Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5

Электронная книга - «Kroki w nieznane. Almanach fantastyki. Tom 5». Краткое содержание книги:

Najnowszy almanach fantastyki Kroki w nieznane prezentuje szesnaście różnorodnych opowiadań autorów z Australii, Argentyny, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Wśród nich nowa krew, niedawne debiutantki (McCarron, Swirsky) oraz autorzy rozwijający skrzydła (Bacigalupi, Kosmatka, Ostapenko). Są też stare wygi, z niemałym dorobkiem, których tekstów nie było nam dane posmakować dotychczas (Brown, Kaługin) lub spotykaliśmy się z ich twórczością okazjonalnie (Kessel, szczególnie Waldrop). Oczywiście są także wielkie nazwiska (Egan, Kress, Silverberg, czy Willis), a oprócz tego pisarze wyjątkowi, za sprawą wyobraźni (Ballantyne), poetyckiego stylu (McDonald), czy prozy o niesamowitym klimacie (Nielsen)…
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 146
Перейти на страницу:

— Chciał wiedzieć, jakim cudem mógł tam żyć pies. Potem chciał wiedzieć, dlaczego nie złapaliśmy go wcześniej. Pytał, za co nam płaci. — Zgarnęła swoje krótkie blond włosy z twarzy i zerknęła na zwierzę. — Powinnam była go załatwić.

— Czego się po nas spodziewa?

— Tego nie ma w instrukcji. Dzwoni wyżej.

Przyglądałem się osłabionemu zwierzakowi.

— Chciałbym wiedzieć, jakim sposobem tu przetrwał. Psy są mięsożerne, prawda?

— Może któryś z inżynierów dawał mu mięso. Tak jak Jaak.

Jaak potrząsnął głową.

— Nie wydaje mi się. Gnojek wyrzygał moje ramię prawie natychmiast po zjedzeniu. — Poruszył swoim kikutem, który szybko odrastał. — Nie sądzę, żebyśmy byli z nim kompatybilni.

— Ale my moglibyśmy go zjeść, prawda? — spytałem.

Lisa zaśmiała się i wzięła łyżkę odpadów.

— My możemy jeść wszystko. Jesteśmy na szczycie łańcucha pokarmowego.

— Dziwne, że nie może nas jeść.

— W twojej krwi przypuszczalnie płynie więcej rtęci i ołowiu, niż mogłoby to wytrzymać jakiekolwiek niezmodyfikowane zwierzę.

— To źle?

— To kiedyś były trucizny.

— Dziwne.

— Chyba mogłem mu coś złamać, kiedy pakowałem go do klatki — odezwał się Jaak. Przyglądał się zwierzęciu z uwagą. — Nie rusza się tak, jak wcześniej. I słyszałem, jak coś pęka, kiedy go tu wsadzałem.

— No i?

Jaak wzruszył ramionami.

— Nie wydaje mi się, żeby umiał się regenerować.

Pies faktycznie wyglądał na chorego. Po prostu tam leżał, jego boki unosiły się i opadały jak miechy Oczy miał otwarte, ale nie wydawał się skupiać na żadnym z nas. Kiedy Jaak poruszył się gwałtownie drgnął, ale się nie podniósł. Nawet nie zawarczał.

— W życiu bym nie pomyślał, że zwierzę może być takie kruche.

— Ty też jesteś kruchy. To nie takie znowu zaskakujące.

— Tak, ale złamałem mu tylko kilka kości, a popatrzcie na niego. Po prostu leży i dyszy.

Lisa z namysłem zmarszczyła brwi.

— On nie zdrowieje. — Poderwała się na nogi i podeszła do klatki. Miała podekscytowany głos. — To naprawdę pies. Taki, jacy my kiedyś byliśmy. Może dochodzić do siebie nawet kilka tygodni. Jedna złamana kość i koniec.

Wyciągnęła dłoń z ostrzami i nacięła jego podudzie. Popłynęła krew i nie przestawała płynąć. Zanim jej strumień zmalał minęło kilka minut. Pies leżał bez ruchu i dyszał, ewidentnie wyczerpany.

Zaśmiała się.

— Nie chce się wierzyć, że wyewoluowaliśmy z czegoś takiego. Jeśli obciąć mu nogi, nie odrosną. — Uniosła głowę zafascynowana. — Jest tak delikatny jak kamień. Roztrzaskaj go, a już nigdy nie uda się go złożyć. — Sięgnęła, żeby zmierzwić zmatowiałą sierść zwierzęcia. — Tak łatwo go zabić.

Zabrzęczał komunikator. Jaak podszedł, żeby odebrać. Lisa i ja gapiliśmy się na psa, nasze własne małe okno w prehistorię.

Jaak wrócił do pokoju.

— Bunbaum wysyła tu biologa, żeby się temu przyjrzał.

— Chyba bioinżyniera — poprawiłem go.

— Nie. Biologa. Bunbaum powiedział, że oni badają zwierzęta.

Lisa usiadła. Sprawdziłem jej ostrza, czy żadne się nie obluzowało.

— To praca kompletnie pozbawiona sensu.

— Pewnie hodują je z DNA. Badają, co zrobią. Zachowanie i takie tam bzdety.

