W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
57 kg (taaak! taaak!),jedn. alkoholu 4, papierosy 5, duchowe olśnienia będące łącznym wynikiem Drogi rzadziej uczęszczanej 1 jedn. alkoholu 4, mieszkania bez dziur O, liczba funtów w banku O, faceci O, osoby, z którymi mogłabym się spotkać dziś wieczorem O, przyjęcia wyborcze, na które zostałam zaproszona 0.
11.30.
W biurze. Trudne dwa dni w pracy, jako że Richard Finch czytał na głos fragmenty mojego wywiadu, po czym jak Dracula zanosił się gardłowym, gulgoczącym śmiechem, ale przynajmniej wyrwał mnie z otępienia. Poza tym Jude uznała, że wywiad był całkiem niezły i że naprawdę udało mi się oddać atmosferę tego spotkania. Hurra! Nie mam jeszcze żadnych głosów od Adama lub Michaela z „Independent”, ale na pewno niedługo zadzwonią i może mnie poproszą o zrobienie następnego wywiadu, wtedy zostanę wolnym strzelcem i zasiadłszy przy maszynie, będę pisać na tarasie na dachu pełnym ziół i doniczek z terakoty! Poza tym został jeszcze tylko tydzień do wyborów, kiedy to wszystko się zmieni! Rzucę palenie, wróci Mark i odkryje we mnie kobietę sukcesu z ogromnym, rozbudowanym mieszkaniem z tarasem.
17.15.
Hmmm. Przed chwilą odsłuchałam swoją automatyczną sekretarkę. Jest tylko jedna wiadomość, od Toma, który rozmawiał z Adamem. Okazuje się, że wszyscy z „Independent” są okropnie wkurzeni. Zostawiłam mu wiadomość, żeby oddzwonił i wytłumaczył, o co chodzi.
17.50.
O Boże. Martwię się, jak teraz załatwię tę drugą hipotekę. Nie dostanę dodatkowych pieniędzy, a co, jak stracę pracę? Może lepiej uprzedzę Gary’ego, że nie chcę tej przybudówki, i wycofam te 3500 funtów. Całe szczęście, że Gary miał zacząć wczoraj, ale tylko wpadł na chwilę, żeby zostawić narzędzia, i poszedł sobie. Wtedy mnie to wkurzyło, ale może to palec Boży. Tak. Po powrocie do domu zadzwonię do niego, a potem pójdę na siłownię.
18.30.
Po powrocie do domu. Aaa! Aaa! Aaa! Cholera jasna, w jednej ścianie mam wielką dziurę! Ściana jest przebita na wylot, rozdziawia się jak przepaść i widać wszystko z drugiej strony ulicy. Przede mną cały weekend z gigantyczną dziurą w ścianie, wszędzie walają się cegły, a ja nie mam żadnych planów! Żadnych! Żadnych! Żadnych!
18.45.
Ooo, telefon – może ktoś chce mnie zaprosić na przyjęcie wyborcze! Albo to Mark!
– O, cześć, kochanie, wiesz co? – Moja matka. Oczywiście musiałam sobie zapalić. – O, cześć, kochanie, wiesz co? – powtórzyła.
Czasami się zastanawiam, jak długo tak może powtarzać jak papuga. Co innego powiedzieć: „Halo? Halo?”, kiedy po drugiej stronie panuje cisza, ale powtarzanie: „O, cześć, kochanie, wiesz co? O, cześć, kochanie, wiesz co?” z pewnością nie jest normalne.
– Co? – spytałam markotnie.
– Nie mów do mnie takim tonem.
– Co? – spytałam znowu głosem pełnej zrozumienia córki.
– Nie mówi się „co”, Bridget, tylko „słucham”.
Zaciągnęłam się swym miłym, normalnym i przyjaznym Silk Cutem Ultra.
– Bridget, czy ty palisz?
– Nie, nie – odparłam spanikowana, zgasiłam papierosa i schowałam popielniczkę.
– Wiesz co? Una i ja wydajemy w ogródku skalnym wyborcze przyjęcie w stylu Kikuyu dla Wellingtona! Głęboko wciągnęłam powietrze przez nos i przypomniałam sobie o równowadze wewnętrznej.
– Nie uważasz, że to super? Wellington będzie skakał przez ognisko jak prawdziwy wojownik! Wyobraź sobie tylko! Przez ognisko! Obowiązują stroje plemienne. Będziemy pić czerwone wino i udawać, że to bycza krew! Bycza krew! To dzięki niej Wellington ma takie mocne uda.
– Yyy, czy Wellington o tym wie?
– Jeszcze nie, kochanie, ale na pewno będzie chciał uczcić wybory. Wellington bardzo popiera wolny rynek, a przecież nie chcemy z powrotem Red Wedge [30]. No bo inaczej znowu wróci ten jakmutam i jego górnicy. Ty nie pamiętasz tych spadków napięcia, kiedy jeszcze chodziłaś do szkoły, ale raz Una wygłaszała przemówienie w klubie dla pań i nie mogła przedtem ułożyć sobie włosów na lokówce.
