Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 163
Перейти на страницу:

– Skąd się dowiedziałeś, że stary umarł? – mówi Santiago.

– Nie żartuj, Landa, senatorstwo odmłodziło cię o dziesięć lat – powiedział don Fermín. – i nie narzekaj, to przyjemność kandydować w takich wyborach.

– Z gazety, paniczu – mówi Ambrosio. – Strasznie się zmartwiłem, nawet pan sobie nie wyobraża. Bo pański tatuś to był wielki człowiek.

Plac wrzał teraz śpiewem, szmerem rozmów, okrzykami. Ale kiedy z głośników wybuchnął głos don Emilia Arévalo, hałas ucichł; ten głos słychać było z dachu ratusza, z dzwonnicy, z wierzchołków palm. Nawet w kapliczce Trifulcio założył głośnik.

– Co to, to nie, wybory mogły być łatwe dla Landy, który kandydował sam jeden – powiedział senator Arévalo. – Ale w moim departamencie były dwie listy i wygrana kosztowała mnie pół miliona, bagatelka!

– No widzisz, Hipólito się rozgrzał i masz za swoje – powiedział Ludovico. – Kto, jak się nazywają kumple i gdzie. I to już, López, bo Hipólito zaraz wpadnie w trans.

– To nie moja wina, że na drugiej liście z Chiclayo były podpisy apristów – roześmiał się senator Landa. – Ja tej listy nie skreśliłem, skreśliła ją komisja wyborcza.

A co z chorągiewkami? – powiedział sobie nagle Trifulcio, 7. rozszerzonymi ze zdumienia oczyma. On miał swoją przypiętą do koszuli, jak kwiat. Oderwał ją i wyzywającym gestem pokazał zgromadzonemu tłumowi. Tu i tam uniosły się inne, powiewały nad słomianymi kapeluszami i czapkami z papieru, które wielu ludzi zrobiło sobie dla ochrony przed słońcem. A gdzie pozostali, co oni sobie myślą, po co ich tu sprowadzono, czemu nie wyciągają chorągiewek? Cicho bądź, Murzynie, powiedział ten, co wydawał rozkazy, wszystko dobrze wypadło. A Trifulcio: łyknąć to sobie łyknęli, a o chorągiewkach już nie pamiętają. I ten, co wydawał rozkazy: daj im spokój, wszystko świetnie idzie. A Trifulcio: tak, don, ale na tę ich niewdzięczność to aż złość bierze.

– Na co umarł pański ojciec, paniczu? – mówi Ambrosio.

– Landę odmłodziła ta wyborcza krzątanina, ale mnie przybyło siwych włosów – powiedział senator Arévalo. – Koniec z wyborami. Na noc wezmę pięć proszków.

– Na serce – mówi Santiago. – A może przeze mnie, bo go doprowadziłem do wściekłości.

– Aż pięć? – roześmiał się senator Landa. – Tyłek ci zdrętwieje, Emilio.

– No, teraz to już Hipólito wpada w trans – powiedział Ludovico. – Na moją mamuśkę, teraz to już ci dołoży, Trinidad.

– Niech pan tak nie mówi, paniczu – mówi Ambrosio. – Don Fermín bardzo pana kochał. Zawsze mówił najbardziej kocham mojego chudzielca.

Uroczysty marsowy głos don Emilio Arévalo płynął ponad placem, wdzierał się w pełne kurzu ulice, gubił się wśród zasianych pól. Senator, bez marynarki, wymachiwał rękami, a jego pierścień rzucał błyski na twarz Trifulcia. Podnosił głos – czy jest o coś zły? Spojrzał na tłum: twarze spokojne, oczy zaczerwienione od alkoholu, a może z nudy, a może od upału, usta z papierosami, usta otwarte w ziewaniu. Rozzłościł się, bo go nie słuchają?

– Zaraziłeś się słownictwem tej hołoty, z którą musiałeś się stykać podczas kampanii wyborczej – powiedział senator Arévalo. – Ale jak będziesz przemawiał w senacie, raczej nie używaj takich słów, Landa.

– Bardzo pana kochał, strach pomyśleć, jak cierpiał, kiedy pan uciekł z domu, paniczu – mówi Ambrosio.

– Gringo jest niezadowolony, chodzi mu właśnie o’ takie sprawy – powiedział don Fermín. – Że wybory już zakończone, że na jego rządzie zrobiło złe wrażenie aresztowanie kandydata opozycji. Ci gringowie to straszni formaliści, mówię wam.

– Co dzień zaglądał do pańskiego stryja Clodomira i pytał o pana – mówi Ambrosio. – Czy coś wiesz o chudzielcu, co słychać u chudzielca.

