Wojna [Conventions of War - pl]
- Автор: Уильямс Уолтер Джон
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-7480-018-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:
Nalał jej wina z butelki, którą Perry przyniósł mu na kolację. Kazakov uprzejmie upiła łyk z kieliszka, po czym odstawiła go na biurko.
— Jestem zupełnie inny niż kapitan Fletcher — zaczął Martinez.
— Tak, milordzie. — Kazakov nie zdziwiła się tym stwierdzeniem.
— Ale bardzo postaram się być jak kapitan Fletcher, przynajmniej chwilowo.
— Rozumiem, milordzie. — Kazakov skinęła głową.
Ciągłość jest bardzo ważna. Fletcher wiele lat dowodził „Prześwietnym” i jego zwyczaje i specyficzne cechy osobowości stały się częścią statkowej rutyny. Nagła zmiana mogłaby zakłócić równowagę rozległej organicznej sieci, jaką tworzyła załoga. Tę sieć już i tak zaburzyły wydarzenia ostatnich dni.
— Zamierzam kontynuować rygorystyczne inspekcje kapitana Fletchera — oznajmił Martinez. — Mogłaby mi pani powiedzieć, czy przeprowadzał inspekcje wydziałów rotacyjnie, czy też wybierał je przypadkowo?
— Chyba przypadkowo. Nie zauważyłam jakiejś regularności. Jednak przed wyjściem z gabinetu zwyczajowo zawiadamiał szefa danego wydziału, że idzie na przegląd. Zależało mu na tym, żeby inspekcje były dość niespodziewanie, ale nie chciał wkraczać w sam środek jakiejś ważnej pracy.
— Rozumiem. Dziękuję.
Upił trochę wina. Wydało mu się skwaśniałe. Terza posłała mu najlepsze wina z piwnic klanu Chenów w Górnym Mieście, ale Martinez nie znalazł w tym napoju nic nadzwyczajnego.
— Czy mogłaby mi pani zdać raport na temat stanu statku? Nieformalnie, nie potrzebuję tych wszystkich danych liczbowych.
Kazakov uśmiechnęła się i włączyła displej mankietowy.
— Mam dane, jeśli pan chce — powiedziała.
— Nie teraz. Proszę tylko o słowne podsumowanie.
„Prześwietny” — co nie dziwiło — był w dobrym stanie. Nie został uszkodzony podczas buntu przy Harzapid ani w bitwie przy Protipanu. Zapasy jedzenia, wody i paliwa z nawiązką wystarczą na planowaną podróż. Zapasy pocisków natomiast znacznie spadły: podczas bitwy i w akcjach niszczenia nieprzyjacielskich statków magazyny krążownika opustoszały w dwóch piątych.
A to może stanowić problem, jeśli siły Chen będą zmuszone do walki z wrogiem przeważającym liczebnie albo mniej skłonnym do współpracy niż eskadra Naksydów przy Protipanu.
— Dziękuję, lady Fulvia. Czy mogłaby mi pani udzielić jakichś informacji na temat oficerów? Znam ich na gruncie towarzyskim, ale nigdy z nimi nie współpracowałem.
Kazakov uśmiechnęła się.
— Z radością stwierdzam, że mamy na statku wspaniałych oficerów. Z wyjątkiem jednego, wszyscy zostali wybrani przez kapitana Fletchera. Już wcześniej wielu z nas przyjaźniło się ze sobą. Nadzwyczaj dobrze nam się razem pracuje.
„Wybrani przez kapitana Fletchera”. W oczach Martineza nie była to szczególna rekomendacja, ale skinął głową.
— A oficer, który nie został wybrany? — spytał. Kazakov myślała chwilę, nim udzieliła odpowiedzi.
— Nie ma żadnych zastrzeżeń co do wypełniania przez nią obowiązków. Jest bardzo kompetentna.
Martinez nie pokazał po sobie, że spodobała mu się lojalność Kazakov, która miała właśnie okazję wbić nóż w plecy koleżanki, ale tego nie zrobiła.
— Omówimy wszystkich poruczników — powiedział.
Z raportu Kazakov wynikało, że trzej porucznicy to klienci klanu Gombergów lub Fletcherów, wspinający się w ślad za patronem po drabinie hierarchii Floty. Dwoje — Husayn i sama Kazakov — skorzystali z powszechnego wśród parów systemu wymiany przysług i protekcji: Fletcher zgodził się wspierać ich interesy w zamian za to, że ich rodziny pomogą przyjaciołom lub klientom Fletchera.
