Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Ron odskoczył jak oparzony, ale Harry pozostał na miejscu.
- Chciałaś ze mną porozmawiać?
- Och, tak. Tonks kazała mi zapytać, czy możesz przyjść do niej trochę wcześniej, niż
się umawialiście.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Lekcje z Tonks! Kompletnie o tym zapomniał!
- Eee...
Kurczę. Akurat teraz miał najmniej ochoty na dodatkowe zajęcia.
- Przekaż jej, że nie mogę dzisiaj przyjść. Mam... coś mi wypadło.
Luna zmarszczyła brwi i przechyliła lekko głowę, przyglądając mu się uważnie.
- Nie martw się. To nie wstyd, że zapomniałeś. Zawsze, kiedy jest się szczęśliwym,
zapomina się o całym świecie.
Harry poczuł, że na policzki wypływa mu lekki rumieniec.
Cholera, jak ona to zauważyła? Chyba nie miał tego wypisanego na twarzy?
- Pewnie na twoim miejscu też bym zapomniała - uśmiechnęła się do niego
przyjaźnie i odwróciła. - W takim razie do zobaczenia, Harry. - Po tych słowach
ruszyła w drugą stronę. Ręka na jej głowie odwróciła się do nich i pokazała im
środkowy palec.
- O czym ona mówiła? - zapytał Ron, podchodząc do Harry'ego.
- Ee...
- Co to za spotkanie z Tonks?
- Ach, to. To... nic. Po prostu poprosiłem Tonks o dodatkowe lekcje z Obrony.
Ron spojrzał na niego z zaskoczeniem.
- Po co? Przecież jesteś najlepszy w klasie. Ba, podejrzewam, że nawet najlepszy w
całej szkole. Chyba nie zamieniasz się w Hermionę?
Harry pokręcił głową.
- Nie, po prostu stwierdziłem, że chciałbym nauczyć się jeszcze kilku zaklęć. Tak na
wszelki wypadek.
- Przecież o Obronie wiesz wszystko.
- Niewystarczająco.
Ron wzruszył ramionami.
- Dobra, rób co chcesz. - Po tych słowach ruszył przed siebie, nie czekając na
Harry'ego. - Jeżeli przyjdzie ci ochota spędzić trochę czasu ze swoim przyjacielem,
to mnie zawiadom. - Rzucił jeszcze przez ramię.
Harry westchnął. Dlaczego Ron nie rozumiał, że... że co? Że wolał siedzieć sam w
dormitorium i myśleć o Snapie niż grać w jakieś idiotyczne gry albo fruwać bez celu w
śnieżycy?
Na litość Merlina, przecież wczoraj Severus go pocałował, obciągnął mu, rozebrał się
przed nim, kochał się z nim, Harry wyznał mu miłość! A dzisiaj... miałby grać z
Ronem w eksplodującego durnia? To wydawało mu się absurdalne.
Prawda jest taka, że lubił grać z Ronem i lubił, ba, kochał Quidditch. Ale w świetle
tego, co przeżył i co otrzymał, wszystko, co zawsze lubił, wydawało mu się teraz
całkowicie... bez znaczenia.
Priorytety.
***
Po zajęciach Harry szybko umknął Ronowi i popędził do dormitorium. Miał pewien
plan i musiał się pospieszyć, jeżeli chciał go zrealizować.
Siedząc na łóżku, otworzył dłonie i spojrzał na trzymane w rękach małe, czerwone
pudełko. Prezent, który przygotował dla Severusa na Walentynki, a którego do tej
pory nie miał okazji mu wręczyć.
Wahał się. Wiedział, że Severus jeszcze nie wyjechał i że wciąż przebywał w zamku.
Nie miał pojęcia, jak długo może go nie być. A chciałby... chciałby mu to dać, jeszcze
zanim wyjedzie. Żeby... żeby wiedział...
Pójdzie tylko na chwilkę. Zostawi pudełko i szybko wyjdzie. Przecież Severus
powiedział, że może przychodzić, kiedy tylko chce. Pożegnali się już. Podejrzewał,
że gdyby znowu go zobaczył, to ponownie przeżywałby to samo, co rano, a
kompletnie nie miał na to ochoty. Po prostu... zrobi mu niespodziankę przed
wyjazdem. Tak, właśnie tak!
Zerwał się z łóżka i wyciągnął spod poduszki Mapę Huncwotów. Tak jak się
spodziewał, Severus nadal przebywał w gabinecie Dumbledore'a, do którego wszedł
jakieś piętnaście minut temu. Ostatnio, z tego co pamiętał Harry, spędził tam prawie
godzinę, a to oznaczało, że ma dostatecznie dużo czasu. Szczególnie że, jak
zauważył, Severus miał dzisiaj tyle zajęć, że przez cały dzień nie zajrzał do swoich
komnat nawet na chwilę.
