Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
Urodziłem się za późno, aby go spotkać, nigdy więc nie widziałem, jak to robił, lecz pamięć absolutna stanowi cenny dar, którego Bóg udziela zbyt rzadko. Nie mam powodu, aby wątpić, że brat Paul ją posiadał. Zmarł on nagle, w okolicznościach tajemniczych i — być może — grzesznych. Jak mawiał profesor misjonarstwa, należy zachowywać wielką ostrożność podczas wspólnych modłów sam na sam z zamężną kobietą.
Nie mam takiego daru. Potrafię zacytować z pamięci kilka pierwszych rozdziałów z „Księgi Rodzaju”, kilka psalmów, historię Bożego Narodzenia według Łukasza i parę innych fragmentów. Aby jednak rozwiązać swój problem, musiałbym przestudiować dokładnie wszystkich proroków, a zwłaszcza proroctwo znane jako Apokalipsa Świętego Jana.
Czyżby nadchodził Armageddon? Czy powtórne zstąpienie Chrystusa nastąpi już wkrótce? Czy sam, we własnym ciele, usłyszę dźwięk trąby?
Ekscytująca myśl. I to taka, której nie można łatwo odrzucić. Wiele milionów dożyje tego wielkiego dnia i jednym z tego licznego zastępu mógłby być Alexander Hergensheimer. Czy naprawdę usłyszę Jego głos, zobaczę, jak zmarli powstają, a potem „będę porwany w powietrze, na obłoki, naprzeciw Pana”, po czym „zawsze będę z Panem”, jak jest obiecane? To najbardziej poruszający fragment w Wielkiej Księdze!
Nie mogłem, rzecz jasna, być pewien, że znajdę się pomiędzy zbawionymi w owym wielkim dniu, nawet gdybym miał go dożyć. Fakt, że byłem wyświęconym kapłanem Ewangelii, wcale nie musiał zwiększać moich szans. Kapłani zdają sobie sprawę z tej smutnej prawdy (jeśli są uczciwi wobec siebie), lecz ludziom świeckim często się wydaje, że duchowieństwo ma fory.
Nieprawda! Duchowny nie może się tłumaczyć. Nie może twierdzić, iż „nie wiedział, że rewolwer był nabity” lub prosić o łaskę, powołując się na swą młodość i niedoświadczenie, bądź też zasłaniać się nieznajomością prawa, ani też używać wielu innych usprawiedliwień, dzięki którym człowiek świecki może osiągnąć zbawienie nawet, jeśli nie jest całkowicie doskonały moralnie.
Wiedząc to, byłem zmuszony przyznać, że moje ostatnie czyny nie przysparzają mi szans na to, bym miał się znaleźć pomiędzy zbawionymi. Byłem, rzecz jasna, ponownie narodzony. Niektórym wydaje się, że jest to coś, co zdobywa się raz na zawsze, jak świadectwo ukończenia college’u. Nie licz na to, brachu! Wiedziałem aż za dobrze, że popełniłem ostatnio cały wór grzechów: Pycha. Nieumiarkowanie. Chciwość. Wszeteczeństwo. Cudzołóstwo. Zwątpienie. I inne. Co gorsze, nie odczuwałem skruchy z powodu najcięższych z nich. Jeśli księgi wykażą, że Margrethe nie zostanie zbawiona i nie pójdzie do nieba, to ja również nie miałbym ochoty tam pójść. Wybacz mi, Boże, ale taka jest prawda.
Niepokoiłem się o nieśmiertelną duszę Margrethe. Nie mogła ona powołać się na drugą szansę przysługującą wszystkim duszom urodzonym przed Chrystusem. Była urodzona w kościele luterańskim, który nie był moim kościołem, lecz stanowił jego fundament, podobnie jak wszystkich innych kościołów protestanckich. Był on pierwszym owocem Edyktu Wormackiego.
Margrethe mogła osiągnąć zbawienie tylko poprzez wyrzeczenie się swojej herezji oraz powtórne narodziny. Musiała to jednak zrobić sama. Nie mogłem dokonać tego za nią. Jedyne, co mogłem uczynić, to naciskać na nią, aby pomyślała o swoim zbawieniu. Musiałem to jednak robić bardzo ostrożnie. Nie można skłonić motyla, aby usiadł ci na dłoni, potrząsając nad nim mieczem. Margrethe nie była poganką, która nigdy nie słyszała o Chrystusie i którą należało tylko oświecić. Nie, ona urodziła się w wierze chrześcijańskiej i odrzuciła ją w pełni świadomie. Potrafiła cytować Pismo z równą łatwością jak ja. W swoim czasie studiowała Księgę z wielką pilnością, znacznie większą niż z reguły czynią to laicy. Nie pytałem nigdy, przy jakiej okazji to robiła, lecz sądzę, że zainteresowała się słowem Bożym wtedy, gdy zaczęła się zastanawiać nad porzuceniem wiary chrześcijańskiej. Margrethe była tak poważną i dobrą osobą, iż byłem pewien, że nigdy nie podjęłaby tak drastycznego kroku bez długiego i poważnego zastanowienia.
