Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 151
Перейти на страницу:

– Powiedz księciu, by mocno zamknął oczy. I nie otwierał, póki mu nie pozwolę.

– Ale…

– Powiedz.

Kilka rzuconych podnieconym szeptem słów później chłopiec siedział naprzeciw niej z powiekami i dłońmi zaciśniętymi tak rozpaczliwie mocno, że prawie się roześmiała. Poluzowała ekchaar i odsunęła go z twarzy.

– Powiedz mu, że ma się nie ruszać.

Ślepiec wymruczał krótkie polecenie, a Deana nachyliła się i złożyła na policzkach i wargach młodego księcia trzy szybkie, siostrzane pocałunki.

Skrzywił się i przez chwilę wyglądał, jakby miał się rozpłakać, po czym zupełnie bezwiednie wytarł policzki rękawem. Parsknęła cichym chichotem.

– Wiem, to obrzydliwe, moi kuzyni też tak reagowali, gdy byli w twoim wieku. Teraz ty.

Omenara pocałowała wolniej, nie spiesząc się. Na swój sposób, gdy już człowiek nie dostawał dreszczy na widok jego oczu, był nawet przystojny. I miał bardzo miły dotyk. Wydawał się bardziej onieśmielony niż zdziwiony.

– Czy to znaczy to, co myślę?

Nie odpowiedziała, zajęta zakładaniem ekchaaru. Skończyła i ukłoniła się nisko, jednemu i drugiemu.

– Byłam głodna – karmiliście mnie, spragniona – dawaliście mi pić. Teraz jeden z was przelał krew, by mnie uwolnić. Jesteście moimi laagvara – towarzyszami walki. Nikt nie zbliży się do waszych pleców, dopóki będę za nimi stać.

Usiadła i jeszcze raz dokładnie im się przyjrzała. Ślepiec i dziecko. Gdyby ktoś powiedział jej kiedykolwiek, że to właśnie przed nimi wypowie te słowa, uznałaby go za głupca. Los lubi płatać dzikie figle.

– Książę może już otworzyć oczy.

Otworzył, ponaglony cichym szeptem. Powiedział coś szybko i jeszcze raz wytarł rękawem policzki.

– Książę mówi, że jesteś pierwszą dziewczyną, która go pocałowała. I że to było gorsze, niż mógł sądzić, ale ci wybacza. Pyta też, co teraz?

Spojrzała na wąski wylot jaskini.

– Teraz będziemy zabijać.

Zwabiła pierwszego bandytę krzykiem i rzucaniem się po ziemi w udawanym szaleństwie. Gdy pochylił się nad nią, uwolniła ręce z narzuconych luźno więzów i zabiła go szybko, podrzynając gardło obsydianowym ostrzem tak sprawnie, jakby to był jej własny talher. Drugi strażnik zajrzał do jaskini po chwili, zaniepokojony nagłą ciszą, a ona miała już wtedy w ręku szablę. I wbrew temu, co sobie obiecywała, umarł szybko, z bronią na wpół wyciągniętą z pochwy.

W końcu nie była mściwa.

W obozowisku nie znalazła koni, na co po cichu liczyła, bandyci zabrali wszystkie na poszukiwania, udało jej się za to, gorączkowo przeszukując namioty, trafić na worek mąki i drugi, pełen suszonych owoców. Do tego sprzęt do gotowania, a nawet spory zapas końskiego łajna, krzesiwo i uschłe liście palmowe na rozpałkę. Lecz tylko pół bukłaka wody. Zatęchłej i gorzkiej.

Ani kropli więcej.

*

Jaskinia była podobna do setek bliźniaczych dziur, tak charakterystycznych dla Palca Trupa. Jakby ktoś wetknął szerokie ostrze w żywą skałę i poruszał na prawo i lewo, tworząc wąskie wejście i dość przestronną jamę, wystarczająco wygodną, by zmieścili się tam we trójkę. Przedsionek zasłoniła kilkoma uschniętymi krzakami, których pełno było wokół, i cofnęła się do cienistego, chłodnego wnętrza.

Uciekali cały wieczór i pół nocy. Korzystając ze światła księżyca i gwiazd na niebie, starała się wyprowadzić ich trójkę jak najdalej od obozowiska, a pajęcza sieć wąskich przejść, ścieżek, jarów i szczelin pożarła ich i ukryła. Deana wątpiła, czy nawet najlepsi tropiciele Issaram zdołaliby za nimi podążyć, kamienne podłoże skutecznie utrudniało prowadzenie pościgu. Niemniej na wszelki wypadek zostawiła garść fałszywych śladów, a jeśli będą mieli szczęście i wiatr znów zabawi się między tutejszymi skałami, to nawet dziesięciotysięczna armia zwiadowców nie przyda się bandytom. Kaled On Bers nie wypuszcza zdobyczy ze swoich kamiennych łap.

Odepchnęła tę myśl.

