Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 158
Перейти на страницу:

— Nie wiem, co mam jeszcze robić, więc wypiję koktajl. Przyłączy się pan?

Martinez już miał przyjąć zaproszenie, ale zmienił zdanie.

— Może lepiej zacznę nadzorować prace Garcii.

— Może. — Michi wzruszyła ramionami. — Proszę mi dać znać, jak coś odkryjecie.

Martinez wyprężył się, salutując, potem się odwrócił, by wyjść, i wtedy zobaczył podporucznik Corbigny, która cały czas stała bez słowa.

— Jakieś pytania, pani porucznik? — spytał.

— Nie, milordzie.

— Może pani odejść — powiedziała Michi.

Corbigny stanęła na baczność, a potem czmychnęła.

— Czy jutro mamy przeprowadzać eksperyment? — spytał Martinez na odchodnym.

— Odkładamy.

— Tak jest, milady.

W gabinecie Fletchera nie znaleziono prawie niczego. Narbonne i inni służący utrzymywali tam zbyt wielki porządek. Garcia i Martinez, pełzając na kolanach, znaleźli tylko kilka włosów — włożyli je do słoiczków przekazanych przez doktora Xi. Potem doktor przyniósł w miękkiej buteleczce zrobiony domowym sposobem argentorat. Pokrywając nim wszystkie powierzchnie uzyskali kilkadziesiąt odcisków, większość na tyle dobrej jakości, że mógł je zidentyfikować zwykły czytnik odcisków palców z biurka Marsdena.

Tymczasem Michi skierowała do załogi oświadczenie, że kapitan Fletcher umarł i Martinez został wyznaczony na jego stanowisko. Martinez, który na klęczkach wpatrywał sięw podniesionąpincetą rzęsę, z jakiegoś powodu nie czuł całego majestatu władzy, złożonej teraz oficjalnie na jego barki.

— Z żalem informuję załogę „Prześwietnego” — mówiła Michi — że kapitan Fletcher poniósł śmierć w wyniku przestępstwa. Jeśli któryś z członków załogi wie coś, co ma związek z tym wydarzeniem, proszę o zgłoszenie się do żandarmerii lub do któregoś z oficerów. Lord kapitan został zamordowany między 0301 a 0501. Zeznania każdej osoby, która w tym czasie zauważyła jakiś podejrzany ruch lub nietypową aktywność, będą bardzo przydatne.

Głos Michi nabrał stanowczości, niemal srogości.

— Eskadra jest samotna, leci w głąb terytorium wroga. Jesteśmy narażeni na wrogie akcje i nie możemy sobie pozwolić na nieład i bezprawie w naszych szeregach. Każda nasza słabość umacnia wroga. Jestem zdecydowana… — niemal to wykrzyczała — zdecydowana znaleźć zabójcę lub zabójców kapitana Fletchera i ukarać ich.

Następnie kontynuowała spokojniejszym tonem:

— Ponawiam prośbę do wszystkich, którzy mają jakieś informacje, by je ujawnili, nim zostaną popełnione kolejne zbrodnie. Mówiła dowódca eskadry, Chen, w imieniu Praxis.

Martinez był pod wrażeniem. Drinki dobrze jej zrobiły — pomyślał.

Przed chwilą zazdrościł Michi, że mogła się napić. Jeśli badanie daktyloskopijne, porównywanie włosów, analiza włókien mają cokolwiek wyjaśnić, będzie to długa i żmudna praca, a on nie miał na to czasu.

Musiał dowodzić okrętem.

Skończył na razie swoje zadanie, wstał i rozejrzał się po gabinecie: ładne kafelki, elegancka boazeria, rzeźby wojowników w zbrojach, serwantki z pięknymi przedmiotami — wszystko to poplamione proszkiem. Gdyby celowo zamierzał popsuć wdzięk i doskonałość, którymi Fletcher wypełniał swe życie, na pewno rezultat nie byłby lepszy.

— Lordzie kapitanie, czy mógłbym dostać kody do bazy odcisków palców załogi? — spytał Xi.

— Tak, jak tylko je znajdę.

— Wrócę do siebie i postaram się jak najlepiej to rozpracować — powiedział Xi.

Martinez przypomniał sobie koktajle Michi.

— Chciałbym najpierw zaprosić pana na drinka.

Xi przyjął zaproszenie. Martinez przywołał Alikhana i polecił podać doktorowi drinka w swoim starym gabinecie.

— Muszę coś szybko załatwić — rzekł. — Przyjdę do pana za kilka minut.

