Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 100
Перейти на страницу:

– Och, pasujesz – powiedziała Lisa. – Zwłaszcza kiedy się marszczysz. Ale nie robisz wrażenia gliny.

– A na kogo wyglądam według ciebie?

– Daj pomyśleć. – Ta zabawa spodobała się jej od razu, bo odwróciła uwagę od koszmaru wokół. – Może na… młodego pastora.

– Ja?

– No, byłbyś fantastyczny na mównicy, wygłaszając płomienne kazanie. I widzę, jak siedzisz na plebanii i z zachęcającym uśmiechem na twarzy rozwiązujesz ludzkie problemy.

– Ja pastorem? – powtórzył, wyraźnie zaskoczony. – Z twoją wyobraźnią powinnaś zostać pisarką.

– Zdaje mi się, że powinnam być lekarką, jak Jenny. Lekarz może zdziałać dużo dobrego. – Zamilkła. – Wiesz, dlaczego nie wyglądasz na glinę? Bo nie mogę sobie wyobrazić, jak używasz tego. – Wskazała na rewolwer. – Nie wyobrażam sobie, że strzelasz do kogoś. Nawet gdyby na to zasługiwał.

Wyraz, który pojawił się na twarzy Gordy'ego Brogana, zaskoczył ją. Chłopak był wyraźnie wstrząśnięty.

Zanim zdążyła zapytać, co się stało, światła zamigotały.

Podniosła wzrok.

Zamigotały jeszcze raz. I jeszcze.

Spojrzała na okna. Na dworze latarnie też mrugnęły.

Nie, pomyślała. Nie, proszę, Boże, już nie. Nie rzucaj nas znów w ciemność. Proszę, proszę!

Światła zgasły.

15

Stworzenie za oknem

Bryce Hammond rozmówił się z oficerem mającym nocną służbę przy numerze alarmowym w Cywilnym Oddziale Obrony CBW w Dugway, Utah. Nie musiał zbyt strzępić języka, zanim przełączono go na domowy numer generała Galena Copperfielda. Copperfield słuchał, ale nie odzywał się wiele. Bryce chciał wiedzieć, czy w ogóle jest możliwe, że czynnik bakteriologiczny lub chemiczny spowodował śmierć i spustoszenie Snowfield. Copperfield powiedział “tak", ale do tego się ograniczył. Ostrzegł Bryce'a, że są na otwartej linii, i poczynił mgliste, choć szorstko brzmiące uwagi na temat zastrzeżonych informacji i przepisów o ich tajności. Kiedy poznał podstawowe wydarzenia, nie pytał o szczegóły, obciął Bryce'a dość stanowczo i zasugerował, by omówili resztę, gdy spotkają się twarzą w twarz. “Wiem dość, aby mieć pewność, że moja organizacja winna się w to zaangażować". Obiecał przysłać do Snowfield laboratorium polowe i zespół badawczy. Dotrą tam nad ranem lub nieco później.

Bryce odkładał słuchawkę, kiedy światła zamigotały, przygasły, zamigotały, zafalowały – i zgasły.

Poszukał na ślepo latarki, spoczywającej na biurku, znalazł ją i włączył.

Wcześniej na podkomisariacie znaleźli dwie długie policyjne latarki. Gordy wziął jedną, Jenny Paige drugą. Teraz obie zaświeciły, wycinając w ciemności jasne rany światła.

Wcześniej także przedyskutowali plan działania, na wypadek gdyby światło znowu zgasło. Teraz więc wszyscy odsunęli się od drzwi i okien i zebrali się w kole na środku pokoju, zwróceni twarzami na zewnątrz, zmniejszając do minimum własną bezbronność.

Nikt za dużo nie mówił. Wszyscy skupili się na nasłuchiwaniu.

Lisa Paige na lewo od Bryce'a. Szczupłe ramiona zgarbiła, schyliła głowę.

Tal Whitman stał po prawej ręce szeryfa. Obnażył zęby w milczącym warknięciu, wpatrywał się w mrok poza wyrzucany przez latarki promienisty strumień.

Tal i Bryce trzymali w rękach rewolwery.

Ta trójka stała twarzami do tylnej części pomieszczenia, pozostali – Jenny Paige, Gordy, Frank i Stu – skierowali twarze do frontu.

Bryce uważnie sunął promieniem swojej latarki. Cieniste obrzeża najzwyklejszych przedmiotów nagle stały się groźne. Ale nie odkrył niczego. Nic nie pełzło po meblach czy urządzeniach.

Cisza.

