Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 137
Перейти на страницу:

Beduini szczególnie ostro sygnalizowali posiadanie wyższej wiedzy. Oto dlaczego Wiktor nie lubił tych posępnych broda-i czy w niebieskich burnusach i ich kobiet z twarzami wiecznie ukrytymi pod kwefami, i ich dzieci… Stop. Przecież nie mieli dzieci. Wiktor dopiero teraz zauważył ten problem. Jak to możliwe? Wtedy przypomniał sobie Schopenhauera, który powiedział kiedyś, że gdyby ludzie żyli wiecznie, to nie musieliby rodzić dzieci. Beduini — rasa nieśmiertelnych. Ciekawa hipoteza. Żebym tylko nie zapomniał podzielić się nią z Golemem…

Obok Wiktora dumnie przemaszerowała piątka szczeniaków w safari — czwórka chłopców i jedna dziewczynka, wszyscy około szesnastki, wszyscy zadziwiająco czyści, świeżutcy, rumiani i emanujący chłodem, jak gdyby dopiero wrócili z mrozu. Selena powitała ich uniesioną lewą ręką z zaciśniętą pięścią; odpowiedzieli tym samym, a Chafiis wyprostował się, odrzucił do tyłu głowę, a w jego zmrużonych powiekach pojawiła się czarna nienawiść. Był to tak mocny emocjonalny promień, strumień promieni, że Wiktor fizycznie odczuł jego palącą siłę odbitą od rześkich dzieciaczków szturmowców. Przestraszył się. Taką nienawiść w oczach widział tylko na wojnie, a takich wyrostków w ogóle nigdy w życiu nie widział. I nie wiedział już, kto jest mu bardziej obcy: Beduini bez dzieci, czy dzieci, które odrzuciły rodziców. A przecież w tej niepojętej formacji na placu maszerował i jego wnuk August, syn Irmy.

Poczuł, że umrze, jeśli się nie napije, ale termos został w rozbitym citroenie. Czyli będzie musiał wytrzymać do miasta.

Kierowca nie był Beduinem, ale cierpiał na patologiczną nierozmowność. Wiktor, otrzymawszy kilka odpowiedzi typu „tak, nie, nie wiem”, zapadł w drzemkę. Kolumna czołgów już przemaszerowała i nad pustą drogą w upalnym drżącym powietrzu zawisła cisza.

5

Ciężki lepki sen przerwał jakiś przeraźliwy wrzask. Wiktor gwałtownie podniósł się, zrzucając na podłogę zupełnie już suche, gorące prześcieradło, kilka sekund siedział na łóżku, czekając, aż minie zawrót głowy i sprzed oczu opadnie żółta mgła, a potem wytarł dłonią pot z nosa i wstał, żeby podejść do okna.

Na podwórku walczyły koty. Właściwie przygotowywały się do walki. Dwa otrzaskane syjamy z wygiętymi grzbietami i z zadziwiająco nastroszonymi czarnymi ogonami na przemian darły się na siebie niskimi, nieprzyjemnymi, niemal ludzkimi głosami. Jeden nie był stuprocentowo rasowy: białe plamki na łapkach i szaro-niebieskawy pysk zdradzały domieszkę plebejskiej krwi. Drugi — wzorcowy przedstawiciel rasy — wyglądał jak kot domowy, a może i był domowy, i Wiktor w duchu postawił na niego. Jednakże pojedynek nie odbył się. Na podwórku pojawił się trzeci kot, też niby syjamski, ale prawie czarny, wielkogłowy i w ogóle ogromny — te dwa wydawały się przy nim niemal kociętami.

— M-m-m-a-a-o — rzucił z godnością ten trzeci, a pozostałe dwa błyskawicznie prysnęły w przeciwne strony.

Surrealistyczna scena — pomyślał Wiktor. Skąd się wzięło tyle tej tajlandzkiej zwierzyny?

Przypomniał sobie, jak wiele lat temu w tym właśnie mieście Beduin wyprowadził na ulicę syjamskiego kociaka na smyczy i jak zebrał się tłum gapiów. Takiego kota miejscowi jeszcze nie widzieli, a jedna dziewczynka zapytała nawet:

— Ojej, co to jest, małpka?