Ale nagle don Emilio przestał krzyczeć i uśmiechnął się, i wyglądało, że jest zadowolony. Uśmiechnął się, głos miał miękki, poruszał dłonią, tak jakby powiewał muletą i jakby za chwilę byk miał się otrzeć o niego. Ludzie na trybunie uśmiechali się i Trifulcio też się uśmiechnął, bo mu kamień spadł z serca.

– Teraz już nie ma powodu, żeby go trzymać w areszcie, można go w każdej chwili zwolnić – powiedział senator Arévalo. – Przecież pan to powiedział ambasadorowi, prawda, Fermín.

– Nareszcie zacząłeś gadać – powiedział Ludovico. – A może bicie ci się nie podoba, może wolisz, żeby Hipólito cię popieścił, co, Trinidad?

– I jeszcze chodził do tego pensjonatu w Barranco, gdzie pan mieszkał – mówi Ambrosio. – I ciągle do gospodyni co robi mój syn, jak tam mój syn.

– Nie rozumiem, czego oni chcą, ci zasrani gringowie – powiedział senator Landa. – Przed wyborami bardzo mu się podobało, żeśmy przymknęli Montagne’a, a teraz mu się nie podoba. Przysyłają nam tutaj cyrkowców, a nie ambasadorów.

– Przychodził i pytał o mnie? – mówi Santiago.

– Jasne, że mu to powiedziałem, ale wczoraj wieczorem rozmawiałem z Espina i on ma skrupuły – powiedział don Fermín. – Mówi, że trzeba poczekać, że jeśli się teraz wypuści Montagne’a, to będzie wyglądało, że został aresztowany po to, aby Odria mógł wygrać wybory, i że ta cała historia z konspiracyjną działanością była zmyślona.

– No więc jak, to ty jesteś prawą ręką Haya de la Torre? – powiedział Ludovico. – Czy ty jesteś prawdziwym szefem Apry, a Haya de la Torre twoim pomagierem, co, Trinidad?

– Właśnie tak, paniczu, przez cały czas – mówi Ambrosio. Dawał pieniądze gospodyni, żeby nic panu nie mówiła.

– Espina to nieuleczalny, zadufany w sobie kretyn – powiedział senator Landa. – Widocznie myśli, że ktoś jeszcze wierzy w tę bajeczkę o spisku. Przecież nawet moja służąca wie, że Montagne’a wsadzili po to, żeby dać wolną rękę Odrii.

– Nie żartuj sobie z nas, kochasiu – powiedział Hipólito. – Chcesz, żebym ci wpakował jaja do gęby, czy jak, Trinidad?

– Don Fermín myślał, że pan by się gniewał, jakby pan o tym wiedział – mówi Ambrosio.

– Tak czy inaczej, aresztowanie Montagne’a to był poroniony pomysł – rzekł senator Arévalo. – Nie wiem, czemu pozwolono, aby został kandydatem opozycji, jeśli w ostatniej chwili musiano się wycofać i go zamknąć. Winę ponoszą nasi doradcy polityczni, Arbeláez, ten idiota Ferro, a nawet i pan, don Fermín.

– Sam pan widzi, paniczu, tatuś bardzo pana kochał – mówi Ambrosio.

– Sprawy nie ułożyły się tak, jak oczekiwano, don Emilio – powiedział don Fermín. – Z Montagne’eni mogło nam się nie udać. A poza tym ja nie chciałem go zamykać. Tak czy inaczej, trzeba to załatwić.

A teraz krzyczał, jego ręce były jak ramiona krzyża, głos wznosił się i huczał jak olbrzymia fala i nagle się załamał: niech żyje Peru! Grzmot oklasków na trybunie, oklaski na placu. Trifulcio wymachiwał, niech-zyje-don-Emilio-Arévalo, i teraz już las innych chorągiewek wyrósł nad głowami, niech-żyje-generała-Odria, tak, teraz i inne. Głośniki chrypiały przez chwilę, i zaraz zalały plac melodią hymnu narodowego.

– Kiedy Espina mi oświadczył, że zamknie Montagne’a pod pretekstem organizowania spisku, zaraz mu powiedziałem, co o tym myślę – rzekł don Fermín. – Nikt w to nie uwierzy, zaszkodzi pan generałowi, cóż to, czy my nie mamy swoich ludzi w Komisji Wyborczej? Ale Espina to tępak, nie ma wyczucia politycznego.

– Więc mówisz, że główny przywódca razem z tysiącem apristów napadną na prefekturę, żeby cię odbić – powiedział Ludovico. – Więc uważasz, że jak będziesz z siebie robił wariata, to nas wyprowadzisz w pole, co, Trinidad?

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)