Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
pokonać Sam Wiesz Kogo przez zakrzyczenie go na śmierć.
Harry zmarszczył brwi.
- Voldemort używa tego zaklęcia. To jedyny sposób, żeby się przed nim obronić.
Żadne zaklęcie tarczy mi nie pomoże. Nie jestem w stanie zranić go fizycznie. Co
innego mi pozostaje? - Luna otworzyła usta, aby odpowiedzieć, ale Harry ją
uprzedził. Nie miał ochoty na takie dyskusje. I tak nie zrezygnuje. - Możemy umówić
się w czwartek? Spróbuję jeszcze raz.
Dziewczyna zamknęła usta i rzuciła mu długie, zamyślone spojrzenie.
- Chyba nie zamierzasz zrobić czegoś niemądrego, prawda Harry?
- Oczywiście, że nie - odparł gładko. Nie mógł jej powiedzieć. Jakkolwiek
wyrozumiała by nie była, tego, co zamierzał zrobić, nawet ona by nie zaakceptowała.
- Ale muszę przecież coś umieć. Powinienem w końcu nauczyć się czegoś
przydatnego.
- Moim zdaniem powinieneś przede wszystkim odpocząć. Wyglądasz tak, jakby
zagnieździła się w tobie cała kolonia Niciaków Neuronowych.
- Czego?
- To takie mikroskopijne organizmy pasożytnicze. Spokrewnione z Gnębiwtryskami,
ale o wiele bardziej niebezpieczne. Gnieżdżą się w mózgu i wyjadają synapsy oraz
szare komórki. A sądząc po twoim zachowaniu, niewiele ci ich już zostało.
Harry rzucił jej chłodne spojrzenie, ale ona nadal patrzyła na niego z absolutnie
niewinnym wyrazem twarzy. Splotła dłonie za plecami i przez chwilę wodziła
wzrokiem po suficie, jakby czegoś szukała.
- Skoro nie masz ochoty się już uczyć, to może zagramy w Kto Znajdzie Więcej
Gniazd Błyskotek? To bardzo przyjemna gra. Rozładowuje napięcie. I... pokazuje, że
nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nie ma już nadziei... zawsze można znaleźć nowe
gniazdo Błyskotek! - Uśmiechnęła się wesoło.
Harry przewrócił oczami.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy - westchnął, odpychając się od ławki. - Spotkamy się
w czwartek po zajęciach - powiedział sucho i ruszył do drzwi, ale w tym samym
momencie usłyszał łagodny głos Luny:
- Harry... przykro mi, że wam nie wyszło.
Zatrzymał się gwałtownie. Ale nie odwrócił.
- Wiesz, takie zamykanie się w niczym ci nie pomoże - kontynuowała. - To jak
stawianie tamy na spienionej rzece. W końcu nie wytrzyma naporu wody i pęknie.
Harry zacisnął usta. Nie odpowiedział. Po prostu wyszedł.
***
Gabinety większości nauczycieli znajdowały się na pierwszym piętrze, dlatego też
uczniowie starali się omijać to miejsce szerokim łukiem. Ale Harry podążał właśnie
korytarzem na pierwszym piętrze, zmierzając w stronę gabinetu Tonks. Miał nadzieję,
że wróciła już z kolacji, na którą tym razem nie pozwolił się Hermionie zaciągnąć.
Wolał poświęcić ten czas na przejrzenie książki, którą udało mu się ostatnio
wyszperać w bibliotece. Znalazł w niej bardzo ciekawe zaklęcie, które z pewnością...
BUM!
Jego myśli rozsypały się, kiedy, skręcając w kolejny korytarz, wpadł na coś ciemnego
i wysokiego.
- Och - jęknął, cofając się o dwa kroki, w ostatniej chwili łapiąc równowagę i słysząc
nad sobą niski pomruk zaskoczenia. Wystarczył jeden przebłysk długiego rzędu
maleńkich guziczków i wdzierający się przemocą w nozdrza zapach ziół, by
świadomość tego, na kogo właśnie wpadł, uderzyła w niego z siłą rozpędzonego
Błędnego Rycerza.
Błyskawicznie uniósł głowę i napotkał świdrujące spojrzenie czarnych oczu. Oczu,
które na krótką chwilę rozszerzyły się ze zdumienia, ale zaraz potem przybrały jeden
ze swoich najbardziej odpychających wyrazów.
Snape. Stał tuż przed nim. Po raz pierwszy od tamtej chwili... po raz pierwszy Harry
widział go z tak bliska...
