Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Przycisnął dłoń do oczu i przetarł powieki.
Nie, panika nie była teraz wskazana. Musi zachować trzeźwy umysł, aby zdobyć
eliksir. Tylko to się teraz liczyło. Ale jak ma to zr...
W chwili kiedy jego spojrzenie padło na poruszającą się korytarzem kropkę z
napisem Nott, serce podskoczyło mu niemal do gardła.
Czyżby to...? Czyżby to właśnie miała być jego szansa?
Uważnie obserwował zbliżającą się kropkę. Tak, nie było żadnych wątpliwości! Nott
zmierzał wyraźnie w kierunku gabinetu Mistrza Eliksirów! A to oznaczało, że wejdzie
tam, a potem on i Snape wyjdą i Harry będzie mógł...
Zerwał się na równe nogi, wcisnął mapę do kieszeni bluzy i wyciągnął różdżkę.
Skierował ją na siebie i wyszeptał dwa zaklęcia.
- Tacitus Gressus. Eradico Aura.
Wyciszenie kroków i stępienie własnego zapachu (dzięki któremu Snape zawsze
potrafił wyczuć jego obecność) powinno mu pomóc wśliznąć się do środka
niezauważonym. Nawet jeżeli wiedział, że zaklęcia przestaną działać po piętnastu
minutach. Miał tylko nadzieję, że zanim to nastąpi, ani Snape'a, ani Notta dawno już
nie będzie.
Schował różdżkę do kieszeni i podbiegł do drzwi, mocno przyciskając do siebie
pelerynę. Stanął z boku, tuż obok futryny, uważnie obserwując nadchodzącego
Ślizgona. Chłopak zatrzymał się przed drzwiami i zapukał niedbale. Ze środka
dobiegło krótkie, ostre polecenie:
- Wejść!
Nott nacisnął na klamkę i pchnął ciężkie drzwi.
Harry miał tylko ułamek sekundy. W ostatniej chwili zdążył prześliznąć się za nim,
kiedy drzwi już się zamykały. Stanął pod ścianą, czując jak mocno bije mu serce.
Snape siedział przy swoim biurku, pochylony nad pergaminami.
- Dobry wieczór, profesorze - powiedział Nott z nutą nonszalancji w głosie. - Mam
nadzieję, że nie przeszkadza panu to, że przyszedłem nieco wcześniej?
Snape rzucił mu nieokreślone spojrzenie.
- Siadaj. Zaraz skończę i będziemy mogli wyruszyć. - Po tych słowach ponownie wbił
spojrzenie w leżące przed nim pergaminy.
Nott zrobił kwaśną minę, jakby nie podobało mu się to, że musi czekać. Podszedł do
biurka i usiadł przy nim, zakładając ręce na piersi i wbijając wzrok w stojące na
półkach słoiki i butelki.
Harry ostrożnie przesunął się w pobliże drzwi prowadzących do komnat Mistrza
Eliksirów. Miał ogromną nadzieję, że Snape zamierzał przejść przez nie jeszcze
przed wyjściem z Nottem. Nie podobała mu się wizja siedzenia tutaj do jego powrotu.
Zresztą co by wtedy mógł zrobić? Snape wszedłby do swych komnat i raczej już by
ich nie opuścił. Nie, teraz miał jedyną okazję. To była jego ostatnia szansa. Jeżeli jej nie wykorzysta i nie zdobędzie eliksiru, to już teraz w zasadzie może iść do
Voldemorta i podać mu się na srebrnej tacy.
Pozostało czekanie.
Aby zająć czymś rozbiegane, nerwowe spojrzenie, wzorem Notta wbił je w stojące na
półkach słoje i butelki i dopiero teraz zauważył, że duża część z nich była... pusta.
Dziwne.
Stały tutaj, odkąd tylko pamiętał. Odkąd po raz pierwszy odwiedził ten gabinet na
drugim roku. Zawsze pełne różnokolorowych substancji, osobliwych, pływających w
roztworach i zawiesinach "przedmiotów" oraz niezwykłych, czasami bardzo trudno dostępnych ingrediencji. A teraz większość zniknęła, chociaż w niektórych butelkach
odrobinę pozostało.
Co to mogło oznaczać?
Zanim jednak zdążył się nad tym dłużej zastanowić, Snape odłożył trzymane w dłoni
pióro, złożył pergaminy, wsunął je do szuflady biurka i podniósł się.
- Zaczekaj tu na mnie.
Harry napiął się cały.
