Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 163
Перейти на страницу:

– I nie wstyd ci było pracować dla takiego skurwysyna? – mówi Santiago.

– No więc postanowione, jutro rozmawiamy z Odną – powiedział senator Arévalo. – Dzisiaj mu wręczono szarfę prezydencką, więc trzeba mu dać spokój, niech się napatrzy w lustro, niech się nacieszy.

– A co bym się miał wstydzić – mówi Ambrosio. – Ja wtedy nie wiedziałem, że on tak po świńsku postąpi z pana ojcem. Byli w wielkiej przyjaźni, paniczu.

Kiedy przyjechali na hacjendę i wysiedli z furgonetki, Trifulcio nie prosił o jedzenie, tylko poszedł nad strumień i zmoczył sobie głowę, twarz i ramiona. Potem wyciągnął się na podwórzu za domem, w cieniu, pod bawełniarką. Piekły go dłonie i paliło w gardle, był zmęczony i szczęśliwy. Zaraz usnął.

– To właśnie ten osobnik, to ten Trinidad López, proszę pana – powiedział Ludovico. – Tak, señor Lozano, nagle zaczął nam tu wariować.

– Spotkałeś ją na ulicy? – powiedziała Queta. – Tę, co była służącą u Złotego Jaja, tę, co z tobą spała? To ta, w której się kochałeś?

– Cieszę się, że pan każe zwolnić Montagne’a, don Cayo – powiedział don Fermín. – Wrogowie ustroju wykorzystali to już jako pretekst do ogłoszenia, że wybory były czystą komedią.

– Jak to, zaczął wariować? – powiedział pan Lozano. – Więc mówił coś czy nie?

– Oczywiście, że były komedią, w cztery oczy możemy to sobie powiedzieć – rzekł Cayo Bermúdez. – Przymknięcie jednego kandydata opozycji nie było najlepszym wyjściem, ale co mieliśmy robić. Przecież chodziło o to, żeby generał przeszedł w wyborach, prawda?

– Opowiedziała ci, że jej mąż umarł, że jej synek umarł? – rzekła Queta. – I że szuka pracy, tak?

Zbudziły go głosy majstra, Urondo i Télleza. Usiedli obok, dali mu papierosa, gadali z nim. Dobrze wypadła manifestacja w Grocio Prado, nie? Pewnie, bardzo dobrze. Było więcej ludzi niż w Chincha, co? A pewnie, więcej. Don Emilio wygra wybory, prawda? Jasne, że wygra. I Trifulcio: jeżeli don Emilio będzie senatorem i wyjedzie do Limy, to go zwolni? Ale skąd, bracie, weźmie cię do siebie, powiedział majster. A Urondo: zostaniesz z nami, zobaczysz. Ciągle jeszcze było gorąco, popołudniowe słońce barwiło na czerwono pola bawełny, dom, kamienie.

– Mówił, ale same wariactwa, señor Lozano – powiedział Ludovico. – Że jest zastępcą szefa Apry, że sam jest szefem. Że apriści przyjdą z armatami, żeby go odbić. Dostał kręćka, słowo daję.

– I powiedziałeś jej, w jednym domu w San Miguel potrzebują pokojówki? – powiedziała Queta. – i zaprowadziłeś ją do Hortensji?

– Naprawdę uważa pan, że Odria mógłby zostać pobity przez Montagne’a? – powiedział don Fermín.

– No to was wystrychnął na dudków – powiedział señor Lozano. – Ach, wy darmozjady. Wy półgłówki.

– Więc to ta Amalia, ta, co przyszła do pracy w poniedziałek – powiedziała Queta. – Albo ty jesteś jeszcze głupszy, niż myślałam. Wydaje ci się, że nikt się o tym nie dowie?

– Wygrałby Montagne albo jakikolwiek inny kandydat opozycji – powiedział Cayo Bermúdez. – Nie zna pan Peruwiańczyków, don Fermín? Wszyscy mamy kompleksy, lubimy popierać słabszego, a nie tych, co są przy władzy.

– Nie, señor Lozano – powiedział Hipólito. Nie jesteśmy darmozjady, nie jesteśmy półgłówki. Niech pan zobaczy, jakeśmy go załatwili, sam pan się przekona.

– I kazałeś jej przysiąc, że nie powie Hortensji, że to ty jej poleciłeś ten dom? – powiedziała Queta. – Wmówiłeś w nią, że Cayo-Śmierdziel by ją wyrzucił, gdyby wiedział, że ona cię zna?

Kiedy lak pogadywali, otworzyły się drzwi dużego domu i wyszedł ten, co dawał rozkazy. Minął podwórze i stanął przed nimi, pokazał palcem na Trifulcia: portfel don Emilia, ty skurwysynu.

