Tomek na tropach Yeti
- Автор: Шклярский Альфред
- Серия: Приключения Томека Вильмовского #4
- Год: 2011
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Muza S.A.
- ISBN: 978-83-7758-064-6
- Жанр: Детские и приключения
Электронная книга - «Tomek na tropach Yeti». Краткое содержание книги:
— Jazda była dość męcząca. W niektórych miejscach śnieżyca zasypała przejścia. Musieliśmy wyruszać w drogę przed świtem, aby minąć je, zanim słońce roztopi zmrożoną w nocy pokrywę. Mimo to udało się nam przebyć całą trasę w ciągu jedenastu dni — odpowiedział Wilmowski.
— Zaraz spostrzegłem, że panowie są zaprawieni do odbywania długich marszów. Wcale nie widać po was zmęczenia, chociaż zaledwie dwie godziny temu obserwowałem wasz wjazd do miasta. Wtedy właśnie przyglądałem się grze w polo.
— Chętnie byłbym przyjrzał się rozgrywce, gdyby to nie opóźniło spotkania pana Smugi — wtrącił Tomek.
— Pan Smuga również ucieszy się przybyciem panów. Niecierpliwie oczekuje na was — powiedział rezydent uśmiechając się do młodzieńca.
— Więc nareszcie ujrzymy naszego przyjaciela! — zawołał Tomek uradowany.
— Zastaniecie go, panowie, w klasztorze w Hemis, odległym stąd o jeden dzień konnej jazdy — wyjaśnił rezydent. — Jeżeli wyruszycie jutro o świcie, to przy okazji będziecie mogli ujrzeć ciekawe buddyjskie misterium, odbywające się raz do roku w tamtejszym klasztorze. Zazwyczaj ściągają na nie pielgrzymi z bardzo odległych okolic, nawet z Lhasy.
— Jak to, więc pana Smugi nie ma w Leh?! — zmartwił się Tomek, spoglądając niespokojnie na ojca i bosmana.
— Nasz przyjaciel jakoś stał się bardzo nieuchwytny. Dążymy za nim aż z Bombaju i wszędzie, dokąd przybywamy, zastajemy jedynie wiadomość o nim — odezwał się Wilmowski.
— Widocznie istnieją ku temu ważne powody. Nie wątpię, że sam wyjaśni je panom w Hemis — spokojnie odparł rezydent.
— A jeśli go tam nie zastaniemy? — powątpiewająco mruknął bosman.
— Pan Smuga zaledwie dwa dni temu udał się z nowo zakupionymi końmi do Hemis, gdzie miał na panów oczekiwać. Gdyby zmienił zamiar, na pewno dałby mi znać o tym — stanowczo oświadczył rezydent. — Nie widzę powodu do niepokoju o niego.
— Powód może by się i znalazł — odpalił bosman. — Przybywamy z Europy na wezwanie przyjaciela. Obiecuje czekać w Bombaju. Tam zamiast niego wita nas morderca, a on stale wymyka nam się z rąk jak kamfora.
Rezydent obrzucił podróżników przenikliwym wzrokiem. Potem pytająco spojrzał na Pandita Davasarmana, jakby od niego oczekiwał wyjaśnień.
— Sahib Smuga za moim pośrednictwem pozostawił w Bombaju u pracownika linii okrętowej list oraz depozyt dla swych szlachetnych przyjaciół. Otóż urzędnik ten, Abbas, został zamordowany w chwili, gdy oddawał sahibom to, co u niego pozostawiliśmy. Po dokonaniu zabójstwa morderca umknął, zabierając depozyt — powiedział Pandit Davasarman.
— To naprawdę niezwykle intrygujące — zdumiał się rezydent. — Może panowie zechcieliby opowiedzieć mi coś więcej o tym dziwnym wydarzeniu?
Wilmowski spełnił jego życzenie, a wtedy rezydent rzekł:
— Hm, więc mówi pan, że morderca miał szeroką bliznę na twarzy. To naprawdę zastanawiające... W każdym razie musiał w jakiś sposób poznać zamiary pana Smugi. W innym przypadku nie mógłby wiedzieć, że pozostawiono dla was złoto u Abbasa. Miejscowa policja przeprowadzała śledztwo w Bombaju, a więc posiada panów zeznania jako świadków. To dobrze, w wolnej chwili zajmę się tą sprawą.
— Czy panu wiadomo, w jakim celu Smuga sprowadził nas aż do centralnej Azji? — zapytał Wilmowski.
— Tylko w ogólnych zarysach, lecz nie jestem upoważniony do wyjaśnień na ten temat. Niebawem pan Smuga osobiście wszystko panom wyjawi. Przy okazji chciałbym zapytać, czy panowie podróżują na angielskich paszportach?
— Tak, czy życzy pan sobie je obejrzeć?
— Bardzo proszę, muszę odnotować panów przybycie do Ladakhu.
