Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
– Nie wszystko na Ziemi było złe – powiedział.
– Czego byś chciał, światowej rewolucji?
Wzruszyła nieznacznie ramionami.
– Już za późno. Na własne oczy widziałeś, jak sam fakt, że zbudowaliśmy Gwiezdnego Motyla, potrafił skupić całą energię przeciwko nam. Zdeptaliby nas, zanim zdążylibyśmy wywiesić transparent.
Tłum mieszkańców Raju spoglądał w osłupieniu na migawki ze świata, który wydawał im się coraz bardziej obcy.
Po projekcji wiadomości telewizyjnych ze starego świata Adrien Weiss postanowił pokazać na wielkim ekranie to, co było widać przed kokpitem: zapierające dech w piersiach wygwieżdżone niebo.
41. FAZA SYNTEZY
Kilku rzemieślników wpadło na pomysł, żeby wprowadzić szybki środek lokomocji przystosowany do przemieszczania się po cylindrze: rower. Ponieważ w kuźniach można było wytwarzać jedynie ciężką stal, idealną na lemiesze pługów, lecz nienadającą się do produkcji rowerów wyścigowych, zaprojektowali rowery z bambusa. Tylko szprychy kół wykonane były z metalu, opony zaś z kauczuku.
Niebawem więc można było zobaczyć, jak mieszkańcy Raju poruszają się szybciej po cylindrze. Rzecz jasna pojawienie się rowerów pociągnęło za sobą wytyczanie ścieżek, a następnie wąskich dróg, które wiły się wśród pól, lasów i domostw.
Yves Kramer, zaparkowawszy skonstruowany własnoręcznie rower z przodu cylindra, wszedł na górę, do lewego oka statku.
– Chcesz posterować? – zapytała żeglarka.
– Dobrze wiesz, że po „naszym” procesie odebrano mi prawo jazdy na samochody, motocykle i skutery! Nie wydaje mi się, żeby prowadzenie statków kosmicznych było w tym momencie dozwolone.
Elisabeth postawiła go za sterem. Pozwolił sobą kierować. Trzymając ręce na jego dłoniach, pokazała mu, jak pilnować obu wielkich skrzydeł Motyla, tak aby żagiel z mylaru pozostawał idealnie naciągnięty, bez ani jednej zmarszczki na całej powierzchni nośnej. Yves miał wrażenie, że jest maleńkim człowieczkiem prowadzącym gigantyczną machinę.
Wówczas chwyciła go za rękę.
Cofnął dłoń.
– Przestań uciekać – powiedziała. – Przynajmniej nie przede mną…
Zawahał się, po czym wsunął rękę w jej dłoń.
– Pragnę cię – szepnął, spoglądając jej głęboko w oczy.
Uniosła brwi ledwie dostrzegalnie. Po czym w milczeniu wystawiła kota na zewnątrz i zamknęła drzwi do kabiny.
– Bądź delikatny – szepnęła.
Postukał w klawisze, aż znalazł wznoszącą się stopniowo, łagodną muzykę. Następnie wyjął z szuflady świece, które umieścił wokół nich, i zgasił światło.
Tańczyli, całowali się, pieścili, połączyli swoje ciała, po czym wymienili fluidy życiowe.
Znalazłszy się w apogeum rozkoszy, piękna rudowłosa żeglarka w podekscytowaniu wydała z siebie ogromny wyzwolicielski okrzyk, który poniósł się aż do cylindra.
Po czym wydobyła z szuflady pudełko, w którym trzymała coś, co określała mianem „swoich skarbów”. W rzeczywistości były to papierosy i butelki z mocnym alkoholem. Zapalili sobie i wypili.
– Tak bardzo się bałam, że moje ciało nie zareaguje – powiedziała, wydmuchując dym. – Od tak dawna już… – Pocałowała go żarliwie, po czym roześmiała się nerwowo. – Zdaje się, że odblokowałeś mi kości miednicy. Uaktywniłeś na nowo nerwy w strefie, w której nie miałam w ogóle czucia.
Spróbowała wstać, a następnie nago, bez kul, zrobiła kilkanaście kroków, zanim oparła się o ścianę.
– To leczniczy efekt miłości – odrzekł Yves jeszcze mokry od potu.
– Chyba wykupię abonament na twoją terapię – westchnęła, po czym podeszła bliżej, wtuliła wilgotne włosy w jego szyję i obsypała go pocałunkami.
