Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
— Musiałbym wyciągać z przeszłości pańskiego trupa, admirale! — zakończył zjadliwie.
Pobiegał chwilę po laboratorium, a potem oświadczył, że jednak znalazł sposób, dzięki któremu organizmy żywe zdołają dotrzeć bez przeszkód w przeszłość. Trzeba istotę żywą z pomocą transformatora wyrzucić w przyszłość wzdłuż naturalnych linii temporalnych, i jeśli się w tej przyszłości nie utrzyma, nie zatrzymywać jej we współczesności, lecz pozwolić spadać dalej w przeszłość. Będzie to jednak spadanie inercyjne, nie zaś pod wpływem sił zewnętrznych. Ruch bezwładny w czasie jest zawsze przesuwaniem się do punktu realnego istnienia, co wynika z samej natury czasu. I jeśli istota spadająca siłą bezwładności z przyszłości w teraźniejszość sama znajdzie się w przeszłości, to ów wsteczny ruch, ciągle spowalniany, stanie się niebawem normalnym ruchem do przodu. Teraz wystarczy temu znormalniałemu ruchowi w czasie nadać odpowiednie przyspieszenie, aby obiekt biologiczny bez szkody dla zdrowia osiągnął nawet milionoletnią przeszłość…
Trochę to moim zdaniem było zanadto pokrętne i nieprzekonujące, ale postanowiłem na razie nie wdawać się z Demiurgiem w dyskusję, gdyż była już najwyższa pora zawrócić Mizara z dalekiej drogi. Ellon przesunął dźwignię rewersu czasowego na pulpicie sterowniczym kolapsanu. Wnętrze transformatora zmętniało, zamgliło się, a w tej mgle ukazał się najpierw czerwony jęzor, za nim zaś dwoje gorejących oczu. Wkrótce ujrzeliśmy całą postać żywego i zdrowego, szalejącego z radości Mizara.
— Wróciłem! Wróciłem do was! — szczekał nie posiadając się ze szczęścia.
Odskoczyła pokrywa włazu i Mizar wypadł na zewnątrz jak wystrzelony z procy. Skoczył z impetem na pierś Romerowi, przewrócił go, potem zbił z nóg mnie i spróbował tej samej sztuczki z Gracjuszem, ale masywny Galakt tylko lekko się zachwiał pod naporem psiej radości.
— Przestań, wariacie! — zawołałem ze śmiechem. — Opowiedz lepiej, co widziałeś w czasie tej swojej nieprawdopodobnej podróży!
Mizar jednak niczego nie widział. Dokoła była tylko gęsta biała mgła. Tkwił w tej mgle całą wieczność, a potem pojawiły się gwiazdy, które jak wściekłe pędziły po niebie i groźnie błyszczały. Zupełnie tak samo jak na ekranach. Tyle tylko, że było okropnie gorąco, tak gorąco, że Mizar umierał z pragnienia.
— Zaraz dostaniesz pić — burknął Ellon i nie czekając, aż pies wychłepce wodę, zaczął przygotowywać transformator do nowej podróży w czasie.
Zapytałem Demiurga czy nie można odłożyć dalszej części eksperymentu na jutro, żeby pies mógł trochę odpocząć. Odparł na to, że nie mamy do stracenia ani chwili nie tylko obecnego, ale również i dawno minionego czasu. Znów pogłaskałem Mizara i zapytałem go czy Irena powiedziała mu wszystko o programie eksperymentu. Pies uśmiechnął się, jak potrafią uśmiechać się tylko naprawdę inteligentne psy i odpowiedział, zupełnie po ludzku przymrużając oko:
— Skąd mogę wiedzieć, czy powiedziała mi wszystko? Ze zdenerwowania zadajesz mi nierozsądne pytania, admirale. W każdym razie powiedziała mi, że najpierw udam się w przyszłość, a potem w przeszłość, gdzie będzie Ziemia i las. Gdzie ona jest?
— Irena bardzo źle się poczuła. Najlepszym lekarstwem na jej chorobę będzie sukces tego doświadczenia. — Zrobię wszystko, co tylko będzie trzeba.
I znów zobaczyliśmy jak piękne, zwinne ciało Mizara zamienia się w sylwetkę, w której błyszczały tylko gorejące oczy. W laboratorium zjawił się ponownie Oleg. Powiedział nam, że Irena leży nieprzytomna pod opieką matki i że jej stan budzi bardzo poważne obawy. Wyprawa dysponowała znakomitymi lekarstwami dostarczonymi przez ludzi i Demiurgów, w tym także lekami działającymi na chorą psychikę, ale żadne z nich nie poskutkowało. Automat medyczny co chwila zmieniał diagnozę i przepisywał coraz to nową kurację, gdyż jego pamięć nie zawierała żadnych informacji na temat jej niezwykłej, jak się okazało, dolegliwości.
