Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-372-6
- Переводчик: Irena Lipinska
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:
— Naturalnie. Jest od was starszy, bardziej doświadczony i na pewno zna swój oddział lepiej niż wy. Ponieważ nie ciąży na nim ta okropna, paraliżująca odpowiedzialność komenderowania, zdolny jest także myśleć jaśniej niż wy. Pytajcie go o radę. To nie zmniejszy jego szacunku dla was. Gdybyście nie szukali jego rady, uznałby was za głupców i zarozumialców. I miałby rację. Nie musicie zawsze stosować się do tego, co mówi. Czasem jego słowa naprowadzą was na nowy pomysł, zainicjują inne rozwiązanie: do was należy decyzja i wydanie rozkazu. Jest tylko jedna, jedyna rzecz, która może przerazić dobrego sierżanta — jeśli uzna, że jego zwierzchnik jest niezdecydowany. Nie było i nie ma jednostki, w której oficerowie i żołnierze byliby bardziej wzajemnie od siebie zależni, jak to jest w Piechocie Zmechanizowanej. A sierżanci są spoiwem łączącym nas razem. Nigdy o tym nie zapominajcie.
Komendant podjechał na fotelu do szafki koło biurka. Wyciągnął pudełko i otworzył.
— Pan Hassan! Te gwiazdki nosił kapitan Terence O'Kelly w czasie swego ćwiczebnego lotu. Chce je pan nosić?
— Tak jest, panie pułkowniku!
— Proszę podejść. — Pułkownik Nielssen przypiął mu je i powiedział: — Oby nosił je pan tak godnie jak on… ale proszę przynieść je z powrotem. Rozumie pan?
— Tak jest, panie pułkowniku. Postaram się.
— Jestem o tym przekonany. Aerobus już czeka na pana na dachu. Pańska rakieta pokładowa startuje za dwadzieścia osiem minut. Wypełnić rozkaz!
Hassan zasalutował i odszedł. Komendant odwrócił się i wziął następne pudełko.
— Panie Byrd, czy jest pan przesądny?
— Nie, panie pułkowniku.
— Naprawdę? Bo ja trochę. W takim razie nie będzie pan miał nic przeciwko noszeniu gwiazdek, które należały kolejno do pięciu oficerów zabitych w akcji?
Birdie leciutko się zawahał.
— Nie, panie pułkowniku.
— Dobrze. Proszę podejść. Gwiazdkę z brunatną plamą należy nosić na lewym ramieniu, i proszę nie starać się jej wyczyścić! Niech pan tylko dba, by na drugiej nie powstała taka sama plama. Chyba że byłoby to konieczne. Tutaj jest lista tych, co nosili je poprzednio. Ma pan trzydzieści minut do odlotu aerobusu. Niech pan pobiegnie do Domu Pamięci Narodowej i sięgnie do dokumentów.
— Tak jest, panie pułkowniku.
— Wykonać rozkaz.
Zwrócił się do mnie i popatrzył mi w oczy. Potem odezwał się:
— Panie Rico, otrzymałem list od jednego z pańskich nauczycieli, oficera w stanie spoczynku. Prosił, aby przydzielono panu te gwiazdki, które on nosił będąc kadetem-podporucznikiem. Przykro mi było, że musiałem odmówić.
Sprawiło mi przyjemność, że pułkownik Dubois wciąż się mną interesuje.
— Bo nie mogę spełnić jego prośby! Gwiazdki te wydałem dwa lata temu… i nie wróciły. Hmm… — Wziął pudełko i spojrzał na mnie. — Dostanie pan nową parę. Metal nie jest ważny, ważna jest prośba pańskiego wykładowcy.
— Tak jest, panie pułkowniku.
— Albo — trochę ociągając się wyjął inne pudełko — mógłby pan dostać te. Były noszone pięć razy… Czterech ostatnich kandydatów nie sprawdziło się, nic niehonorowego, ale pieskie szczęście. Chciałby pan przełamać tego pecha? Żeby stały się to szczęśliwe gwiazdki?
