Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 72
Перейти на страницу:

— Na tym moście spytałem…

— Wielką ma tę maczugę — rzekł Casanunda.

— Ten most, można powiedzieć, to miejsce, gdzie niewiele brakowało…

— Mógłbyś przestać trzymać ten kamień tak prowokująco? — spytał Myślak.

— Uuk.

— Tak by było lepiej.

— Na tym właśnie moście, jeśli to kogoś interesuje, całe moje życie potoczyło się ina…

— Może po prostu jedźmy dalej — zaproponował Myślak. — Przed nim strome zbocze.

— Ma szczęście, że tu nie dotarł, co? — rzucił Casanunda. Myślak odwrócił bibliotekarza i pchnął go w stronę dyliżansu.

— To ten most, gdzie… Ridcully obejrzał się.

— Jedzie pan czy nie? — zapytał Casanunda, trzymając w rękach lejce.

— Szczerze powiem, że właśnie przeżyłem cudowną chwilę romantycznych, nostalgicznych wspomnień — oznajmił Ridcully. — Ale nikt z was nawet nie zauważył.

Myślak przytrzymał mu drzwiczki.

— Wie pan, co o tym mówią, nadrektorze. Nie można dwa razy przekroczyć tej samej rzeki.

Ridcully spojrzał na niego zdumiony.

— Dlaczego nie? Przecież to jest most!

* * *

Na dachu dyliżansu bibliotekarz sięgnął po trąbkę pocztową, odruchowo odgryzł czubek — nigdy nie wiadomo, co się trafi — i dmuchnął tak mocno, że się wyprostowała. Trwał wczesny ranek i ulice miasteczka Lancre były jeszcze prawie puste. Farmerzy wstali już kilka godzin wcześniej, żeby pokląć, ponarzekać, podsypać czegoś krowom i wrócić do łóżek. Głos trąbki odbijał się od ścian domów. Ridcully wyskoczył z powozu i odetchnął głęboko.

— Czujecie to? — zapytał. — Prawdziwe świeże, górskie powietrze. — Uderzył się pięścią w pierś.

— Właśnie wdepnąłem w coś wiejskiego — mruknął Myślak. — Gdzie jest zamek?

— Chyba tam, to wielkie, czarne i wysokie, wyrastające nad miastem — domyślił się Casanunda.

Nadrektor stanął na środku rynku, rozłożył ramiona i obrócił się powoli dookoła.

— Widzicie tę tawernę? — powiedział. — Gdybym dostawał pensa za każdym razem, kiedy mnie stąd wyrzucali, byłbym teraz bogaty… no, bogatszy o pięć dolarów i trzydzieści osiem pensów. Tam jest stara kuźnia, a dalej dom pani Parsifleur, gdzie mieliśmy kwaterę. Widzicie ten szczyt? To Miedzianka. Wspiąłem się tam kiedyś ze starym Kredowcem, trollem. Wspaniałe dni. A widzicie ten las, o tam, na wzgórzu? Tam właśnie powiedziała… — Przycichł nagle. — Słowo daję, wszystko teraz powraca. Cóż to było za lato. Dzisiaj już takich nie robią. — Westchnął. — Wiecie, dużo bym oddał, żeby jeszcze raz przespacerować się z nią przez ten las. O tylu sprawach nie… Mniejsza z tym. Chodźmy.

Myślak rozejrzał się uważnie. On sam urodził się i wychował w Ankh-Morpork. Jeśli o niego chodziło, wieś to coś, co przytrafia się tylko innym, z których większość ma po cztery nogi. W jego opinii wieś była niczym pierwotny chaos, zanim jeszcze stworzony został wszechświat, to znaczy coś cywilizowanego, coś z murami i brukiem.

— To jest stolica? — upewnił się.

— Mniej więcej — potwierdził Casanunda, który wobec miejsc niewybrukowanych żywił podobne uczucia.

— Założę się, że nie mają tu ani jednych delikatesów — stwierdził Myślak.

— A piwo… — mówił Ridcully. — Tutejsze piwo… Musicie spróbować tutejszego piwa. I jeszcze takie coś, co nazywają jabłkownikiem. Robią to z jabłek i… niech mnie licho, jeśli wiem, co jeszcze dodają, ale nie należy tego nalewać do metalowych kubków. Powinien pan skosztować, panie Stibbons. Od tego włosy panu wyrosną na piersi. A panu… — Zwrócił się do następnego pasażera dyliżansu, którym okazał się bibliotekarz.

— Uuk?

