Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
którego zadaniem było ukąsić. Śmiertelnie.
Harry skrzywił się. Gniew w jego oczach rozpalił się jeszcze większym płomieniem.
- Nie będę tylko twoją dziwką! - krzyknął.
Oczy Snape'a zwęziły się tak bardzo, że zostały z nich jedynie wąskie szpary. Stały
się lodowato zimne.
- W takim razie będziesz dla mnie nikim.
Oczy Harry'ego rozszerzyły się. Zniknął z nich cały gniew, cały bunt. Pozostało
jedynie pęknięcie, szczelina, przez którą wylewał się ból i rozczarowanie.
Do diabła! Pozwoliłem mu się sprowokować.
- W takim razie nie będę już więcej panu przeszkadzał, panie profesorze - powiedział
cicho Harry i odwrócił się plecami do Snape'a, ruszając w stronę drzwi.
Cholerny Potter! Nie pójdzie z nim tak łatwo, jak myślałem. Będzie żebrał o te
ochłapy czułości tak długo, dopóki mu ich nie dam. Trudno, będę musiał pójść na
kompromis i zmusić się do tego, inaczej jeszcze gotów jest mi się wymknąć... - W
oczach mężczyzny patrzącego na to, jak Harry, chwiejąc się, dociera do drzwi i znika
za nimi, pojawił się płonący gniew. - Cholerny, przeklęty Potter!
Obraz rozmył się i w klasie pojawili się uczniowie. Siedzieli cicho w ławkach, pracując
nad eliksirem. Wszyscy oprócz Harry'ego i Hermiony, których w ogóle nie było w sali.
Snape siedział przy biurku ze wzrokiem utkwionym w drzwiach. Na jego twarzy
malowała się wściekłość.
Po chwili klamka poruszyła się i do klasy weszła Hermiona. Miała zaciśnięte usta i
wydawała się być lekko przestraszona, ale w jej oczach płonęła zaciętość. Snape
podniósł się powoli, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie. Wszyscy przerwali pracę
i odwracali się, kiedy szła pomiędzy stolikami, kierując się w stronę emanującego
gniewem nauczyciela. Gryfonka zatrzymała się i podniosła rękę, wyciągając w stronę
mężczyzny niewielką kartkę.
- Przykro mi, ale Harry nie może się zjawić na dzisiejszej lekcji, gdyż zachorował i
aktualnie przebywa w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey kazała mi przekazać panu
usprawiedliwienie Harry'ego.
W oczach Snape'a wybuchła wściekłość. Nie napłynęła, nie pojawiła się, ale właśnie
wybuchła.
- Siadaj! - warknął, wyrywając kartkę z ręki Hermiony i drąc ją na oczach
zszokowanej dziewczyny na małe kawałeczki.
Jak on śmiał? Jak śmiał mnie zignorować? Jak mógł tak bezczelnie mnie
zlekceważyć? Och, każdy Gryfon w tej klasie, każdy z jego nędznych przyjaciół
popamięta tę lekcję... Zniszczę ich wszystkich, zadręczę. Potter już nigdy więcej
nawet nie pomyśli o ucieczce ode mnie.
Klasa zaczęła szaleńczo wirować i zmieniła się w gabinet Mistrza Eliksirów. Harry
siedział w fotelu naprzeciw Snape'a z twarzą ukrytą w dłoniach. Właśnie przed chwilą
mężczyzna poczęstował go herbatą z Veritaserum i Harry wyznał mu takie rzeczy,
których nigdy nie odważyłby się wyznać. Fragmenty twarzy, których nie udało mu się
zasłonić dłońmi, były mocno zaczerwienione.
Snape przyglądał mu się ze zmrużonymi oczami.
Och, uwielbiasz robić z siebie ofiarę, co Potter?
Harry powoli opuścił ręce, jednak nie od razu spojrzał na mężczyznę. Westchnął
głęboko kilka razy i dopiero po chwili podniósł wzrok. W jego oczach płonęła
chwiejna zaciętość i wydawało się, że każdy najlżejszy podmuch mógłby ją zgasić.
Muszę być ostrożny. Muszę zrobić coś, co da mu chociaż złudne poczucie
panowania nad sytuacją.
- Dlaczego tak się krzywdzisz? - Głos Mistrza Eliksirów był niewiarygodnie cichy i
spokojny. Oczy Harry'ego rozszerzyły się nagle po tych słowach. - Jeżeli tak bardzo
boisz się swoich pragnień, to daję ci wybór. - Wskazał na drzwi. - Możesz wyjść,
jeżeli chcesz. Nie będę cię zatrzymywał.
