Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 96
Перейти на страницу:

— Pepe, mój przyjacielu, chciałbym ofiarować tobie ten drobny podarunek.

— Nie, nie, nie. Z turystów wyciskam flaki i proszę o więcej. Od ciebie, przyjacielu, dwadzieścia pięć centavos.

Nie sprzeczałem się z nim. W Meksyku człowiek musi dbać o swoją godność. W przeciwnym razie zginie.

„El Cerro de la Neveria” ma sto metrów wysokości. Wdrapywaliśmy się na nie bardzo powoli. Opóźniałem marsz celowo, ponieważ nie chciałem w żaden sposób przeciążać Margrethe. Byłem niemal pewien, sądząc z pośrednich znaków, że jest przy nadziei. Nie uważała jednak za stosowne mówić o tym ze mną, a ja, rzecz jasna, nie poruszałem tego tematu jako pierwszy. Znaleźliśmy swoje ulubione miejsce, gdzie mogliśmy się schronić w cieniu niewielkiego drzewa, a jednocześnie podziwiać pełną panoramę — trzysta sześćdziesiąt stopni — od Zatoki Kalifornijskiej na północnym zachodzie, poprzez Pacyfik na zachodzie i coś, co mogło być, lecz niekoniecznie było, chmurami nad szczytem górskim na przylądku Baja California dwieście mil stąd. Dalej, na południowym zachodzie, patrząc wzdłuż naszego półwyspu, widać było „Cerro Vigia” („Wzgórze Czat”) oraz piękną „Playa de las Olas Atlas” znajdującą się pomiędzy nami a nim. Dalej leżało „Cero Creston”, na którym wznosiła się wielka latarnia morska — „Faro” — dominująca nad całym przylądkiem. W kierunku południowym, po drugiej stronie miasta, widać było lądowisko Straży Przybrzeżnej. Na wschodzie i północnym wschodzie rozciągały się góry, za którymi kryło się odległe o sto pięćdziesiąt mil Durango… dzisiaj jednak powietrze było tak czyste, iż wydawało się, że moglibyśmy dotknąć ich szczytów. Mazatlan rozciągał się pod nami jak makieta. Nawet bazylika wyglądała z góry jak model na planie architektonicznym, a nie imponujący kościół. Po raz n-ty zadałem sobie pytanie, dlaczego katolicy ze swymi (z reguły) pogrążonymi w nędzy kongregacjami mogą budować takie piękne kościoły, podczas gdy protestanccy wierni muszą się tak męczyć nad zebraniem funduszy na skromniejsze budowle.

— Popatrz, Alec! — zawołała Margrethe — Anibal i Roberto mają nowy „aeroplano”! — Wskazała palcem w tamtym kierunku.

Rzeczywiście, na przystani Straży Przybrzeżnej stały dwa „aeroplanos”. Jednym była olbrzymia groteskowa ważka, która nas uratowała, a drugim nowa maszyna, która wyglądała zupełnie inaczej. Z początku myślałem, że jest ona pogrążona w wodzie, ponieważ brak było pontonów, za pomocą których znana już nam konstrukcja utrzymywała się na powierzchni.

Po chwili zdałem sobie sprawę, że nowa maszyna była w dosłownym tego słowa znaczeniu łodzią latającą. Sam kadłub „aeroplano” był konstrukcją wodoszczelną — pontonem czy też łodzią. Silniki tej maszyny umieszczone były ponad skrzydłami. Nie byłem pewien, czy te radykalne zmiany wzbudzają moje zaufanie. Solidna prostota maszyny, w której lecieliśmy, bardziej mi odpowiadała.

— Alec, wpadnijmy do nich w następny wtorek.

— Zgoda.

— Czy myślisz, że Anibal pozwoliłby nam przelecieć się nowym „aeroplano”?

— Nie, jeśli komendant się dowie.

Nie dodałem, że ta nowomodna machina nie wydawała mi się bezpieczna. Margrethe zawsze była nieustraszona.

— Wpadniemy jednak do nich i poprosimy, żeby nam go pokazali. Porucznik Anibal się ucieszy, Roberto również. Zjedzmy coś.

— Ty świniaczku — odpowiedziała. Wyciągnęła „servillete” i zaczęła wykładać na nią jedzenie z koszyka, który przyniosłem. Wtorki dawały Margrethe okazję na urozmaicenie znakomitej meksykańskiej kuchni Amandy swą własną — duńską i międzynarodową. Dziś zdecydowała się przygotować znakomite duńskie kanapki, tak lubiane przez wszystkich Duńczyków oraz każdego, kto miał kiedykolwiek okazję ich spróbować. Amanda pozwalała Margrethe robić w kuchni wszystko, na co ta miała ochotę, a seniora Valera nie wtrącała się. Nigdy nie wchodziła do kuchni, co było wynikiem jakiegoś „rozejmu”, ustalonego, zanim dołączyliśmy do personelu. Amanda była kobietą o zdecydowanym charakterze.

