Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 72
Перейти на страницу:

— Pamiętam taką starą historię o tym miejscu — powiedział. — Jakiś człowiek zasnął tu kiedyś, jak był na polowaniu. Dzban zabulgotał w półmroku.

— Co z tego? — zdziwił się Woźnica. — Ja też tak potrafię. Zasypiam każdej nocy, regularnie.

— Ale ten człowiek, jak wrócił do domu, to jego żona mieszkała z kimś innym, a dzieci dorosły i w ogóle go nie poznawały.

— Mnie to się zdarza prawie codziennie — oznajmił posępnie Tkacz.

Piekarz pociągnął nosem.

— Wiecie, tu rzeczywiście pachnie tak jakby śniegiem. No wiecie… Taki ostry zapach.

Dekarz wyciągnął się, opierając głowę na ramieniu.

— Coś wam powiem — oświadczył. — Gdyby moja stara wyszła za kogoś innego, a moje wielkie bachory poszły sobie i przestały wyjadać wszystko ze spiżarni, to raz-dwa zjawiłbym się tutaj z kocem. Kto ma dzbanek?

Jason pociągnął solidnie leku na nerwy i odkrył, że czuje się lepiej, kiedy alkohol rozpuszcza mu synapsy.

Podjął jednak próbę.

— Chłopaki — wybełkotał. — Mamy drugi zzzbanek, co to się ssstudzi w wodopoju koło kuzzz… kuźni, so wy na to? Może byśmy tam posssli? Chłopaki? Chłopaki?

Odpowiedziało mu ciche pochrapywanie.

— No, chopcy… Jason wstał. Gwiazdy zawirowały.

Jason upadł powoli. Dzbanek wyśliznął mu się z rąk i potoczył po trawie.

Gwiazdy migotały. Wiatr był zimny i pachniał śniegiem.

* * *

Król jadł samotnie, to znaczy, że siedział na jednym końcu stołu, a Magrat na drugim. Na ogół jednak spotykali się na ostatni kieliszek wina przy kominku. W takich chwilach trudno im było rozmawiać. Żadne z nich nie przywykło do spędzania — powiedzmy — miłych chwil w towarzystwie innej osoby. Konwersacje stawały się więc nieco wymuszone. I najczęściej dotyczyły ślubu. W królewskich rodach jest to naprawdę trudna sprawa. Na przykład, młoda para zwykle wszystko już ma. Tradycyjna lista prezentów z kompletem garnków i serwisem na dwanaście osób wydaje się trochę nie na miejscu u kogoś, kto ma zamek, a w nim mnóstwo umeblowanych pokoi, zamkniętych od tak dawna, że pająki stworzyły już odrębne gatunki, zgodnie ze ścisłymi zasadami ewolucji. Nie można też po prostu zmienić skali i poprosić o Armię w Czerwonych Mundurach z Białymi Aplikacjami, żeby pasowała do tapet w kuchni. Pary królewskie dostają na ogół w prezencie albo rzeczy bardzo małe, jak precyzyjnie skonstruowane nakręcane jajka, albo bardzo duże i nieporęczne, jak księstwa.

Istnieje też poważny problem z listą gości. Nawet na zwykłym ślubie bywa ciężko z krewnymi, którzy ślinią się i przeklinają; z braćmi, którzy po jednym drinku robią się agresywni; i z ludźmi, którzy Nie Rozmawiają z innymi ludźmi z powodu tego, Co Kiedyś Powiedzieli o Naszej Sharon. Królewskie pary mają do czynienia z całymi państwami, które Zerwały Stosunki Dyplomatyczne po tym, co Książę Krwi Powiedział o Naszej Sharon. Verence jakoś sobie z tym poradził, ale musiał jeszcze zmierzyć się z problemem różnych ras. Trolle i krasnoludy w Lancre żyły w zgodzie z prostej przyczyny: nie miały ze sobą do czynienia. Ale gdy zbyt wiele ich się zbierze pod jednym dachem, zwłaszcza kiedy wino płynie szeroką strugą, a już szczególnie kiedy płynie w stronę krasnoludów, zaraz niektórzy zaczynają Łamać Komuś Ręce z powodu — mniej więcej — tego, co Jego Przodkowie Powiedzieli o Naszej Sharon. Były też inne sprawy…

— Co z tą dziewczyną, którą tu przyniosły?

— Kazałam Millie na nią uważać. A one co robią?

— Nie wiem.

— Przecież jesteś królem, prawda?

— Ale one są czarownicami. Nie lubię zadawać im pytań.

— Czemu nie?

— Bo mogłyby mi odpowiedzieć. I co bym wtedy zrobił?