Martinez wziął od Marsdena podpisany egzemplarz spisu rzeczy Fletchera, a potem kazał je przenieść do szafy, którą zamykał jego klucz i hasło. Odprawił służących Fletchera i kazał im posprzątać jego gabinet. Nie zazdrościł im tej pracy. Potem poszedł do swojej kabiny. Tam wśród pulchnych chłopiąt siedział wygodnie Xi ze szklaneczką whisky w dłoni. Próbki z miejsca zbrodni leżały przed nim na biurku.

Alikhan zapobiegliwie zostawił tacę z dodatkową kryształową szklanką, whisky w karafce i chłodną wodą w szklanicy, na której brzegu osiadły klejnoty pary wodnej. Martinez nalał sobie drinka i usiadł na krześle.

— Dobra whisky, milordzie — powiedział Xi. — Mocno dymna.

— Z Laredo — wyjaśnił Martinez. — Stamtąd pochodzę. — Ojciec przesłał mi skrzynki najlepszych trunków z Laredo w nadziei, że szersza degustacja zwiększy eksport.

— Brak subtelności z nawiązką nadrabia wigorem — stwierdził Xi.

Martinez z czułością powąchał bukiet.

— Za wigor! — Wzniósł szklankę i wypił.

Whisky wypaliła w jego gardle ognistą ścieżkę. Patrzył przez graniastosłupy rżniętego szkła na dymny płyn i wspomniał długi, osobliwy dzień.

— Milordzie, czy ma pan jakiś pomysł? Jakąś sugestię? — spytał.

— Chodzi panu o to, kto jest odpowiedzialny? Nie, nie mam pojęcia.

— Albo dlaczego?

— Też nie.

Martinez zamieszał whisky.

— Znał pan kapitana Fletchera od dawna.

— Tak, od dzieciństwa.

Kapitan odstawił szklankę i spojrzał na białobrodego mężczyznę, siedzącego po przeciwnej stronie biurka.

— Proszę mi o nim opowiedzieć.

Xi nie od razu zaczął. Mocno ściskał kciukami szklankę, aż palce mu pobielały. Po chwili nieco się odprężyły.

— Lord Gomberg Fletcher był wyjątkowo dobrze urodzony i nadzwyczaj bogaty. Większość ludzi bogatych, o wysokim statusie, zakłada, że ich pozycja nie jest zwykłym szczęśliwym trafem losu, lecz skutkiem jakiejś kosmicznej sprawiedliwości, czyli że każda osoba równie świetna i prawa jak oni zajmie takie samo miejsce w społeczeństwie. — Xi zmarszczył brwi. — Według mnie kapitan Fletcher traktował swoją pozycję bardziej jako brzemię niż źródło przyjemności.

Martineza zaskoczyły jego słowa.

— Nie… nie odniosłem takiego wrażenia.

— Spełnianie oczekiwań świata to trudne zadanie — zauważył Xi. — Myślę, że bardzo się starał. Świetnie mu się udało, ale sądzę, że nie był z tego powodu szczęśliwy.

Martinez spojrzał na ściany, na dzieci o różowych policzkach.

— A kolekcja dzieł sztuki? — Wskazał trzepoczące skrzydłami bobasy. — Czy to nie dawało mu szczęścia?

— Dla osoby o jego statusie niewiele zostaje ról społecznych — podpowiedział Xi. — Rola estety chyba była z tego najciekawsza. — Zmarszczył brwi, na czole pojawiła się zmarszczka w kształcie litery X. — Estetyzm zajął tę część jego życia, której nie zagarnęło wojsko. Nie pozostało mu wiele czasu na zajmowanie się swoim szczęściem. — Spojrzał na Martineza.

— Czy nie dziwiły pana te ciągłe inspekcje, te musztry? — kontynuował Xi. — Te rytuały: galowe stroje do każdego posiłku, wysyłanie bilecików, choć mógł z łatwością kontaktować się przez komunikator? Moim zdaniem to wszystko było po to, by odegnać myśli.

„Tępy jak zardzewiały nóż”. Martinez przypomniał sobie słowa Chandry.

Pociągnął whisky, analizując słowa Xi.

— Chce pan powiedzieć, że kapitan Fletcher był czymś w rodzaju imitacji człowieka? — spytał ostrożnie.

— Ludzie realizują się w walce z przeciwnościami losu, w konfrontacji z oponentami albo wtedy, gdy stoją wobec negatywnych konsekwencji swych decyzji — powiedział doktor. — W przypadku Fletchera nie było oponentów, przeciwności losu ani negatywnych konsekwencji. Dostał rolę i grał ją bardziej czy mniej przekonująco. — Xi opuścił głowę i przyglądał się szklance, którą oparł na wypukłym brzuchu. — On nigdy nie kwestionował swojej roli. Często żałowałem, że tego nie robił.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)