Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
- Wiesz, że możesz tu przyjść w każdej chwili? - kontynuował Severus, muskając
wargami czoło Harry'ego. - Kiedy tylko będziesz chciał. Nawet dzisiaj.
Czy Severus nie wiedział, że Harry najchętniej w ogóle by stąd nie wychodził?
Planował tu spędzać każdą wolną chwilę. Jeżeli tylko ma na to pozwolenie.
Harry przytaknął, odchylając głowę i pozwalając, by usta Severusa znalazły się na
jego szyi.
- Wiem. Będę za tobą tęsknił.
- Wiem - odparł Severus. - Będziesz.
Harry uśmiechnął się, pomimo smutku, który go ogarnął. Nie miał co liczyć na takie
samo wyznanie, ale pewność Severusa go rozbrajała.
- Czy wczoraj... dostałeś wszystko to, czego pragnąłeś? - zapytał nagle Snape,
zatrzymując wargi milimetr od skóry Harry'ego. Harry miał wrażenie, że mężczyzna
wstrzymuje oddech.
- O tak, nawet więcej - odpowiedział, uśmiechając się lekko. - Znacznie więcej niż
kiedykolwiek pragnąłem.
Severus wypuścił powietrze i złożył długi pocałunek na jego żuchwie. A następnie
odsunął się i spojrzał na niego z góry nieodgadnionym wzrokiem. Harry miał
wrażenie, że próbuje mu coś tym spojrzeniem przekazać, ale nie miał pojęcia, co.
- Chodźmy - powiedział w końcu, wypuszczając Harry'ego z uścisku. - Lepiej, żebyś
wrócił, zanim twoi przyjaciele się obudzą. - Po tych słowach wyminął go i skierował
się prosto do salonu.
Harry westchnął z rezygnacją. Nie miał ochoty iść. Wcale. Wolałby tu zostać. Nawet
na zawsze.
Odwrócił się i, powłócząc nogami, ruszył za mężczyzną. Severus stał przy drzwiach
do gabinetu ze skrzyżowanymi ramionami i twarzą ukrytą za kurtyną włosów. Harry
zabrał z fotela kurtkę, w której miał iść do Hogsmeade oraz pelerynę niewidkę.
Podszedł do Severusa i zatrzymał się obok niego.
- No to... do zobaczenia - wydukał. Miał wrażenie, jakby wokół jego serca zaciskała
się pętla. Coraz mocniej.
Severus nie patrzył na niego. Spoglądał gdzieś w podłogę, ale po pewnym czasie
uniósł głowę i Harry'ego przeszył dreszcz na widok jego oczu. Nie miał jednak
pojęcia, dlaczego. Nie wydawały się zmienione. Ale tak jakby coś za nimi... sam nie
wiedział, co. Poruszało się, walczyło?
Kiedy mężczyzna nie odpowiedział, Harry odwrócił się w stronę drzwi, ale zdążył
zrobić zaledwie krok, kiedy poczuł długie palce zaciskające mu się na nadgarstku. Z
zaskoczeniem spojrzał na Severusa. Mężczyzna otwierał i zamykał usta, jakby chciał
coś powiedzieć. Ale najwyraźniej nie był w stanie, ponieważ po kilku sekundach
zacisnął je mocno, oblizał i po prostu przyciągnął Harry'ego do siebie, zamykając
jego wargi w żarliwym pocałunku. Harry poczuł, że uginają się pod nim kolana.
Severus pieścił jego usta, język i podniebienie, zachłannie, ale nie boleśnie.
Wygłodniale, ale nie gwałtownie. Jakby chciał się w nim rozsmakować, zapamiętać
fakturę, ciepło i smak jego ust.
Harry jęknął, kiedy Severus oderwał wargi i głęboko nabrał powietrza, które uleciało
mu z płuc. Pocałunek zakończył się tak nagle, jak się zaczął, i zanim Harry zdążył
dojść do siebie, usłyszał szept Severusa:
- Odprowadzę cię.
Przytaknął bezwiednie i pozwolił się poprowadzić przez gabinet, czując mocno
zaciskającą się na jego ręce dłoń mężczyzny.
Kiedy zatrzymali się przed drzwiami, Severus sięgnął po różdżkę i zdjął zaklęcie
blokujące, po czym schował ją z powrotem i odwrócił się do Harry'ego. Przez jakiś
czas po prostu mu się przyglądał, przesuwając spojrzenie po jego twarzy. Po chwili
jednak zatrzymał je na policzku i powoli uniósł dłoń, dotykając skóry Harry'ego.
Pogładził ją delikatnie i jakby w zamyśleniu.
