Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 72
Перейти на страницу:

— A co to jest Broad-Way?

— To takie miejsce, gdzie są wszystkie teatry. Disk, Słudzy Lorda Wynkina, Niedźwiedzia Nora…

— Oni tam śmieją się z byle czego — uznał Tkacz. — Zresztą wszystkich nas tutaj uważają za prostaków. Myślą, że stale powtarzamy „łojeju”, śpiewamy durne ludowe piosenki i mamy w mózgu po trzy komórki, tulące się do siebie z zimna, bo bez przerwy pijemy jabłkownik.

— Właśnie. Podaj dzban.

— Zarozumiałe miastowe dranie.

— Czy oni wiedzą, jak to jest, tkwić po pachę w krowim tyłku w zimową noc? No?

— Czy chociaż jeden… Zaraz, o czym ty gadasz? Przecież nie masz krowy!

— Nie, ale wiem, jak to jest.

— Nie mają pojęcia, jakie to uczucie, kiedy człowiekowi zassa jeden gumiak na podwórzu pełnym łajna? Czy znają ten przerażający moment, kiedy przesuwa się nogę dookoła i wie, że gdziekolwiek postawi się stopę, wierzchnia warstwa na pewno się załamie? Gliniany dzban chlupotał cicho, przekazywany z ręki do niepewnej ręki.

— Prawda. Szczera prawda. A widział kto, jak tańczą morrisa? Wystarczy popatrzeć, żeby człowiek miał ochotę odwiesić chustkę.

— Co, morris w mieście?

— No, w każdym razie w Sto Helit. Banda podstarzałych magów i kupców. Oglądałem ich przez godzinę i nikt nawet nie zajęczał.

— Zarozumiałe miastowe dranie. Przejeżdżają tutaj, odbierają nam pracę…

— Nie bądź głupi. Oni nawet nie wiedzą, co to znaczy uczciwa praca.

Dzban zabulgotał, ale głębszym tonem, sugerującym, że zawiera już sporo pustej przestrzeni.

— Założę się, że nigdy nie tkwili po pachę…

— Chodzi o to. Chodzi o to. Chodzi. O to chodzi. Ha! Wszyscy się wyśmiewają z uczciwych prostych rękodzielników, tak? Znaczy się. Znaczy. Znaczy. O czym niby jest ta sztuka? Znaczy się. Znaczy. Się. No. To jest o paru rękami dzielnych prostaczkach, znaczy prostakach takich, którzy nie umieją nawet zagrać sztuki o panach i damach…

Chłód w powietrzu, ostry jak sople lodu…

— Trzeba czegoś więcej.

— No właśnie. No właśnie.

— Elementu mitycznego.

— I o to chodzi, i o to chodzi. Tak jest. Tak właśnie jest. Właśnie. Trzeba takiej akcji, żeby mogli ją sobie gwizdać wracając do domów. Otóż to.

— Dlatego trzeba to zrobić tutaj, na świeżym powietrzu. Z widokiem na niebo i góry.

Jason Ogg zmarszczył czoło. I tak było zwykle zmarszczone, kiedy starał się rozstrzygnąć złożone sprawy tego świata — tylko z żelazem zawsze wiedział, jak postępować. Z wysiłkiem wystawił drżący palec i spróbował policzyć swych kolegów aktorów. Dzban był już prawie pusty, więc czynność wymagała znacznej koncentracji. Wydawało się, że przeciętnie siedzi tu — oprócz niego — siedem osób. Miał jednak niejasne, choć silne wrażenie, że coś się nie zgadza.

— Tutaj — powiedział niepewnie.

— Świetny pomysł — pochwalił Tkacz.

— A to nie ty wymyśliłeś?

— Myślałem, że ty.

— A ja, że ty.

— Czy to ważne, kto co powiedział? — wtrącił Dekarz. — To całkiem dobry pomysł. Jakiś taki… akuratny.

— O co chodziło z tym mitycznym czymś tam?

— A co to znaczy?

— To coś, co musi wystąpić — wyjaśnił Tkacz, ekspert teatralny. — Bardzo ważne jest to coś mityczne.

— Mama mówiła, że nikomu nie wolno… — zaczął Jason.

— Nie będzie tańców ani nic — zapewnił Woźnica. — Rozumiem, że nie życzysz sobie żadnych ludzi, którzy włóczą się po okolicy i robią jakieś czary. Ale nic chyba nie zaszkodzi, jak wszyscy tu przyjdą. Znaczy się król i cała reszta. Twoja mama też. Ha, chciałbym zobaczyć, jak któraś dziewczyna bez majtek spróbuje się przemknąć!

— Kiedy to chyba nie zwykłe…

— I ta druga też tu będzie — dodał Tkacz.

