Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 151
Перейти на страницу:

– A jeśli urodzi się dziewczynka?

– Odsyła się ją na prowincję, a Świątynia i Biblioteka wpisują dziecko do Ksiąg Krwi. Może za pokolenie albo dwa jej córka lub wnuczka odwiedzi pałac z zasłoniętą twarzą.

Deana nie wytrzymała.

– Słyszałam, że na północy, w Meekhanie, hodują w ten sposób konie.

Zaśmiał się.

– Tak. Masz rację. Dlatego lepiej być sługą księcia niż nim samym. Dziś Laweneres jest drugi w kolejce do tronu, jego rola sprowadza się do przejeżdżania ulicami miasta na grzbiecie słonia i pozdrawiania tłumów, resztę zaś czasu spędza na próbach niewplątania się w pajęczą sieć, tkaną przez Świątynię Ognia, af’gemidów Słowików, Bawołów i Trzcin czy pałacowe koterie związane z gildiami kupieckimi, cechami rzemieślniczymi i starą arystokracją. A nawet z Wielką Biblioteką.

– To dużo zajęć jak na tak młodego chłopca.

– Owszem. Lecz to jeszcze nic, bo jeśli jego brat nie zostanie pobłogosławiony męskim potomkiem, a na razie do tego nie doszło, książę będzie zmuszony do odbycia… czy raczej sparzenia się z jakąś przestraszoną dziewczyną, której twarzy nie ujrzy i do której nie będzie mu się wolno odezwać. A wtedy zostanie oficjalnie uznany za Błogosławionego i jego problemy dopiero się zaczną. Dwór w Białym Konoweryn to kłąb skąpanych w oliwie żmij.

– Więc to dlatego uznał, że lepiej zaryzykować śmierć na pustyni?

Tłumacz zaśmiał się.

– Tak. Pewnie masz rację. Nie zostawisz nas? – rzucił nagle.

– Nie. Jesteście moimi laagvara. To coś znaczy.

– A co znaczy to, że sypiasz z szablą przy boku?

Delikatnie pogładziła pochwę zdobycznej broni.

– Że zawsze jest jeszcze jedna droga ucieczki z tej pustyni.

– Ale…

– Śpij już, wielomówco. Jesteś gadatliwy jak stara kobieta.

Omenar nie odezwał się już więcej, a gdy nadszedł wieczór, obudziła ich i poprowadziła dalej.

Rozdział 10

Sever Raja rezydował na Czarnym Targu. Jego warsztaty zajmowały całą czteropiętrową kamienicę, która wyróżniała się tym, że była zdecydowanie niższa niż przytulone do niej siostry. No ale szef miejscowych złodziei nie musiał pomnażać zysków, prowokując zdrowy rozsądek i miejscowego patrona murarzy. Cztery piętra wystarczyły mu w zupełności, w końcu większość jego ludzi pracowała głównie na zewnątrz.

Czarny Targ zawdzięczał nazwę warstwie sadzy, która pokrywała bruk, stragany i ściany kamienic. A sadzę rodziły dziesiątki palenisk, płonących tutaj od świtu do zmierzchu i wypluwających ze swych brzuchów rozpalone do białości kawałki stali, które natychmiast trafiały na kowadła, pod walące bez ustanku młoty, by nadawać im kształty noży, mieczy, siekier, toporów, hełmów i tym podobnych dobrodziejstw niezbędnych w przeciętnym seehijskim gospodarstwie.

Tu biło źródło – jedno ze źródeł – sukcesu Kamany, sukcesu, który opierał się na nowym sposobie myślenia o handlu. Zamiast sprowadzać z kontynentu gotowe wyroby, co potrajałoby cenę każdego z nich, miasto importowało materiały – wełnę, którą miejscowe przędzalnie, tkalnie i farbiarnie zamieniały w bele materiału, stal i żelazo na broń i narzędzia, piasek i sodę do wytopu szkła, barwne glinki rodzące słynną kamańską porcelanę. I wiele innych rzeczy, które w miejscach takich jak Czarny Targ, Sukienna Ulica czy Paciorkowy Zaułek zamieniano w towary.