- Nie chciałem cię uderzyć - powiedział nagle dziwnym, odległym głosem. - Ale
czasami wszystko wymyka nam się spod kontroli i nie mamy na to wpływu. To
silniejsze od nas.
Harry rozszerzył oczy, słysząc takie słowa z ust Snape'a.
- Nie szkodzi - odpowiedział trochę niepewnie. - To nieważne. Już o tym
zapomniałem.
Severus uśmiechnął się słabo.
- To dobrze.
Chłodne palce zniknęły i Snape opuścił rękę, a następnie sięgnął do klamki i spojrzał
na Harry'ego. Harry zrozumiał sugestię. Posłał mu ciepły uśmiech i zarzucił na siebie
pelerynę. Severus otworzył mu drzwi, a Harry, nie odwracając się więcej, ponieważ
każde spojrzenie na Severusa wywoływało ukłucie bólu, wyszedł na korytarz.
Dopiero kiedy przeszedł kilka kroków, usłyszał ciche trzaśnięcie drzwi. I nagle poczuł
się bardzo, bardzo samotny.
***
- Harry, może wyjdziemy dzisiaj trochę polatać, tak jak ostatnio?
- Nie, dzięki, nie mam ochoty - mruknął Harry, idąc razem z Ronem wypełnionym
uczniami korytarzem podczas przerwy pomiędzy Zielarstwem, a Zaklęciami.
- To może pogralibyśmy w eksplodującego durnia wieczorem? Mam zamiar skopać
ci tym razem tyłek.
- Nie, dzięki, może innym razem - odparł Harry, skręcając w boczny korytarz razem z
kilkorgiem pozostałych Gryfonów.
Ron zwiesił głowę i, szurając nogami, szedł za nim dalej bez słowa.
Harry był zirytowany jego namowami i wcale nie było mu przykro, że go rozczarował.
Nie miał ochoty nic dzisiaj robić. Planował spędzić wieczór w dormitorium,
przywołując wspomnienia z poprzedniej nocy i masturbując się.
Przez cały dzień balansował na granicy histerycznej radości i przygnębienia. Z
szerokim uśmiechem na twarzy i zamroczonym spojrzeniem przesadzał gronówki
jęczące, które swoim zawodzeniem niemal każdego doprowadzały do białej gorączki.
Z rozmarzonym wyrazem twarzy słuchał traktatu o wielkiej bitwie pomiędzy
goblinami, a olbrzymami na wzgórzach Cotswold w 1823 roku. Nawet Hermiona
wyjątkowo nie robiła mu uwag, jedynie przyglądała mu się uważnie co jakiś czas.
Podczas obiadu jednak nie tknął ani kęsa, siedząc ze spuszczoną głową i co chwilę
zerkając na stół nauczycielski. Severusa nie było dzisiaj na żadnym posiłku, pomimo
iż nadal przebywał w zamku - Harry wiedział to, ponieważ przez cały dzień nosił przy
sobie mapę Huncwotów i sprawdzał, czy Severus już wyjechał.
- Harry! Harry!
Harry zatrzymał się i rozejrzał po korytarzu. Pomiędzy uczniami dostrzegł blond
czuprynę Luny, jednak wydawało się, że wszyscy omijają ją szerokim łukiem.
Dopiero kiedy podeszła bliżej, okazało się, dlaczego. Na głowie miała czapkę z
wymachującą pięścią ręką, którą Harry podarował jej na Gwiazdkę. Ron wytrzeszczył
oczy, kiedy ją zobaczył, a Harry stwierdził, że to chyba jednak nie był najbardziej
trafiony prezent.
- Cześć - uśmiechnęła się nieprzytomnie, zatrzymując się przed nimi i zerkając w
górę, na pokazującą właśnie środkowy palec rękę, na którą Ron gapił się z otwartymi
ustami. - Och, wiem, nie powinnam nosić jej na lekcjach, ale była taka samotna w
dormitorium, że nie mogłam jej tam znowu zostawić. Byłoby jej przykro.
Ręka w odpowiedzi zamachnęła się i spróbowała złapać ją za nos, ale Luna odgoniła
ją.
- Nie przeszkadzaj mi teraz - powiedziała do ręki, po czym zwróciła się do Rona i
Harry'ego. - Lubi się przekomarzać.
Ron przełknął ślinę, widząc jak zaciśnięta pięść kreśli w powietrzu kręgi,
przygotowując się do ciosu.
- Nie nazwałbym tego przekomarzaniem się.
- Och, ona nic mi nie zrobi. Za to wam może, więc lepiej nie podchodźcie zbyt blisko.