Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 72
Перейти на страницу:

Niania Ogg wyciągnęła szyję, by spojrzeć ponad głową małego cesarza.

— Nigdzie nie widzę Magrat — powiedziała. — Tam stoi Verence i rozmawia z innymi królami, ale Magrat ani śladu. Nasz Shawn mówił, że Millie Chillum mówiła, że dziś rano był z niej istny kłębek nerwów.

— Wszyscy ci wysoko urodzeni… — mruczała babcia. — Czuję się jak ryba wyjęta z wody.

— Moim zdaniem do ciebie należy zrobienie sobie własnej wody — stwierdziła niania. Wzięła z bufetu zimne udko kurczęcia i wcisnęła sobie do rękawa.

— Nie pij za dużo. Musimy zachować czujność, Gytho. Pamiętaj, co ci mówiłam. Uważaj na wszystko…

— Czyżby to była powabna pani Ogg? Niania obejrzała się. Za nią nikogo nie było.

— Na dole — podpowiedział głos. Spojrzała niżej, prosto na szeroki uśmiech.

— A niech to — mruknęła.

— To ja, Casanunda — oznajmił Casanunda, który wydawał się jeszcze niższy pod ogromną[25] upudrowaną peruką. — Pamięta mnie pani? Przetańczyliśmy noc w Genoi.

— Wcale nie.

— Owszem, ale mogliśmy przetańczyć.

— Zabawne, że akurat się tutaj zjawiłeś — powiedziała słabym głosem niania.

Kłopot z krasnoludem, o ile dobrze pamiętała, polegał na tym, że im mocniej człowiek strącał go w dół, tym szybciej Casanunda odbijał się w górę, często w nieoczekiwanym kierunku.

— Nasze gwiazdy są połączone — oświadczył Casanunda. — Jesteśmy sobie przeznaczeni. Pragnę twego ciała, pani Ogg.

— Wciąż jeszcze go używam.

I chociaż podejrzewała, całkiem słusznie, że takie podejście drugi największy kochanek świata stosuje do wszystkiego, co jest choćby w przybliżeniu żeńskiej natury, musiała przyznać, że jej to pochlebia. Za dawnych dni miała wielu admiratorów, ale czas pozostawił ją z ciałem, które można określić tylko jako wygodne, i twarzą jak u zadowolonej rodzynki. Dawno wygasłe ognie prawie już nie dymiły.

Poza tym dosyć lubiła Casanundę. Większość mężczyzn próbowała skrywać swoje zamiary, a jego bezpośredni atak wydawał się krzepiąco szczery.

— Nic z tego nie będzie — rzekła. — Nie pasujemy do siebie. Mam co prawda zaledwie pięć stóp i cztery cale wzrostu, ale ty masz tylko trzy stopy dziewięć cali. Zresztą jestem już stara i mogłabym być twoją matką.

— Nie, nie mogłaby pani. Moja matka ma prawie trzysta lat i o wiele gęściejszą brodę.

To oczywiście kolejna sprawa: według norm krasnoludów, niania Ogg była zaledwie nastolatką.

— La, sir — powiedziała więc i klepnęła go przyjaźnie, od czego zadzwoniło mu w uszach. — Wiesz, jak zawrócić w głowie prostej wiejskiej dziewczynie, nie ma co!

Casanunda podniósł się i z zadowoleniem poprawił perukę.

— Lubię dziewczęta z temperamentem — oświadczył. — A może byśmy urządzili małe tete-a-tete, kiedy to wszystko się skończy?

Niania Ogg znieruchomiała na moment. Jej kosmopolityczne opanowanie języków nagle ją opuściło.

— Przepraszam na chwilę — rzuciła.

Odstawiła kieliszek na głowę Casanundy i ruszyła przez tłum, aż dostrzegła odpowiednio wyglądającą księżną. Szturchnęła ją w okolice turniury.

— Hej, wasza miłość, co to jest tate tat?

— Słucham?

— Tate tat? To się robi w ubraniu czy jak?

— To oznacza intymne spotkanie, moja dobra kobieto.

— I to wszystko? Aha. Tak.

Niania przecisnęła się z powrotem do wibrującego niecierpliwością krasnoluda.

— Wchodzę w to — oznajmiła.

— Pomyślałem, że moglibyśmy zjeść razem kolację, tylko pani i ja — zaproponował Casanunda. — Może w którejś tawernie?

Nigdy jeszcze w długiej historii niani Ogg romansów nikt nie zabrał jej na kolację. Zaloty pamiętała raczej z powodu ilości niż jakości.

— Dobra. — Tyle tylko zdołała wykrztusić.

— Wymknij się swojej opiekunce i spotkajmy się o szóstej. Niania zerknęła na babcię Weatherwax, która obserwowała ich z dezaprobatą.

