Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wojna [Conventions of War - pl]
Wojna [Conventions of War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna [Conventions of War - pl]

Электронная книга - «Wojna [Conventions of War - pl]». Краткое содержание книги:

Straszliwe imperium tyranów Shaa przestało istnieć, wszechświat znalazł się na łasce bezlitosnych, spragnionych władzy gadopodobnych Naksydów. Wszędzie zapanował krwawy chaos. Jednak dalecy potomkowie Terry cenią sobie wolność, a ich bohaterscy wojownicy nie poddają się. Lord Gareth Martinez i tajemnicza Caroline Sula, która prowadzi walkę w podziemiu, oddzieleni są latami świetlnymi, ale dążą własnymi drogami do decydującej bitwy o przyszłość, gdyż nowy porządek może się okazać jeszcze bardziej przerażający od starego. Jedyna nadzieja w tym, że powiedzie się ostatni desperacki plan, który scali rozbitą galaktykę.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 158
Перейти на страницу:

Jukes był postawnym mężczyzną o potarganych siwych włosach i kaprawych niebieskich oczach. Policzki miał nienaturalnie zaczerwienione, oddech — cuchnący sherry. Martinez posłał mu — tak przynajmniej zamierzał — pełen dezaprobaty grymas.

— Proszę ze mną, panie Jukes — powiedział i poprowadził go do sypialni Fletchera.

Jukes szedł w milczeniu. Zatrzymał się w drzwiach, oparł o futrynę i kontemplował wielką porcelanową postać przymocowaną do drzewa.

— Co to jest, panie Jukes?

— Narayanguru. Shaa przywiązali go do drzewa i zamęczyli na śmierć. Jest wszystkowidzący, dlatego ma oczy wokół głowy.

— Wszystkowidzący? To dziwne, że nie widział, co Shaa zamierzają z nim zrobić.

Jukes pokazał żółte zęby.

— Tak, to dziwne.

— Dlaczego on tu jest?

— Chodzi panu o to, dlaczego kapitan Fletcher powiesił Narayanguru w swojej sypialni? — Jukes wzruszył ramionami. — Nie wiem. Zbierał sztukę religijną, a nie mógł tego wystawić publicznie. Może tylko tutaj mógł to powiesić.

— Czy kapitan Fletcher był wyznawcą jakiegoś kultu? To pytanie zaskoczyło Jukesa.

— Możliwe, ale jakiego? — Wszedł do pokoju i wskazał na warczące zwierzę. — To Tranomakoi, personifikacja ducha burzy. — Potem pokazał mężczyznę o niebieskiej skórze. — To Krishna, chyba bóstwo hinduizmu. — Ręka Jukesa powędrowała dalej po okaleczonym panelu, wskazując na omdlałego mężczyznę. — To pieta. Chrześcijaństwo. Ich bóg też został zabity w malowniczy sposób przez Shaa.

— Chrześcijaństwo? — spytał Martinez, zaintrygowany. — Mamy chrześcijan na Laredo, na mojej planecie. W pewne dni roku wkładają białe suknie ze spiczastymi kapturami, przyczepiają łańcuchy i biczują się nawzajem.

— Po co to robią? — Jukes był przestraszony.

— Nie mam pojęcia. Mówi się, że wybierają jednego spośród nich na boga i przybijają go gwoździami do krzyża.

Jukes podrapał się w głowę.

— Jakiś straszny ten kult.

— To wielki zaszczyt. Większość z nich przeżywa.

— A władze nie reagują?

Martinez wzruszył ramionami.

— Wyznawcy krzywdzą tylko siebie nawzajem. Poza tym Laredo jest daleko od Zanshaa.

— Najwyraźniej.

Martinez spojrzał na zakrwawione półprzezroczyste ciało Narayanguru.

— W każdym razie nie jestem ani wyznawcą kultu, ani estetą, i nie mam zamiaru spać pod tym krwawym obiektem. Nawet jednej nocy.

Jukes uśmiechnął się.

— Wcale się nie dziwię.

— Czy mógłby pan… inaczej zaaranżować kolekcję kapitana? Umieścić Narayanguru tak, by nikomu nie zakłócał snu, a w to miejsce powiesić coś przyjemniejszego?

— Tak, milordzie. — Jukes szacował go wzrokiem. — A może chciałby pan, żebym stworzył coś specjalnie dla pana? Mógłbym coś wydrukować i oprawić w ramy, gdyby mi pan powiedział, co pan lubi.

Martineza nigdy nie pytano o jego upodobania w dziedzinie sztuki i nie miał gotowej odpowiedzi, więc sam zapytał:

— Szuka pan nowego patrona, panie Jukes?

