Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:

Bohaterka bestselleru DZIENNIK BRIDGET JONES nadal zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym. Związana w końcu z Markiem Darcym, teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną marzeń. Bridget, niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 76
Перейти на страницу:

– O Boże – zajęczała Patchouli, kładąc na stole nogi odziane w kolarzówki z łycry. – Nie można regulować emocjonalnego zachowania ludzi. To faszyzm.

– Nie, nie, Patchouli, nie słuchałaś mnie – odparłam surowo. – Chodzi mi tylko o seksualne dobre wychowanie. Ponieważ jedną czwartą gospodarstw domowych prowadzą osoby samotne, kodeks ten znacznie poprawiłby umysłowe samopoczucie narodu.

– Naprawdę wydaje mi się, że w okresie kampanii wyborczej… – zaczął szyderczo Straszny Harold.

– Nie, czekaj – przerwał mu Richard Finch, żując gumę, podrygując nogą i spoglądając na nas dziwnie. – Ilu z was ma żonę albo męża?

Wszyscy zaczęli się głupio gapić w stół.

– Czyli tylko ja, tak? Tylko ja trzymam w kupie wystrzępioną materię brytyjskiego społeczeństwa?

Wszyscy starali się nie patrzeć na Saskie, researcherkę, z którą Richard sypiał przez całe lato, dopóki nagle nie przestał się nią interesować i nie przerzucił się na dziewczynę od kanapek.

– Nic dziwnego – ciągnął. – Kto by tam chciał się z wami żenić? Wy nie potraficie się zaangażować w robienie cappuccino, już nie wspominając o związaniu się na całe życie z jedną osobą.

Na te słowa Saskia wydała z siebie jakiś dziwny odgłos i wybiegła z biura. Przez całe rano odwaliłam całą masę researchu, telefonując i rozmawiając z różnymi ludźmi. Całkiem ciekawe było to, że nawet ci researcherzy, którzy wygwizdali mój pomysł, ciągle podsuwali mi swoje sugestie.

– OK, Bridget – powiedział Richard Finch tuż przed lunchem. – Posłuchajmy tego rewolucyjnego, wybitnego oeuvre.

Wyjaśniłam, że nie od razu Rzym zbudowano i że jeszcze nie skończyłam swojej pracy, ale zdążyłam zrobić szkic.

Odchrząknęłam i zaczęłam:

Kodeks chodzenia na randki

1. Jeżeli obywatel wie, że nie chce z kimś chodzić, przede wszystkim nie powinien robić mu nadziei.

2. Kiedy mężczyzna i kobieta postanawiają, że chcą pójść ze sobą do łóżka, to jeżeli jedna ze stron chce, żeby był to tylko „skok w bok”, powinna przedtem jasno to stwierdzić.

3. Jeżeli obywatel pieści się lub sypia z innym obywatelem, nie powinien udawać, że nic się nie dzieje.

4. Obywatelowi nie wolno całymi latami chodzić z innym obywatelem, powtarzając przy tym, że nie chce się poważnie angażować.

5. Po kontakcie seksualnym objawem złego wychowania jest niepozostanie na noc.

– Ale co, jeśli… – niegrzecznie przerwała mi Patchouli.

– Czy mogę skończyć? – spytałam czarującym, lecz autorytatywnym tonem, zupełnie jakbym była Michaelem Heseltine’em a Patchouli – Jeremym Paxmanem. Potem przeleciałam resztę listy, dodając: – Poza tym, jeśli rząd zamierza dalej rozprawiać o wartościach rodzinnych, to powinien zrobić coś bardziej pozytywnego dla samotnych, zamiast ich olewać. – Zrobiłam pauzę i zaszeleściłam papierami. – Oto moje propozycje: Promocja Szczęśliwych Małżeństw

1. Wprowadzić na listę lektur szkolnych książkę Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, by obie strony z przeciwnych armii rozumiały siebie nawzajem.

2. Uczyć wszystkich małych chłopców, że udział w pracach domowych nie sprowadza się do wrzucenia jednego widelca pod kran.

3. Stworzyć olbrzymią rządową agendę kojarzenia samotnych ze ścisłym kodeksem chodzenia na randki, zawierającym zasady dla szukających partnera dotyczące picia, rozmów telefonicznych, kosmetyków itd., kary za emocjonalne popapranie i zasadę, że obywatel jest zobowiązany pójść przynajmniej na dwanaście rządowych randek, zanim się zadeklaruje jako samotny, i to tylko wtedy, gdy ma rozsądne podstawy do odrzucenia wszystkich dwunastu.

4. Jeżeli podstawy te zostaną uznane za rozsądne, obywatel jest zobowiązany do uznania się za popaprańca.

– O Chryste – jęknął Straszny Harold. – Naprawdę uważam, że jednak powinniśmy zająć się euro.

