Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 100
Перейти на страницу:

– Myślisz, że ten, ten… owad… wydzielał kwas? Skinęła głową.

– I rozpuścił twarz Stu Wargle'a?

– I wyssał upłynnione ciało – powiedziała.

– O Jezu!

– Tak.

Twarz Bryce'a była blada jak twarz nieboszczyka. Kontrastujące z bielą piegi płonęły i migotały mu na obliczu.

– To wyjaśnia, jak mogło tak szybko dokonać takiego zniszczenia. Jenny starała się nie myśleć o kościstej twarzy wyglądającej jak oblicze jakiegoś monstrum, które zerwało właśnie maskę.

– Wydaje mi się, że krew wypłynęła – kontynuowała. – Wszystka.

– Co?

– Czy ciało leżało w kałuży krwi?

– Nie.

– Nie było też krwi na mundurze.

– Zauważyłem.

– Powinna być. Powinno z niego tryskać jak z fontanny. Oczodoły winny być zalane krwią. Ale nie było ani kropli.

Bryce otarł twarz. Otarł tak mocno, że trochę rumieńca powróciło mu na policzki.

– Spójrz na jego szyję – powiedziała. – Na tętnicę szyjną. Nie ruszył w kierunku ciała.

– I spójrz na przedramiona po wewnętrznej stronie. Na wierzchy rąk. Nigdzie śladu niebieskich linii, “koronek".

– Zapadnięcie naczyń krwionośnych?

– Właśnie. Wydaje mi się, że cała krew z niego wyciekła. Bryce nabrał głęboko tchu.

– Ja go zabiłem. Ja ponoszę za to odpowiedzialność. Powinniśmy poczekać na posiłki, nie opuszczać podkomisariatu. Tak jak mówiłaś.

– Nie, nie. Miałeś rację. Tam nie było bezpieczniej niż na ulicy.

– Ale on zginął na ulicy.

– Posiłki nie zmieniłyby sytuacji. Kiedy to cholerne stworzenie spadło z nieba… do diabła, nawet cała armia by go nie powstrzymała. Było zbyt szybkie, zaskakujące.

Dotychczas nieustępliwe, jego oczy teraz były pełne rozpaczy. Zbyt przejmował się odpowiedzialnością. Winił siebie za śmierć swojego funkcjonariusza.

– Jest coś gorszego – powiedziała z pewnymi oporami.

– Nie może być.

– Mózg… Bryce czekał.

– Co? Co z jego mózgiem? – spytał w końcu.

– Przepadł.

– Przepadł?

– Jego czaszka jest pusta. Całkowicie pusta.

– Skąd możesz to wiedzieć, nie otwierając… Podniosła latarkę, przerwała mu:

– Weź to i zajrzyj mu w oczodoły.

Nie ruszył się. Teraz powieki nie przesłaniały mu oczu. Oczy miał szeroko otwarte, przestraszone.

Sama nie była w stanie utrzymać latarki. Ręce trzęsły się jej gwałtownie.

Też to dostrzegł. Wziął latarkę, odłożył na stolik obok zakrytego trupa. Ujął jej ręce i trzymał w swoich dużych, szorstkich, zaciśniętych dłoniach, grzał swym ciepłem.

– Nie ma nic w oczodołach, w ogóle nic, nic, całkiem nic, widać tylko tył czaszki.

Bryce uspokajająco rozcierał jej dłonie.

– Tylko mokra, wytrepanowana dziura – powiedziała. Mówiła coraz wyższym, coraz bardziej łamiącym się głosem. – Zżarło mu twarz, przeżarło się przez oczy, prawdopodobnie tak szybko, że nawet nie mrugnął, na litość boską, zżarło usta, wyrwało język z nasadą, oderwało dziąsła od zębów, przeżarło się przez podniebienie, Jezu, po prostu skonsumowało mózg i krew z całego ciała, prawdopodobnie wyssało ją dokumentnie i…

– Spokojnie, spokojnie – mówił Bryce.

Ale słowa wypadały z niej, grzechotały, brzęczały jak ogniwa łańcucha na rękach skazańca.

– …to w zaledwie kilkanaście sekund, to niemożliwe, cholera, do diabła, po prostu niemożliwe! Wyżarło – rozumiesz? Wyżarło funty tkanki – sam mózg ma sześć, siedem funtów – wyżarło w kilkanaście sekund!

Stała dysząc ciężko, z rękami w jego dłoniach.

Podprowadził ją do sofy przykrytej zakurzonym białym pokrowcem. Siedli obok siebie.

Nikt na nich nie patrzył.

Chwała Bogu, pomyślała Jenny. Lepiej żeby Lisa nie widziała mnie w takim stanie.

Bryce położył jej dłoń na ramieniu. Przemawiał cichym, uspokajającym tonem.