— Zawsze. — Jukes odsłonił w uśmiechu żółte zęby. — Proszę wziąć pod uwagę, że prawdopodobnie przez lata będzie pan dowodził „Prześwietnym”. Kolekcja Fletchera przejdzie na jego rodzinę, a pan wolałby nie mieć na ścianach tych kafelków i fresków. To jest okręt wojenny, a nie pałac pełen duchów. Martinez spojrzał na niego.

— Czy to nie pan zaprojektował cały wystrój statku? Nie miałby pan nic przeciwko temu, gdybym kazał skuć kafelki i zamalować freski?

Jukes emanował zawadiackim wódczanym animuszem.

— Zupełnie nie. Wszystko mam zachowane w komputerze. A szczerze mówiąc, nie są to moje najlepsze prace.

Martinez zmarszczył czoło.

— Czy Fletcher nie płacił panu za najlepsze rzeczy?

— Wszystkie te prace to jego wybór, nie mój. Wyważone, klasyczne, nudne. W przeszłości robiłem znacznie lepsze rzeczy, znacznie ciekawsze, ale za to nikt nie płaci, więc… — wzruszył ramionami — znalazłem się na okręcie. Proszę mi wierzyć, nie tego się spodziewałem, gdy kiedyś zaczynałem zajmować się programami graficznymi.

Martineza to bawiło.

— A jak Fletcher pana zaklasyfikował?

— Sprzętowiec pierwszej klasy.

— Ale pan nic nie wie o pracy sprzętowca?

Artysta pokręcił głową.

— Ani trochę, milordzie. Dlatego potrzebuję nowego patrona.

— A więc… — Martinez spojrzał na niebieskiego flecistę — proszę zacząć od usunięcia tych ponuractw i niech pan w to miejsce da coś weselszego. Później porozmawiamy o… prowizji.

Jukes pojaśniał.

— Mam zacząć od zaraz, milordzie?

— Najlepiej po śniadaniu.

— Tak jest, milordzie. Mam spis całej kolekcji kapitana znajdującej się na tym statku. Zlustruję to wieczorem.

Martineza rozbawiło słowo „zlustruję”.

— Dobrze, panie Jukes. Jest pan wolny.

— Tak jest, milordzie. — Tym razem Jukesowi udało się mniej więcej przepisowo zasalutować. Wyszedł.

Martinez też opuścił kwaterę Fletchera i zamknął za sobą drzwi na klucz.

Rozmowa poprawiła mu humor. Poszedł do swojej kabiny i zaskoczony zobaczył, że jeden z jego służących, sprzętowiec Espinosa, rozłożył na podłodze w gabinecie poduszki i wyciągnął się na nich w pełnym ubraniu.

— Co ty tu robisz? — spytał.

Espinosa szybko stanął na baczność. Był młody, muskularny, miał duże ręce o mocnych knykciach.

— Milordzie, pan Alikhan mnie przysłał.

— Ale po co? — Martinez wpatrywał się w jego szczerą twarz.

— Ktoś zabija kapitanów, milordzie. Ja mam pilnować, żeby to się nie powtórzyło.

„Zabija kapitanów”. Nie myślał o tym w ten sposób.

— Bardzo dobrze — odparł. — Spocznij.

Poszedł do kabiny sypialnej, gdzie Alikhan rozłożył jego rzeczy na noc. Wziął szczoteczkę do zębów, zwilżył ją pod kranem i spojrzał na swe odbicie w lustrze.

Kapitan „Prześwietnego” pomyślał.

Choć dokonano morderstw, choć Narayanguru wisiał na drzewie, choć nie wyjaśniono przypadków śmierci, a nieznany zabójca prześladował statek, Martinez i tak odruchowo się uśmiechnął.

DWANAŚCIE

Po śniadaniu Martinez włożył mundur galowy ze srebrnym szamerunkiem i wysokim kołnierzem, na którym nie było teraz czerwonych naszywek sztabowych — Alikhan usunął je w nocy — potem naciągnął białe rękawiczki i wezwał Marsdena i Fulvię Kazakov. Czekając na nich, poprosił Alikhana, by wyjął z futerału Złoty Glob.

Nie zamierzał przypinać zakrzywionego noża ceremonialnego. I bez tego sytuacja była dość napięta.

Przybyli Marsden i Kazakov, oboje na galowo.

— Milady — zwrócił się Martinez do pierwszej oficer — proszę zawiadomić głównego mechanika Gawbyana, że za chwilę dokonamy inspekcji jego wydziału.

Kiedy doszli do warsztatu, Gawbyan już stał przy drzwiach, zasapany, gdyż przybiegł pędem z podoficerskiej mesy.

Martinez dokładnie sprawdził cały warsztat, zadał operatorom pytania o ich pracę, zwrócił uwagę na niefrasobliwe obchodzenie się z odpadami. Jeśli statek będzie zmieniał kurs, hamował czy z innych powodów nastąpi, nieważkość, śmieci rozlecą się po całym warsztacie.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 158
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)