Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przez zielone tęczówki.
- Legilimens Evocis!
Harry poczuł, jak zaklęcie wypełnia go, a jego siła jest tak ogromna, że niemal
rozrywa go na strzępy. Uwolnił je i pozwolił mu się poprowadzić, wzdłuż różdżki, a
potem prosto w dwoje czarnych, rozszerzonych źrenic. Prosto ku prawdzie.
--- rozdział 62 ---
62.The Truth
I'm a liar It's my secret no one knows
I'm a liar
Yeah, I know it doesn't show
No, I don't miss you anymore
No, I don't think of you
It's such a game to seem adored
No, I don't love you anymore*
Na ułamek sekundy zrobiło się ciemno i po chwili Harry doznał wrażenia, jakby
znalazł się w samym środku huraganu. Otoczyły go tysiące obrazów, tysiące myśli,
nałożonych jedne na drugie w niekończącej się kakofonii. Zanim jednak zdążył zdać
sobie z tego sprawę, poczuł, jak spada, wciągany przez wir przypadkowego
wspomnienia, i kiedy odzyskał równowagę, w jego uszy uderzył rozpaczliwy krzyk i
płacz.
Obraz wyostrzył się i pomimo panującej ciemności Harry dostrzegł kilka skulonych
pod ścianą sylwetek. Byli to nastoletni chłopcy w wieku nie starszym niż trzynaście
lat. Na ich twarzach zaciętość zdecydowanie przegrywała z przerażeniem. Jednak to
nie oni krzyczeli. Wrzaski i płacz dochodziły z sąsiedniego pomieszczenia, do
którego prowadziły otwarte na oścież, wiszące na jednym zawiasie drzwi. Blask
kołyszącej się pod sufitem lampy stanowił jedyne oświetlenie, prześlizgując się po
pokrytej krwią podłodze i zachlapanych ścianach. Na ułamek sekundy z ciemności
wynurzały się połamane, poprzewracane meble i... leżące na podłodze ciała. Z wciąż
otwartych ran sączyła się krew, powykręcane pod dziwnym kątem kończyny
wyglądały tak, jakby coś je połamało jak zapałki. Spod jednej ze ścian dochodziło
zawodzenie i łkanie kilku dziecięcych głosów, jednak światło tam nie sięgało.
Prześliznęło się jednak po ustawionym na środku pomieszczenia stole i po jasnych
włosach przygwożdżonego do niego, młodego chłopca... i po pochylonej nad nim
potężnej sylwetce mężczyzny o gęstej grzywie potarganych włosów, który szybkimi,
bezwzględnymi pchnięciami wdzierał się w to drobne, nagie ciało, wywołując
spazmatyczne wrzaski nieskończonego bólu...
Severus uniósł różdżkę, kierując ją w stronę drzwi, które uniosły się, naprawiły i
zatrzasnęły, tłumiąc krzyki. Nie wahając się ani przez chwilę, rzucił na drzwi jeszcze
jedno zaklęcie, które sprawiło, że rozświetliły się one czerwienią. Jego nieruchoma
do tej pory twarz zmieniła się. Pojawił się na niej wyraz obrzydzenia, w czarnych
oczach rozpaliło się coś... przerażającego. Powoli odwrócił się do chłopców,
obrzucając ich lodowatym spojrzeniem. W lewej ręce trzymał pokrytą czerwonymi
kroplami, białą maskę. Na jego ciemnozielonej szacie widniały plamy i nawet jeżeli
nie było widać ich koloru, to doskonale wiadomo było, skąd się wzięły.
Niedbałym ruchem odrzucił maskę w kąt i zrobił krok w stronę chłopców. Jego usta
zaciskały się w bladą, wąską linię. Czarne oczy przypominały jedynie ciemne szpary.
Uniósł różdżkę, kierując ją w stronę najstarszego z chłopców.
Severus zmarszczył brwi i po chwili z jego ust wydobył się szorstki głos:
- Imperio.
Twarz chłopaka zmieniła się. Pojawił się na niej lekko zdziwiony, beznamiętny wyraz.
- Krzycz - powiedział Severus, wpatrując się w niego ze skupieniem. - Krzycz i błagaj
o litość, najgłośniej jak potrafisz.
Chłopiec wykonał polecenie. Z jego ust zaczęły wydobywać się krzyki, jęki i błagania.
Cała reszta odsunęła się od niego najdalej, jak tylko się dało, przypatrując mu się ze
strachem i pewną dozą zaintrygowania.
