Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 366 367 368 369 370 371 372 373 374 ... 508
Перейти на страницу:

przepraszam. Nie powinnam tak przy tobie mówić. Teraz jesteś moim uczniem.

Ciągle o tym zapominam - roześmiała się. Podeszła do swojego biurka, odwróciła się

w stronę Harry'ego i klasnęła w dłonie. - Może się czegoś napijesz, zanim

zaczniemy? Ale żadnych wysokoprocentowych napojów! - Pogroziła mu przyjaźnie

palcem. - Już raz miałam przez to kłopoty.

- Przepraszam - mruknął Harry. W zasadzie, to nigdy jej za to nie przeprosił. A

przecież to przez niego miała te kłopoty.

- Och, to już nieważne. Było, minęło. Wszyscy uczymy się na własnych błędach, co

nie, Harry? No więc jak? Sok dyniowy? Herbata? Mam świetną jaśminową herbatę.

- Nie, dziękuję.

- Jesteś pewien?

- Tak.

- Szkoda. Myślałam, że dotrzymasz mi towarzystwa. - Odwróciła się i sięgnęła po

filiżankę parującej herbaty. Oparła się nonszalancko o biurko i przybliżyła filiżankę do ust. - No więc... czego chciałbyś się nauczyć?

- Jak pokonać Voldemorta - odparł szczerze Harry.

Ta odpowiedź wyraźnie zaskoczyła Tonks. Zamrugała i opuściła dłoń.

- Żartujesz, prawda?

Harry zmarszczył brwi.

- Dlaczego miałbym żartować? Przecież wszyscy wiedzą, że w końcu będę musiał

się z nim zmierzyć, a tak naprawdę to nic konkretnego nie umiem.

Tonks odstawiła filiżankę, pochyliła się lekko do przodu i wbiła w niego badawcze

spojrzenie.

- Moim zdaniem umiesz bardzo dużo, Harry. Żaden z moich uczniów nie umie tyle co

ty.

- Ale to wciąż jest niewystarczająco. Przecież nie pokonam Voldemorta zaklęciami

tarczy, zaklęciem rozbrajającym czy... nie wiem, zaklęciem galaretowatych nóg na

przykład.

Tonks roześmiała się.

- Chciałabym to zobaczyć...

- Przecież jesteś aurorem - kontynuował Harry. - Sama wiesz, jak niebezpiecznych

zaklęć używają Śmierciożercy. Walczyłaś z nimi, prawda? Pokonywałaś ich. W jaki

sposób?

Tonks przestała się uśmiechać i spojrzała na niego z powagą.

- Harry, nie mogę...

- Nie chodzi mi o czarnomagiczne zaklęcia - przerwał jej chłopak. - Ale nie mów mi,

że podczas walki z najgroźniejszymi Śmierciożercami, którzy bez wahania rzuciliby

na ciebie najboleśniejsze klątwy, nigdy nie używałaś przeciwko nim czegoś

poważniejszego od Reducto. Aurorzy na pewno znają inne zaklęcia. Zaklęcia, które

nie są zaklęciami czarnomagicznymi, ale potrafią dokonać czegoś więcej, niż tylko

ogłuszyć ofiarę. - Harry przerwał, wpatrując się w Tonks z uwagą. Zagryzła wargę.

Wyglądała tak, jakby walczyła ze sobą.

- Posłuchaj mnie, Harry. Gdyby Dumbledore...

- Dumbledore na pewno nie pokonał Grindelwalda zaklęciem rozbrajającym.

Tonks nabrała tchu.

- Nie, ale walczył z nim, kiedy był znacznie starszy od ciebie.

- Myślisz, że ja będę miał tyle czasu? - Pytanie zawisło w powietrzu, pomimo ciężaru

myśli, które za sobą pociągnęło.

Tonks zmrużyła oczy, przyglądając się Harry'emu w zamyśleniu. Harry nie był jej

dłużny, patrząc na nią wyzywająco.

To była jego jedyna szansa. Musiał postawić wszystko na jedną kartę. Tylko ona

mogła mu jakoś pomóc. Jeżeli odmówi, to... no cóż, wtedy zostanie całkowicie sam.

- Zawsze wiedziałam, że jesteś o wiele bardziej niepokorny, niż nam się wszystkim

wydaje - odezwała się w końcu, pozwalając, by na jej wargi wypłynął szelmowski

uśmieszek.

- Czyli... pomożesz mi?

- Tak, mogę nauczyć cię kilku... sztuczek.