Tylna ściana. W kącie na prawo dwoje drzwi. Jedne na korytarz, z którego wchodziło się do cel dla aresztantów. Wcześniej przejrzeli tę część budynku. Cele, sala przesłuchań i dwie toalety były puste. Drugie drzwi wiodły na górę, do mieszkania zastępcy; również w tych kwaterach nikogo nie znaleźli. Niemniej jednak Bryce bez przerwy wracał światłem do uchylonych drzwi. Niepokoiły go.

W ciemności usłyszeli miękkie tupnięcie.

– Co to? – zapytał Wargle.

– To stamtąd – rzekł Gordy.

– Nie, stąd – powiedziała Lisa Paige.

– Cisza! – przerwał ostro Bryce.

TOMP… TOMP – TOMP

Był to odgłos wygłuszonego uderzenia. Poduszki upadającej na podłogę.

Bryce szybko przesunął światłem po ścianie.

Tal poszedł rewolwerem za latarką.

Bryce pomyślał: Co zrobimy, jeśli nie będzie światła przez resztę nocy? Co zrobimy, kiedy baterie w końcu się wyczerpią? Co wtedy?

Nie bał się ciemności od czasu, kiedy był małym chłopcem. Teraz przypomniał sobie, jak to jest.

TOMP – TOMP… TOMP… TOMP – TOMP

Głośniej. Ale nie bliżej.

TOMP!

– Okna! – krzyknął Frank. Bryce obrócił się błyskawicznie, szukając światłem. Trzy jasne promienie odnalazły równocześnie frontowe okna, zmieniając liczne kwadraty szyb w kryjące wszystko lustra.

– Świećcie na sufit albo podłogę – powiedział Bryce. Jeden promień poszedł w dół, drugi w górę. Poblask ukazał okna, nie zmieniając ich w srebrne powierzchnie. TOMP!

Coś uderzyło o okno, zatrzęsło luźną ramą. Echo poszło w noc. Bryce'owi wydało się, że słyszał skrzydła.

– Co to było?

– …ptak…

– …w życiu takiego ptaka…

– …coś…

– …okropnego…

Powróciło, biło o szybę z większą determinacją niż poprzednio: TOMP – TOMP – TOMP – TOMP – TOMP! Lisa wrzasnęła. Frank Autry głośno nabrał powietrza.

– Ja pierdolę! – zaklął Stu Wargle.

Gordy wydał przyduszony, nieartykułowany dźwięk.

Wpatrując się w okno, Bryce miał wrażenie, że zajrzał za kurtynę oddzielającą realny świat od krainy koszmarów nocnych i zjaw.

Na pokrytej mrokiem Skyline Road ścieliło się jedynie opalizujące światło księżyca, jednakże stworzenie za oknem było częściowo widoczne.

Widok nawet niewyraźnego zarysu tej potworności był trudny do wytrzymania. To, co Bryce zobaczył po drugiej stronie szkła – lub zdawało mu się, że widzi w kalejdoskopowej grze światła, cienia, drgających księżycowych promieni – napłynęło jakby z gorączkowego snu. Miało skrzydła rozpiętości trzech, czterech stóp. Owadzią głowę. Krótkie, drgające czułki. Niewielkie, ostre, bezustannie pracujące szczęki. Segmentowy, zwieszony między szarymi skrzydłami odwłok o kształcie dwóch piłek do rugby, stykających się spiczastymi końcami, w tym samym odcieniu co skrzydła – szary omszałą, mdlącą szarością – puszysty i połyskujący wilgocią. Bryce dojrzał również oczy: wielkie, przepastnie czarne, złożone z wielu soczewek łapiących i rozszczepiających i odbijających światło. Połyskiwały ciemno i żarłocznie.

Jeśli widział to, co wydawało mu się, że widział, stworzenie za oknem było ćmą wielkości orła. Szaleństwo.

Tłukło się o okno z nową furią, gorączkowo; blade skrzydła biły tak szybko, że zacierał się ich kształt. To pełzło wzdłuż ciemnych framug, to odlatywało w noc, to wracało, gorączkowo usiłując stłuc szybę. TOMPTOMPTOMPTOMPTOMP. Ale nie miało dość siły, by się przebić. Całe ciało, pozbawione pancerza, było miękkie i mimo niewiarygodnych rozmiarów i budzącego grozę wyglądu nie potrafiło rozbić szkła.

TOMPTOMPTOMPTOMPTOMP

Potem znikło.

Światła zabłysły na nowo.

A to cholerne przedstawienie! – pomyślał Bryce.

Kiedy uzmysłowili sobie, że stworzenie zza okna nie powraca, wszyscy zgodnie, choć bez słowa, ruszyli przez bramkę w balustradzie i część ogólnodostępną, ku oknu, stanęli i wpatrywali się w ciemność, w dzwoniącej w uszach ciszy.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)