Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 151
Перейти на страницу:

Kobieta nazwana Kitchi wskoczyła na jeden z tronów i rozparła się na nim z nonszalancją właściwą szaleńcom albo zbuntowanym podlotkom.

– Gra jeszcze się toczy, skarbie. Jesteś pewien, że los wam sprzyja?

Mężczyzna drgnął, a jego maska, choć może sprawiła to gra światła, wykrzywiła się w grymasie gniewu. Dziewczyna, którą trzymał za rękę, wyszeptała:

– Grozisz nam? Czy Eyfra zamierza złamać umowę? Wypowiedzieć nam wojnę?

– Nikt nie złamał umów, słoneczko, to nie czas na łamanie umów. Moja Pani gra zawsze zgodnie z regułami. Powiedzmy jednak, że jeden z wielbłądów wbił sobie kolec w kopyto i jaspis nie dojechał do oazy na czas, więc pewna karawana wyruszyła wcześniej, niż powinna. Tylko tyle. Jeden mały, no, może nie taki mały, ale jednak – wobec planów obalania dynastii i budowy imperiów – zupełnie nieistotny kolec.

Zapadła cisza.

– Imperiów? – Ubrana w czerń kobieta zaszeleściła jedwabiami. – Na czym zamierzacie zbudować imperium? Na bagnie wypełnionym krwią? Kto je będzie budował?

Dziewczyna będąca głosem wojownika w czerwieni spojrzała na nią beznamiętnym wzrokiem. Palce w szkarłatnej rękawicy, oplatające jej nadgarstek, zatańczyły, jakby mężczyzna grał na jakimś instrumencie strunowym.

– Czyż sami nie nauczacie, że role pana i sługi są zawsze… dyskusyjne? – wymruczała. – Przedyskutujemy je więc raz jeszcze. Po wszystkim.

Kobieta w czerni pochyliła się na swoim tronie, jakby zamierzała skoczyć na zamaskowanego.

Kitchi zaklaskała energicznie, przerywając rodzącą się kłótnię i przyciągając ich uwagę.

– Moi drodzy. Prosiliście mnie o… rozjemstwo w waszej trwającej już od dłuższego czasu wojence, nieprawdaż? Więc pozwólcie mi być rozjemcą.

Czerwona rękawica zatańczyła na bladej skórze dziewczyny.

– Nie miałaś być rozjemcą, tylko graczem. Miałaś wspomóc ją w sporze, by zagwarantować neutralność Pana Ognia. Czyżbyś pragnęła wycofać się z umowy? Udawać, że jej nigdy nie było? Że nie zamierzasz grać?

– Ależ skąd. – Dzwoneczki przy warkoczykach zaśmiały się dźwięcznie, gdy Kitchi od Uśmiechu pokręciła głową. – Zamierzam. Czyż kolec nie wbił się w kopyto wielbłąda? A poza tym… dlaczego żadne z was nie spytało, gdzie jest nasz gospodarz?

Dwie twarze, ta zakryta maską demona i ta zasłonięta welonem, obróciły się w jej stronę.

Sługa opuścił wzrok. Miotła. Popiół. Sufit wciąż płakał szarymi płatkami.

Rozdział 9

Ranek przyniósł zmianę pogody. Najpierw niebo zasnuło się sinym tumanem, potem zerwał się wiatr, dziki i pustynny, dla którego skalny labirynt Palca Trupa był miejscem swawoli i zabawy. Na powitanie zagwizdał, zaświstał górą, jakby chciał oznajmić „Oto nadchodzę”, po czym wpadł między plątaninę szaroczerwonych skał i pokazał, co potrafi. Poderwał do tańca zalegający na dole pył, zatrząsł uschniętymi badylami, zagrzechotał małymi kamykami. A potem…

Dwa dni i dwie noce spędzili w jaskiniach, których wejścia zasłonięto prowizorycznie pledami. Dwa dni i dwie noce Deana na zmianę leżała i siedziała na ziemi, zdjęto jej większość więzów, pozostawiając skrępowane tylko dłonie i stopy. Wszyscy wiedzieli, że wyjście na zewnątrz oznacza śmierć. W ich małej jaskini znalazł się herszt ze swoim niewolnikiem i czterech innych bandytów. Najwyraźniej przywódca postanowił osobiście dopilnować bezpieczeństwa swoich więźniów, nie ufał do końca reszcie.

