Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 365 366 367 368 369 370 371 372 373 ... 508
Перейти на страницу:

pokonać Sam Wiesz Kogo przez zakrzyczenie go na śmierć.

Harry zmarszczył brwi.

- Voldemort używa tego zaklęcia. To jedyny sposób, żeby się przed nim obronić.

Żadne zaklęcie tarczy mi nie pomoże. Nie jestem w stanie zranić go fizycznie. Co

innego mi pozostaje? - Luna otworzyła usta, aby odpowiedzieć, ale Harry ją

uprzedził. Nie miał ochoty na takie dyskusje. I tak nie zrezygnuje. - Możemy umówić

się w czwartek? Spróbuję jeszcze raz.

Dziewczyna zamknęła usta i rzuciła mu długie, zamyślone spojrzenie.

- Chyba nie zamierzasz zrobić czegoś niemądrego, prawda Harry?

- Oczywiście, że nie - odparł gładko. Nie mógł jej powiedzieć. Jakkolwiek

wyrozumiała by nie była, tego, co zamierzał zrobić, nawet ona by nie zaakceptowała.

- Ale muszę przecież coś umieć. Powinienem w końcu nauczyć się czegoś

przydatnego.

- Moim zdaniem powinieneś przede wszystkim odpocząć. Wyglądasz tak, jakby

zagnieździła się w tobie cała kolonia Niciaków Neuronowych.

- Czego?

- To takie mikroskopijne organizmy pasożytnicze. Spokrewnione z Gnębiwtryskami,

ale o wiele bardziej niebezpieczne. Gnieżdżą się w mózgu i wyjadają synapsy oraz

szare komórki. A sądząc po twoim zachowaniu, niewiele ci ich już zostało.

Harry rzucił jej chłodne spojrzenie, ale ona nadal patrzyła na niego z absolutnie

niewinnym wyrazem twarzy. Splotła dłonie za plecami i przez chwilę wodziła

wzrokiem po suficie, jakby czegoś szukała.

- Skoro nie masz ochoty się już uczyć, to może zagramy w Kto Znajdzie Więcej

Gniazd Błyskotek? To bardzo przyjemna gra. Rozładowuje napięcie. I... pokazuje, że

nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nie ma już nadziei... zawsze można znaleźć nowe

gniazdo Błyskotek! - Uśmiechnęła się wesoło.

Harry przewrócił oczami.

- Myślę, że na dzisiaj wystarczy - westchnął, odpychając się od ławki. - Spotkamy się

w czwartek po zajęciach - powiedział sucho i ruszył do drzwi, ale w tym samym

momencie usłyszał łagodny głos Luny:

- Harry... przykro mi, że wam nie wyszło.

Zatrzymał się gwałtownie. Ale nie odwrócił.

- Wiesz, takie zamykanie się w niczym ci nie pomoże - kontynuowała. - To jak

stawianie tamy na spienionej rzece. W końcu nie wytrzyma naporu wody i pęknie.

Harry zacisnął usta. Nie odpowiedział. Po prostu wyszedł.

***

Gabinety większości nauczycieli znajdowały się na pierwszym piętrze, dlatego też

uczniowie starali się omijać to miejsce szerokim łukiem. Ale Harry podążał właśnie

korytarzem na pierwszym piętrze, zmierzając w stronę gabinetu Tonks. Miał nadzieję,

że wróciła już z kolacji, na którą tym razem nie pozwolił się Hermionie zaciągnąć.

Wolał poświęcić ten czas na przejrzenie książki, którą udało mu się ostatnio

wyszperać w bibliotece. Znalazł w niej bardzo ciekawe zaklęcie, które z pewnością...

BUM!

Jego myśli rozsypały się, kiedy, skręcając w kolejny korytarz, wpadł na coś ciemnego

i wysokiego.

- Och - jęknął, cofając się o dwa kroki, w ostatniej chwili łapiąc równowagę i słysząc

nad sobą niski pomruk zaskoczenia. Wystarczył jeden przebłysk długiego rzędu

maleńkich guziczków i wdzierający się przemocą w nozdrza zapach ziół, by

świadomość tego, na kogo właśnie wpadł, uderzyła w niego z siłą rozpędzonego

Błędnego Rycerza.

Błyskawicznie uniósł głowę i napotkał świdrujące spojrzenie czarnych oczu. Oczu,

które na krótką chwilę rozszerzyły się ze zdumienia, ale zaraz potem przybrały jeden

ze swoich najbardziej odpychających wyrazów.

Snape. Stał tuż przed nim. Po raz pierwszy od tamtej chwili... po raz pierwszy Harry

widział go z tak bliska...