Spletli się znów w uścisku i kochali kilka razy, zanim zasnęli przytuleni wprost na podłodze kabiny.
Wkrótce Elisabeth Malory mogła chodzić tylko o jednej lasce. Po długiej drodze, jaką przebyła, nadawało jej to wygląd pirata.
Adrien i Caroline postanowili rozpocząć budowę domu, aby para twórców projektu mogła wreszcie zamieszkać razem.
Kilka dni później dowiedzieli się o nowej siedzibie. Był to dom na palach nad brzegiem jeziora.
Caroline uczestniczyła w urządzaniu i dekorowaniu wnętrz. Na wszystkich czterech ścianach i suficie sypialni kazała umieścić lustra. Okno bardzo funkcjonalnej kuchni wychodziło wprost na jezioro.
– To na wypadek gdyby Yves miał ochotę łowić ryby z okna i wrzucać je wprost na patelnię – zasugerował Adrien.
W salonie stał telewizor i ogromne kanapy w paski, które idealnie pasowały do bambusowych ścian.
– Zaletą cylindra jest to, że ponieważ nie ma tu ani wiatru, ani deszczu, można budować z lekkich materiałów – poprzestała na wyjaśnieniu ciemnowłosa astronomka. – Wybraliśmy to miejsce, bo mieszkamy niedaleko – dodał Adrien. – Tuż obok kazaliśmy postawić dom dla Gabriela. Dzięki temu wszyscy będziemy sąsiadami. Na wypadek gdyby któreś z nas chciało pożyczyć krzesło albo obrus.
Naostrzywszy pazury o stojącą pośrodku grubą drewnianą belkę, która podpierała całą budowlę, kot wskoczył na zasłony z białego lnu, po czym zsunął się na dół, orząc pazurami tkaninę.
– Zdaje się, że Dominowi się tutaj podoba – zauważyła Caroline.
Po chwili zjawił się Gabriel Mac Namarra, przynosząc wielki tort.
– Zapisałem sobie, że dziś masz urodziny, Yves – oznajmił.
– O cholera, zupełnie zapomniałem – przyznał się wynalazca.
– To skutek przebywania w kosmosie. Ono zmienia postrzeganie czasu.
Kiedy wszyscy zebrali się w jadalni ich nowego domu, Caroline zapaliła świece. Jednakże gdy przyszło do ich zdmuchiwania, Yves, nie zdążywszy się jeszcze dobrze zapoznać z rozkładem pomieszczeń, popchnął jedną z nich na zasłonę, która natychmiast zajęła się ogniem, zmuszając wszystkich do zabawy w strażaków, tym bardziej że zaczęła już płonąć część bambusowych ścian.
Kiedy incydent dobiegł końca, ustalono, że trzeba będzie postawić na nowo jedną ścianę i zawiesić nową zasłonę. Zaciekawiony wydarzeniem kot nadpalił sobie wąsy i miał teraz białą, poskręcaną na końcach sierść.
– Jedno pytanie – powiedział Mac Namarra, podchodząc do Yves’a. – Zrobił pan to specjalnie czy żeby być oryginalnym?
– Ja… ee… Nie, pewnie dlatego, że jestem trochę nieuważny – odparł z zakłopotaniem wynalazca. Przemysłowiec wybuchnął śmiechem.
– Trudno się spodziewać, że człowiek, który jest autorem największego przedsięwzięcia dla całej ludzkości, to niezdara pierwszej wody!
– Zadowalam się tym, że mam pomysły.
– Nie chciałby pan zostać myślicielem? – zapytał z powagą Adrien Weiss.
– O nie, nic z tych rzeczy. To by oznaczało, że nie mogę się mylić, kłamać ani mówić głupstw. Za bardzo mi zależy na tych trzech wolnościach, żeby je oddać za inne przywileje.
Adrien Weiss uśmiechnął się wyrozumiale.
– Pewnie dlatego projekt „Akwarium” poniósł klęskę, za to Motylowi się uda. Potrafił pan zachować prostotę i skromność, Yves.
Wynalazca się zaczerwienił.
Adrien pochylił się nad nim i szepnął mu do ucha:
– Są chwile, kiedy warto być pokornym, ale są i takie, kiedy człowiek powinien choć trochę zagrać swoją rolę.
Swąd spalenizny zaczął słabnąć, toteż wszyscy zjedli tort, gdy tymczasem Caroline podała kawę, nie pozwalając Elisabeth jeszcze poruszać się w jej własnej kuchni.
Na koniec żeglarka zabrała głos: