Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 137
Перейти на страницу:

— Raczej nie.

Boże! — pomyślał Wiktor. O kim oni mówią? Czyja zwariowałem? Głową do przodu… Czy oni uważają go za żywego?

— Dziękuję, Wiktorze — odwróciła się do niego Selena. — Proszę, idź odpocząć.

— Mam odejść? — sprecyzował Wiktor.

— Wiktorze, proszę cię, idź już — powtórzyła, nie odpowiadając na pytanie.

Trzej chłopcy zgrabnie chwycili Beduina, tyle że nie jak zabitego, lecz jak rannego. Posadzili go w swoim jeepie.

— Aha, wyłącz silnik w tym gruchocie — przypomniała sobie Selena. — A my jedziemy.

Ale Wiktor wciąż stał i jak zaczarowany patrzył na siedzącego w jeepie Beduina, który wolno podniósł rękę i poprawił zbyt nisko opadły mu na twarz kaptur. Wiktor zacisnął powieki, pokręcił głową i popatrzył jeszcze raz. Beduin siedział nieruchomo.

— Wpadniesz do mnie wieczorem do hotelu? — Własny głos wydał się Wiktorowi obcy. — Obiecałaś.

— Nie wiem. Jeśli wrócę do miasta, to na pewno.

Już biegła do otwartych przednich drzwi jeepa, który tylko na nią czekał.

Wiktor odstawił na miejsce nie ukradzionego forda, zapalił papierosa i powlókł się z powrotem do Teddy’ego. Chyba czegoś tam nie dojadł, a że nie dopił — to na pewno.

Tyle że ani dojeść, ani dopić tym razem się nie udało. Ledwie Wiktor skręcił w zaułek w stronę Chłodnej, zobaczył biegnącego dziwnie chwiejnym krokiem Beduina.

Tak, tak. Wygląda na to, że w mieście zaczęło się najciekawsze na świecie polowanie — polowanie na ludzi. Za Beduinem biegli dwaj ludzie w dresach i kominiarkach na twarzach. Wiktor nie miał ze sobą broni, ale ocenił, że bliższego prześladowcę, jeśli uda się zręcznie podstawić nogę, obezwładni od razu, a z drugim jakoś sobie poradzi sam na sam. Zrobił krok w kierunku ściany, jakby usuwając się, i przygotował do ataku. Ale sytuacja na ulicy uległa błyskawicznej zmianie: z tyłu pisnęły hamulce i czyjś cholernie znajomy głos krzyknął:

— Wszyscy stanąć twarzą do ściany! Ręce nad głową, stanąć w rozkroku!

Bandyci w kominiarkach z zadziwiającą, niemal wytrenowaną szybkością i precyzją wykonali polecenie, a Beduin biegł dalej, jakby nic się nie wydarzyło. Wiktor nie zdążył ani stanąć przy ścianie, ani obejrzeć się na krzyczącego, ani nawet wybrać któregoś z tych wariantów, gdy rozległ się strzał i Beduin runął na wznak.

Wiktor odwracał głowę wolno, wolniutko, albo wydawało mu się, że robi to wolno. Bandyci wcisnęli się w ścianę i zamarli, Beduin również leżał bardzo cicho.

Obok samochodu przegradzającego jezdnię stał Anton Dum-bel z dymiącym pistoletem w ręku. Najprawdopodobniej dym z lufy dorysowała wyobraźnia Wiktora, rozbuchana po wszystkich burzliwych wydarzeniach dnia, ale to, że do Beduina strzelił właśnie Anton, nie podlegało dyskusji.

— Co pan tu, do diabła, robi, Baniew? — warknął Anton.

— Spaceruję — beztrosko odpowiedział Wiktor.

— Wielka szkoda, że spaceruje pan właśnie tutaj. Wielka szkoda — powtórzył z naciskiem Anton i zaczął wolno zbliżać się ni to do leżącego na środku ulicy Beduina, ni to do stojącego tuż przy nim Wiktora.

W tej chwili Wiktora ogarnęła panika: zaraz go po prostu sprzątną jako niepotrzebnego świadka. Sprzątną. Co za określenie!

A Dumbel podszedł do Beduina, jego ręka niby to przypadkowo zawisła dokładnie nad głową leżącego, i znowu ponuro powiedział:

— Wielka szkoda, Baniew, że musi pan to widzieć. Wielka szkoda.

I nagle Wiktor zrozumiał, co się wydarzy w następnej sekundzie. Dopiero co godzinę temu jego wyobraźnia podsunęła dokładnie taki obrazek, który jak w koszmarze właśnie się materializował. Anton przystawił do głowy Beduina długą oksydowaną lufę, aby wykonać kontrolny strzał. Wiktor nie mógł potem sobie przypomnieć, czy myślał w tej chwili o swoim życiu (przecież po czymś takim należy koniecznie sprzątnąć wszystkich świadków), ale jedno pamiętał z całą pewnością: on też bardzo, bardzo żałował, że na to patrzy.

