Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
– W zasadzie kierowca dyrektora gabinetu powinien być pracownikiem służby śledczej, don Cayo – rzekł doktor Alcibiades. – Chodzi o bezpieczeństwo. Ale jeśli panu zależy.
– Przyjechałem za pracą, don Cayo-powiedział Ambrosio.
– Już mam dość tych zasmrodzonych autobusów. Pomyślałem sobie, że może pan by mnie gdzieś upchnął.
– Tak, zależy mi, doktorze – rzekł Bermúdez. Znam tego czarnucha od lat i mam do niego większe zaufanie niż do waszych zuchów ze służby śledczej. On tam czeka pod drzwiami. Zechce pan to załatwić, dobrze?
– Ba, prowadzić wóz to dla mnie pestka, a z ruchem na ulicach zaraz się oswoję, niech tylko zacznę jeździć, don Cayo – powiedział Ambrosio. – Pan potrzebuje kierowcy? To by się akurat dobrze składało, don Cayo.
– Dobrze, załatwię – rzekł Alcibiades – każę go wciągnąć na listę prefektury, niech go przyjmą. I niech mu jeszcze dzisiaj dadzą wóz.
– W porządku, biorę cię do siebie – powiedział Bermúdez.
– Masz szczęście, Ambrosio, trafiłeś na odpowiedni moment.
– Twoje zdrowie – mówi Santiago.
VIII
Księgarnia znajdowała się w takim jednym domu z balkonami, trzeba było przejść przez chwiejące się drzwi w bramie i dostrzegało się ją, w głębi, wepchniętą w kąt, zagraconą, zapomnianą przez klientów. Santiago przyszedł przed dziewiątą, przebiegł oczyma półki przy wejściu, przerzucił kilka książek uszkodzonych zębem czasu i jakieś wypłowiałe czasopisma. Staruszek w berecie i z siwymi bokobrodami spojrzał na niego obojętnie, kochany stary Matías, myśli, a potem zaczął mu się przyglądać z błyskiem w oku i wreszcie podszedł do niego: czy czegoś szuka? Książki o rewolucji francuskiej. Aha, stary uśmiechnął się, proszę tutaj. Czasami – czy tam jeszcze żyje pan Henri Barbusse albo Bruno Bauer? – czasami, Zavalita, jak się w pewien sposób zapukało do drzwi, zdarzyły się zabawne pomyłki. Zaprowadził go do pomieszczenia zapchanego stosami pism, gdzie pośród książek ułożonych pod ścianami pełno było rozpłaszczonych pająków. Wskazał fotel, na biegunach, proszę, niech usiądzie, miał lekki akcent hiszpański, wyraziste małe oczki, trójkątną, bialuteńką bródkę: nie będą się go czepiać? Trzeba się pilnować, od młodych teraz wszystko zależy.
– Siedemdziesiąt lat i był czysty, masz pojęcie, Garlitos – powiedział Santiago. – Tylko jednego takiego znałem w tym wieku.
Księgarz mrugnął do niego przyjaźnie i wrócił na patio. Santiago kartkował stare limańskie czasopisma, „Variedades” i „Mundial”, myśli, i odłożył te, w których były artykuły Mariategui i Vallejo.
– Właśnie, wtedy Peruwiańczycy czytali w prasie Vallejo i Mariátegui – powiedział Garlitos. – A teraz czytają nas, Zavalita, to już dno.
Po kilku minutach zobaczył Jacoba i Aidę, weszli trzymając się za ręce. Już nie mały robaczek, nie wąż, nie ostrze noża, tylko szpilka wbijająca się w ciało, a potem ból traci na sile. Widział, jak coś sobie szepczą pod wiekowymi regałami, i widział swobodną i radosną twarz Jacoba, i widział, że dłonie ich się rozłączyły, kiedy Matías podszedł do nich, widział, jak uśmiech znika z ust Jacoba, a na twarzy pojawia się wyraz marsowego skupienia, tej bezosobowej powagi, jaką pokazywał światu od kilku miesięcy. Miał na sobie beżową bluzę, którą teraz bardzo rzadko zmieniał, wymiętą koszulę, niedbale zawiązany krawa(. Robi się na proletariusza, żartował Washington, myśli, golił się raz na tydzień i nie czyścił butów, Aida go w końcu rzuci, śmiał się Solórzano.
– Wszystko w takiej tajemnicy, bo tego dnia miała się skończyć cała dotychczasowa zabawa – rzekł Santiago. – Mieliśmy przejść do spraw całkiem serio, Garlitos.
Czy to było na początku trzeciego roku na San Marcos, Zavalita, w okresie dzielącym odkrycie Cahuide od tego właśnie dnia? Od lektur i dyskusji przeszli do roznoszenia drukowanych na powielaczu ulotek, z mieszkania głuchej staruszki w domku w dzielnicy Rímac do księgarni Matiasa, od niebezpiecznej gry do prawdziwego niebezpieczeństwa: właśnie tego dnia. Dwa kółka naukowe już się nie połączyły,
Jacoba i Aidę widywał tylko na San Marcos, były jeszcze inne koła, ale kiedy o nie zagadywali, Washington odpowiadał do zamkniętej gęby mucha się nie wciśnie, i śmiał się. Któregoś dnia wezwał ich: o tej godzinie, tu i tu, tylko ich troje. Mieli poznać kogoś z Cahuide, będą mogli go pytać, o co zechcą, mówić ‘mu o swoich wątpliwościach, myśli, tej nocy też nie spałem.