Harry wcisnął do kieszeni pelerynę niewidkę, do drugiej wsadził pudełko, zbiegł po
schodach i pospiesznie ruszył przez Pokój Wspólny. Hermiona, która razem z
Ronem siedziała przy jednym ze stolików w kącie pomieszczenia i uczyła się,
podniosła głowę, a widząc go, odrzuciła pióro i zerwała się na równe nogi:
- Harry? Myślałam, że jesteś w Pokoju Życzeń. Muszę z tobą porozm...
- Nie teraz - rzucił jej Harry, dopadając do dziury w ścianie. - Zaraz wrócę. - Po tych
słowach przeszedł przez dziurę, rozejrzał się po korytarzu i zarzucił na siebie
pelerynę. Zbiegał po kolejnych piętrach z rosnącym w sercu podekscytowaniem.
Wyobrażał sobie minę Severusa, kiedy znajdzie pudełko. Ale kompletnie nie potrafił
sobie wyobrazić jego reakcji, kiedy przeczyta to, co mu napisał. Miał tylko nadzieję,
że mu się spodoba. Chociaż odrobinę.
W lochach było chłodno. Tutaj zawsze było chłodno, ale zimą temperatura potrafiła
spaść tak nisko, że przy oddychaniu tworzyła się para. Ale na szczęście tylko na
korytarzach. W klasach i komnatach Snape'a było przyjemnie. Harry zatrzymał się
przed drzwiami gabinetu Mistrza Eliksirów i z bijącym mocno sercem wyszeptał
hasło:
- Dipsas.
Ciężkie wrota poruszyły się i powoli otworzyły. W pomieszczeniu panował półmrok.
Jedyne światło rzucał stojący na biurku kandelabr. Harry cicho zamknął za sobą
drzwi i podszedł do drzwi prowadzących do komnat.
Zastanawiał się, czy tutaj też musi wymówić hasło, ale na wszelki wypadek wolał je
wypowiedzieć.
- Dipsas.
Drzwi zaskrzypiały i stanęły przed nim otworem. Harry uśmiechnął się i wszedł do
środka. Poczuł na skórze chłodny powiew, co było dziwne, ponieważ nie było tu
żadnych okien, przez które mógłby wpaść wiatr.
Salon był lepiej oświetlony niż gabinet. Pomimo tego, iż kominek był wygaszony, na
ścianach płonęło w uchwytach kilka świec. Harry rozejrzał się po pomieszczeniu.
Wszystko tutaj znał, ale zawsze widywał jedynie z daleka. Zastanawiał się, gdzie
najlepiej byłoby zostawić pudełko, żeby Severus je na pewno dostrzegł i znalazł.
Podszedł do jednej z półek, na której oprócz książek znajdowało się również kilka
dziwnie wyglądających przedmiotów i podstawka na pióra. Przyjrzał się dokładnie
piórom, ale nie było wśród nich tego, które podarował Severusowi na urodziny.
Zastanawiał się, gdzie mężczyzna trzyma jego prezent. I gdzie trzyma figurkę?
Prawdę powiedziawszy, nigdy jej nigdzie nie widział.
Odwrócił się i ponownie rozejrzał po komacie. Zawsze było tu tak cicho. Zupełnie
inaczej niż w wieży Gryffindoru. Tam zawsze był harmider, nawet w dormitorium
słyszał głosy dochodzące z Pokoju Wspólnego. Po tylu latach spędzonych w
samotności lubił towarzystwo innych, ale czasami potrzebował ciszy. A tutaj zawsze
mógł ją znaleźć.
Stolik. Może po prostu położy pudełko na stoliku? Ruszył w kierunku połyskującego
w chybotliwym świetle świec blatu, jednak zanim do niego dotarł, jego uwagę
przyciągnął nikły, zielony blask. Harry zatrzymał się i odwrócił, poszukując jego
źródła. Cofnął się o krok i zobaczył. Niewielką szparę pomiędzy półkami. Szparę
prowadzącą do sekretnego laboratorium Severusa.
Severus musiał się śpieszyć, skoro zostawił niedomknięte drzwi...
Harry wiele razy zastanawiał się nad tym, co też za eliksir warzył Severus i co
jeszcze robił w tym laboratorium. Powoli, ostrożnie podszedł do szpary i zajrzał przez