Rezydent uważnie przeglądał dokumenty, robił jakieś notatki. W końcu znów zwrócił się do Wilmowskiego.
— Jak wynika z paszportów, wszyscy panowie pochodzą z Warszawy, która obecnie należy do Rosji. Czy wobec tego posiadacie jakieś dokumenty wydane przez władze rosyjskie?
— Oczywiście, lecz w obecnej naszej sytuacji nie są one aktualne — odparł Wilmowski, zaintrygowany zapytaniem rezydenta.
— Czy nikt z panów przypadkiem nie posiada autentycznego paszportu rosyjskiego?
— Owszem, ja mam, ponieważ całkowicie legalnie wyjechałem za granicę — odezwał się Tomek.
— Czy ma go pan przy sobie? — indagował rezydent.
— Nie, znajduje się w bagażach w karawanseraju.
— W Leh?
— Oczywiście.
— To bardzo dobrze. A czy pozostali panowie również posiadają w Leh jakieś dokumenty rosyjskie?
— Posiadamy, ale naprawdę nie rozumiem, o co panu chodzi? — zniecierpliwił się Wilmowski. — Czy angielskie paszporty nie są wystarczające?!
— Ależ, są doskonałe! O tamte historie pytałem jedynie... z własnej ciekawości. Proszę mi nie brać tego za złe — usprawiedliwił się rezydent.
Pospiesznie zwrócił podróżnikom dokumenty, po czym zaprosił ich na herbatę i szklaneczkę whisky [111]. Po godzinie wracali do karawanseraju. Niewiele rozmawiali po drodze, uzgodnili jedynie z Panditem Davasarmanem, iż nazajutrz rankiem wyruszą do Hemis. Wkrótce po powrocie do oberży, Davasarman wyszedł na miasto pod pretekstem poczynienia zakupów; nasi podróżnicy pozostali. Zaledwie Hindus oddalił się z izby, Tomek rzekł do ojca i bosmana:
— Czy zauważyliście, iż rezydent wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Davasarmanem, gdy powiedziałem o moim rosyjskim paszporcie?
— I mnie też się tak wydawało — potwierdził bosman.
— Ja nic nie zauważyłem, ponieważ siedział do mnie bokiem — powiedział Wilmowski, marszcząc brwi. — Ciekawe, o co mu chodziło? Czyżby... nie, to niemożliwe, aby Smuga poważył się na takie szaleństwo!
— Co masz na myśli, ojcze? Wyjaśnij nam, proszę!
— Zdawało mi się, że odgadłem zamiary Smugi, ale to jest naprawdę niemożliwe, więc lepiej dajmy pokój niedorzecznym domysłom. Smuga sam wyjaśni całą sprawę.
— Na frasunek najlepszy trunek. Mam tu pod ręką butelczynę jamajki, więc wypijmy po łyku dla nabrania humoru — zaproponował bosman.
— Wolę filiżankę czarnej kawy, której nie piłem już od wyjazdu z Bombaju. Czy masz ochotę na kawę, ojcze? — zapytał Tomek.
— Chętnie napiję się kawy i kieliszek rumu — potwierdził Wilmowski.
— Wobec tego przygotuj także dla mnie kubek kawy — dodał bosman. — Czuję, że Smuga wdał się w jakieś ciemne interesy, ale pal je sęk! Naprawdę rad go zobaczę.
Pandit Davasarman po powrocie do karawanseraju zastał swych towarzyszy na pogawędce przy czarnej kawie. Na uprzejme zaproszenie Wilmowskiego usiadł w ich gronie. Tomek przyrządził dla niego kubek kawy, po czym zaczął wypytywać o uroczystości w klasztorze w Hemis, o których uprzednio wspomniał rezydent.
— Jest to naprawdę bardzo oryginalne buddyjskie misterium — wyjaśnił Davasarman. — Lamowie, poprzebierani za różne maszkary, starają się odtworzyć obraz życia pozagrobowego, by w ten sposób przyzwyczaić wiernych do okropności, na jakie będą narażeni po śmierci.
— Niezłe to musi być przedstawienie, skoro ludziska przybywają na nie nawet z dalekiego Tybetu — zauważył bosman.
— Prawdę rzekłeś, sahibie — przytaknął Davasarman. — Ponadto klasztory w Hemis, Spittugu i w Sakarze są prawdziwymi bastionami buddyzmu w Ladakhu, a z nich najświętszy i najbogatszy jest właśnie klasztor w Hemis. Według zdania tak znanego badacza Azji Środkowej jak sir Younghusband został on zbudowany na wzór klasztoru dalajlamy w Lhasie.
— Sir Younghusband? — zdziwił się Tomek. Czyżby pan miał na myśli angielskiego rezydenta w Leh?
— Tak, o nim właśnie mówię. To jeden z nielicznych Europejczyków, który widział Lhasę — odpowiedział Davasarman.
111
Whisky (fonet. “łyski”) — napój alkoholowy wyrabiany z jęczmienia w Szkocji i Irlandii.