Teraz podwórzowe syjamskie koty stały się wizytówką miasta. Mieszkały we wszystkich piwnicach, na wszystkich śmietnikach, razem z rudymi, czarno-białymi i pręgowanymi, ale niebieskookich, egzotycznych pięknisiów było nieporównanie więcej. Szybciej się rozmnażały? Czy cechy ich rasy — jak to uczyli w szkole — były dominujące? Kotów zresztą w mieście było strasznie dużo. Wyłapały wszystkie myszy, nawet praktycznie wytępiły szczury, zostawiwszy resztki psom, a ludzie jeszcze gadali, że niedługo wymrą wróble — syjamczyki nadzwyczaj zręcznie na nie polowały.

Wiktor wyjął z lodówki tonik w dużej plastikowej butelce, chlusnął do szklanki i zerknął na zegarek. Sjesta się skończyła. Czas na Teddy’ego. A przy okazji — strasznie chce mu się jeść. Mimo upału. Chyba dzisiaj w końcu nie zdążył zjeść śniadania.

Zamówię lodowaty chłodnik, pomyślał i przymknął marzycielsko powieki, i marynowane minogi, i grzyby, i mięso po gwatemalsku…

Przy starym stoliku siedział całkiem jeszcze trzeźwy Kwa-dryga, a obok niego Anton Dumbel w eleganckich białych spodniach i białej koszuli z krótkimi rękawami, z kieszonkami i pagonami. Wyglądał dzisiaj jak gubernator wyspy Borneo, choć do jego muskularnych opalonych rąk bardzo pasowałby ciężki mauser, który wieńczyłby widok. Jak równie dobrze by wyglądali po jego bokach dwaj rośli Murzyni z automatami. Jednakże gubernator wyspy Borneo był obecnie nastawiony pokojowo, sączył w wysokiej szklanki coś gazowanego i chłodzącego, w zamyśleniu patrzył na spoconą szklankę czy to koniaku, czy whisky.

— Dzień dobry, Antonie. — Wiktor postanowił się z nim po-droczyć. — Dlaczego nie jest pan na miejscu wydarzeń?

— Jakich wydarzeń? — niewinnie zapytał Anton.

— Jak to: wokół Obozu zgromadziła się potężna technika bojowa…

— Aaa — rzekł Anton. — To nie moje kompetencje.

— Jak to? Czyż inspektor do spraw narodowości nie powinien być tam, gdzie konflikt narodowościowy przeradza się w zbrojny?

Anton przyjrzał się Wiktorowi, wychylił zawartość kieliszka, głośno odetchnął (sądząc po zapachu, był to jednak koniak) i zapytał:

— Wie pan, dlaczego przegraliśmy Ostatnią Wojnę?

— Pewnie dlatego, że nie była ostatnia — szybko powiedział Wiktor, jak gdyby była to jedyna możliwa i wcześniej przygotowana odpowiedź w zgadywance.

— Ciekawa opinia — stwierdził Anton. Nagle włączył się Kwadryga:

— A dlaczego właściwie uważacie, że ją przegraliśmy? Anton na chwilę stracił rezon.

— N-no… Taka jest powszechna opinia.

— Bo ja tak nie uważam — powiedział Kwadryga. I dodał: — Nie cierpię powszechnych opinii.

Anton nic nie powiedział, Wiktor na wszelki wypadek również. Kwadryga ciągnął:

— Podczas Ostatniej Wojny malowałem sceny batalistyczne. Z natury. Skądś znam pańską twarz, panie Dumbel. Nie spotkaliśmy się na froncie? Nie?

— Nie — odparł Dumbel. — Mnie tam nie było.

— Piję za zwycięzców Ostatniej Wojny! — dwuznacznie oświadczył Kwadryga i uniósł szklaneczkę ze schłodzonym rumem.

— Chce pan jednak usłyszeć, Wiktorze, dlaczego przegraliśmy tę wojnę?

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)