Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]
- Автор: Вулф Джин Родман
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: Ksi
- ISBN: 978-83-250-0142-1
- Переводчик: Arkadiusz Nakoniecznik
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]». Краткое содержание книги:
Ponieważ chłopców znaleziono w wodzie, nazwano ich Rybą i Żabą, a kiedy okazało się, że są ładni i silni, każda siostra wzięła sobie jednego. Ta, która wybrała Rybę, była żoną pasterza, natomiast mąż tej, która wzięła Żabę, był drwalem.
Kobieta, która zaopiekowała się Żabą, bardzo dbała o chłopca i nawet karmiła go własną piersią, gdyż tak się złożyło, że niedawno straciła dziecko. Kiedy mąż szedł do lasu po drewno na opał, nosiła Żabę w szalu zarzuconym na plecy i dlatego mędrcy do dzisiaj twierdzą, iż była najsilniejszą ze wszystkich kobiet, ponieważ dźwigała na grzbiecie całe imperium.
Po roku Żaba nauczył się wstawać, a nawet trochę chodzić. Pewnego wieczoru drwal i jego żona siedzieli przy ognisku rozpalonym na małej polanie w dzikiej, niedostępnej okolicy. Kobieta przygotowywała posiłek, zupełnie nagi Żaba zaś podszedł do ognia i grzał się w jego cieple.
— Podoba ci się? — zapytał drwal, który był prostym, dobrym człowiekiem.
Wówczas Żaba, choć do tej pory nie odezwał się jeszcze ani słowem, skinął główką i powiedział:
— Czerwony kwiat.
Podobno w tej samej chwili pogrążona we śnie Wczesne Lato poruszyła się niespokojnie w łożu na szczycie góry, daleko od brzegów Urth.
Drwal oraz jego żona nie posiadali się ze zdumienia, ale nie zdążyli porozmawiać o tym, co się wydarzyło, ani nakłonić Żabę, aby odezwał się ponownie, ani nawet zastanowić się, w jaki sposób podczas najbliższego spotkania opowiedzieć o tym pasterzowi i jego żonie, gdyż na polanie rozległ się okropny odgłos. Ci co go słyszeli i przeżyli twierdzą, że najbardziej przerażający na Urth. Jest ich jednak tak niewielu, że odgłos ten do tej pory nie ma jeszcze nazwy; trochę przypomina brzęczenie pszczół, trochę parskanie kota większego od krowy, a trochę dźwięk, jaki wydaje brzuchomówca uczący się dopiero swego zawodu, jest bowiem dźwięczący i zarazem głuchy, i dobiega ze wszystkich stron naraz. Była to pieśń, jaką nuci smilodon, kiedy uda mu się podkraść do zdobyczy. Nawet mastodony tak bardzo boją się tego śpiewu, że często wpadają w panikę i ruszają na oślep do szarży, najczęściej w niewłaściwym kierunku, umożliwiając napastnikowi zadanie ciosu od tyłu.
Z pewnością Prastwórca zna wszystkie tajemnice. On to wypowiedział długie słowo, które stało się naszym wszechświatem, i mało dzieje się rzeczy, które nie stanowią części tego słowa. Należy więc przyjąć, że to z jego woli drwal rozpalił ognisko w pobliżu niewielkiego pagórka, nie wiedząc o tym, że tam właśnie, w miejscu, gdzie dawno temu znajdowało się miasto zmarłych, wybudowała sobie dom wilcza para. Dom był niski, o grubych ścianach i wąskich, oświetlonych zielonymi lampami przejściach, które wiły się między pogruchotanymi pomnikami i sarkofagami — krótko mówiąc, właśnie taki, jakie wilki najbardziej lubią. Tam właśnie siedział basior, ssąc udową kość coryphodona, a wadera, jego żona, karmiła piersią szczenięta.
Usłyszawszy pieśń smilodona oboje zaczęli przeklinać go w Szarym Języku, tak jak tylko wilki potrafią to czynić, ponieważ prawo głosi, że żaden drapieżnik nie powinien polować w pobliżu domostwa innego drapieżnika, a wilki bardzo ściśle przestrzegają prawa.
— Cóż to za zdobycz mógł znaleźć Rzeźnik, ten głupi zabójca krów rzecznych, skoro ty, mój mężu, który polujesz nawet na jaszczury wylegujące się na górskich szczytach, co sięgają daleko poza naszą Urth, zadowoliłeś się jedynie wyschniętą kością? — zapytała samica.