Kazakov wydawało się, że ta genealogia zobowiązań jestjedyną rzeczą, którą należało wyjaśnić, przedstawiając oficerów nowemu kapitanowi, albo może patrzyła w przyszłość i chciała dać mu do zrozumienia, że jej koneksje mogą się przydać jego przyjaciołom na zasadzie podobnych relacji, jakie miała z Fletcherem. Martinez był zadowolony, ale zdecydowanie wolał się dowiedzieć, jak oficerowie wypełniają swoje obowiązki.
Według Kazakov — bardzo dobrze. Lord Phillips i Corbigny — dwójka najmłodszych — nie mieli doświadczenia, lecz dobrze się zapowiadali. Wszyscy inni byli uzdolnieni. Martinez nie miał powodu podważać tej oceny.
— A czy mesa oficerska dobrze się bawi? — spytał.
— Tak — odparła Kazakov bez wahania. — Nadzwyczajnie.
— Czy porucznicy lady Michi, Coen i Li, integrują się z wami?
— Tak, to mili ludzie.
— A Kosinic? Dobrze się bawił w mesie?
Kazakov mrugnęła, zaskoczona.
— Kosinic? Nie był zbyt długo na statku, ale… zważywszy na okoliczności, żył z resztą dość zgodnie.
— Jakie okoliczności? — Martinez uniósł brwi.
— Był… plebejuszem. Nic w tym złego — dodała szybko Kazakov, świadoma, że postawiła stopę na niepewnym gruncie — że jest się plebejuszem. Nie mam nic przeciwko temu, ale jego rodzina nie miała pieniędzy i żył tylko z żołdu. Musiał brać zaliczki, żeby zapłacić składki w mesie, i w zasadzie nie mógł sobie pozwolić na zabawę z innymi porucznikami, na jedzenie, wódkę i tak dalej. Pozostali chętnie by zapłacili jego działkę, ale on chyba był przewrażliwiony na tym punkcie i bardzo ograniczał picie wina i wódki i unikał zamawiania droższego jedzenia. Nie mógł sobie również pozwolić na gry hazardowe. Oczywiście… — znów pośpieszyła z wyjaśnieniem — nie gramy wysoko, nic podobnego, ale często gramy dla rozrywki na małe stawki z kieszonkowego, i Kosinic nie mógł zasiadać do stolika. Kazakov wzięła kieliszek i upiła łyk wina.
— Potem wybuchł bunt i Kosinic został ranny. Może rany głowy zmieniły nieco jego osobowość, bo stał się ponury i wściekły. Czasami siedział na krześle i widać było, jak go dopada atak furii. Szczęka zaczynała mu chodzić, mięśnie karku napinały się jak liny, a z oczu zionął ogień. Byłam wtedy trochę przerażona. To nadzwyczaj dobre wino, milordzie.
— Cieszę się, że pani smakuje. Czy domyśla się pani, co wywoływało złość Kosinica?
— Nie, milordzie. Nie sądzę, żeby rozmowy w mesie były bardziej bezsensowne niż zwykle. — Roześmiała się ze swego żartu, ale natychmiast spoważniała. — Zawsze uważałam, że jak Naksydzi kogoś szturchną, to ma wystarczające powody do złości. W każdym razie Kosinic stał się mniej towarzyski, większość czasu spędzał w kabinie oficera flagowego i tam pracował.
Martinez popijał wino. Doskonale rozumiał Kosinica.
On sam, cieszył się fortuną bogatej rodziny, ale był prowincjuszem, którego zdradzał prowincjonalny akcent. Doświadczył protekcjonizmu, z jakim parowie wyższej kasty traktują gorszych od siebie, widział jak próbują ich celowo upokorzyć lub traktują jak służących albo po prostu ich ignorują. Nawet jeśli afront nie jest zamierzony albo wcale go nie ma, wrażliwy i inteligentny prowincjusz zawsze podejrzewa zniewagę.
— Może wie pani, jak lady Michi przyjęła Kosinica do swojego sztabu?
— Myślę, że Kosinic służył jako kadet pod poprzednim dowódcą i zrobił wrażenie na lady Michi, więc wzięła go do siebie, gdy zdał egzaminy na porucznika.
To świadczy o jej otwartym umyśle — uznał w duchu Martinez. Równie dobrze mogłaby ograniczyć się tylko do swoich klientów i klientów wpływowych rodzin, z którymi wymieniała przysługi, tak jak Fletcher. Pochodziła z klanu co najmniej tak starego i arystokratycznego jak Gombergowie czy Fletcherowie, a mimo to zatrudniła plebejusza na jednym ze znaczniejszych stanowisk w sztabie.
Należy jednak przyznać, że eksperymenty Michi w tym nie okazały się zbyt udane.