Przez chwilę rozważali kwestię babci Weatherwax.

— O żeż, ona to umie człowieka nastraszyć, nie ma co — mruknął Dekarz. — Kiedy tak spojrzy przez człowieka na wylot… Oczywiście, słowa nie dam na nią powiedzieć — dodał głośno. — Wspaniała kobieta. — Po czym dokończył szeptem: — Ale mówią, że skrada się po nocach jako zając albo i nietoperz. Zmienia postać i w ogóle. Co prawda ja tam nie wierzę w takie bzdury. — Podniósł głos i zaraz zniżył go znowu. — Star Weezen z Kromki opowiadał kiedyś, że postrzelił w nogę zająca, a na drugi dzień ona mijała go na drodze, powiedziała „Au” i tak mu przyłożyła po łbie…

— A mnie mówił ojciec — dodał Tkacz — że kiedyś prowadził naszą starą krowę na targ, a ona zachorowała i zaległa na drodze niedaleko jej chaty, i nie mógł jej ruszyć. No to poszedł do chaty, zastukał do drzwi, a ona otworzyła i zanim zdążył gębę rozewrzeć, mówi: „Twoja krowa jest chora, Tkacz”. Ot, tak sobie. A potem…

— To ta stara łaciata krowa, co ją miał twój ojciec?

— Nie. To mój stryj miał łaciatą krowę, myśmy mieli taką z ukruszonym rogiem. W każdym razie…

— Przysiągłbym, że była łaciata. Pamiętam, tato popatrzył na nią kiedyś zza żywopłotu i powiada: piękne łaty na tej krowie, dzisiaj już takich nie robią. To było jeszcze wtedy, kiedy mieliście to pole przy Cabbowej Studni.

— Nigdy nie mieliśmy tam pola. To mój kuzyn miał pole — wyjaśnił Tkacz. — W każdym razie…

— Jesteś pewien?

— W każdym razie! — rzekł z naciskiem Tkacz. — Powiada: „Zaczekaj tu, dam ci jakieś lekarstwo”. Poszła do kuchni i wróciła z takim dwoma czerwonymi pigułami. I…

— A jak jej się ukruszył? — spytał Woźnica.

— I dała mu jedną. I mówi: „Zrobisz tak, że podniesiesz krowie ogon i wciśniesz tę pigułę tam, gdzie słońce nie dochodzi, a za pól minuty poderwie się i pobiegnie szybko jak nigdy”. Tata podziękował i już wychodził, ale zapytał jeszcze: „A po co ta druga piguła?”. Ona popatrzyła tylko i mówi: „Chyba chcesz ją dogonić, prawda?”.

— To będzie w tej głębokiej dolinie niedaleko Kromki — stwierdził Woźnica.

Spojrzeli na niego wszyscy.

— O czym ty właściwie mówisz? — zdziwił się Tkacz.

— Jest schowana za górą. — Woźnica z przekonaniem kiwnął głową. — Stale w cieniu. Pewnie o to jej chodziło. To miejsce, gdzie słońce nie dochodzi. Kawał drogi trzeba przejść z tą pigułą, ale tak chyba już jest z czarownicami.

Tkacz mrugnął porozumiewawczo do kolegów.

— Posłuchaj — rzekł spokojnie. — Jej chodziło o… no, o to miejsce, gdzie małpa schowała orzech. Woźnica pokręcił głową.

— W Kromce nie ma małp — stwierdził. I nagle rozciągnął usta w szerokim uśmiechu. — Ach, rozumiem. Ona była głupia!

— Ci, co piszą sztuki w Ankh — uznał Piekarz — chłopie, dużo o nas wiedzą, nie ma co. Dajcie dzbanek.

Jason rozejrzał się jeszcze raz. Był coraz bardziej niespokojny. Ręce, które codziennie stykały się z żelazem, świerzbiały.

— Chyba powinniśmy wracać do domu, chłopcy — wybełkotał.

— To ładna noc — odparł Piekarz, nie ruszając się z miejsca. — Patrz, jak mrugają gwiazdy.

— Ale zrobiło się trochę zimno — zauważył Jason.

— Pachnie jakby śniegiem — dodał Woźnica.

— Rzeczywiście — zgodził się Piekarz. — Śnieg w środku lata. Tak to jest w miejscach, gdzie słońce nie dochodzi.

— Cicho bądź, cicho bądź, cicho — uciszał go Jason.

— Co z tobą?

— Coś tu jest nie takie. Nie powinniśmy tu być. Nie czujecie tego?

— Nie marudź, chłopie — uspokoił go Tkacz. — Ładnie jest. Czuję tylko powietrze. A w dzbanku zostało jeszcze trochę jabłkownika. Piekarz oparł się wygodnie.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)