To były długie dwa dni, pełne ciężkiej ciszy i ponurych spojrzeń, z ogniskiem ledwo tlącym się na kamiennej posadzce i groźnymi szeptami pełzającymi po kątach. Nawet gdy wiatr ucichł i wszyscy wyszli na zewnątrz, Deana nie zrozumiała nagłej zmiany nastroju bandytów. Okolica nie zmieniła się zbytnio. Co prawda tam, gdzie jeszcze niedawno wznosiły się usypane na wysokość człowieka sterty piachu, straszyła goła skała, a przejście, którym tu dotarli dwa dni wcześniej, znikło, zasypane żwirem i jakimiś uschniętymi łodygami, ale przecież wicher nie poprzestawiał kamiennych ścian. Dopiero pod wieczór, gdy po całodniowej wędrówce rozbili obóz w jednej z niewielkich kotlinek, a herszt rozesłał większość ludzi na wszystkie strony, gdy obserwowała, jak wracają po jednym, po dwóch, kręcąc głowami i rozkładając ręce – dopiero wtedy zrozumiała, co zrobił wiatr.

Jakiekolwiek znaki bandyci pozostawili między skalnymi ścianami, jakiekolwiek wskazówki miały ich kierować do kryjówek z zapasami, wiatr je zniszczył. Rozsypał odpowiednio ułożone kopce kamieni, starł z czerwonawej skały dyskretne znaki, zmiótł sprytnie uformowane gałązki wskazujące właściwe przejście. Słowem, mieli problem. Zwłaszcza Deana i tłumacz.

W zaistniałej sytuacji ich wartość jako towaru gwałtownie spadła. Bandyci jeszcze do tego nie doszli, jeszcze w bukłakach chlupotała woda, ale gdy wycisną z kozich skór ostatnie krople, okaże się, że issarska niewolnica jest mniej warta niż koń i mniej warta niż książę, który pije mało i za którego wciąż można dostać królewski okup. Jeszcze w oczach zbirów nie pojawiła się zapowiedź mordu i tego, co może czekać dziewczynę przed śmiercią, ale to była kwestia najbliższych dni, a może i godzin.

Patrząc, jak siadają w kręgu i naradzają się w swoim języku, pochyliła głowę i zmówiła onaew – modlitwę o jeden sztych.

Pani, broń ma złamana, oczy ślepe, a ramię słabe, lecz wróg mój musi umrzeć, by moje dzieci i dzieci moich dzieci mogły sławić Twe Imię aż do dni Przebaczenia. Nie proszę o życie ani o koniec cierpienia, lecz o szansę na zadanie jednego ciosu, który odeśle jego duszę w Twe Ręce.

Modlitwa tych, którzy nie mają już nic do stracenia i liczą na cud.

Po naradzie bandyci wrzucili ją w jakąś szczelinę, tak ciasną, że nie mogła się nawet obrócić, a słysząc, jak wsiadają na konie, omal nie zaczęła krzyczeć. Już nóż byłby lepszy od pozostawienia jej tutaj, by umarła z pragnienia. Ale nie, po chwili usłyszała odgłos rozpalanego ognia i szczęk naczyń. Rozbili obóz, a część pojechała szukać dalej. Po raz pierwszy, zapadając w pełen dreszczy i majaków sen, Deana szczerze życzyła im powodzenia.

*

Ranek przyniósł błogosławione ciepło, przeganiające z ciała nocny chłód. Była zdrętwiała i przemarznięta, gardło i język miała wyschnięte na wiór. Oczywiście wieczorem nie dostała nawet łyka wody, lecz ku jej zdziwieniu, zanim znalazła się w siodle, stary niewolnik podszedł, zamknął oczy, uchylił jej ekchaar i przyłożył do ust gliniany kubek.

– Pij – mruknął cicho, o dziwo w meekhu. – Powoli, bo więcej dziś nie dostaniesz.

Woda była ciepła i smakowała goryczką. Deana po pierwszym łyku odsunęła głowę.

– Co to?

Starzec uśmiechnął się.

– Dodałem ziół, które zmniejszą pragnienie i zatrzymają wodę w środku. – Pociągnął solidnie z kubka. – Widzisz, to nie trucizna. Ale więcej nie dostaniesz aż do wieczora, więc pij.

Wypiła i gdy tylko poprawił jej zasłonę, podziękowała skinieniem głowy. Nie odpowiedział.

Palec Trupa połknął ich na wiele godzin. Skalne ściany przesuwały się wokół oddziału w tempie jadącego stępa konia. Najwyraźniej bandyci nie chcieli przemęczać zwierząt, z wyjątkiem momentów, gdy po dwóch, trzech odrywali się od głównej kolumny i kłusem znikali w jakiejś odnodze.

Nadal szukali ukrytych gdzieś zapasów. Albo, co gorsza, drogi.

Przed południem zrobili postój, bo mimo cienia zalegającego między skałami wędrówka stała się udręką dla ludzi i koni. Deana pierwszy raz zauważyła zmianę w spojrzeniach, jakimi obrzucali ją bandyci. Zaczęło się. Jeden czy dwóch podeszło nawet do młodego herszta i zagadało, wskazując ją wymownymi gestami. Odesłał ich z niczym, lecz wiedziała, że jutro przyjdzie ich do niego pięciu, a pojutrze wszyscy.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)