Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
- Автор: Хайнлайн Роберт Энсон
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-05202-43-9
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:
Margrethe przyszła z tym prosto do mnie.
— Alec, co mam zrobić? Napiwki były głównym źródłem mojego dochodu na „Konge Knut” i nikt mi się nie kazał nimi z nikim dzielić. Czy ona ma prawo mi to nakazać?
Powiedziałem jej, żeby nie oddawała napiwków „seniorze”, lecz powiedziała jej, że porozmawiamy z nią po skończeniu pracy.
Sytuacja „peóna” ma jeden plus — nie mogą cię wylać z roboty, gdy pokłócisz się z szefem. To znaczy, rzecz jasna, można było nas wywalić, ale państwo Valera straciliby przez to około dziesięciu tysięcy peso, które w nas zainwestowali.
Pod koniec dnia wiedziałem już dokładnie, co mam powiedzieć i w jaki sposób mam to zrobić — to jest w jaki sposób Margrethe ma to zrobić, ponieważ musiał upłynąć jeszcze miesiąc, zanim wchłonąłem dostateczną dawkę hiszpańskiego, aby nawiązać choć minimalną konwersację.
— Drodzy państwo, nie rozumiemy tego zakazu przyjmowania podarunków. Chcemy porozmawiać z sędzią, aby zapytać go, czy nasz kontrakt tego wymaga.
Tak jak się spodziewałem, nie mieli ochoty na rozmowę z sędzią na ten temat. Mieli prawo do pracy Margrethe, ale nie do pieniędzy, danych jej przez osoby trzecie.
To nie zamknęło sprawy. Seniora Valera była tak rozgniewana, że byle kelnerka odważyła się jej przeciwstawić, iż wywiesiła napis: „NO PROPINAS — ŻADNYCH NAPIWKÓW, jak również umieściła podobne napisy w jadłospisach.
„Peónes” nie mogą strajkować. W restauracji pracowało jednak jeszcze pięć kelnerek, z których dwie były córkami Amandy. Tego samego dnia, gdy Seniora Valera zakazała napiwków, stwierdziła, że ma tylko jedną kelnerkę i nikogo do pracy w kuchni. Poddała się. Jestem jednak pewien, że nigdy nam tego nie wybaczyła.
Don Jaime traktował nas jak swoich pracowników, jego żona jak niewolników. Wbrew staremu powiedzeniu o „niewolnikach na pensji”, różnica jest olbrzymia. Gdyż oboje staraliśmy się być lojalnymi pracownikami spłacając jednocześnie swój dług, ale absolutnie nie zgadzaliśmy się zostać niewolnikami. Chyba podpadliśmy Seniorze Valera.
Wkrótce po kłótni na temat napiwków Margrethe doszła do wniosku, że „Seniora” myszkuje w naszej sypialni. Jeśli tak było, nie mieliśmy sposobu, aby ją powstrzymać. W drzwiach nie było zamka i mogła wejść do pokoju bez obawy, że zostanie nakryta, przez cały czas, gdy byliśmy zajęci pracą.
Zastanawiałem się nad założeniem pułapek, lecz Margrethe postawiła veto. Od tej pory po prostu trzymała pieniądze przy sobie. Najlepszym dowodem na to, co myśleliśmy o naszej chlebodawczyni było to, iż Margrethe uznała za konieczne zabezpieczyć się, aby nas nie okradała.
Nie pozwoliliśmy jednak seniorze Valera zmącić naszego szczęścia. Nie pozwoliliśmy też, aby nasz cokolwiek wątpliwy status jako „małżeństwa” popsuł nam nasz cokolwiek nietypowy miesiąc miodowy. Oczywiście popsułbym go sam, ponieważ zawsze miałem tę diabelską skłonność do roztrząsania spraw, których nie potrafiłem pojąć, lecz Margrethe jako osoba znacznie bardziej praktyczna ode mnie po prostu mi na to nie pozwoliła. Starałem się usprawiedliwić przed nią nasz związek, wskazując jej, że to nie Pismo Święte zabraniało poligamii, lecz jedynie współczesne prawa i zwyczaje, ucięła jednak moje wywody, mówiąc mi, że nie obchodzi jej, ile żon i konkubin miał król Salomon, i że nie traktuje jego ani żadnej innej postaci ze Starego Testamentu jako wzorca dla siebie. Jeśli nie chciałem z nią żyć, miałem to powiedzieć głośno i już!