Rozdygotanie ustępowało stopniowo. Wciąż była przejęta. Wciąż wystraszona. Ale mniej rozdygotana.

– Lepiej?

– Jak mówi moja siostra, odpadłam i dałam ci popalić.

– Bynajmniej. Żartujesz, czy co? Ja nawet nie byłem w stanie wziąć od ciebie latarki i zajrzeć w te oczy. To ty miałaś odwagę zbadać ciało.

– Cóż, dzięki, że pomogłeś mi się pozbierać. Umiesz uspokoić stargane nerwy.

– Ja? Nic nie zrobiłem.

– Bardzo uspokajająco nic nie robisz.

Siedzieli w milczeniu, myśląc o rzeczach, o których nie chcieli myśleć.

– Ta ćma… – zaczął. Czekała.

– Skąd ona się wzięła?

– Z piekła?

– Widzisz inne możliwości? Jenny wzruszyła ramionami.

– Z ery mezozoicznej? – powiedziała półżartem.

– Kiedy to było?

– Za czasów dinozaurów.

Jego błękitne oczy zamrugały z ciekawością.

– Wtedy żyły takie ćmy?

– Nie wiem – przyznała się.

– Mogę sobie wyobrazić, jak unoszą się nad prehistorycznymi rozlewiskami.

– No. Polują na mniejszą zwierzynę i dokuczają tyranozaurom tak samo jak dzisiejsze letnie ćmy dokuczają nam.

– Ale jeśli to jest z mezozoiku, to gdzie ukrywało się przez ostatnie sto milionów lat? – zapytał. Tykały kolejne sekundy.

– Może to z laboratorium inżynierii genetycznej? – zastanawiała się. – Jakiś eksperyment z krzyżówkami DNA?

– Doszli już tak daleko? Mogą reprodukować całkiem nowe gatunki? Wiem tyle, co przeczytam w gazetach, ale myślałem, że całe lata dzielą ich od takich spraw. Że dalej ślęczą nad bakteriami.

– Chyba masz rację. Ale…

– Noo… Nic nie jest niemożliwe, skoro ta ćma żyje. Po chwili ciszy powiedziała:

– A co poza tym tu pełza albo fruwa?

– Zastanawiasz się, co spotkało Jake'a Johnsona?

– No. Co go porwało? Nie ćma. Jest zabójcza, ale nie dałaby rady zabić go po cichu i wynieść. – Westchnęła. – Wiesz, przedtem nie chciałam wyjeżdżać z miasta, bo bałam się, że rozniesiemy epidemię. Teraz nie chcę tego próbować, bo wiem, że nie ujdziemy z życiem. Zostaniemy zatrzymani.

– Nie, nie. Jestem pewien, że będziemy mogli was stąd wywieźć – powiedział Bryce. – Jeśli zdołamy dowieść, że sprawa nie ma związku z chorobą, jeśli ludziom generała Copperfielda uda się to wykluczyć, to oczywiście ty i Lisa natychmiast zostaniecie odesłane w bezpieczne miejsce.

Potrząsnęła głową.

– Nie. Tu coś jest, Bryce, coś o wiele bardziej przebiegłego i sprawniejszego niż ćma i ono nie chce, żebyśmy odjechali. Chce sobie z nami poigrać, zanim nas zabije. Nie pozwoli odejść nikomu, więc lepiej, do cholery, zorientujmy się, co to za ono i znajdźmy na to sposób, nim znudzi się zabawą.

W obu salach dużej restauracji zajazdu poukładane na stolikach krzesła przykryte były plastykowymi zielonymi pokrowcami. Teraz w pierwszej sali Bryce i inni zsunęli osłony, zdjęli krzesła i zaczęli przekształcać to miejsce w stołówkę.

W drugiej sali odsunęli meble, robiąc miejsce na materace, które później zniesie się z góry. Ledwie się wzięli do tej roboty, rozległ się z dala słaby, ale nie dający się pomylić z niczym innym hałas silników samochodowych.

Bryce podszedł do francuskiego okna. Spojrzał w lewo, w dół Skyline Road. Trzy wozy patrolowe policji okręgowej wspinały się po wzgórzu, czerwone koguty błyskały.

– Oto i są – oznajmił.

Poprzednio myślał, że posiłki znakomicie wzmocnią ich malejący oddziałek. Teraz pojął, że to wszystko jedno: dziesięciu ludzi więcej czy jeden.

Jenny Paige miała rację, kiedy powiedziała, że życia Stu Wargle'a nie uratowałoby siedzenie na podkomisariacie i oczekiwanie na posiłki.

Wszystkie światła w Zajeździe Na Wzgórzu i wszystkie lampy przy głównej ulicy zamigotały. Przygasły. Zgasły. Ale powróciły po zaledwie sekundowej ciemności.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)