Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 146
Перейти на страницу:

To było zabawne, to zwierzę, które mnie lizało, jakby chciało porozmawiać, albo się przywitać, czy coś. Znów mnie polizał i pomyślałem, że przeszedł długą drogę od stworzenia, które próbowało oderwać Jaakowi rękę. Położył łapy na brzegu łóżka i potem, jednym ciężkim ruchem, wskoczył do niego i zwinął się przy mnie.

Spał tam całą noc. To było dziwne, że leżało przy mnie stworzenie, które nie było Lisą, ale był ciepły i było w tym coś przyjaznego. Zapadając ponownie w sen cały czas się uśmiechałem.

* * *

Polecieliśmy na Hawaje, na wakacje z pływaniem, i zabraliśmy psa ze sobą. Dobrze było wyrwać się z północnego zimna do łagodnego Pacyfiku. Dobrze było stanąć na plaży i patrzeć na bezkresny horyzont. Dobrze było iść wzdłuż plaży, podczas gdy czarne fale uderzały o piasek.

Lisa była dobrą pływaczką. Przecinała metaliczną taflę oceanu jak dawny węgorz, a kiedy się wynurzała, jej nagie ciało lśniło setkami opalizujących naftowych klejnotów.

Kiedy słońce zbliżyło się do zachodu Jaak podpalił ocean strzałem ze swojej 101. Siedzieliśmy i patrzyliśmy jak wielka, czerwona kula Słońca tonie we wstęgach dymu, a jego światło z każdą minutą wpada w głębszy odcień szkarłatu. Płonące fale wypełzały na plażę. Jaak wyciągnął harmonijkę i grał, podczas gdy Lisa i ja kochaliśmy się na piasku.

Mieliśmy zamiar zostawić ją na weekend w postaci samego korpusu, żeby się przekonała, co zrobiła mi podczas poprzednich wakacji. To była nowa sprawa w LA, eksperyment na wrażliwości.

Była piękna, leżąc tam na plaży, śliska i podniecona tymi wszystkimi naszymi zabawami w wodzie. Zlizywałem z jej skóry oleiste opale, odcinając jej kończyny, zostawiając ją bardziej bezradną niż dziecko. Jaak grał na harmonijce i patrzył na zachodzące słońce i obserwował, jak docieram do jądra Lisy. Po seksie leżeliśmy na piasku. Słońce schowało się pod wodą. Jego promienie lśniły czerwonawo przez dymiące fale. Niebo, ciężkie od pyłów i dymu, robiło się coraz ciemniejsze.

Lisa westchnęła z zadowoleniem.

— Powinniśmy częściej przyjeżdżać tu na wakacje.

Wyciągnąłem z piasku kawałek drutu kolczastego. Owinąłem sobie nim ramię, kolce wbiły się w skórę. Pokazałem go Lisie.

— Kiedy byłem dzieckiem, ciągłe to robiłem — uśmiechnąłem się. — Wydawało mi się, że jestem niesamowity.

Lisa uśmiechnęła się.

— Bo jesteś.

— Dzięki nauce. — Spojrzałem na psa. Leżał na piasku kawałek dalej. W nowym środowisku wydawał się przybity i niepewny, wyrwany z bezpieczeństwa kwasowych sadzawek i gór odpadów, które były jego domem. Jaak usiadł koło psa i zagrał. Zwierzę zastrzygło uszami. Dobrze grał. Żałobne dźwięki harmonijki niosły się nad plażą.

Lisa odwróciła głowę, próbując zobaczyć psa.

— Obróć mnie.

Spełniłem jej prośbę. Jej kończyny już odrastały. Małe kikuty, które rozrastają się w większe organy. Do rana będzie cała i potwornie głodna. Wpatrywała się w psa. — Jest tak blisko, a ja nigdy go nie dotknę — powiedziała.

— Hm?

— Jest wrażliwy na wszystko. Nie może pływać w oceanie. Nie może niczego jeść. Musimy wozić ze sobą jedzenie dla niego. Musimy oczyszczać mu wodę. Ślepa uliczka ewolucji. Bez nauki bylibyśmy równie wrażliwi jak on. — Spojrzała na mnie. — Tak wrażliwi, jak ja teraz. — Skrzywiła się. — Nigdy nie byłam równie blisko śmierci. Przynajmniej poza walką.

— Dzikie, co?

— Na chwilę. Bardziej mi się podobało, kiedy ja zrobiłam to tobie. Już umieram z głodu.