Jak pilny był ten problem? Czy miałem te trzydzieści lat, w ciągu których mógłbym poznać jej sposób myślenia i opracować najlepszą metodę? Czy też Armageddon był tak blisko, że nawet jeden dzień zwłoki mógł ją skazać na wieczne potępienie?
Pogański Ragnarok i chrześcijański Armageddon miały jedną cechę wspólną: przed wielką bitwą pojawią się wszelkiego rodzaju znaki i cuda. Czy widzieliśmy je wokół nas? Margrethe sądziła, że tak. Co do mnie to koncepcja, że te zmiany światów zapowiadały Armageddon, odpowiadała mi bardziej niż jej alternatywa, to jest, że cierpiałem na paranoję. Czy statek mógł zatonąć i cały świat ulec zmianie tylko w tym celu, aby przeszkodzić mi w porównaniu odcisków kciuka? W swoim czasie tak myślałem, ale teraz… no wiesz, Alec, nie jesteś aż taki ważny.
(A może jestem?)
Nigdy nie byłem millenarystą. Zdaję sobie sprawę, jak często występuje w Biblii liczba tysiąc, zwłaszcza w proroctwach, nigdy jednak nie wierzyłem, że Wszechmocny kieruje się w swej działalności takimi czynnikami jak koniec tysiąclecia — czy inne okrągłe daty — tylko w tym celu, aby sprawić przyjemność numerologom.
Z drugiej strony wiedziałem jednak, że wiele tysięcy rozsądnych i pobożnych ludzi przywiązuje wielką wagę do zbliżającego się końca drugiego tysiąclecia, oczekując Sądu Ostatecznego, Armageddonu i wszystkiego, co się z tym wiąże. Twierdzą oni, że znaleźli na to dowody w Biblii oraz ich potwierdzenie w wymiarach Wielkiej Piramidy oraz w różnych apokryfach. Różnią się oni jednak między sobą zdaniem na temat tego, kiedy nastąpi koniec tysiąclecia. Rok 2000 czy 2001? Czy też dokładną datę stanowi godzina piętnasta czasu jerozolimskiego dnia siódmego kwietnia roku 2030? O ile uczeni rzeczywiście określili dokładnie moment ukrzyżowania oraz trzęsienia ziemi, które nastąpiło w momencie Jego śmierci. A może powinien być to Wielki Piątek roku 2030, według kalendarza księżycowego? To nie jest taka sobie różnica zdań, biorąc pod uwagę, jaką datę staramy się określić.
Jeśli jednak przyjmiemy moment narodzin Chrystusa, a nie jego ukrzyżowania, jako punkt, od którego należy liczyć tysiąclecia, staje się oczywiste, że ani naiwna data 2000, ani nieco mniej naiwna — 2001 — nie mogą być właściwe, ponieważ Jezus narodził się w Betlejem, w dzień Bożego Narodzenia w roku 5 przed naszą erą.
Każdy wykształcony człowiek to wie, ale niemal nikt nigdy się nad tym nie zastanawia.
W jaki sposób data największego wydarzenia w historii — narodzin naszego Pana — mogła zostać określona błędnie i to aż o pięć lat? To niewiarygodne!
Wyjaśnienie jest proste. Pewien mnich w szóstym stuleciu pomylił się w rachunkach. Nasz obecny system datowania — „od narodzin Chrystusa” — wszedł w użycie dopiero w kilka stuleci po tym fakcie. Każdy, kto próbował kiedyś odczytać na kamieniu węgielnym datę napisaną cyframi rzymskimi, może zrozumieć pomyłkę brata Dionizjusza Exiguusa. W szóstym stuleciu było tak mało ludzi, którzy w ogóle umieli czytać, że błąd pozostał nie wykryty przez wiele lat, a potem było już za późno, aby zmienić wszystkie zapisy. W ten sposób doszło do absurdalnej sytuacji, że Chrystus urodził się na pięć lat przed narodzeniem Chrystusa — sprzeczność, którą można wyjaśnić tylko w ten sposób, że pierwsze stwierdzenie odnosi się do faktu, a drugie do sprzecznego z faktami kalendarza. Przez dwa tysiące lat pomyłka naszego mnicha nie miała wielkiego znaczenia. Teraz jednak było inaczej. Jeśli bowiem millenaryści mają rację, to końca świata należy oczekiwać w dniu Bożego Narodzenia w tym roku.