*

- Dokładnie się sobie przypatrz, Harry. Zapamiętaj siebie, zapamiętaj swoją postawę,

każdy szczegół swojego wyglądu - instruowała Tonks, stojąc obok ogromnego lustra,

które przetransmutowała z wieszaka na ubrania. Harry stał naprzeciw lustra,

trzymając w złączonych dłoniach skierowaną ku górze różdżkę i przyglądał się

swojemu odbiciu. Potargane włosy, okrągłe okulary. Ciemne spodnie. Biała koszula,

rozpięta pod szyją. Poluzowany krawat w kolorach Gryffindoru. Dobrze wiedział, jak

wygląda. Wystarczająco wiele razy oglądał się w lustrze i na zdjęciach w Proroku

Codziennym.

- A teraz zamknij oczy i przywołaj swój obraz - mówiła dalej Tonks.

Harry wykonał polecenie, próbując wyobrazić sobie siebie, stojącego tuż obok.

- Skup się. Nie myśl o niczym innym, tylko o tym, jak wyglądasz.

Harry mocniej zacisnął powieki. Stworzył w umyśle swój obraz, ale był on lekko

zamazany. Nie potrafił go wyostrzyć.

- A teraz wypowiedz zaklęcie.

Harry nabrał tchu i jeszcze bardziej ścisnął trzymaną w dłoniach różdżkę.

- Effigia.

Poczuł mrowienie w całym ciele i usłyszał obok lekkie pyknięcie. Momentalnie

otworzył oczy i spojrzał w bok, ale zobaczył tylko rozwiewający się szybko,

niewyraźny kształt, przypominający fatamorganę.

- Coraz lepiej - uśmiechnęła się Tonks.

To była jego trzecia próba. Chyba najbardziej udana jak do tej pory.

- Zaklęcie Cienia wymaga precyzji i dokładności. Spróbuj jeszcze raz. Nie chodzi

tylko o twój wygląd, Harry. Musisz zapamiętać sposób, w jaki się poruszasz. Potrafić

przewidzieć każdy swój ruch. Wyobrazić go sobie. Zamknij oczy.

Harry wykonał polecenie.

W jaki sposób się poruszał? Skąd miał to wiedzieć? Człowiek odbiera siebie zupełnie

inaczej niż inni. Ponieważ jest zamknięty wewnątrz siebie, ma ograniczoną

percepcję. Musi w takim razie znaleźć sposób, aby spojrzeć na siebie z zewnątrz.

Oczami kogoś innego.

Jak może widzieć go Tonks? Jak może widzieć go...

Zobaczył siebie. Nagiego, bez okularów, z zielonym ręcznikiem przewieszonym

przez ramiona, stojącego obok wysokiej, ciemnej sylwetki.

Tak. To jest to!

- Effigia.

Tym razem mrowienie objęło nie tylko skórę, ale również całe jego wnętrze. Doznał

wrażenia, jakby coś się w z niego wyrywało. Zakręciło mu się w głowie i musiał

szybko otworzyć oczy.

Spojrzał w bok i napotkał uważne spojrzenie zielonych oczu patrzących na niego zza

okrągłych okularów.

Zamrugał. Harry obok również zamrugał.

- Brawo, Harry! - usłyszał podniecony krzyk Tonks. - Nie sądziłam, że tak szybko ci

się uda! Jestem pod wrażeniem, naprawdę! Świetna robota!

Harry spojrzał na nią. Harry obok również. Potem zerknął w lustro i dla próby uniósł

dłoń. Jego cień zrobił to samo.

- Może rzucać zaklęcia? - zapytał i natychmiast umilkł, kiedy jego głos zabrzmiał

podwójnie. Ale głos tego drugiego Harry'ego był nieco inny. Zawsze odbieramy swój

głos inaczej, kiedy mówimy, a kiedy słyszymy go z zewnątrz.

- Oczywiście - odparła Tonks. - Będzie robił dokładnie to samo, co ty.

Harry spojrzał na nią. Miała skrzyżowane na piersi ramiona i uśmiechała się z dumą.

- Jak wiele... - zaciął się i ponownie przeniósł wzrok na swoją drugą wersję. - Ilu ich

można zrobić?

- Ilu zechcesz. Oczywiście każdy kolejny to coraz większy wysiłek i większa trudność,

ale ćwiczenie czyni mistrza. To zaklęcie już wiele razy uratowało mi tyłek. Wyobraź

sobie, że z kimś walczysz i nagle wszędzie wokół ciebie pojawia się dziesięć kopii

twojego przeciwnika. Którego zaatakujesz?

- Wszystkich po kolei?

- No właśnie. Nie jesteś w stanie zrobić tego na raz, zwłaszcza jeśli biegają we

wszystkie strony. I dzięki temu zyskujesz kilka sekund przewagi, potrzebnych akurat

do tego, aby rozbroić zdezorientowanego przeciwnika.

Zanim Tonks skończyła mówić, drugi Harry zaczął się z wolna rozwiewać i już po

1 ... 366 367 368 369 370 371 372 373 374 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)