— No, ja, tego… Myślę, że w twoim przypadku można pić, na co tylko przyjdzie ochota.

Ściągnął z dachu worek z pocztą.

— Co powinniśmy z tym zrobić?

Usłyszał za sobą powolne kroki. Obejrzał się i zobaczył niskiego, rumianego młodego człowieka w niedopasowanej workowatej kolczudze. Wyglądał w niej jak jaszczurka, która niedawno bardzo szybko straciła dużo na wadze.

— Gdzie woźnica? — zdziwił się Shawn Ogg.

— Zachorował — wyjaśnił Ridcully. — Miał ostry atak bandytów. Co tu się robi z pocztą?

— Ja zabieram wszystko dla pałacu. Worek z resztą wieszamy zwykle na gwoździu koło tawerny, żeby ludzie sami mogli się obsłużyć.

— To chyba niezbyt bezpieczne — zauważył Myślak.

— Nie, dlaczego? To solidny gwóźdź. — Shawn grzebał w worku.

— Chodzi o to, że ludzie mogą kraść listy.

— Nie, tego by nie zrobili, nigdy w życiu. Któraś z czarownic przyszłaby wtedy i popatrzyła na nich znacząco.

Shawn wcisnął pod pachę kilka przesyłek, po czym zawiesił worek na wspomnianym już gwoździu.

— Tak, to kolejna rzecz, którą tu mieli — przypomniał sobie Ridcully. — Czarownice! Opowiem wam o tutejszych czarownicach…

— Nasza mama jest czarownicą — rzucił konwersacyjnym tonem Shawn, przeglądając pocztę.

— To rzeczywiście wyjątkowe kobiety. Trudno spotkać wspanialsze — rzekł Ridcully, z minimalnym zaledwie zgrzytem myślowej skrzyni biegów. — Wcale nie banda wścibskich, opętanych władzą staruch, jak zapewne obiło się wam o uszy.

— Przyjechaliście na ślub?

— Oczywiście. Jestem nadrektorem Niewidocznego Uniwersytetu. To pan Stibbons, mag, a to… Gdzie się podział? A, tutaj jesteś… To jest pan Casanunda.

— Hrabia — poprawił go Casanunda. — Jestem hrabią.

— Naprawdę? Nic nie wspominałeś.

— Tak jakoś wyszło. To nie jest pierwsza rzecz, o której się mówi po poznaniu.

Ridcully zmrużył oczy.

— Myślałem, że krasnoludy nie używają tytułów — powiedział.

— Wyświadczyłem małą przysługę królowej Agantii ze Skundu.

— Naprawdę? A niech mnie. Jak małą?

— Nie aż tak małą.

— Coś takiego… To jest kwestor, a to bibliotekarz. — Ridcully cofnął się o krok, pomachał rękami i bezgłośnie uformował wargami słowa: Nie mów małpiszon.

— Miło mi panów poznać — powiedział grzecznie Shawn. Ridcully uznał, że coś się tu nie zgadza.

— Bibliotekarz — powtórzył.

— Tak. Mówił pan. — Shawn skinął orangutanowi głową. — Jak się pan miewa?

— Uuk.

— Pewnie się zastanawiasz, dlaczego tak wygląda.

— Nie, proszę pana.

— Nie?

— Mama zawsze powtarza, że nikt nie poradzi na to, jak został stworzony.

— Niezwykła kobieta. A jak się nazywa?

— Gytha Ogg.

— Ogg? Ogg? Nazwisko nie jest mi obce. Jakaś krewna Trzeźwości Ogga?

— To mój ojciec, proszę pana.

— Na bogów! Syn starego Trzeźwości! Jak się czuje ten łobuz?

— Nie wiem, proszę pana, bo nie żyje.

— Przykro mi. Jak dawno?

— Będzie ze trzydzieści lat — ocenił Shawn.

— Zaraz… nie wyglądasz mi na starszego niż dwa… — zaczął Myślak, ale Ridcully dźgnął go mocno łokciem pod żebro.

— To wieś — syknął. — Pewne rzeczy ludzie robią tu inaczej. I częściej.

Znów spojrzał na uprzejmą, rumianą twarz Shawna.

— Miasto zaczyna się chyba budzić — zauważył. Rzeczywiście, wokół rynku otwierały się okiennice. — Zjemy śniadanie w tawernie. Zawsze podawali cudowne śniadania. — Raz jeszcze odetchnął głęboko i rozpromienił się. — To właśnie nazywam świeżym powietrzem — rzekł.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)