— Uwaga! — rozległ się ostry głos Ellona. — Powrót z przyszłości! Inercyjny przeskok w przeszłość! Mizar wypadł z przyszłości. W transformatorze za rysowało się dwoje oczu, ciężko pulsujący język i półprzezroczysta sylwetka ciała. Przez chwilę miałem nadzieję, że całkowicie już cielesny pies zaszczeka radośnie i zacznie domagać się wypuszczenia na zewnątrz, ale tułów znów zbladł i zniknął. Mizar nie zatrzymał się w naszej chwili obecnej i z rozpędu zanurzył się w przeszłość. Ellon nisko pochylony nad pulpitem sterowniczym uważnie obserwował pulsowanie lampek sygnalizacyjnych.
— Doświadczalny pies Mizar pomknął w przeszłość — zameldował Olegowi. — Zero temporalne przekroczył bez szkody dla zdrowia, dlatego też dodałem trochę czasu wstecznego, przyspieszyłem inercyjny wylot z przyszłości.
— Jak długo będziemy czekać na powrót psa? — Również około godziny, dowódco.
— Jeśli zostaniesz tu — zwróciłem się do Olega to ja odwiedzę teraz Głos, który pewnie stęsknił się za towarzystwem.
W kabinie Głosu zacząłem spacerować pierścieniowym chodnikiem pod jej ścianami, jak to lubił robić Gracjusz. Nie musiałem opisywać unieruchomionemu Włóczędze przebiegu eksperymentu, bo analizatory przekazywały mu na bieżąco znacznie pełniejszy obraz niż ja to bym potrafił uczynić. Nie zdziwiłem się więc, gdy Głos zapytał o mój stosunek do podróży w czasie. Odparłem, że sam nie potrafię tego ściśle sformułować, bowiem jestem pełen nadziei zmieszanej z obawą i czymś, co można byłoby nazwać instynktowną niechęcią do tego rodzaju doświadczeń przeprowadzanych na istotach żywych.
— Zgadzam się z tobą w tym ostatnim punkcie, ale sytuacja jest chyba o wiele groźniejsza niż nam się wydaje. — Również obawiasz się, że grozi nam szaleństwo? — zapytałem.
— Szaleństwo już się zaczęło — odpowiedział Głos.
— Jeśli nie liczyć maszyn, nikt z nas poza Ireną na razie nie stracił zmysłów.
— Intelekt maszynowy nie jest chroniony wewnętrznym stabilizatorem czasu, jak to ma miejsce w wypadku organizmów żywych. Nic więc dziwnego, że mózgi pokładowe ucierpiały pierwsze.
— Uważasz zatem, że hipoteza Romera jest słuszna?
— To nie jest hipoteza, tylko stwierdzenie faktu. — A więc i my utracimy rozsądek? W pierwszej awarii z twojej świadomości wypadło poczucie „teraz”, ale chyba nie wątpisz, że tym razem żyjemy we własnej teraźniejszości?
Jednak Głos właśnie w to wątpił. Nawet więcej, był wręcz przekonany, że już utraciliśmy swoje „teraz”. Powiedział, że czas pokładowy pulsuje, miota się między najbliższą przeszłością a równie bliską przyszłością. Nie płynie równomiernie od przeszłości ku przyszłości, lecz bardzo szybko wibruje, gorączkowo drga. Głos wyczuwał te drgania w każdej komórce swojego mózgu, bo wibracja czasu prowadzi do rozdygotania myśli, do falowania rozkazów wydawanych mechanizmom wykonawczym. Na szczęście maszyny nie wyczuwają takich subtelności, bo dla nich najważniejsza jest treść rozkazu, a nie ton, jakim został on wydany, ale długo to trwać nie może. Nieuchronnie nastąpi chwila, kiedy wibrujący rozkaz przestanie być rozkazem, zamieni się w niezrozumiały bełkot, a wówczas statek umrze.
— Gracjusz dubluje twoją pracę, Głosie, ale na nic podobnego się nie uskarża! — powiedziałem zdumiony. — Wkrótce i on to poczuje. Wkrótce wszyscy to poczujecie, Eli. Czas drży coraz silniej, zwiększa się amplituda jego wibracji. Każda wibracja zostawia ślad: nawarstwia się przeszłość, koncentruje przyszłość. Kiedy ich niezgodność osiągnie wartość graniczną wówczas czas znów się rozerwie, a wątpię, żebyśmy i tym razem zdołali tak łatwo jak poprzednio wymknąć się z powstałej luki. Wtedy uciekliśmy z wyrwy czasowej między dwoma słońcami, ale co będzie, kiedy czas pęknie na samym statku?