Więc postanowił nie patrzeć.

Gwałtownym kopnięciem wytrącił pistolet z ręki Antona i czarny przedmiot, głośno odbiwszy się od ściany domu naprzeciwko, upadł na ziemię nieopodal ludzi w maskach. Dumbel stracił równowagę i usiadł na asfalcie. Kilka razy otwierał i zamykał usta, ale słowa z nich nie ulatywały, nawet z dźwiękami było kiepsko. Beduin natomiast poderwał się z nieoczekiwaną zręcznością, jak gdyby wcale nie był ranny, i skoczył w najbliższe podwórko. Bandyci, błyskawicznie zorientowawszy się w sytuacji, odkleili się od ściany i rzucili się za nim.

Sytuacja, jak w teatrze absurdu, wróciła do epizodu wyjściowego.

— Idiota!!! — ryknął Anton, wstając i ruszając na Wiktora. — Jest pan idiotą, Baniew! Chce pan wiedzieć, w czyje ręce oddał pan tego nieszczęśnika?

— Najpierw chciałem im przeszkodzić. Najpierw… — zaczął pokrętnie tłumaczyć się Wiktor. — Ale pan chciał go zabić, a ja nie mogłem do tego dopuścić…

— Idiota!!! — z nową mocą ryknął Anton. — Czy pan cokolwiek rozumie z tego, co się tu w ogóle dzieje?

— Noo… — Wiktor zawahał się.

— Kretyn! — wrzasnął Dumbel. — Jak nic nie wiesz, to się nie pchaj!!!

Po tych słowach Anton nie wytrzymał i uderzył Wiktora w twarz. Uderzenie wyprowadził z pasją, niemniej profesjonalnie. Nie zamierzał złamać przeciwnikowi szyi czy rozwalić czaszki — po prostu chciał mu wymalować limo po okiem i ewentualnie zafundować lekki wstrząs mózgu. Wiktor upadł, nie tracąc przytomności i szczęśliwie podkładając pod ciało. Poprzez mdlące wirowanie przed oczami widział, jak Anton podniósł swoją armatę i poszedł do wozu. W końcu Wiktorowi udało się usiąść.

— Tylko niech pan nie próbuje mi oddawać — powiedział z wściekłością Anton, zanim wsiadł do samochodu. — Jester w tej chwili bardzo, bardzo zły. Niech pan uważa, że upiekł się panu. Jeśli spotkamy się jeszcze raz w podobnych okolicznościach, jedyne, co mogę obiecać, to podpis pana prezydenta na pańskim nekrologu. Osobiście się o to zatroszczę.

Nie dał Wiktorowi możliwości kontry ani pięścią, ani słowem; trzasnął drzwiami i ostro zawróciwszy, odjechał.

Teddy popatrzył na Wiktora z wyrzutem. Potem zaproponował:

— Chce pan? Mam świetną maść na stłuczenia. — Dziękuję, Teddy, dawaj, wypróbujemy. Ale najpierw nalej mi, proszę, rektyfikowanej.

— Niespokojnie dzisiaj w mieście, panie Baniew — powiedział

Teddy, nalewając do szklanki na dwa palce. — Niech pan lepiej idzie do siebie do hotelu.

— Masz rację, Teddy — zgodził się Wiktor, z rozkoszą wlewając w siebie wódkę i zabierając maść. — Zapisz na moje konto wszystko, co należy.

Kwadryga siedział przy stoliku zupełnie sam i chyba spał. Przed nim stała praktycznie pusta butelka. Gdy Wiktor przechodził obok niego, nieoczekiwanie poderwał głowę i wyraźnie powiedział:

— Dlaczego muszę siedzieć przy jednym stoliku z zabójcami?

6

— Golem, proszę wejść — powiedział Wiktor, otworzywszy drzwi swojego pokoju. — Akurat zamierzałem coś wypić.

— Żeby tylko było zimne — żałośnie jęknął ciężki i spocony Golem, waląc się w fotel.

— Jeśli uważa mnie pan za sadystę, to zaraz przygotuję panu gluhwein, a jeśli nie, to proszę: gin z sokiem pomarańczowym. Jedno i drugie z lodówki.

Wiktor zmieszał najprostszy koktajl i podał Golemowi wysoką, już spotniałą szklankę.

— Ha! — zakrzyknął Golem. — Co się stało z pańską twarzą? Ach, przecież miał pan dzisiaj wypadek. Współczuję. Selena bardzo niestarannie prowadzi samochód.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)