— O czym babcia chciała z tobą porozmawiać?

— E… no wiesz… o różnych sprawach.

— Ale chyba nie o… o seksie?

Verence zrobił minę człowieka, który spodziewa się frontalnego ataku i nagle odkrywa, że paskudne rzeczy dzieją się za jego plecami.

— Nie! Czemu tak sądzisz?

— Niania próbowała udzielić mi matczynej rady. Ledwie mi się udało zachować powagę. Słowo daję, traktują mnie jak duże dziecko.

— Nie. Nic w tym rodzaju.

Siedzieli po bokach wielkiego kominka, oboje purpurowi z zakłopotania.

Po chwili odezwała się Magrat.

— Ehm… Posłałeś po tę książkę, prawda? No wiesz… tę z rycinami.

— A tak. Oczywiście, posłałem.

— Powinna już dotrzeć.

— Poczta przychodzi raz na tydzień. Myślę, że przywiozą ją jutro. Mam już dość biegania tam co tydzień, żeby Shawn nie odebrał jej pierwszy.

— Jesteś królem. Mógłbyś mu zakazać.

— Nie chcę. Jest taki gorliwy.

Wielki kloc pękł na dwoje na parze żelaznych stojaków.

— Naprawdę można dostać książki o… o tym?

— Książki można dostać o wszystkim.

Spoglądali w ogień. Verence myślał: Nie chce zostać królową, od razu widać, ale zostaje się królową, kiedy się wychodzi za króla, wszystkie książki o tym piszą…

A Magrat myślała: Był o wiele milszy, kiedy jeszcze nosił dzwoneczki na czapce i sypiał na podłodze przed drzwiami swego pana; wtedy umiałam z nim rozmawiać…

Verence klasnął w dłonie.

— No, to na dzisiaj już wszystko. Jutro czeka nas pracowity dzień. Przyjeżdżają goście i w ogóle.

— Tak. To będzie długi dzień.

— Prawie najdłuższy. Cha, cha.

— Tak.

— Chyba włożyli nam już do łóżek grzałki.

— Czy Shawn nauczył się wreszcie, jak się to robi?

— Mam nadzieję. Nie stać nas już na kolejne materace. Hol był wielki. Cienie zbierały się w kątach i tłoczyły z obu końców.

— Przypuszczam — powiedziała wolno Magrat, wpatrując się w ogień — że nie mieli tu w Lancre zbyt wielu książek. Aż do teraz.

— Czytelnictwo to wspaniała rzecz.

— Jakoś radzili sobie bez nich.

— Tak, ale nie w sposób właściwy. Gospodarstwa były tu naprawdę prymitywne.

Magrat spoglądała na płomienie. Gospodyństwa też nie wyglądały najlepiej, myślała.

— Pójdziemy już chyba do łóżek, jak uważasz?

— Tak sądzę.

Verence zdjął dwa srebrne lichtarze i zapalił świece. Jedną wręczył Magrat.

— No to dobranoc.

— Dobranoc.

Pocałowali się i odeszli do swoich pokojów.

Prześcieradło w łóżku Magrat właśnie zaczynało brązowieć. Wyjęła spod kołdry grzałkę i wyrzuciła przez okno.

Spojrzała niechętnie w stronę garderoby.

Magrat była prawdopodobnie jedyną osobą w całym królestwie, która martwiła się o to, czy rzeczy ulegają biodegradacji. Wszyscy inni mieli po prostu nadzieję, że rzeczy wytrzymają możliwie długo, wiedzieli też, że i tak prawie wszystko zgnije, jeśli zostawi się to na dostatecznie długi czas.

W domu… poprawka: w chatce, w której kiedyś mieszkała, na końcu ogrodu stała wygódka. Magrat aprobowała takie rozwiązanie. Wraz z wiadrem popiołu, egzemplarzem zeszłorocznego Almanachu na gwoździu i wycięciem w kształcie winnego grona na drzwiach, wygódka skutecznie spełniała swoje zadania. Raz na parę miesięcy Magrat musiała tylko wykopać duży dół i sprowadzić kogoś, żeby pomógł jej przesunąć samą konstrukcję.

Garderoba wyglądała jak niewielkie zadaszone pomieszczenie wewnątrz muru, z drewnianym siedzeniem umieszczonym nad dużą kwadratową dziurą, prowadzącą głęboko, na sam dół zamkowych murów. Był tam otwór, przez który raz w tygodniu działała biodegradacja — metodą procesu organodynamicznego, znanego także jako Shawn Ogg i jego taczki. Tyle Magrat rozumiała. Jakoś to wszystko pasowało do jej wyobrażenia arystokracji i pospólstwa. Szokowały ją za to kołki.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)