— Nie gustuję w padlinie — odparł krótko samiec. — Nie zbieram też dżdżownic w mokrej od rosy trawie ani nie wyławiani żab z płycizn.
— Nie wydaje mi się, aby Rzeźnik śpiewał swą pieśń dla któregoś z tych stworzeń — zauważyła jego żona.
Wilk podniósł łeb i zaczął węszyć.
— Poluje na syna Meschii i córkę Meschiany. Jak dobrze wiesz, nie może z tego wyniknąć nic dobrego.
Na to wadera pokiwała głową, gdyż wiedziała, że kiedy ginie jeden z nich, synowie Meschii mszczą się zabijając wszystko, co nawinie im się pod rękę. Dzieje się tak dlatego, że Prastwórca ofiarował im kiedyś Urth, a oni odrzucili jego dar.
Zakończywszy pieśń Rzeźnik ryknął tak głośno, jakby chciał postrącać liście z drzew, następnie zaś krzyknął, ponieważ przekleństwa wilków mają wielką moc, przynajmniej wtedy, kiedy księżyc świeci na niebie.
— Dlaczego on krzyczy z bólu? — zapytała wadera, liżąc twarz jednej z córek.
Wilk ponownie napełnił płuca powietrzem.
— Przypalone ciało! Skoczył prosto w ognisko.
Oboje roześmiali się tak, jak to robią wilki: w milczeniu, odsłaniając wszystkie zęby. Ich uszy stały prosto jak namioty na pustym, ponieważ pilnie nasłuchiwali odgłosów dobiegających z ciemności, gdzie Rzeźnik buszował w zaroślach w poszukiwaniu zdobyczy.
Drzwi wilczego domu stały otworem, bo kiedy dorosłe wilki są w domu, niewiele ich obchodzi, kto zechce przez nie wejść, gdyż wyjdzie tylko ten, komu na to pozwolą. Otwór, rozświetlony blaskiem księżyca (on zawsze jest mile widzianym gościem), nagle ściemniał. W drzwiach stało dziecko, trochę przestraszone mrokiem, ale jednocześnie zaintrygowane ciepłem i zapachem mleka. Basior parsknął gniewnie, lecz jego żona przemówiła matczynym głosem:
— Wejdź, mały synu Meschii. Możesz się napić, najeść i ogrzać. Czekają na ciebie bystroocy, szybkonodzy towarzysze zabaw, najlepsi, jacy są na świecie.
Słysząc to, chłopczyk wszedł do środka, a wilczyca zrobiła miejsce wśród najedzonych szczeniąt i przygarnęła go do piersi.
— Jaki może być pożytek z takiej istoty? — zapytał samiec.
Wilczyca parsknęła śmiechem.
— Zadowalasz się wysysaniem starych kości, a jednocześnie zadajesz takie pytania? Czyżbyś nie pamiętał, jak jeszcze niedawno szalała tu wojna i wojska księcia Wiosennego Wiatru maszerowały po tej ziemi? Wówczas nie polował na nas żaden z synów Meschii, ponieważ wszyscy polowali na siebie nawzajem, a po zakończonej bitwie ty i ja, cały Senat Wilków, Rzeźnik, Ten Który Się Śmieje, a nawet Czarny Zabójca, chodziliśmy spokojnie wśród zabitych i umierających, wybierając sobie tych, na których akurat mieliśmy ochotę?
— To prawda — odparł basior. — Książę Wiosenny Wiatr wielce się nam przysłużył, ale przecież to szczenię Meschii nie ma z nim nic wspólnego.
Samica uśmiechnęła się na to i powiedziała:
— W sierści na jego głowie czuję bitewny dym. (W rzeczywistości był to dym Czerwonego Kwiatu.) Ty i ja będziemy już pyłem, kiedy pierwszy oddział wymaszeruje przez bramę z warownego zamku, który on zbuduje, ale za tym oddziałem pójdą następne, dzięki czemu nasze dzieci, ich dzieci, oraz dzieci ich dzieci, będą mogły jeść do syta.
Wilk skinął tylko łbem, gdyż wiedział, że jego żona jest mądrzejsza od niego. Tak jak on potrafił zwęszyć rzeczy poza brzegami Urth, tak ona potrafiła dostrzec dni ukryte za zasłoną przyszłorocznych deszczów.
— Nazwę go Żabą — dodała wadera — ponieważ Rzeźnik istotnie poluje czasem na żaby, jak słusznie powiedziałeś, mój mężu.