Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
— Jeśli pan chce, proszę ze mną — powiedział.
Gdy weszli do gabinetu Michi, doktor w nietypowy sposób zasalutował.
— Przeprowadziłem sekcję — oznajmił. — Właściwie nie była potrzebna. Od początku było oczywiste, że to morderstwo.
Michi zacisnęła wargi w wąską linię.
— Oczywiste? Jak to? — spytała.
— Założyłem siatkę czujników wokół głowy kapitana i otrzymałem trójwymiarowy obraz. Kapitan Fletcher otrzymał trzy oddzielne uderzenia w skroń. Poranny powierzchowny ogląd nie ujawnił tych trzech uderzeń, ale na trójwymiarowym obrazie są widoczne.
— Trzykrotnie uderzono jego głową o biurko? — spytała Michi.
— Albo dwa razy uderzono tępym narzędziem, a potem ciśnięto go na biurko, żeby wyglądało to na wypadek.
— Przywołać sprzętowca pierwszej klasy, Garcię, do gabinetu dowódcy eskadry — powiedziała Michi do swojego biurka. Spojrzała na Martineza. — Kto jest oficerem żandarmerii?
— Corbigny, milady.
Michi ponownie zwróciła się do biurka:
— Przywołać również porucznika Corbigny.
— Wątpię, by ciało porucznika Kosinica było nadal na statku — zwrócił się Martinez do doktora Xi.
— Nie, ciało znajduje się w zamrażarce. Nie kremujemy ciał.
— Może powinien je pan obejrzeć.
Xi odwrócił wzrok i spojrzał na ścianę nad głową Michi. Wydął usta, potem je przygryzł.
— Powinienem — oznajmił. — Szkoda, że tego nie zrobiłem, gdy umarł.
— Dlaczego pan tego nie zrobił?
— Przyczyna śmierci wydawała się oczywista. Podczas walk pod Harzapid Kosinic doznał złamania kości i ran głowy. Gdy przyszedł na statek, twierdził, że czuje się dobrze, ale dokumentacja szpitalna mówiła o nieznośnych bólach głowy, zawrotach i omdleniach. Gdy znaleziono go martwego, wydawało się oczywiste, że zasłabł i uderzył się w głowę.
— Gdzie go znaleziono?
— W sterowni oficera flagowego.
— Co tam robił? — Martinez był zdziwiony.
Michi odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili.
— Li i Coen mówili mi, że czasami pracował tam samotnie. Miał więcej spokoju niż w mesie oficerskiej.
— Czym konkretnie się zajmował?
— Był oficerem taktycznym. Kazałam mu zaplanować manewry eskadry i skoncentrować się na obronie Zanshaa.
Martinez usłyszał, że ktoś wchodzi, i odwrócił się. To sprzętowiec Garcia wszedł do pokoju i stanął na baczność.
— Milady, melduje się pierwszy sprzętowiec Garcia.
— Dziękuję, Spocznij i rób notatki, jeśli ci potrzebne.
Po kilku sekundach przyszła Corbigny. Wydawała się speszona obecnością dowódcy eskadry. Szczupła, ciemnowłosa, młoda, była najmłodszym porucznikiem na statku i dlatego dostawała zadania, których nie chcieli inni oficerowie. Jedno z nich to stanowisko oficera żandarmerii — teoretycznie dowodziła policją statkową. Nadzór nad żandarmerią umożliwiał jej przynajmniej szybkie przeszkolenie w zakresie różnych występków, deprawacji, przemocy — to wiedza bardzo pożądana, a może nawet konieczna w dalszej oficerskiej karierze.
Garcia poprawił displej mankietowy.
— Zapisuję, milady.
Michi mówiła pośpiesznie, urywanymi zdaniami, jakby chciała się z tym szybko uporać.
— Lord doktor przeprowadził badanie, które wykazało, że kapitan Fletcher został zamordowany. Przejmujecie odpowiedzialność za śledztwo.
Oczy Garcii rozszerzyły się, Corbigny zbladła.
— Gabinet kapitana Fletchera należy zaplombować i szczegółowo sprawdzić. Szukać odcisków palców, śladów włókien, włosów, wszystkiego, co ktoś mógł zostawić przez nieuwagę. Szczególnie starannie…
— Milady! — zawołał rozpaczliwie Garcia.
— Garcia? — spytała Michi.