Na dzisiejszych kanapkach dominowały smaczne, delikatne krewetki, z których słynie Mazatlan, stanowiły one jednak tylko zakąskę. Przypominam sobie szynkę, indyka, kruchy boczek, majonez, trzy gatunki sera, różne marynowane jarzyny, małe papryki, niezidentyfikowane ryby, cienkie plasterki wołowiny, świeże pomidory, pastę pomidorową, trzy rodzaje sałaty i coś, co chyba było mocno zesmażonym bakłażanem. Dzięki Bogu jednak nie trzeba znać nazwy potrawy, aby zjeść ją z przyjemnością, pochłonąłem więc z zadowoleniem wszystko, co Margrethe położyła przede mną, nie przejmując się, czy wiem, co zjadam, czy nie.

W godzinę później bekałem już tylko, udając, że tego nie robię.

— Margrethe, czy mówiłem ci już dzisiaj, że cię kocham?

— Tak, ale już jakiś czas temu.

— Kocham cię. Jesteś nie tylko piękna, ślicznie zbudowana, lecz jesteś również świetną kucharką.

— Dziękuję panu bardzo.

— Czy pragniesz, aby podziwiać cię również za twoje walory intelektualne?

— Niekoniecznie. Nie.

— Jak sobie życzysz. Jeśli zmienisz zdanie, nie zapomnij mnie powiadomić. Przestań się użerać z tymi resztkami. Posprzątam później. Połóż się przy mnie i wytłumacz mi, dlaczego wciąż ze mną jesteś. Chyba nie za to, jak gotuję? Może dlatego, że potrafię zmywać naczynia najlepiej na całym zachodnim wybrzeżu Meksyku?

— Tak jest — odpowiedziała i zabrała się do sprzątania. Nie skończyła, zanim nie zapanował całkowity porządek, a wszystko, co pozostało niezjedzone, znalazło się w koszyku, gotowe na powrót do Amandy. Następnie położyła się przy mnie, podkładając mi rękę pod szyję.

Nagle poderwała się:

— Co to?

— O co…

Nagle usłyszałem. Odległy, coraz głośniejszy huk, jak pociągu towarowego nadciągającego zza zakrętu. Jednakże najbliższa linia kolejowa — z Chihuahua do Guadalajary leżała daleko, poza półwyspem mazatlańskim.

Huk był coraz głośniejszy. Ziemia zaczęła się kołysać. Margrethe usiadła:

— Alec, boję się.

— Nie bój się, kochanie. Jestem przy tobie.

Przytuliłem ją do siebie z całej siły. Matka Ziemia trzęsła się pod nami w górę i w dół, a huk narastał do niewiarygodnej głośności.

Jeśli kiedykolwiek przeżyliście trzęsienie ziemi, choćby małe, wiecie, co czuliśmy, lepiej, niż mogą to wyrazić moje słowa. Jeśli zaś nigdy wam się to nie zdarzyło, nie uwierzycie mi — jest to tym bardziej pewne, im dokładniej je opiszę.

Podczas trzęsienia ziemi najgorsze jest to, że nie ma nic pewnego, czego można by się złapać… lecz najbardziej zdumiewający jest hałas, piekielny rumor wszelkiego rodzaju — trzask miażdżonych pod waszymi stopami skał, ostre zgrzyty rozszarpywanych na fragmenty budynków, krzyki przerażonych ludzi, jęki rannych i zagubionych, wycie i skomlenie zwierząt dotkniętych kataklizmem, którego nie są w stanie pojąć.

I nic z tego nie cichnie.

Wszystko to trwało przez niekończący się czas. Potem dotarło do nas jądro kataklizmu i całe miasto runęło w gruzy.

Usłyszałem to. Całkowicie niewyobrażalny hałas stał się nagle dwukrotnie głośniejszy. Zdołałem unieść się na jednym łokciu i rozejrzeć wkoło. Kopuła bazyliki zapadła się jak bańka mydlana.

— Och, Marga, popatrz! Nie, nie patrz! To zbyt straszne!

Uniosła się lekko z ziemi z bezradną miną, nic nie mówiąc. Wciąż obejmowałem ją jedną ręką. Spojrzałem w dół półwyspu w stronę „Cerro Vigia” i latarni morskiej, która zaczęła się pochylać.

Na moich oczach pękła w połowie swej wysokości, a potem wolniutko i z godnością runęła na ziemię.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)