- Nie, nie, nie! Proszę! Nie!
- Severusie - zza drzwi dobiegł czyjś uradowany głos. - Słyszę, że bawisz się tam
nawet lepiej niż ja. Wiesz, gdybyś mnie wpuścił, moglibyśmy we dwóch dać nauczkę
tym małym smarkaczom. Po pewnym czasie zabawa w pojedynkę zaczyna być
nużąca. Co ty na to?
Snape nie poruszył się, nie odwrócił nawet głowy. Jedynie w jego oczach pojawił się
mrożący wszystko płomień.
- Dobrze wiesz, że cenię sobie prywatność, Blackwood - odparł lodowatym tonem.
Jeszcze bardziej zmarszczył brwi. Chłopiec wydał z siebie przyprawiający o dreszcze
wrzask:
- Nieee! To boli!
Zza drzwi dobiegł zachrypnięty śmiech. Śmiech, który zaczął się oddalać, jakby coś
próbowało Harry'ego wypchnąć ze wspomnienia. Zanim jednak zniknął zupełnie,
usłyszał jeszcze ciche, odległe:
- Avada Kedavra.
Krzyk ucichł. Wszystko ucichło. Otoczyła go ciemność. Miał wrażenie, że znalazł się
w zamkniętym pokoju, ale wiedział, że to nieprawda. Że to tylko złudzenie. Severus
próbował walczyć.
Harry pamiętał, co czytał o tym zaklęciu. Wizualizacja. Musi wybrać wizualizację.
Inaczej nigdy się stąd nie wydostanie.
Pamiętał sen... i okna... Okna, przez które Severus zaglądał do jego wspomnień...
Musi wyobrazić sobie coś podobnego, coś, co go poprowadzi, co pozwoli mu
przekroczyć próg...
Drzwi! Tak. To było to.
W tej samej chwili, w której o tym pomyślał, pojawił się przed nim korytarz. Nie
mający końca korytarz wypełniony po obu stronach drzwiami. Takimi samymi, jakie
prowadziły do komnat Mistrza Eliksirów. Tysiące drzwi. Nie, miliony drzwi. Widział je
wszystkie razem i każde osobno. Nakładały się na siebie i przenikały, niczym
niezwykle wyrafinowany kalejdoskop, tworząc nieskończony labirynt przejść.
Klucz. Musi znaleźć do nich klucz. Hasło. Inaczej pozostanie mu szukanie po
omacku, a szansa, że trafi na odpowiednie, jest jak jeden do miliona.
Zamknął oczy.
Hasło... Nie, to powinny być dwa hasła. Jedno oznaczające zakres wspomnień, a
drugie - ich temat.
Od czego wszystko się zaczęło? Wiedział doskonale. Ale to nie chodziło o eliksir,
tylko o samo... pragnienie. Pragnienie Snape'a.
Desiderium Intimum
Ilość drzwi zmniejszyła się. Czuł, jak zostaje ich coraz mniej i mniej.
Jeszcze temat. To on nim był.
Pott...
Nie.
Otworzył oczy.
Harry
Z satysfakcją patrzył, jak część drzwi znika, a pozostała staje się o wiele bardziej
realna.
Wiedział, że to wszystko jest tylko iluzją, trwającą nie więcej niż kilka sekund. I że
zanim Severus znowu go odnajdzie, ma tyle czasu, ile zapragnie. Ponieważ tutaj
czas był wartością względną i tylko on mógł go determinować.
Spojrzał na długi rząd drzwi. Podszedł do pierwszych z nich i uniósł dłoń, muskając
palcami ciemne drewno. Drzwi zaczęły się otwierać, odsłaniając Harry'emu świat,
który zawsze pozostawał dla niego jedną, wielką, wypełnioną kłamstwami tajemnicą.
Świat Severusa Snape'a.
***
Severus siedział w zaciszu swych komnat, przyglądając się resztce bursztynowego
płynu pozostałemu na dnie szklanki. Co jakiś czas poruszał nadgarstkiem, lekko
mieszając trunek i obserwując grę świateł odbijających się w szklance płomieni, które
padały z trzaskającego w kominku ognia.
Nie sądził, że aż tak zdenerwuje go informacja przekazana przez McGonagal . Potter
śmiał prosić o pozwolenie na odejście z jego zajęć? Teraz? Kiedy Severus miał go w
garści? Teraz, kiedy został obdarzony taką... władzą? Władzą, która pozwalała mu
na wszystko w stosunku do niego? O nie, z pewnością się na to nie zgodzi.