Wystarczyło jedno muśnięcie wzrokiem, by Harry zauważył wszystkie zmiany, jakie
się w nim dokonały od ich ostatniego spotkania. Zmienił się. Miał cienie pod oczami
oraz szarą, niezdrową cerę. I Harry miał teraz szansę zobaczyć z bliska bliznę
znajdującą się na jego policzku. Jednak chwilowe zaskoczenie, które pozwoliło mu
na tę niezamierzoną kontemplację, szybko ustąpiło miejsca zimnej obojętności.
Oto stał przed nim człowiek, który... który... który przestał dla niego istnieć. Tak.
Snape... należał do poprzedniego życia. W tym nowym w ogóle się nie liczył. Nie
powinien się liczyć
Harry cofnął się o krok, wyprostował i zacisnął szczękę, wpatrując się w mężczyznę z
wyzwaniem w oczach. Snape także się wyprostował. Zmarszczył swoje ciemne brwi i
spojrzał na Harry'ego tak, jakby patrzył na robaka, który sam pcha się pod but i prosi
o rozdeptanie. Jego cienkie wargi zacisnęły się w cienką, bladą linię. Twarz zmieniła
w maskę nienawiści.
Przez chwilę po prostu stali i mierzyli się wzrokiem, niczym w jakimś niewerbalnym
pojedynku, który przypominał pewnego rodzaju preludium przed prawdziwą bitwą.
Harry miał dziwne wrażenie, że powietrze stało się zbyt gęste, by dało się nim
swobodnie oddychać.
Mimowolnie zacisnął pięści. Nie miał ochoty patrzeć na Snape'a, nie miał ochoty
przebywać w jego pobliżu. Snape nie zasługiwał na to... nie miał prawa się do niego
zbliżać! Harry po prostu go ominie i odejdzie.
Zrobił krok w prawo, by wyminąć odzianą w czerń sylwetkę, ale mężczyzna poruszył
się i błyskawicznie przesunął w tę samą stronę, zagradzając mu drogę.
To było... zaskakujące.
Przez sekundę w spojrzeniu mężczyzny pojawił się lodowaty rozbłysk. Jakby
próbował ugodzić nim Harry'ego. Rzucić mu wyzwanie.
Harry zmrużył ostrzegawczo oczy i przesunął się w lewo, chcąc ominąć go z drugiej
strony, ale Snape jednym krokiem ponownie mu to uniemożliwił.
Co on sobie wyobraża? Jak w ogóle śmie...?
Powietrze stało się jeszcze gęstsze. Harry'emu wydawało się, że po jego skórze
wędrują iskry, kiedy odpierał to natarczywe spojrzenie czarnych oczu.
Zanim jednak zdążył wykonać jakikolwiek kolejny ruch, usłyszał za sobą zbliżające
się kroki. Snape przerwał kontakt wzrokowy i spojrzał w głąb korytarza.
Harry przez ułamek sekundy dostrzegł na jego twarzy rozdrażnienie. Mężczyzna
zmrużył oczy, ponownie musnął płonącym wzrokiem twarz Harry'ego i bez słowa
wyminął go, zachowując się tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Harry nie odwrócił się. Powietrze powróciło do swej normalnej gęstości, więc w końcu
mógł wziąć w płuca głęboki oddech, pozwalając by wypełnił go chłód obojętnej
pogardy. Rozprostował zaciśnięte palce.
To było... to było... Jak Snape śmiał w ogóle próbować wykorzystać przeciwko niemu
te swoje plugawe gierki? Jakby miał nadzieję, że Harry się przestraszy albo straci
nad sobą panowanie... Co on sobie myślał?
- Och, dobry wieczór Severusie - usłyszał z oddali głos profesor Sinistry.
Nieważne. To wszystko jest nieważne.
Przymknął powieki i sięgnął w głąb... sięgnął po chłód i ciszę. Otulił się nimi,
pozwalając, by przywarły do niego niczym skorupa.
Tak było dobrze. Idealnie. Teraz czekała go nauka. Musi zachować czysty umysł.
Musi przyswoić jak najwięcej. To może być jego jedyna szansa. Nic, absolutnie nic
nie może go rozpraszać.
Zostało mu tylko dziewięć dni.
***
- Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam - powiedział Harry, kiedy Tonks wpuściła go
do swojego gabinetu.
- Oczywiście, że nie! - Tonks uśmiechnęła się promiennie, zamykając za nim drzwi. -
Jestem cholernie podekscytowana, że znowu mogę cię czegoś nauczyć, Harry. Och,