W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
– Ja tam się nie denerwuję – wymamrotała Shazzer.
– A co z przyjaciółmi, którzy nie lecą na siebie? – spytała Jude.
– To się nie zdarza. Wszystko jest napędzane przez seks. „Przyjaźń” to zła definicja.
– Kaszmiry jedne! – wybełkotałam, siorbiąc chardonnay.
– Właśnie! – podchwycił z zapałem Tom. – To findemilenijny kaszmiryzm. Shazzer jest „kaszmirem” Simona, bo to przede wszystkim ona chce z nim chodzić do łóżka, więc Simon ją lekceważy i staje się jej „kaszpanem”.
Na te słowa Sharon wybuchnęła płaczem i minęło dwadzieścia minut, zanim udało się nam ją pocieszyć za pomocą kolejnej butelki Chardonnay i paczki papierosów, aż wreszcie mogliśmy stworzyć listę kolejnych definicji, która wyglądała następująco:
Kaszmiraż – przyjaciel, na którego lecisz i który okazuje się gejem („To ja, to ja” – powiedział Tom).
Kaszmąź – przyjaciel, z którym kiedyś chodziłaś i który jest teraz żonaty i dzieciaty, ale lubi cię mieć na podorędziu jako pamiątkę ze starych czasów, przez co czujesz się jak bezpłodna macica, która sobie wyobraża, że zakochał się w niej ksiądz proboszcz.
Ekskaszpart – były partner, który chce do ciebie wrócić, ale udaje, że tylko na stopie przyjacielskiej, po czym się do ciebie przystawia i ciągle się obraża.
– A kaszmęczennicy? – spytała markotnie Shaz. – Przyjaciele, którzy kosztem twoich uczuć robią z twojej osobistej tragedii studium socjologiczne.
W tym momencie uznałam, że będzie lepiej, jeśli pójdę po papierosy. Sterczałam właśnie w obskurnym pubie na rogu, czekając, aż automat wyda mi resztę, kiedy niemal wyskoczyłam ze skóry. Po drugiej stronie baru stał facet, który wyglądał dokładnie jak Geoffrey Alconbury, z tym, że zamiast żółtego swetra w romby i spodni do golfa miał na sobie jasnoniebieskie dżinsy zaprasowane w kancik i skórzaną kurtkę na czarnej nylonowej kamizelce z cieniutkimi ramiączkami. Próbowałam dojść do siebie, wpatrując się jak głupia w butelkę Malibu. Nie, to nie mógł być wujek Geoffrey. Zerknęłam do góry i zobaczyłam, że rozmawia z chłopakiem, który wyglądał na siedemnaście lat. To był wujek Geoffrey. Bez żadnych wątpliwości! Zawahałam się, niepewna, co robić. Przez krótką chwilę zamierzałam zrezygnować z papierosów i wyjść, by oszczędzić Geoffreyowi wstydu, ale potem jakaś operetkowa złość przypomniała mi, że Geoffrey wielokrotnie mnie poniżał na własnym terenie, drąc się na całe gardło. Ha! Ahahahaha! Teraz wujek Geoffrey znalazł się na moim terenie. Już miałam podejść i ryknąć na całe gardło: „A to kto? Matko święta! Znalazłeś sobie przydupasa?!”, kiedy poczułam klepnięcie w ramię. Odwróciłam się, ale za mną nie było nikogo, a potem poczułam klepnięcie w drugie ramię. Ulubiona sztuczka wujka Geoffreya.
– Ahahaha, a cóż tu robi moja mała Bridget? Szuka sobie gacha?! – zaryczał. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na sobie miał żółty sweter z pumą z przodu, w pobliżu nie było żadnego chłopaczka, a Geoffrey bezczelnie próbował odwrócić role.
– Tu nikogo sobie nie znajdziesz, Bridget. Wszyscy mi tu przypominają Juliana Ciarysa. Same pedzie! Ahahaha. Wpadłem tylko po paczkę Panatelli Slimów.
W tej chwili znowu pojawił się jakiś podenerwowany chłoptaś ze skórzaną kurtką na ramieniu.
– Bridget – powiedział Geoffrey, jakby miał za sobą cały Kettering Rotary Ciub, ale zaraz uszła z niego para i odwrócił się do barmana. – No, panie kolego! Ma pan te Panatelle Slimy, o które prosiłem? Czekam już dwadzieścia minut.
– Co robisz w Londynie? – spytałam podejrzliwie.
– W Londynie? Przyjechałem do AGM w imieniu rotarianów. Wiesz, Londyn nie jest twoją prywatną własnością.
– Cześć, jestem Bridget – powiedziałam dwuznacznym tonem do chłoptasia.