Kamieniczka Raji miała na dole trzy paleniska i siedem kowadeł obsługiwanych przez kilkunastu rzemieślników, w tym dwóch mistrzów płatnerskich sprowadzonych z PonkeeLaa, a wyżej warsztaty – ten na pierwszym piętrze zajmujący się ostrzeniem, szlifowaniem i polerowaniem ich wyrobów, a ten na drugim – wykańczaniem, robieniem pochew, zdobieniem rękojeści i grawerowaniem. Ostatnie piętro zajmowały wąskie pokoiki z piętrowymi łóżkami. Taka lokalna tradycja.

To była mądra inwestycja, bo jeśli Raja chciał czuć puls miasta, nie mógł się skupiać wyłącznie na przyportowych tawernach i dziwkach. Prawdziwe bogactwo znajdowało się właśnie tutaj, w takich miejscach, jak Czarny Targ, a zasiadanie w radzie cechu płatnerzy, jednego z najpotężniejszych w Kamanie, dawało dodatkowe korzyści. Przykład idzie z góry, w końcu w PonkeeLaa Cetron też udawał statecznego, średniozamożnego kupca.

Altsin zastanawiał się, ilu z pracujących tu rzemieślników ma choć cień podejrzeń co do rzeczywistych źródeł dochodów swojego pryncypała. Którymi były przemyt, kradzieże, opieka nad portowymi ladacznicami czy rozwiązywanie problemów miejscowych bogaczy. Choć, prawdę mówiąc, większość tych problemów była raczej związywana i wypływała w morze z kamieniem u szyi.

Ale ktoś musiał robić i takie rzeczy, a walka o utrzymanie monopolu na handel z Amonerią nie polegała tylko na uprzejmych rozmowach przy kryształowych kielichach.

Ta ostatnia myśl napełniła go nagłą odrazą do świata, w którym honor i uczciwość nic nie znaczą, a ludzkie życie przeliczane jest na konkretną sumę złota i srebra, w dodatku z roku na rok mniejszą.

Zawahał się, stojąc przed wejściem do kamieniczki Raji z uszami wypełnionymi łoskotem młotów uderzających o rozpalone żelazo i dyszeniem miechów brzmiącym niczym oddech ognistej bestii.

Odraza i gniew. Gniew i obrzydzenie. Obrzydzenie i rozpalająca się gdzieś w środku dzika furia.

Unik.

Głęboki wdech, zaciśnięcie zębów, mocno, aż do bólu, wspomnienie miasta i świątyni wypełnianej metodycznie trupami, płomieni trawiących żywe ciała, jeńców zarzynanych jak zwierzęta. I chłód, głęboki i twardy niczym serce Anday’yi.

Nie waż się nas oceniać. Nigdy nie waż się nas oceniać, przyjacielu.

Westchnął i wszedł do środka.

Raja przyjmował interesantów w pokoiku na poddaszu, nad sypialniami swoich pracowników. Prawdziwy zbytek, inne kamienice miały poddasza zamienione w podręczne magazyny lub wydzielano tam dodatkowe miejsca do spania, a tu królowały półki z księgami, wielkie biurko z kałamarzem zrobionym z inkrustowanej złotem muszli morskiego ślimaka, dwa rzeźbione krzesła i ława obita niebieskim suknem. Wszystkie meble połyskiwały bladym różem, udowadniając, że nazwa „czerwony dąb anuhijski” nieco mijała się z prawdą. Co nie zmieniało faktu, że było to najdroższe drewno na wyspie.

Altsin stanął przed biurkiem i czekał. Bez słowa, spokojnie. Już przy pierwszym spotkaniu odniósł wrażenie, że herszt tutejszych bandytów uwielbia wytrącać ludzi z równowagi pozornym lekceważeniem i ignorowaniem ich, tak jak teraz, gdy wydawał się zajęty wypełnianiem kolejnych stron w jednej ze swoich ksiąg równym, eleganckim pismem.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)