Później zrobili przerwę. Byli zbyt osłabieni, by wędrować całą noc, odpoczynek pozwolił im zebrać siły. Deana próbowała kierować się na zachód, sama nie wiedziała czemu, chyba jedyny powód stanowiło to, że wiatr sprzed trzech dni przybył z zachodu, a sądząc po ilości piasku, który przyniósł, obudził się nad wydmami otwartej pustyni. Oczywiście taki wiatr mógł przebyć setki mil, nim wpadł między skały Palca Trupa, lecz ten kierunek i tak był równie dobry, jak każdy inny, poza tym obranie sobie jakiegoś celu gwarantowało, że nie zatoczą koła i nie wpadną z powrotem w ręce porywaczy. Lepiej już uprażyć się na skalnym palenisku pustyni.

Bo to ich właśnie czekało, jeśli jakimś cudem nie znajdą czegoś do picia. Mieli jedzenie, zapas opału i koce na noc, lecz w bukłaku zostało im może pół kwarty wody. Po krótkim odpoczynku wędrowali niemal do świtu, zrobili kolejny postój, zjedli część zapasów, wypili po pół kubka wody i ruszyli dalej. Dopiero wznoszące się o świcie słońce zmusiło ich do szukania kryjówki. A że nawet głębokie jary nie gwarantowały ucieczki przed żarem lejącym się z nieba, znaleźli schronienie w jaskini.

Deana położyła się na zimnym kamieniu, otuliła pledem i uśmiechnęła kwaśno. Być może już wkrótce pożałują ucieczki. Jeśli bandyci naprawdę trafili na kolejną kryjówkę z zapasami, w ich obozie mieliby większą szansę na przeżycie. Jedyną szansę. Ale jeśliby nie znaleźli, ona i Omenar już by nie żyli. Cokolwiek się stanie, odzyskali wolność i wiedziała na pewno, że już nigdy więcej nie pozwoli sobie założyć więzów.

– Śpisz? – szept mężczyzny wyrwał ją z zamyślenia.

– Nie. Myślę. Słyszałeś coś w nocy?

– Co miałem słyszeć?

– Pościg. Okrzyki, nawoływania, tętent koni.

Parsknął.

– Nie zrobiliby tego. Jeśli byłbym na miejscu dowódcy, z pewnością nie rzuciłbym ludzi do ślepego biegania w nocy po tym labiryncie. Oglądając ciała, łatwo mógł ustalić, jak dawno uciekliśmy. Wiedział, że jedyne, co zyska, to zadeptanie śladów. Nie, poczekałbym na świt i dopiero wtedy wyruszył. Oni są konno, my pieszo, łatwo nadrobią stracony czas. Poza tym pewnie musiał zaprowadzić porządek, ludzie lubią się buntować, gdy hersztowi powinie się noga. Ale teraz… Jak daleko mogliśmy uciec?

– Osiem, dziesięć mil.

– Tylko tyle? Po całej nocy?

– Szliśmy powoli, klucząc. Wybierałam taką drogę, gdzie jest tylko goła skała. Poza tym…

– Poza tym – przerwał gniewnie – prowadzisz ślepca i dziecko, tak. Ile byś uszła sama?

– Osiem, dziesięć mil. Nie więcej.

Nie zasyczał kpiąco.

– Jesteś dziwną osobą, Deano d’Kllean – mruknął zamiast tego. – Większość tych, których znam, porzuciłaby mnie i księcia i uciekła, zabierając całą wodę.

– Wychowałeś się w dziwnym miejscu, Omenarze Kamujareh, chyba nie chciałabym się tam znaleźć. Trudno być sługą księcia?

– Trudniej być księciem z krwi awenderi, urodzonym dzięki wiedzy przez stulecia przechowywanej w księgach, w których śledzi się linie męskich potomków rodów noszących w sobie choć kroplę Krwi Agara. Bo tradycja mówi, że awenderi Pana Ognia zawsze byli mężczyznami, przez cały czas, gdy przebywał między ludźmi, nigdy nie obdarzył on Objęciem kobiety. Więc Białe Konoweryn nie ma księżniczek Krwi Ognia, a kobiety nie liczą się w jego polityce. Może poza tymi, które zajmują wysokie pozycje w Bibliotece oraz – westchnął cicho – Królowej Niewolników. Matka księcia przybyła do pałacu z zasłoniętą twarzą i nosiła ten welon przez cały czas, także podczas… aktu poczęcia, i później, w czasie ciąży. Jak widzisz, nie tylko Issaram kryją oblicza. A gdy urodziła – szczęśliwie lub nieszczęśliwie – chłopca, wręczono jej zapłatę i wydalono z miasta. Bo tradycja mówi, że nasi książęta rodzą się z ognia i krwi Agara, a nie są wypychani na świat spomiędzy rozwartych ud krzyczących i przeklinających śmiertelniczek, więc żadna kobieta na świecie nie może przyjąć tytułu matki Dziecięcia Ognia. Zresztą, gdyby któraś spróbowała, czeka ją wrzucenie w Oko, kiedyś robiono tak z każdą z nich, lecz trzysta lat temu okazało się, że linie krwi słabną. Trzeba było zmienić… podejście, bo Oko odrzucało kolejnych kandydatów. Wybuchła wojna domowa, zapoczątkowana przez Słowiki, która rozbiła królestwo Daeltr’ed na kilka księstw i zmiotła część Rodów Wojny. Ja… wybacz, że mówię tak chaotycznie… Książę nigdy nie skarżył się na swój los.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)