Przymknąłem się. Niektóre problemy lepiej zostawić w spokoju, zamiast roztrząsać je za pomocą słów. Współczesna moda, aby wszystkie sprawy „przedyskutować”, przynosi równie często nowe problemy, jak ich rozwiązanie.
Jednak jej pogarda dla autorytetu Biblii w sprawie, czy jednemu mężczyźnie wolno mieć dwie żony, była tak ostra, że musiałem ją o to zapytać — nie o poligamię, gdyż unikałem drażliwej kwestii, lecz o to, jaki jest jej stosunek do autorytetu Pisma świętego w ogóle. Wytłumaczyłem jej, że kościół, w którym się wychowałem, wierzył w dosłowną interpretację — „cała Biblia, nie wybrane fragmenty”. Pismo było Słowem Bożym i należało traktować je dosłownie… wiedziałem jednak, iż inne kościoły sądziły, że należy przestrzegać raczej ducha niż litery… a niektóre z nich były nawet tak liberalne, że ledwie zwracały uwagę na Biblię. Wszystkie one jednak uważały się za chrześcijańskie.
— Margrethe, kochana, jako zastępca sekretarza towarzystwa Kościoły Zjednoczone na rzecz Obyczajności byłem w codziennym kontakcie z członkiem każdej protestanckiej sekty w kraju, a niekiedy stykałem się z księżmi katolickimi, dyskutując z nimi o sprawach, w których mogliśmy podjąć wspólne działania. Dowiedziałem się, że mój kościół nie ma monopolu na cnotę. Można nie mieć żadnego pojęcia o zasadach wiary, a mimo to być porządnym obywatelem i dobrym chrześcijaninem.
Zachichotałem, przypominając sobie pewne wydarzenie i ciągnąłem dalej:
— Albo na odwrót. Jeden z moich katolickich przyjaciół, ojciec Mahaffey, powiedział mi, że nawet ja mogę się prześliznąć do nieba, ponieważ Dobry Bóg w swej nieskończonej mądrości przyjął poprawki na ignorancję i przewrotność protestantów.
Ta rozmowa odbyła się we wtorek, nasz dzień wolny od pracy, jedyny dzień w tygodniu, gdy restauracja była nieczynna. W związku z tym znaleźliśmy się na szczycie „el Cerro de la Neveria” — „Wzgórza Lodówki”, gdzie urządziliśmy sobie piknik. Właśnie kończyliśmy obiad. Wzgórze leżało w centrum miasta — blisko „Pancho Villa”, lecz było sielankową oazą. Tubylcy nadal przestrzegali hiszpańskiego zwyczaju zamieniania wzgórz w parki, zamiast budować na nich domy.
Byliśmy w tym miejscu szczęśliwi…
— Moja droga, nigdy nie zamierzałem cię zwabić na łono mojego kościoła. Chcę jednak dowiedzieć się o tobie jak najwięcej. Nie wiem dokładnie, jakie kościoły działają w Danii. Chyba głównie luterański, ale czy Dania posiada kościół państwowy, jak niektóre inne kraje w Europie? W każdym razie powiedz mi, do jakiego kościoła należysz, czy jest on fundamentalistyczny, czy liberalny i jakie w ogóle masz zdanie na ten temat. Pamiętaj, co powiedział ojciec Mahaffey. Zgadzam się z nim. Nie uważam, aby mój kościół stanowił jedyną przepustkę do nieba.
Leżałem na wznak. Margrethe siedziała, trzymając się za podkurczone kolana i patrzyła w kierunku zachodnim, na morze. Z tego powodu twarz miała odwróconą ode mnie. Nie odpowiedziała na moje pytanie.