– Yyy, to jest Steven. Ubiega się o funkcję skarbnika, prawda, Steven? Dałem mu parę rad. Taaa. No, będę już leciał. Bądź grzeczna! A jeśli nie możesz być grzeczna, to przynajmniej zachowaj ostrożność!!! Ahahaha! – I wypadł z pubu, a za nim chłoptaś, oglądający się na mnie z urazą. Kiedy wróciłam do domu, Jude i Shazzer nie mogły uwierzyć, że pozwoliłam, żeby przeszła mi koło nosa taka szansa na zemstę.
– Pomyśl tylko, co mogłaś mu powiedzieć – westchnęła Shaz, zaciskając oczy z pełnym niedowierzania żalem.
– No! Cieszę się, że w końcu znalazłeś sobie faceta, wujku Geoffreeeey! Zobaczymy, jak długo z tobą zostanie. Poooszedł – fruuuu! Na twarzy Toma malowała się jednak strasznie irytująca pompatyczna troska.
– To jest tragiczne, tragiczne! – wybuchnął. – Tylu mężczyzn w całym kraju żyje w kłamstwie! Wyobraźcie sobie wszystkie te skryte myśli, wstyd i pragnienia, które ich zżerają na przedmieściach, pomiędzy kanapą a balkonem! Pewnie jeździ do Hampstead Heath. Pewnie naraża się na potworne, potworne ryzyko. Powinnaś z nim porozmawiać, Bridget.
– Słuchaj no – przerwała mu Shaz. – Zamknij się. Jesteś pijany.
– Czuję się usprawiedliwiona – powiedziałam z zamyśleniem i ostrożnie. Zaczęłam tłumaczyć, że już od dawna podejrzewam, że szczęśliwy świat Geoffreya i Uny wcale nie jest taki, na jaki wygląda, i dlatego nie jestem żadnym dziwolągiem, i wcale nie trzeba być po bożemu w normalnym heteroseksualnym związku.
– Bridge, zamknij się. Ty też jesteś pijana – zawyrokowała Shaz.
– Hurra! Wróćmy do naszych spraw. Nic bardziej nie wkurza niż cudze obsesje, które nas odciągają od własnych – powiedział Tom. Napraliśmy się potem w cztery trąbki. Wieczór był absolutnie fantastyczny. Jak to ujął Tom, gdyby Miss Havisham [31] miała jakieś fajne kumpelki, które potrafiłyby ją rozruszać, nie łaziłaby tak długo w swej sukni ślubnej.
28 kwietnia, poniedziałek
58 kg, jedn. alkoholu O, papierosy O, faceci O, telefony od Budowlańca Gary’ego O, widoki na nową pracę 0 (obiecująco), wizyty na siłowni O, liczba wizyt na siłowni w tym roku 1, koszt członkostwa na siłowni za rok 370 funtów, koszt jednorazowej wizyty na siłowni 123 funty (b. nieekonomicznie). Dobra. Od dzisiaj stanowczo rozpoczynam program gimnastyczny na siłowni, żeby potem móc chodzić i mówić z wyższością: „Było ciężko, ale się opłaciło” – jak Partia Konserwatywna – ale, nie tak jak partii, wszyscy mi uwierzą i pomyślą, że jestem wspaniała.
Ojej, już dziewiąta. Jednak pójdę wieczorem. Gdzie, kurwa, jest ten Gary? Później. W biurze. Haha! Ahahahaha! W pracy było dziś fantastycznie.
– No – zaczął Richard Finch, kiedy wszyscy zebraliśmy się przy stole. – Bridget. Tony Blair. Komisje kobiet. Nowa polityka wobec kobiet, jakieś sugestie? W żaden sposób nie kojarz tego z Colinem Firthem, jeśli to możliwe.
Uśmiechnęłam się uszczęśliwiona, spoglądając w dół na swoje notatki, po czym spokojnie i z pewnością siebie z powrotem podniosłam wzrok.
– Tony Blair powinien wprowadzić kodeks chodzenia na randki dla samotnych – powiedziałam w końcu. Wśród pozostałych researcherów przy stole zapadło pełne zazdrości milczenie.
– I to już wszystko? – spytał Richard Finch.
– Taa – odparłam pewnym siebie głosem.
– Nie uważasz – powiedział – że nasz potencjalny nowy premier ma co innego do roboty?
– Ale pomyśl tylko, ile godzin pracy traci się przez roztargnienie, zły nastrój, roztrząsanie różnych sytuacji i czekanie na telefon – wyjaśniłam. – Chyba tyle, co przez bóle pleców. Poza tym wszystkie inne kultury mają określone rytuały związane z chodzeniem na randki, a my błądzimy we mgle, w której mężczyźni i kobiety coraz bardziej oddalają się od siebie.
Na te słowa Straszny Harold wydał z siebie pogardliwe parsknięcie.
[31] Miss Havisham – bohaterka Wielkich nadziei Charlesa Dickensa, która po odejściu narzeczonego wpadła w obłęd i stale chodziła w sukni ślubnej.