyscy wysiądziemy z trzaskiem, jak Becerrita. No, twoje zdrowie.
– Całe miesiące, całe lata marzyłem, że wstąpię do partii, a kiedy się trafia okazja, ja się wycofuję – powiedział Santiago.
– Nigdy tego nie zrozumiem, Garlitos.
– Panie doktorze, coś mi tak chodzi w brzuchu tam i z powrotem i sama nie wiem, co to może być – rzekł Garlitos.
– Bo to jest proszę pani taka zwariowana bździna, pani ma taką buziuchnę, że ona nie wie, którędy wyjść. I tak jest z tobą, Zavalita, tobie też ta zwariowana bździna zapaskudza życie.
Czy przysięgają poświęcić życie sprawie socjalizmu i klasie robotniczej? – spytał wtedy Llaque, i Jacobo i Aida tak, przysięgam, a Santiago tylko patrzył; potem wybrali sobie pseudonimy.