Wystarczyło jedno muśnięcie wzrokiem, by Harry zauważył wszystkie zmiany, jakie

się w nim dokonały od ich ostatniego spotkania. Zmienił się. Miał cienie pod oczami

oraz szarą, niezdrową cerę. I Harry miał teraz szansę zobaczyć z bliska bliznę

znajdującą się na jego policzku. Jednak chwilowe zaskoczenie, które pozwoliło mu

na tę niezamierzoną kontemplację, szybko ustąpiło miejsca zimnej obojętności.

Oto stał przed nim człowiek, który... który... który przestał dla niego istnieć. Tak.

Snape... należał do poprzedniego życia. W tym nowym w ogóle się nie liczył. Nie

powinien się liczyć

Harry cofnął się o krok, wyprostował i zacisnął szczękę, wpatrując się w mężczyznę z

wyzwaniem w oczach. Snape także się wyprostował. Zmarszczył swoje ciemne brwi i

spojrzał na Harry'ego tak, jakby patrzył na robaka, który sam pcha się pod but i prosi

o rozdeptanie. Jego cienkie wargi zacisnęły się w cienką, bladą linię. Twarz zmieniła

w maskę nienawiści.

Przez chwilę po prostu stali i mierzyli się wzrokiem, niczym w jakimś niewerbalnym

pojedynku, który przypominał pewnego rodzaju preludium przed prawdziwą bitwą.

Harry miał dziwne wrażenie, że powietrze stało się zbyt gęste, by dało się nim

swobodnie oddychać.

Mimowolnie zacisnął pięści. Nie miał ochoty patrzeć na Snape'a, nie miał ochoty

przebywać w jego pobliżu. Snape nie zasługiwał na to... nie miał prawa się do niego

zbliżać! Harry po prostu go ominie i odejdzie.

Zrobił krok w prawo, by wyminąć odzianą w czerń sylwetkę, ale mężczyzna poruszył

się i błyskawicznie przesunął w tę samą stronę, zagradzając mu drogę.

To było... zaskakujące.

Przez sekundę w spojrzeniu mężczyzny pojawił się lodowaty rozbłysk. Jakby

próbował ugodzić nim Harry'ego. Rzucić mu wyzwanie.

Harry zmrużył ostrzegawczo oczy i przesunął się w lewo, chcąc ominąć go z drugiej

strony, ale Snape jednym krokiem ponownie mu to uniemożliwił.

Co on sobie wyobraża? Jak w ogóle śmie...?

Powietrze stało się jeszcze gęstsze. Harry'emu wydawało się, że po jego skórze

wędrują iskry, kiedy odpierał to natarczywe spojrzenie czarnych oczu.

Zanim jednak zdążył wykonać jakikolwiek kolejny ruch, usłyszał za sobą zbliżające

się kroki. Snape przerwał kontakt wzrokowy i spojrzał w głąb korytarza.

Harry przez ułamek sekundy dostrzegł na jego twarzy rozdrażnienie. Mężczyzna

zmrużył oczy, ponownie musnął płonącym wzrokiem twarz Harry'ego i bez słowa

wyminął go, zachowując się tak, jakby nic się nie wydarzyło.

Harry nie odwrócił się. Powietrze powróciło do swej normalnej gęstości, więc w końcu

mógł wziąć w płuca głęboki oddech, pozwalając by wypełnił go chłód obojętnej

pogardy. Rozprostował zaciśnięte palce.

To było... to było... Jak Snape śmiał w ogóle próbować wykorzystać przeciwko niemu

te swoje plugawe gierki? Jakby miał nadzieję, że Harry się przestraszy albo straci

nad sobą panowanie... Co on sobie myślał?

- Och, dobry wieczór Severusie - usłyszał z oddali głos profesor Sinistry.

Nieważne. To wszystko jest nieważne.

Przymknął powieki i sięgnął w głąb... sięgnął po chłód i ciszę. Otulił się nimi,

pozwalając, by przywarły do niego niczym skorupa.

Tak było dobrze. Idealnie. Teraz czekała go nauka. Musi zachować czysty umysł.

Musi przyswoić jak najwięcej. To może być jego jedyna szansa. Nic, absolutnie nic

nie może go rozpraszać.

Zostało mu tylko dziewięć dni.

***

- Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam - powiedział Harry, kiedy Tonks wpuściła go

do swojego gabinetu.

- Oczywiście, że nie! - Tonks uśmiechnęła się promiennie, zamykając za nim drzwi. -

Jestem cholernie podekscytowana, że znowu mogę cię czegoś nauczyć, Harry. Och,

1 ... 365 366 367 368 369 370 371 372 373 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)