Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 158
Перейти на страницу:

— Czy Kosinic był dobrym oficerem taktycznym? — spytał.

— Absolutnie tak. Oczywiście nie zaproponował nowego systemu taktycznego, tak jak pan to zrobił.

Martinez znów popił wina. Mimo pochwał Kazakov, nadal smakowało kwaśno.

— A chorążowie? — zapytał.

Kazakov wyjaśniła, że to do Fletchera należało wyznaczanie chorążych i podoficerów. Zawsze wybierał tylko najbardziej doświadczonych. Liczbę praktykantów ograniczono do minimum i w efekcie zespół zawodowców odpowiedzialnych za wszystkie zespoły statku był nadzwyczaj kompetentny.

— Ale kapitan Fletcher postanowił zgładzić jednego z tych wybranych przez siebie zawodowców.

— Tak, milordzie. — Kazakov miała niepewną minę.

— Czy wie pani dlaczego?

Pokręciła głową.

— Nie, milordzie. Inżynier Thuc był jednym z najbardziej kompetentnych szefów wydziału na statku.

— Czy kiedykolwiek w pani obecności kapitan Fletcher wykazywał… agresywne zamiary?

Wydawała się zaskoczona tym pytaniem.

— Nie, nigdy, milordzie. — Zmarszczyła brwi. — Ale mógłby pan zapytać… — Pokręciła głową. — Nie, to absurdalne.

— Proszę powiedzieć.

Na twarzy Kazakov znów pojawiła się niepewna mina.

— Mógłby pan zapytać porucznik Prasad. — Śpieszyła się, jakby chciała jak najszybciej mieć ten niesmaczny temat za sobą. — Jak pan prawdopodobnie słyszał, ona i kapitan byli ze sobą blisko. Mógł jej mówić rzeczy, których nie powiedziałby… — westchnęła, docierając wreszcie do końca — żadnemu z nas.

— Dziękuję. Przeprowadzę rozmowę po kolei ze wszystkimi porucznikami.

Nie mógł sobie wyobrazić Fletchera, który wśród czułych słówek zwierza się szeptem z planów zabójstwa. Ale czy to w ogóle był typ człowieka szepczącego czułe słówka? Nie mógł sobie też wyobrazić Chandry zachowującej takie oświadczenie w sekrecie, zwłaszcza gdy była wściekła po ich ostatecznej kłótni.

— Dziękuję za szczerość — rzekł, choć doskonale wiedział, że Kazakov nie była cały czas szczera. W zasadzie aprobował to, że w niektórych sprawach zachowała dyskrecję, i doszedł do wniosku, że da się z nią dobrze współpracować.

Pod koniec rozmowy omówili plany Kazakov na przyszłość. Jej kariera była już zaplanowana, by minimalizować wszelki wpływ losu: w ramach kontraktu przyjaciel jej rodziny miał jej dać dowództwo fregaty „Gniew Burzy”. Tyle że pierwszego dnia buntu Naksydzi pojmali i przyjaciela, i fregatę.

— Jeśli kiedykolwiek będę w stanie coś dla pani zrobić, uczynię, co w mojej mocy.

Kazakov pojaśniała.

— Dziękuję, milordzie.

Kazakovowie wydawali się użytecznym klanem i warto było być ich wierzycielem.

Gdy pierwsza oficer wyszła, Martinez zakorkował butelkę wina i dopił to, co miał w kieliszku. Potem kluczem kapitańskim otworzył pliki osobowe, chcąc spojrzeć do akt poruczników, ale przyszło mu do głowy, że może Fletcher zapisał coś w pliku Thuca, co by wyjaśniało, dlaczego inżynier został zgładzony. Martinez od razu otworzył plik Thuca.

Niczego nie znalazł. Thuc służył we Flocie dwadzieścia dwa lata, osiem lat temu zdał egzamin na głównego inżyniera, potem pięć lat spędził na „Prześwietnym”. Opinie Fletchera o kompetencjach Thuca były krótkie, lecz pochlebne.

Martinez przeczytał kartoteki innych starszych podoficerów, potem wszedł do bazy poruczników, przeglądając wyrywkowo ich dokumenty. Opinie Kazakov w zasadzie się potwierdziły. Oczywiście nie wiedziała, co jest zawarte w raportach Fletchera, sporządzonych przez niego osobiście. Były przeważnie suche i lakoniczne, jakby Fletcher, zbyt wielkopański na wygłaszanie pochwał, skapywał je z umiarem niczym ciężki sos na deserowe danie. O Kazakov napisał: „Jest kompetentnym oficerem dowodzącym i wykazuje sprawność we wszystkich technicznych aspektach swego zawodu. Nic nie stoi na przeszkodzie dalszego awansu i otrzymania przez nią stanowiska dowódcy jakiegoś statku Floty”.