Wolałbym raczej popieścić się z rekinem. Ale odpowiedziałem:
— Tak jest, panie pułkowniku. Spróbuję.
— Doskonale. — I przypiął mi je. — Dziękuję, panie Rico. Widzi pan, ja pierwszy je nosiłem… i byłbym ogromnie rad, gdyby wróciły bez ciążącej na nich złej sławy. Życzę panu powodzenia i dyplomu.
Poczułem, że urosłem.
— Postaram się, panie pułkowniku.
— Wiem. Może się pan teraz zameldować, zgodnie z rozkazem. Ten sam aerobus zabiera pana i Byrda. Jeszcze chwileczkę… czy ma pan w worku książki do matematyki?
— Co takiego? Nie, panie pułkowniku.
— Proszę je zabrać. Kontroler bagażu na statku został zawiadomiony, że pański worek będzie miał nadwagę.
Zasalutowałem i odmaszerowałem. Na wzmiankę o matematyce znów skuliłem się do dawnych rozmiarów.
Książki do matematyki leżały na moim pulpicie związane razem, a za sznurek wetknięta była kartka z codziennym przydziałem materiału do przerobienia.
Pułkownik Nielssen wszystko potrafił z góry zaplanować — wiedzieliśmy zresztą o tym.
Birdie czekał na dachu. Rzucił okiem na książki i uśmiechnął się.
— Okropność. Ale cóż, jak będziemy na tym samym statku, to cię przepytam. Jaki statek?
— Tours.
— Szkoda, ja mam Moskwę.
Wsiedliśmy, zamknąłem drzwi i wóz ruszył. Birdie dodał:
— Mogło być gorzej. Hassan zabrał nie tylko matematykę, ale jeszcze dwa inne przedmioty.
Birdie odznaczał się rzadkim połączeniem wybitnego intelektu, solidnej wiedzy, zdrowego rozsądku oraz wielkiej odwagi — nosił w plecaku buławę marszałkowską. Przewidywaliśmy, że nim dojdzie do trzydziestki, będzie dowódcą brygady, co w czasie wojny było zupełnie możliwe.
Moje ambicje nie sięgały tak daleko.
— Byłby wstyd i hańba — powiedziałem — gdyby Hassan oblał — myśląc jednocześnie, że byłby to straszny wstyd i okropna hańba, gdybym ja oblał.
— Nie obleje — odparł Birdie pełen dobrej myśli. — Przepchną go, nawet gdyby musieli zastosować hipnozę i karmić go przez rurkę. A zresztą — dodał — Hassan może oblać, a i tak zostanie awansowany.
— Jak to?
— Nie wiedziałeś? Hassan ma rangę porucznika — przydział polowy, naturalnie. Po prostu wróci na swoje miejsce, gdyby zarył egzamin. Popatrz do regulaminu.
Rzeczywiście, była to prawda.
— Birdie, a jaką ty masz stałą rangę?
Uśmiechnął się.
— Zwykły szeregowy — nie mogę sobie pozwolić na żadne nawalanki!
Prychnąłem.
— Bzdura! — Zdumiało mnie, że nie był nawet kapralem. Taki zdolny i wykształcony chłopak jak Birdie natychmiast zostanie oficerem, gdy tylko sprawdzi się w walce… A ponieważ toczy się wojna, szybko nadarzy się okazja.
Birdie pokazał wszystkie zęby w uśmiechu.
— Zobaczymy.
— Na pewno dostaniesz dyplom. Hassan i ja możemy się martwić, ale nie ty.
Otworzył drzwi i zaraz zawołał:
— Ojej! Mój sygnał? Już mnie wzywają. Do zobaczenia!
— Do zobaczenia, Birdie.
Ale już go nie zobaczyliśmy i nie dostał promocji.
Po dwóch tygodniach został mianowany oficerem, a jego gwiazdki wróciły z odznaczeniem Zranionego Lwa — nadanym pośmiertnie.
Rozdział trzynasty
Cóż wy, młodzieniaszki, myślicie, że ten zapomniany przez Boga i ludzi obóz to pokój zabaw dziecinnych? Poczekajcie, to zobaczycie!