19.15.
W końcu udało mi się pozbyć mamy, ale zaraz potem telefon znowu się odezwał. To była Shaz. Powiedziałam jej, jaka jestem zdołowana, a ona zachowała się naprawdę słodko.
– Daj spokój, Bridge. Nie powinniśmy definiować siebie w kategoriach związku z inną osobą! Trzeba się cieszyć tym, jak to fantastycznie być wolnym! Poza tym niedługo wybory i zmienią się nastroje całego narodu!
– Hurra! – wykrzyknęłam. – Samotni! Tony Blair! Hurra!
– Tak! – zachwycała się Shazzer. – Podczas weekendów wiele osób w związkach przeżywa ciężkie chwile, jest niewolnikami niewdzięcznych dzieci i ofiarami sadystycznych współmałżonków.
– Masz rację! Masz rację! – potakiwałam. – My w każdej chwili możemy wyjść i się zabawić. Umówimy się dzisiaj? Hmm. Sharon zupełnie jak Szczęśliwa Mężatka wybiera się na kolację z Simonem.
19.40.
Przed chwilą zadzwoniła Jude w nastroju przesyconym wiarą we własną atrakcyjność seksualną.
– Znowu zaczęło się ze Staceyem! – powiedziała. – Widziałam się z nim wczoraj wieczorem i wspomniał o swojej rodzinie! Zapadła pełna oczekiwania cisza.
– Wspomniał o swojej rodzinie! – powtórzyła. – Co znaczy, że poważnie o mnie myśli. I poszliśmy do łóżka. A dzisiaj znowu się spotykamy i to czwarta randka, więc… juubuuduubuuduu. Bridge? Jesteś tam jeszcze?
– Tak – powiedziałam cichutkim głosikiem.
– O co chodzi? Wymamrotałam coś o dziurze w ścianie i o Marku.
– Bridge, cały dowcip polega na tym, że powinnaś zamknąć tę sprawę i żyć dalej – stwierdziła, najwyraźniej nie zauważając, że jej ostatnia rada okazała się zupełnie denna, więc może unieważnić i tę. – Musisz zacząć kochać siebie. No, Bridge! To fantastyczne. Możemy się bzykać, z kim tylko chcemy.
– Samotni górą! – powiedziałam.
Dlaczego więc jestem taka zdołowana? Chyba znowu zadzwonię do Toma.
20.00.
Nie ma go. Wszyscy się bawią, tylko nie ja.
21.00.
Przeczytałam fragment z Możesz uleczyć swoje życie i teraz, wyraźnie widzę, co robiłam nie tak. Jak to ujęła Sondra Ray, wybitna specjalistka od odrodzenia się, a może to nie była ona, no w każdym razie idzie to tak: „Miłości nigdy nie znajdzie się poza nami, miłość jest w nas”. Tak! „Co może odstraszać miłość?… Zbyt wysokie wymagania? Wizerunki gwiazd filmowych? Uczucie bezwartościowości? Wrażenie, że nie jesteś godna miłości?” Ha. To nie wrażenie, tylko fakt. Otworzę sobie butelkę Chardonnay i obejrzę Przyjaciół.
23.00.
Droga rzadziej uczęszczana jsst cholernie dobra. To jakiś ktarsis czszy ssoś. „By kochać innych najpierw trzeba pokochać smego śbie”. To strsznie mądre. Przwróciłmsie.
26 kwietnia, sobota
59 kg Jedn. alkoholu 7 (hurra!), papierosy 27 (hurra!), kalorie 4248 (hurra!), wizyty na siłowni 0 (hurra!).
7.00.
Aaa. Kto włączył to cholerstwo?
7.05.
Od dzisiaj biorę odpowiedzialność za własne życie i zaczynam kochać samą siebie. Jestem piękna. Jestem cudowna. O Boże. Gdzie są Silk Cuty?
7.10.
Dobra. Wstaję i idę na siłownię.
7.15.
Właściwie to bardzo niebezpieczne ćwiczyć, zanim się człowiek na dobre nie rozbudził. Można sobie nadwerężyć stawy. Pójdę wieczorem przed Randką w ciemno. Bez sensu lecieć na siłownię w ciągu dnia w sobotę, kiedy jest tyle do roboty, np. zakupy. Nie powinnam się złościć na Jude i Shaz za to, że pewnie teraz i jedna, i druga jest w łóżku i bzykają się bez opamiętania, bzykubzyk. Bzyk.
7.45.
Oczywiście jest za wcześnie, żeby do kogoś dzwonić. To, że ja nie śpię, nie znaczy wcale, że inni też już się obudzili. Muszę się nauczyć większej empatii wobec innych.
[30] Red Wedge – organizacja popierająca Partię Pracy. Jej współtwórca, muzyk i działacz społeczny, Billy Bragg, dał kilka koncertów jako wyraz solidarności ze strajkami górników brytyjskich w latach 1984-1985.