– Nie, nie, to jest dobre, to jest bardzo dobre – powiedział Richard, wpatrując się we mnie uważnie, na co Harold zrobił taką minę, jakby zjadł gołębia. – Myślę: dyskusje w studio na żywo. Myślę: Harriet Harman, myślę: Robin Cook. Może nawet myślę: Blair. Dobra, Bridget. Ruchy, ruchy. Bierz się do tego. Połącz się z biurem Harman i załatw ją na jutro, a potem spróbuj u Blaira.

Hurra! Jestem czołowym researcherem. Wszystko się zmieni w moim życiu i w życiu całego narodu!

19.00.

Hmm. Harriet Harman w ogóle nie oddzwoniła. Ani Tony Blair. Mój temat został odwołany.

29 kwietnia, wtorek

Budowlaniec Gary jest niewiarygodny. W tym tygodniu codziennie zostawiałam mu wiadomość i nic. Żadnej odpowiedzi. Może jest chory czy coś. Poza tym niedobrze mi się robi od tego straszliwego smrodu, który idzie ze schodów.

30 kwietnia, środa

Hmm. Właśnie wróciłam z pracy i zobaczyłam, że dziura w ścianie została zasłonięta wielkim kawałem folii, ale wciąż nie ma żadnego liściku, wiadomości, żadnej odpowiedzi na moją prośbę o zwrot tych 3500 funtów. Nic. Chciałabym, żeby zadzwonił Mark.

Rozdział ósmy

OCH, KOTKU

1 maja, czwartek

58 kg, jedn. alkoholu 5 (ale świętuję zwycięstwo Nowej Lewicy), wkład w zwycięstwo Nowej Lewicy – poza jedn. alkoholu – 0.

18.30.

Hurra! Dzisiaj panuje naprawdę fantastyczna atmosfera: dni wyborów to jedna z niewielu okazji, kiedy sobie uświadamiasz, że to my, lud, jesteśmy odpowiedzialni za losy naszego kraju, a rząd to tylko arogancka marionetka. Nadszedł czas, by stanąć ramię w ramię i przejąć władzę.

19.30.

Właśnie wróciłam ze sklepu. Coś niesamowitego. Ludzie wylewają się z pubów kompletnie pijani. Naprawdę czuję, że jestem częścią większej całości. Nie chodzi tylko o to, że ludzie chcą zmiany. Nie. To wielkie ruszenie nas, narodu, przeciwko całej tej chciwości, brakowi zasad i szacunku dla prawdziwych ludzi i ich problemów i… Ojej, telefon.

19.45.

Hmm. To był Tom.

– Głosowałaś już?

– Właśnie się wybierałam – odparłam.

– Ach, tak. Do którego punktu wyborczego?

– Do tego za rogiem. Nie cierpię, kiedy Tom się tak zachowuje. Tylko dlatego, że kiedyś należał do Red Wedge i koszmarnym głosem zawodził „Śpiewaj, jeśli się cieszysz, że jesteś gejem”, jeszcze nie znaczy, że może się zachowywać jak święta Inkwizycja.

– A na którego kandydata będziesz głosować?

– Yyy – sieknęłam, tocząc błędnym wzrokiem po ulicy w poszukiwaniu czerwonych plakatów na latarniach. – Na Bucka!

– No to idź – powiedział. – I pamiętaj o pani Pankhurst [32].

Słowo daję, co on sobie wyobraża – że jest członkiem partii przestrzegającym dyscypliny wśród współtowarzyszy czy co? Oczywiście, że będę głosować. Ale lepiej najpierw się przebiorę. W tym stroju nie wyglądam zbyt lewicowo.

20.45.

Właśnie wróciłam z punktu wyborczego. „Czy ma pani kartę do głosowania?” – spytał mnie jakiś zarozumiały typek. Jaką znowu kartę do głosowania, pytam ja się kogo? Okazało się, że nie byłam zarejestrowana na żadnej z ich list, chociaż, cholera jasna, od lat płacę podatki, więc będę musiała lecieć do innego punktu wyborczego. Wróciłam tylko na chwilę po plan Londynu.

21.30.

Hmm. Tam też nie jestem zarejestrowana. Muszę iść do jakiejś biblioteki czy na drugi koniec miasta. Ale dzisiaj wieczorem cudownie jest chodzić po mieście. My, lud, jednoczymy się w walce o zmiany. Taaaak! Szkoda tylko, że włożyłam koturny. Poza tym za każdym razem, kiedy schodzę schodami, zalatuje ten straszliwy smród.

вернуться

[32] Pani Pankhurst – słynna brytyjska sufrażystka.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)