Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
złapał jego pięść, wykręcił mu obie ręce do tyłu, odwracając go przodem do ściany i
przycisnął do biblioteczki z taką siłą, jakby zamierzał go zmiażdżyć. Harry jęknął i z
trudem zdołał odwrócić twarz w bok. Półka wbijała mu się w policzek, płuca paliły, a
serce łomotało w piersi.
- Jak mogłeś w ogóle pomyśleć, że masz ze mną jakiekolwiek szanse, chłopcze? -
usłyszał niski, głęboki głos tuż przy swoim uchu.
Harry zacisnął zęby, czując wzrastającą złość. Na siebie. Na własną głupotę. I na
Snape'a. Za to, że zawsze wygrywał. Za to, że zawsze był krok przed nim.
Spróbował się uwolnić, ale to spowodowało jedynie, że ból w wykręconych
ramionach nasilił się.
- Nie szarp się, to poluzuję uścisk - powiedział Snape. Harry czuł na karku jego
gorący oddech i miał wrażenie, że ten oddech wędruje po jego kręgosłupie,
podrażniając zakończenia nerwowe. - Zaraz się przekonamy, po co tu przyszedłeś...
Harry zacisnął powieki, kiedy dłoń Snape'a uwolniła jego lewą rękę i zaczęła
wędrować wzdłuż boku. Wsunęła się w bluzę i wyciągnęła z niej... mapę Huncwotów.
Mapę, którą Harry zapomniał wyczyścić! A niech to!
- No proszę. Co my tu mamy? A więc to tego używałeś, aby mnie szpiegować... - W
głosie mężczyzny pojawiła się niezwykle groźna nuta. - Konfiskuję ją.
- Zostaw! - warknął Harry, czując jak wściekłość przelewa się przez niego, ale nie
może znaleźć ujścia. - Jest moja!
Nie może dłużej pozwalać mu... Nie może!
W momencie, kiedy Snape odsunął się nieco, aby schować mapę w swoje szaty,
Harry wykorzystał tę odrobinę swobody, wyszarpnął uwolnioną rękę i uderzył łokciem
w tył, trafiając mężczyznę prosto w żebra.
Usłyszał zduszony pomruk zaskoczenia i bólu i, nie czekając na nic, rzucił się do
ucieczki, ale Snape, pomimo ciosu, nie puścił jego drugiej ręki. Szarpnął go i
przyciągnął z powrotem, odwracając przodem do siebie i ponownie wciskając w
biblioteczkę. Harry uderzył głową w półkę i na moment stracił orientację.
- Nie pozostawiasz mi wyboru - usłyszał wypowiedziane gniewnie słowa, a po chwili
zobaczył krótki rozbłysk i odkrył, że... nie może się poruszać. Jego ręce, nogi i całe
ciało przykleiły się do biblioteczki za plecami i chociaż bardzo chciał się uwolnić, to
nie mógł poruszyć nawet małym palcem. Jedyną częścią ciała, która nie została
unieruchomiona była głowa.
- Wypuść mnie! - krzyknął, próbując się wyszarpnąć, ale nie miał na to szans.
Przegrał. Znowu z nim przegrał. To nie tak miało się zakończyć.
Zacisnął zęby, kiedy poczuł dłonie mężczyzny na swoich przedramionach,
przesuwające się w górę, na ramiona i szyję.
- Nie rób tego - wyszeptał, chwytając się ostatniej deski ratunku. - Proszę...
Snape rzucił mu krótkie, ostre spojrzenie, nie przerywając przeszukiwania go. Harry
zagryzł wargę. Wiedział, że to na nic. Wszystko poszło na marne..
Z rosnącym przerażeniem patrzył, jak dłonie Snape'a wędrują po jego ciele,
obmacując klatkę piersiową, boki i schodząc coraz niżej i niżej, aż w końcu
zatrzymują się na biodrach i...
Czarne oczy rozbłysły triumfalnie. Dłoń Snape'a wsunęła się w spodnie Harry'ego i
wyciągnęła z niej wypełnioną zielonym eliksirem buteleczkę, a kiedy mężczyzna
podniósł ją i rozpoznał jej zawartość... jego twarz stała się kredowo biała, a oczy
nienaturalnie rozszerzyły. Przez jakiś czas po prostu stał, wpatrując się w nią
oniemiały. Jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Harry miał wrażenie, że niemal
dostrzega szalejącą w jego oczach wichurę domysłów. W końcu wzrok mężczyzny
oderwał się od buteleczki i wbił w Harry'ego, a z jego warg wydobył się głos, który
zdawał się dochodzić z bardzo daleka:
- Po co ci to?