Tak! Snape ruszył w jego kierunku. To znaczy, w kierunku swych komnat. Harry
przysunął się jeszcze bliżej i zatrzymał tuż obok drzwi. Miał ogromną nadzieję, że
zaklęcie tępiące zapach podziałało, w przeciwnym wypadku...
Snape podszedł do drzwi i otworzył je szarpnięciem.
Harry ugiął kolana.
Teraz albo nigdy!
Wśliznął się do środka zaraz za mężczyzną i kiedy tylko przekroczył próg, poczuł
chłodny powiew na twarzy. Jak to możliwe, skoro miał na sobie pelerynę niewidkę?
W tym samym momencie Snape zatrzymał się gwałtownie. Harry błyskawicznie
odsunął się pod ścianę i zobaczył, jak Snape odwraca się z wyrazem rozgniewania
na twarzy.
- Powiedziałem, że masz zaczekać w gab... - urwał nagle, kiedy dostrzegł, że nikogo
za nim nie ma, a Nott nadal siedzi przy biurku.
Harry przełknął ślinę i tak mocno wcisnął się plecami w ścianę, iż niemal się z nią
stopił. Serce biło mu prawie w gardle.
Snape zmarszczył brwi i bardzo powoli odwrócił się z powrotem, ale nie poruszył się.
Zrobił to dopiero po kilku sekundach, jakby wyrwany z odrętwienia. W kilku
pospiesznych krokach przemierzył salon, wszedł do sypialni i wrócił w czarnym,
długim płaszczu narzuconym na szaty. Wyszedł z salonu i zamknął za sobą drzwi,
które rozjarzyły się słabym blaskiem.
Harry, który dopiero teraz zorientował się, że wstrzymuje powietrze, wypuścił je z
ogromną ulgą.
Pierwsza część planu za nim. Pozostała ta trudniejsza. Zabrać eliksir i wydostać się
stąd. W obojętnie jaki sposób.
Zanim jednak wykonał jakikolwiek ruch, stał i nasłuchiwał. Dopiero kiedy usłyszał
trzask zamykanych drzwi, odważył się poruszyć. Wziął głęboki oddech i ostrożnie
podszedł do biblioteczki, po drodze zdejmując z siebie pelerynę i wciskając ją do
kieszeni bluzy. Nie musiał długo szukać. Szybko odnalazł czarną księgę, złapał za
nią i pociągnął. Ścianka przesunęła się ze zgrzytem do przodu i na bok, a jego
oczom ukazało się pogrążone w ciemności tajne laboratorium Mistrza Eliksirów.
Harry wyciągnął z kieszeni różdżkę.
- Lumos - wyszeptał. Pomieszczenie rozjaśniło się i wzrok Harry'ego odruchowo
powędrował w kierunku myślodsiewni. Była pusta.
Przełknął ślinę i spojrzał na znajdujący się na środku pomieszczenia stół, na którym
wciąż stał wypełniony zieloną, fosforyzującą substancją kociołek.
Jest!
Ruszył w jego stronę, ale wtedy kątem oka dostrzegł... dostrzegł...
Zatrzymał się gwałtownie i powoli odwrócił głowę, a jego oczy rozszerzyły się. Serce
szarpnęło mu się w piersi, rozpływając się w niedowierzaniu, ponieważ oto na jednej
z półek, w szklanej gablocie zobaczył... pióro, figurkę lwa i węża, a także małe,
czerwone pudełeczko. Wszystkie prezenty, które podarował Snape'owi. Wszystkie
prezenty, które podarował człowiekowi, który go nienawidził...
Dlaczego je zachował? Dlaczego je tutaj trzymał? W miejscu, w którym znajdowały
się jego wszystkie najcenniejsze mikstury i księgi. Tak jakby te trzy rzeczy były dla
niego czymś... ważnym.
Nie, nie ma teraz czasu się nad tym zastanawiać. Musi zabrać eliksir!
Z trudem oderwał wzrok od gabloty i podszedł do stołu. Zajrzał do kociołka, w którym
niespokojnie wirowała zielona mikstura. Prawdopodobnie miał przed sobą jedyną
substancję, która była w stanie zabić najpotężniejszego czarnoksiężnika na świecie.
Niebywałe... Tyle mocy w czymś tak niepozornym...
Przypomniały mu się wypowiedziane przez Snape'a dawno temu słowa:
Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a nawet
powstrzymać śmierć.
I Harry wiedział teraz doskonale, że to nie były czcze przelewki. Snape był
prawdziwym Mistrzem Eliksirów. Tylko on potrafił uwarzyć coś tak potężnego.