— Ona nie jest moją… — zaczęła.

I wtedy przyszło jej do głowy, że Casanunda nie mógł naprawdę wziąć babci za jej przyzwoitkę. Komplementy i pochlebstwa także stanowiły bardzo niewielką składową zalotów u niani Ogg.

— Dobrze — zgodziła się zatem.

— A teraz przejdę się wśród gości, żeby ludzie nie zaczęli plotkować i nie zaszkodzili twej reputacji — dodał jeszcze Casanunda, pochylił się i ucałował dłoń niani.

Otworzyła usta. Nikt dotąd nie całował jej w rękę i nikt nie przejmował się jej reputacją — a już najmniej ze wszystkich sama niania.

Kiedy drugi największy kochanek świata oddalił się, by zaczepić jakąś hrabinę, babcia Weatherwax — która obserwowała ich z dyskretnej odległości[26] — teraz się zbliżyła.

— Nie masz nawet moralności kota, Gytho — powiedziała przyjaznym tonem.

— Przestań, Esme. Wiesz, że to nieprawda.

— No dobrze. Masz więc moralność kota.

— Tak już lepiej.

Niania Ogg przygładziła swą masę siwych loków. Zastanawiała się, czy zdąży zajrzeć do domu i włożyć gorset.

— Musimy być czujne, Gytho.

— Tak, tak.

— Nie można pozwolić, żeby inne sprawy zawróciły nam w głowach.

— Nie, nie.

— Nie słuchasz, co mówię, prawda?

— Co?

— Mogłabyś przynajmniej sprawdzić, dlaczego nie ma tu Magrat.

— Dobrze.

Rozmarzona niania Ogg odeszła.

Babcia Weatherwax odwróciła się…

…Powinna zabrzmieć muzyka skrzypiec. Gwar rozmów powinien przycichnąć, a tłum rozstąpić się całkiem naturalnie i otworzyć ścieżkę pomiędzy nią a Ridcullym.

Powinny zabrzmieć skrzypce. W każdym razie coś powinno się stać.

Za to nie powinno być bibliotekarza, który w drodze do bufetu przypadkiem nadepnął jej dłonią na nogę, ale tak właśnie się zdarzyło.

Właściwie go nie zauważyła.

— Esme? — powiedział Ridcully.

— Mustrum? — powiedziała babcia Weatherwax. Podbiegła niania Ogg.

— Esme, spotkałam Millie Chillumi. Ona mówi… Ostry łokieć babci odebrał jej oddech. Niania dopiero teraz zauważyła całą scenę.

— Oj — powiedziała. — Jak tylko… Ja tylko… Ja lepiej sobie pójdę…

Spojrzenia spotkały się…

Bibliotekarz przeszedł znowu, niosąc całą tacę owoców. Babcia Weatherwax nie zwróciła na niego uwagi.

Kwestor, obecnie w punkcie pośrednim swego cyklu, stuknął Ridcully’ego w ramię.

— Muszę powiedzieć, nadrektorze, że te przepiórcze jaja są wręcz…

— ZNIKAJ! Panie Stibbons, niech pan znajdzie pigułki z żaby i proszę trzymać noże z dala od niego. Spojrzenia spotkały się znowu.

— Coś podobnego — odezwała się babcia, mniej więcej po roku.

— To czarodziejski wieczór — powiedział Ridcully.

— Tak. Tego się właśnie obawiam.

— To naprawdę ty?

— To naprawdę ja — przyznała babcia.

— Nic się nie zmieniłaś, Esme.

— W takim razie ty też nie. Nadal jesteś obrzydliwym kłamcą, Mustrumie Ridcully.

Ruszyli ku sobie. Bibliotekarz przemaszerował między nimi z tacą wypełnioną bezami. Z tyłu Myślak Stibbons pełzał po podłodze, zbierając rozsypane pigułki z suszonej żaby.

— Coś podobnego — westchnął Ridcully.

— Nie do wiary.

— Świat jest mały.

вернуться

25

Ale nie gigantyczną według norm perukarstwa. W dekadenckiej historii istniało wiele dużych peruk, często z wbudowanymi drobnymi ciekawostkami, żeby ludzie nie musieli bez przerwy patrzeć na nudne włosy. Zdarzały się tak wielkie, że mieściły w sobie oswojone myszy albo nakręcane zabawki. Mme Cupidor, metresa obłąkanego króla Zupy II, miała perukę z klatką na ptaki, ale z okazji świąt państwowych nosiła taką, w której tkwił wieczny kalendarz, zegar kwiatowy i bar makaronowy z daniami na wynos.

вернуться

26

Tzn. dostatecznie daleko, żeby nie wyglądało na to, że przeszkadza w rozmowie, ale dostatecznie blisko, żeby dobrze wiedzieć, co się dzieje.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)