– Szkoda, że pan nie przyjmuje mandatu senatorskiego – powiedział Cayo Bermúdez. – Prezydent miał nadzieję, że pan będzie rzecznikiem większości w Parlamencie, don Fermín.

– Portfel? Ja miałbym go ściągnąć? – Trifulcio wstał i walił się w pierś. – Ja, don, ja?

– Durnie – powiedział pan Lozano. – To czemużeście go nie zanieśli do izby chorych, idioci?

– Okradasz pana, który cię karmi? – powiedział ten, co dawał rozkazy. – Pana, który cię wziął do pracy, ciebie, chociaż każdy wie, żeś złodziej?

– Nie znasz kobiet – powiedziała Queta. – Któregoś dnia wygada się Hortensji, że cię zna, że to ty ją ściągnąłeś do San Miguel. A potem Hortensja wygada wszystko Cayo-Śmierdzielowi, a Cayo powie Zavali. I wtedy cię załatwią, Ambrosio.

Trifulcio rzucił się na kolana, zaklinał się i pochlipywał. Ale, ten, co dawał rozkazy, był niewzruszony: on go każe znowu wsadzić, ty bandyto, znamy cię, złodzieju, zaraz oddaj portfel. Na to otworzyły się drzwi dużego domu i wyjrzał don Emilio: co się tu dzieje.

– Zanieśliśmy, ale nie chcieli go przyjąć, señor Lozano – powiedział Ludovico. Mówili, że oni nie mogą za niego odpowiadać, jeśli pan im nie da rozkazu na piśmie.

– Rozmawialiśmy już o tym, don Cayo – powiedział don Fermín. – Jestem szczęśliwy mogąc służyć prezydentowi. Ale senatorstwo wymaga absolutnego poświęcenia się polityce, a ja nie mogę.

– Ja nic nie wygadam, ja nigdy nie mówię, czego nie trzeba – powiedziała Queta. – Mnie to nic a nic nie obchodzi. I tak cię rozpieprzą, ale nie przeze mnie.

– A, powiedzmy, ambasady też by pan nie przyjął? – rzekł Cayo Bermúdez. – Generał jest panu bardzo wdzięczny za współpracę i chciałby to okazać. Nie interesowałoby to pana, don Fermín?

– On mnie obraża, don Emilio – powiedział Trifulcio. – Oskarża mnie o takie świństwo. Ażem się spłakał, don Emilio.

– Mowy nie ma – powiedział don Fermín ze śmiechem. – Nie nadaję się ani do parlamentu, ani do dyplomacji, don Cayo.

– To nie ja, señor – rzekł Hipólito. – On sam z siebie zaczął szaleć, sam się rzucił na ziemię, señor. Myśmy go prawie nie dotknęli, przysięgam panu, señor Lozano.

– To nie on, skądże – rzekł don Emilio do tego, co dawał rozkazy. – To jakiś Indianin z tego tłumu podczas manifestacji. Ty byś mi nie zrobił takiego draństwa, nie okradłbyś mnie, prawda, Trifulcio?

– Pańska obojętność na pewno zaboli generała – powiedział Cayo Bermúdez.

– Prędzej bym sobie dał rękę uciąć, don Emilio – powiedział Trifulcio.

– Sami nawarzyliście piwa – powiedział pan Lozano. – Więc teraz sami musicie się wyplątać z tej cholernej historii.

– Ależ skąd, pan się myli, gdzież tu obojętność – powiedział don Fermín. – Odria zawsze znajdzie okazję, żeby mi się odwdzięczyć. I pan też, don Cayo, mówię to panu, skoro już tak szczerze rozmawiamy.

– Wynieście go ostrożnie i ani pary z gęby – powiedział pan Lozano. – I zostawcie gdziekolwiek. A gdyby was ktoś zobaczył, to marny wasz los. I jeszcze ja wam dołożę. Zrozumiano?

– No już dobrze, ty czarna małpo – powiedział don Emilio. I poszedł do drugiego domu razem z tym, co dawał rozkazy, a Urondo i majster też zaraz sobie poszli. Ale cię nazwał, Trifulcio, roześmiał się Téllez.

– Pan mnie ciągle zaprasza, chciałbym się zrewanżować – rzekł Cayo Bermúdez. – Chętnie bym pana widział u siebie na kolacji któregoś wieczora, don Fermín.

– Już on będzie miał za swoje, ten, co mnie obraził – powiedział Trifulcio.

– Załatwione, señor – powiedział Ludovico. – Jużeśmy go wzięli i wynieśli, i nikt nas nie widział.

– I mówisz, żeś mu nie ściągnął portfela? – powiedział Téllez. – Mnie nie oszukasz, Trifulcio.

– Kiedy tylko pan sobie życzy – rzekł don Fermín. – Z prawdziwą przyjemnością, don Cayo.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)