Harry siedział w fotelu, wyglądając tak, jakby był niezdolny do jakiegokolwiek ruchu i
patrzył, jak Snape wstaje i podchodzi do półek, wybiera książkę i ponownie siada w
fotelu, pogrążając się w lekturze.
Znakomicie to rozegrałem. Myślisz, że masz jakikolwiek wybór, chłopcze? To tylko
kwestia czasu...
Harry wyglądał na zagubionego. Spojrzał na Snape'a, a następnie przeniósł wzrok na
drzwi. Przez chwilę przyglądał się im, a następnie wziął bardzo długi i bardzo głęboki
oddech, po czym ponownie spojrzał na Snape'a. Zamknął oczy, westchnął przeciągle
i podniósł się z fotela.
Tak szybko? Nawet nie doszedłem do drugiego akapitu...
Harry wstał i powoli podszedł do fotela, w którym siedział Snape. Ostrożnie wyjął mu
książkę z rąk i odłożył na stolik, a następnie uniósł drżącą rękę i dotknął policzka
mężczyzny.
- Wybieram ciebie - wyszeptał cicho.
A to niespodzianka...
Obraz ponownie zawirował. Gabinet zamienił się w korytarz prowadzący do skrzydła
szpitalnego, którym jak burza szedł Snape, niosąc na rękach zakrwawionego,
nieprzytomnego Harry'ego, po którego posiniaczonej i porozcinanej szramami twarzy
spływały strużki krwi, opadając na czarną szatę i wsiąkając w nią lub też spadając
pojedynczymi kroplami aż na posadzkę i zostawiając na niej długi ciemnoczerwony
ślad. W oczach mężczyzny szalała lodowata wichura gniewu. Gniewu tak wielkiego,
iż wyglądał niemal jak opętany.
Zabiję go. Obedrę go ze skóry i będę patrzył, jak zdycha. Nie... Roztrzaskam mu
czaszkę, będę nią uderzał o ścianę tak długo, aż się rozłupie. Nie... Połamię mu nogi,
poucinam palce, a później spalę go żywcem. Nie... to musi być coś innego...
najdotkliwsza kara. Przez tego bezrozumnego kretyna cały mój plan... wszystko
mogło lec w gruzach. Gdyby zabił Pottera, mógłbym pożegnać się z wolnością. Nie
ucieknie przede mną. Znajdę go i... tak, użyję Legilimens Evocis. Zepchnę go do
piekieł. Zamknę w koszmarach. A tych dwóch głupków po prostu się pozbędę.
Zaciągnę ich do Czarnego Pana, niech zrobi z nimi co zechce. Ale Malfoy jest mój!
Kopnięciem otworzył drzwi skrzydła szpitalnego i wpadł do środka. McGonagall,
Dumbledore i Pomfrey, zaalarmowani przez Rona i Hermionę, już na niego czekali.
McGonagal wydała z siebie okrzyk trwogi i zasłoniła usta dłonią, kiedy ujrzała
Harry'ego. W błękitnych oczach Dumbledore'a pojawiły się strach i gniew
jednocześnie.
- Szybko! Połóż go tutaj, Severusie! - krzyknęła Pomfrey, wskazując najbliższe łóżko.
Snape ostrożnie ułożył Harry'ego na białej pościeli, która niemal natychmiast
zabarwiła się czerwienią.
- Severusie - zaczął Dumbledore, kładąc dłoń na klatce piersiowej Harry'ego. -
Będziemy potrzebowali twoich eliksirów. Czy mógłbyś...? Severusie! - Nie zdołał
jednak dokończyć, gdyż mężczyzna był już niemal przy drzwiach, za którymi
błyskawicznie zniknął, pozostawiając po sobie jedynie echo trzaśnięcia potężnymi
wrotami.
Wszystko się rozmyło i na miejscu skrzydła szpitalnego pojawił się gabinet
Dumbledore'a. Dyrektor siedział przy swoim biurku ze splecionymi dłońmi i
poważnym wzrokiem. Snape stał po drugiej stronie gabinetu, wyprostowany niczym
posąg i z kamiennym wyrazem twarzy.
- Jesteś tego absolutnie pewien, Severusie? - zapytał Dumbledore, wbijając w
mężczyznę przeszywające spojrzenie.
- Tak, dyrektorze. Chłopak całkowicie oszalał. Chciał zabić Pottera. Zaczaili się na
niego z zamiarem skatowania go na śmierć. Nie zamierzali używać magii, aby ich nie
wykryto. Myślał, że w ten sposób zyska wdzięczność Czarnego Pana... - Snape