Drżał. Harry wyraźnie słyszał w nim drżenie. Co mogło je spowodować? Dlaczego
Snape zareagował aż tak.. aż tak... intensywnie?
- To nie twoja sprawa - odpowiedział ozięble, odwracając głowę, ale w tym samym
momencie dłoń Snape'a złapała go za brodę i odwróciła jego twarz z powrotem.
Harry wstrzymał oddech, widząc szalejące w czarnych oczach płomienie czegoś...
czegoś znajomego, co już kiedyś w nich widział, ale teraz nie potrafił sobie
przypomnieć, co to było.
- Masz mi natychmiast powiedzieć, po co ci ten eliksir! - Snape niemal krzyczał, jakby
całkowicie stracił nad sobą panowanie. - Co chciałeś z nim zrobić?!
- A co cię to obchodzi? - odwarknął Harry, czując jedynie przemożną, pałającą
wściekłość na tego człowieka. - I tak chciałeś, żebym zginął! Chciałeś się mnie
pozbyć, więc dlaczego udajesz, że się tym przejmujesz?
Uścisk na brodzie Harry'ego stał się jeszcze mocniejszy. Twarz Snape'a była tak
blisko, iż Harry czuł jego gorący oddech na swoich policzkach.
- Ty głupcze! - wysyczał mężczyzna. - Ty cholerny głupcze!
Dłoń Snape'a... dłoń, przytrzymująca brodę Harry'ego także drżała. Ciężki,
przyspieszony oddech parzył mu skórę, a to płonące spojrzenie wdzierało się do jego
zielonych oczu i... i nagle to zobaczył... zobaczył, jak to coś odległego przybliża się, rozrasta, wypełniając czarne tęczówki, pochłaniając je, pochłaniając wszystko...
I wtedy Snape cofnął się jak oparzony, wypuszczając z uścisku jego twarz i patrząc
na niego tak, jakby Harry coś mu zrobił. Zanim chłopak zdążył zorientować się w
sytuacji, mężczyzna machnął różdżką, uwalniając go i odwrócił się do niego plecami.
- Wynoś się stąd. - Usłyszał jego odległy, zduszony głos. - Natychmiast stąd wyjdź.
Ale Harry nie poruszył się. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w plecy
Snape'a... w jego trzęsące się ramiona... zaciśnięte niemal do krwi pięści...
Powoli przeniósł spojrzenie na ukryte za biblioteczką tajne laboratorium. Przed
oczami pojawił mu się obraz szklanej gabloty i ukrytych w niej prezentów.
Niczym w transie pochylił się i podniósł z podłogi swoją różdżkę.
Ślady paznokci na drewnie... tak głębokie...
Ponownie przeniósł spojrzenie na Snape'a... na tego mężczyznę, który stał tam i...
niemal się trząsł... w którego oczach widział... widział...
Nic do siebie nie pasowało. Żaden element nie był tym, którym powinien być, nawet
jeżeli wydawał się być w odpowiednim miejscu. W głowie Harry'ego tłoczyło się
tysiące scenariuszy, ale nigdy żaden z nich nie będzie kompletny, żaden z nich nie
będzie poprawny, dopóki... dopóki nie pozna prawdy. Całej prawdy. Wszystkich
brakujących elementów.
Nie. Dopóki nie odkryje... jak naprawdę wyglądają te elementy, które już zdobył.
Czuł szum w uszach i pulsowanie w głowie. Ciśnienie przepływającej w żyłach krwi
niemal dorównywało iskrom wypełniającego go żaru.
Nie pozostało mu już nic. Za kilka godzin zginie...
Uniósł rękę i wycelował różdżką w plecy stojącego przed nim mężczyzny.
Choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobi w życiu... Choćby miało to być ostatnie
zaklęcie, jakie rzuci...
Wyciągnął rękę i strącił z półki stojącą na niej butelkę. Kiedy spadała, czuł, jak z
każdą sekundą wypełnia go magia.
Butelka rozbiła się na kamiennej posadzce.
Jeżeli ceną za poznanie prawdy jest jego śmierć... to jest gotów ją zapłacić. Choćby
tu i teraz.
Snape odwrócił się, zaskoczony hałasem, a wtedy jego oczy zostały pochwycone