– Wezwał nas na dziewiątą, a już wpół do dziesiątej – powiedział Jacobo. – Może nie przyjdzie.
– Aida bardzo się zmieniła, odkąd była z Jacobem – mówił Santiago. – Żartowała, widać było, że jest zadowolona. Za to on zrobił się okropnie zasadniczy, przestał się czesać i nie zmieniał koszuli. Jeśli ktoś na nich patrzył, nie śmiał się razem z Aidą, przy nas prawie się do niej nie odzywał. Wstydził się swojego szczęścia, Garlitos.
– Jest wprawdzie komunistą, ale i Peruwiańczykiem – zaśmiała się Aida. – Zobaczycie, przyjdzie o dziesiątej.
Była za kwadrans dziesiąta: ptasia twarzyczka w bramie, podrygujący chód, skóra jak z żółtego papieru, luźno zwisające ubranie, granatowy krawat. Zobaczyli, jak rozmawia z Ma-tiasem, rozgląda się, idzie w ich stronę. Wszedł do pokoiku, uśmiechnął się do nich, przepraszam za spóźnienie, wyciągnął chudziuteńką dłoń, autobus nawalił, i obserwowali się nawzajem, zakłopotani.
– Dziękuję, żeście poczekali – jego głos był głosem człowieka skończonego, tak jak twarz, jak ręce, myśli. – Braterskie pozdrowienia od Cahuide, towarzysze.
– Wiesz, Garlitos, wtedy po raz pierwszy usłyszałem towarzysze, możesz sobie wyobrazić, co się działo w sentymentalnym serduszku Zavality – mówił Santiago. – Znałem tylko jego konspiracyjny przydomek, Llaque; widziałem go zaledwie parę razy. Pracował w Robotniczej Frakcji Cahuide, a ja nie wyszedłem poza Frakcję Uniwersytecką. Rozumiesz, to był jeden z nich, jeden z tych czystych.
Tego ranka nie wiedzieliśmy, że za rewolucji Odríi Llaque był studentem prawa, myśli, ani że padł ofiarą ataku policji na San Marcos, że go torturowali i deportowali do Boliwii, gdzie w La Paź siedział pół roku w więzieniu, i że potajemnie wrócił do Peru; widzieli tylko, że jest podobny do małego ptaszka, kiedy wątłym głosikiem streszczał im historię partii i poruszał przy tym szczupłą żółtą ręką, ciągle tym samym kolistym gestem, jakby miał skurcz mięśni, i zerkał ukradkiem na podwórze i na ulicę. Została założona przez José Cariosa Mariátequi i zaraz zaczęła się rozrastać i zdobywać robotników, chciał nam okazać zaufanie, myśli, i nie taił przed nami, że zawsze jej rozmiary były bardzo małe, nie taił jej słabości wobec Apry, ale wtedy to była złota epoka w życiu partii, czasopisma „Amauta” i „Labor”, organizacja związków zawodowych, wysyłanie studentów do indiańskich wspólnot. Kiedy w 1930 roku umarł Mariátegui, partia dostała się w ręce awanturników i oportunistów, stary Matías już nie żyje, myśli, a dom na ulicy Chota został zburzony i w tym miejscu wybudowano nowoczesny prostopadłościan z dużymi oknami, i odtąd pozycja partii wobec mas była zachwiana, a masy tym samym dostały się pod wpływy Apry; co się stało z towarzyszem Llaque, Zavalita? Awanturnicy jak Ravines, który okazał się imperialistycznym agentem i pomagał Odrii przy obaleniu Bustamantego; co się z nim stało, odszedł, mając dosyć tej trudnej walki, może ma żonę i dzieci i pracuje w ministerstwie? I oportuniści jak Terreros, który stał się strasznie pobożny i co roku, w fioletowym habicie, wlókł za sobą krzyż w procesji; a może jest jeszcze ciągle taki sam i kiedy nie siedzi w więzieniu, odwiedza studenckie kółka i przemawia swoim ptasim głosikiem? Zdrada i represje prawie że unicestwiły partię; a jeśli tak, to czy jest proradziecki czy prochiński, a może jest jednym z tych zwolenników Fidela Castro, co giną w najróżniejszych guerillach, a może stał się trockistą? A kiedy w 1945 Bustamante objął władzę, partia wyszła z podziemia, zaczęła odzyskiwać siły i zwalczać wpływy reformizmu Apry wśród robotników; jeździł do Moskwy? do Pekinu? do Hawany? Ale po zamachu stanu Odríi partía znowu została rozgromiona; oskarżali go o to, że jest stalinistą czy rewizjonistą, czy awanturnikiem? Zamknięto w więzieniach cały Komitet Centralny i dziesiątki przywódców i bojowników, i sympatyków, a niektórych pomordowano: czy pamiętałby ciebie, Zavalita, czy pamiętałby to spotkanie u Matiasa, ten wieczór w hotelu Mogollón? I te komórki, które przetrwały ów wielki pogrom, z wolna mozolnie stworzyły organizację Cahuide, która dzieli się na Frakcję Studencką i Frakcję Robotniczą, towarzysze.