Nakarmiłem ją garścią oleistego piasku i popatrzyłem na psa, stojącego niepewnie na plaży, obwąchującego podejrzliwie jakiś pordzewiały kawał żelastwa, który tkwił w ziemi jak gigantyczny wspomagacz pamięci. Złapał kawałek czerwonego plastiku wygładzonego przez ocean i żuł go przez moment, zanim go upuścił. Zaczął oblizywać sobie pysk. Zastanawiałem się, czy znowu się zatruł.

— To na pewno skłoni cię do myślenia — wymamrotałem. Podałem Lisie kolejną garść piasku. — Gdyby ktoś przyszedł z przeszłości, żeby spotkać nas tu i teraz, to jak sądzisz, co by o nas pomyślał? Czy w ogóle nazwałby nas ludźmi?

Lisa spojrzała na mnie poważnie.

— Nie. Nazwałby nas bogami.

Jaak podniósł się i podszedł do linii przyboju, stając po kolana w czarnej, dymiącej wodzie. Pies, wiedziony jakimś nieznanym instynktem, poszedł za nim, ostrożnie wybierając drogę po piasku i kamieniach.

* * *

Ostatniego dnia na plaży pies zaplątał się w kłąb drutu. Szalał, próbując oswobodzić powyrywane futro, połamane nogi, na wpół uduszony niemal odgryzł sobie łapę próbując się uwolnić. Zanim go znaleźliśmy wszędzie była krew, sierść i poszarpane mięso.

Lisa popatrzyła na psa.

— Chryste, Jaak, miałeś go pilnować.

— Poszedłem popływać. Nie da się mieć go na oku bez przerwy.

— Będzie się goił całą wieczność — rozzłościła się.

— Powinniśmy wezwać myśliwiec — powiedziałem. — Będzie łatwiej zająć się tym w domu. — Lisa i ja uklęknęliśmy i zaczęliśmy ciąć drut, żeby oswobodzić psa. Zapiszczał i zaczął słabo machać ogonem, kiedy zabraliśmy się do pracy.

Jaak nic nie mówił.

Lisa klepnęła go w nogę.

— Dalej, Jaak, chodź tutaj. Wykrwawi się, jeśli się nie pospieszysz. Wiesz, jaki jest kruchy.

— Sądzę, że powinniśmy go zjeść — odezwał się Jaak.

— Serio? — Lisa spojrzała w górę, zaskoczona.

Wzruszył ramionami.

— Pewnie.

Spojrzałem znad drutów, które zdejmowałem z psiej klatki piersiowej.

— Wydawało mi się, że chciałeś mieć zwierzątko. Jak w zoo.

Jaak potrząsnął głową.

— Te granulki żywieniowe są drogie. Połowę moich zarobków wydaję na jedzenie i filtrowanie wody, a teraz jeszcze ten syf — machnął ręką w stronę psa. — Cały czas trzeba sukinsyna pilnować. Nie jest tego warty.

— Ale to twój przyjaciel. Uścisnęliście sobie ręce.

Jaak zaśmiał się.

— Ty jesteś moim przyjacielem — popatrzył na psa, a twarz pomarszczyła mu się w namyśle. — To, to jest… zwierzę.

Chociaż toczyliśmy bezowocne dyskusje, jak by to było zjeść psa, zaskoczeniem było usłyszeć, że jest zdecydowany go zabić.

— Może powinieneś się z tym przespać — zasugerowałem. — Możemy zabrać go do bunkra, wyleczyć, a potem możesz zdecydować, kiedy nie będziesz taki wkurzony.

— Nie — wyciągnął harmonijkę i zagrał kilka nut w szybkiej, jazzowej skali. Odjął instrument od ust. — Jeżeli chcecie się dokładać do jego jedzenia, to może mógłbym go zatrzymać, ale jeśli nie… — wzruszył ramionami.

— Nie wydaje mi się, że powinno się go gotować.

— Nie? — Lisa spojrzała na mnie. — To możemy go upiec, choćby tutaj, na plaży.

Spojrzałem w dół na psa, masę ciężko oddychającego, ufnego zwierzęcia.

— Nadal uważam, że nie powinniśmy tego robić.

Jaak popatrzył na mnie z powagą.

— Chcesz płacić za jego jedzenie?

Westchnąłem.

— Odkładam na nową Immersive Response.

— Tak, cóż, ja też mam rzeczy, które chcę kupić, wiesz. — Napiął mięśnie, pokazując swoje tatuaże. — Jaki z niego za pożytek, do kurwy nędzy?

— Sprawia, że się uśmiechasz.

— Immersive Response też sprawia, że się uśmiechasz. I nie musisz po niej sprzątać. Dalej, Chen. Przyznaj to. Ty też nie chcesz się nim zajmować. To wrzód na dupie.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)