— Kto ich zatrudnia?

Jaak wzruszył ramionami.

— Fundacja Pau ma w ekipie trzech. Faceci od pochodzenia życia. To oni przysyłają tego tutaj. Mushi-cośtam. Nie zapamiętałem jego nazwiska.

— Pochodzenie życia?

— Jasne, wiesz, co nami kieruje. Co sprawia, że żyjemy. Takie tam.

Wlałem garść odpadów do gardła Lisy. Przełknęła je z wdzięcznością.

— Błoto sprawia, że żyjemy — powiedziałem.

Jaak wskazał głową na psa.

— Ale z tym psem to nie działa.

Wszyscy spojrzeliśmy na zwierzaka.

— Nie wiadomo, co trzyma go przy życiu.

* * *

Lin Musharraf był niskim facetem z czarnymi włosami i garbatym nosem, który dominował na jego twarzy. Skórę miał pociętą wirującymi wzorami implantów świetlnych, więc kiedy wyskoczył z wyczarterowanego HEVa wyglądał w ciemności jak kobaltowa spirala.

Centaury zgłupiały przez nieautoryzowanego gościa i przygwoździły go do statku. Badały jego DNA, obwąchiwały go, przesuwały skanerami po bagażu, celowały 101 w świecącą twarz i kichały na niego.

Pozwoliłem, żeby się pocił przez minutę, zanim je odwołałem. Centaury cofnęły się, szurając i klucząc, ale go nie ruszyły. Musharraf wyglądał na roztrzęsionego. Nie mogłem go winić. To przerażające potwory — większe i szybsze od człowieka. Są złośliwe, a upgrade czucia daje im inteligencję, pozwalającą operować wyposażeniem wojskowym, a ich podstawowe założenia są tak skonfigurowane, że atakują wtedy, kiedy czują się zagrożone. Widziałem na wpół zmasakrowanego centaura gołymi rękami rozszarpującego człowieka, a potem dołączającego do ataku na umocnienia wroga, ciągnąc rozpadający się korpus na rękach. To świetne stworzenia, jeśli chcesz mieć osłonę za plecami, kiedy zaczyna się robić naprawdę gorąco.

Wyprowadziłem Musharrafa z zamieszania. Miał pełen zestaw dodatków pamięciowych, mrugających z tyłu czaszki: grubą rurkę wyszukiwania danych, podłączoną bezpośrednio do mózgu i żadnej ochrony przed uderzeniem. Centaury mogły go załatwić jednym solidnym uderzeniem w tył głowy. Kora mózgowa mogła odrosnąć, ale nie byłby już taki sam. Patrząc na te potrójne, mrugające wskaźniki inteligencji, wystające mu z głowy, można było uznać go za typowego szczura laboratoryjnego. Sam mózg, żadnego instynktu przetrwania.

Nie wsadziłbym sobie do mózgu dodatkowych memów nawet za potrójną premię.

— Macie psa? — spytał Musharraf, kiedy wyszliśmy z tłumku centaurów.

— Tak sądzimy. — Poprowadziłem go do bunkra, koło składów broni i siłowni do wspólnego pomieszczenia, w którym trzymaliśmy psa. Kiedy weszliśmy, zwierzak spojrzał na nas, pierwszy wyraźny odruch, odkąd Jaak wsadził go do klatki.

Musharraf przystanął i zagapił się.

— Nadzwyczajne.

Przyklęknął przed klatką i otworzył drzwiczki. Wyciągnął rękę pełną jakichś granulek. Pies usiadł. Musharraf się cofnął, dając mu przestrzeń, a pies poszedł za nim, sztywny i czujny, węsząc za granulkami. Wpakował pysk w jego brązową dłoń, parskając i ryjąc w granulkach.

Musharraf spojrzał w górę.

— I znaleźliście go na hałdach odpadów?

— Zgadza się.

— Nadzwyczajne.

Pies skończył granulki i obwąchiwał jego dłoń szukając kolejnych.

Musharraf roześmiał się i wstał.

— Nie ma więcej. Nie teraz. — Otworzył zestaw do badania DNA, wyciągnął igłę do pobierania próbek i wbił ją w psa. Strzykawka napełniła się krwią.

Lisa patrzyła uważnie.

— Mówisz do niego?

— To nawyk. — Musharraf wzruszył ramionami.

— Ale on nie jest rozumny.

— Cóż, nie jest, ale lubi słyszeć głosy. — Strzykawka była pełna. Zdjął igłę. Odłączył zbiorniczek i wsadził go do samplera. Oprogramowanie analizujące zamrugało i krew z miękkim sykiem próżni zniknęła w analizatorze.

— Skąd wiesz?

Znów wzruszył ramionami.

— To pies. Psy takie są.

Wszyscy unieśliśmy brwi.

Musharraf zapuścił badania krwi fałszywie nucąc do siebie przy pracy. Analizator DNA zapiszczał. Lisa obserwowała, jak gość przeprowadza swoje testy, wyraźnie wkurzona, że SesCo przysłała szczura laboratoryjnego, który robi to, co ona już zrobiła. Łatwo było zrozumieć jej irytację. Nawet centaur mógł przeprowadzić test DNA.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)