Napisał „nic nie stoi na przeszkodzie”, ale lepszą wymowę miałoby stwierdzenie, że Kazakov jest chlubą Floty i byłaby znakomitym dowódcą własnego statku. Cóż, styl Fletchera cechował starannie dozowany entuzjazm. Może kapitan uważał, że pochwały nie są konieczne, ponieważ jego oficerowie są dobrze ustosunkowani i ich kroki po szczeblach kariery zostały już wcześniej ustalone.

Na tle szorstkich uwag Fletchera o innych oficerach jego raport na temat Chandry był jak grom z jasnego nieba. „Choć kapitan nie zauważył, by oficer wykazała się technicznymi niekompetencjami, jej impulsywne zachowanie gruntownie zbrukało atmosferę na statku. Jej poziom dojrzałości emocjonalnej nie odpowiada wysokim standardom Floty. Awans nie jest wskazany”.

Dziwnie sformułowane pierwsze zdanie zawierało określenie „niekompetencja”, wsadzone tam bez widocznego uzasadnienia, a pozostała część to czysta trucizna. Martinez patrzył na to przez dłuższą chwilę, potem sprawdził w logu, kiedy Fletcher po raz ostatni wchodził do pliku. O godzinie 2721 poprzedniego wieczoru, zaledwie sześć godzin przed śmiercią.

Zaschło mu w ustach. Chandra zerwała z Fletcherem, a ten dumał dwa dni, po czym wystrzelił w nią rakietę z zamiarem zniszczenia jej kariery.

Kilka godzin później Fletchera zabito.

Martinez zanalizował tę sekwencję zdarzeń. Żeby nie traktować tego jako czysty zbieg okoliczności, należało wykazać, że Chandra wiedziała o podłożonej przez kapitana bombie w dokumentacji. Sprawdził logi komunikatora Fletchera z tego wieczoru. Okazało się, że kapitan tylko raz zadzwonił do sterowni, prawdopodobnie chcąc dostać przed snem raport o sytuacji. Potem sprawdził harmonogram wacht — to nie Chandra miała służbę w tym czasie, lecz szósty porucznik, lady Juliette Corbigny.

Zatem nie ma dowodów, że Chandra znała zawartość raportu. Chyba że Fletcher specjalnie do niej poszedł, by ją osobiście o wszystkim zawiadomić.

Albo może Chandra miała dostęp do dokumentów zamkniętych kapitańskim kluczem. Była przecież oficerem sygnałowym, i do tego sprytnym.

Martinez doszedł do wniosku, że na jego teorię, która niezbyt się klei, za duży wpływ miały whisky i wino. Poza tym nie mógł sobie wyobrazić Chandry rzucającej postawnego Fletchera na kolana i kilkakrotnie walącej jego głową o biurko.

Wstał i spojrzał na chronometr: 2721. Dokładnie o tej godzinie Fletcher z zimną krwią dokonywał ostatnich zmian w aktach personalnych Chandry.

Co za zbieg okoliczności! Przeszedł go dreszcz. Opuścił gabinet, aby przespacerować się korytarzem. Minął kajutę kapitana, zamkniętą teraz, ale mimowolnie zawrócił. Otworzył ją swoim kluczem, wszedł i wywołał światła.

Gabinetowi Fletchera przywrócono nieskazitelny wygląd, proszek daktyloskopijny usunięto. Ciemne biurko lśniło. W powietrzu unosił się zapach politury. Brązowe rzeźby stały niewzruszenie w swoich zbrojach.

Sejf srebrzył się we wnęce. Widocznie Gawbyan naprawił go po włamaniu.

Martinez wszedł do kabiny sypialnej i spojrzał na krwawiącą porcelanową postać o nienaturalnie wielkich oczach. Potem rozejrzał się po ścianach: długowłosy niebieskoskóry Terranin gra na flecie; brodaty mężczyzna, martwy lub omdlały, spoczywa w ramionach kobiety w niebieskiej szacie; wielka bestia — albo może Torminel o nienaturalnym pomarańczowym futrze — warczy z ramy, a jego wyciągnięty język przeszywa szczerbata włócznia.

Urocze widoki przed snem — pomyślał. Przerażające.

Jedyny interesujący obraz przedstawiał młodą kobietę w kąpieli, ale tę atrakcyjną scenę psuli odrażający starcy w turbanach, którzy obserwowali dziewczynę z ukrycia.

— Kom, przywołaj Montemara Jukesa do gabinetu kapitana. Ulubiony artysta Fletchera wszedł do pokoju swobodnym krokiem. Miał na sobie nieprzepisowy kombinezon. Stanął niedbale na baczność — dostałby za to ostrą naganę od każdego podoficera. Sądząc po Jukesie i Xi, Fletcher tolerował pewną dawkę niewojskowego luzu wśród swojej świty.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)