— Odciski palców, analiza włosów… Nie wiem, jak to się robi! Do takich spraw szkoli się służby dochodzeniowe, a nie żandarmerię!
Martinez spojrzał na Garcię z sympatią. Żandarmeria zajmowała się przypadkami wandalizmu, drobnymi przestępstwami, wkraczała w bójki, aresztowała pijanych winem produkowanym w plastikowych torbach, które ukrywali w szafkach ubraniowych. Techniczne aspekty śledztwa zupełnie nie wchodziły w zakres ich kompetencji.
Usta Michi ułożyły się w cienką linię, palce zabębniły kilka razy po blacie, ale Michi zaraz się odprężyła.
— Może oglądałam za dużo sztuk „Doktor An-ku” — przyznała. — Myślałam, że są profesjonaliści, którzy potrafią zająć się takimi rzeczami.
— Są, milady — odparł Garcia — ale przypuszczam, że nie na tym statku.
Michi potarła czoło pod prostą grzywką.
— Proszę jednak bardzo starannie sprawdzić gabinet kapitana — powiedziała.
— Może z substancji, które mam w aptece, uda mi się zrobić proszek daktyloskopijny — wtrącił doktor Xi, ukrywając uśmiech w swej białej bródce. — Przeprowadzę próby i zobaczę, co się da wykombinować.
— Dobry pomysł. Warto, żeby pan od razu do tego się zabrał — stwierdziła Michi.
— Naturalnie. — Xi, przed chwilą przygarbiony, wyprostował się i odwrócił, by wyjść. Nagle coś mu się przypomniało, sięgnął do kieszeni i wyjął przezroczyste plastikowe pudełko; prawdopodobnie w takich pudełkach trzymał swoje próbki.
— Zdjąłem biżuterię z ciała kapitana — powiedział. — Komu mam to oddać?
— Kazałem zinwentaryzować dobytek kapitana. Wezmę pudełko, jeśli pan chce — zaproponował Martinez.
Wziął pudełko i zajrzał przez plastikową pokrywkę. Wewnątrz była para pierścieni — masywny sygnet z emaliowanego złota z połączonymi herbami Fletcherów i Gombergów oraz mniejszy pierścień wykonany z misternej srebrnej plecionki — oraz wisior na łańcuszku. Uniósł pudełko do światła i zobaczył, że wisior, mający kształt drzewa ayaca w pełnym rozkwicie, mienił się diamentami, rubinami i szmaragdami.
— Powinniśmy się dowiedzieć: gdzie kto był w czasie tych krytycznych godzin — kontynuowała Michi. — I czy nie widziano kogoś w pobliżu kwatery kapitana.
Garcia znów wyglądał tak, jakby rozpacz chwyciła go za gardło.
— Milady, na „Prześwietnym” jest ponad trzysta osób, a ja mam tylko dwóch pomocników.
— Większość załogi wtedy spała — zauważyła Michi. — Polecimy szefom oddziałów, by sporządzili raporty, więc nie będziesz musiał osobiście wszystkich przesłuchiwać.
— Jeszcze dziś wyślę do szefów oddziałów stosowne instrukcje — rzekł Martinez.
Michi spojrzała spokojnie na Garcię.
— Zacznij teraz od dokładnej wizji lokalnej.
— Tak jest, milady.
Wyprężył się, salutując, i z wyraźną ulgą wyszedł. Michi przez chwilę patrzyła za nim, a potem odwróciła się do Martineza. W jej uśmiechu dostrzegł ironię.
— Jakieś uwagi, kapitanie?
— Trzy przypadki śmierci — odparł Martinez — a ja nie widzę między nimi związku. Gdyby były tylko dwa, byłoby lepiej.
Michi uniosła brwi.
— Co pan ma na myśli?
— Gdyby tylko Kosinic i Fletcher byli martwi, to przypuszczałbym, że zabójcą jest ktoś, kto żywi urazę do oficerów. Gdyby tylko Thuc i Fletcher — przypuszczałbym, że Fletchera zabił ktoś, kto chciał pomścić Thuca. Ale nie widzę żadnego związkumiędzy tą trójką.
— Może nie ma żadnego związku.
Martinez zastanowił się nad tym.
— Raczej w to nie wierzę — stwierdził.
Michi przygarbiła się na krześle. Patrzyła w bok, na figurkę półnagiej kobiety z brązu, podtrzymującej misę z owocami. Widocznie nie znalazła tam odpowiedzi, dlatego znowu zwróciła się do Martineza: