Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Zapadła cisza, nawet cesarz wstrzymał oddech.
— Każda z rzeczy, o której mówię i będę mówił, ma znaczenie — pierwszy Szczur kontynuował jak gdyby nigdy nic. — Każda powinna zostać zapamiętana i przeanalizowana. Musimy wiedzieć, co zaszło przy Lassie na polu bitwy między Wozakami a Se-kohlandczykami, a to wymaga pełnego obrazu sytuacji.
Znikł gdzieś śmieszny, chudy człowieczek z idiotycznymi szkiełkami na twarzy. Pojawił się naczelnik Wywiadu Wewnętrznego, szef budzącej największy strach i szacunek instytucji Imperium.
— Key’la Kalevenh urodziła się około dziesięciu lat temu, dokładnej daty nie znamy, Wozacy nie wyznają Baelta’Mathran, nasi kapłani Laal Szarowłosej traktują zaś Verdanno jak odszczepieńców, ze względu na tę ich obsesję niedosiadania koni, więc jej urodziny nie zostały odnotowane w księgach żadnej świątyni. O ojcu wiemy niewiele. Dobry kowal, jeden z najlepszych w okolicy, miał świetne kontakty z armią i Laskolnykiem. Ćwierć wieku temu był En’leydem jednej z większych karawan w czasie Krwawego Marszu, gdy Wozacy uciekali ze swojej ziemi, masakrowani przez Se-kohlandczyków. En’leyd, czyli Oko Węża, oznacza dowódcę w czasie wojennego marszu. W naszej armii byłby to co najmniej stopień starszego pułkownika, choć w tym przypadku raczej pełnego generała. O matce nie wiemy praktycznie nic, choć podejrzewamy, że to z jej strony Key’la odziedziczyła talent.
Gentrell kątem oka dostrzegł, że cesarz kiwa potakująco głową. Te informacje nie były dla niego nowością. Eusewenia tylko patrzyła. Tak beznamiętnie, jakby obserwowała ciasto rosnące w kadzi. Pierwszy Szczur ciągnął dalej:
— Talent magiczny, oczywiście. Nie wiemy, czy byłaby uzdolniona w posługiwaniu się aspektami, czy raczej w jakiejś odmianie plemiennej magii, ale wiele wskazuje, że prędzej czy później jej talent rozbłysnąłby i został zauważony. Nie wychowywała się jednak w jednym z wozackich obozów, gdzie któryś z czarowników mógłby szybko zwrócić na nią uwagę, urodziła się i dorastała w niewielkim miasteczku, które ma tylko jednego maga. A Panse Weilhorn nie rozpoznałby utalentowanego dziecka, nawet gdyby wokół zaczęły latać skrzydlate świnie. To tylko zwykły, wiejski czarodziej. Poza tym — uniesieniu palca Szczura towarzyszyło uniesienie brwi — po pierwsze, takie rzeczy zdarzają się przeważnie w okresie dojrzewania, więc Key’la była za młoda, by się zdradzić czymś spektakularnym. A po drugie, Uroczysko przy mieście wprowadza zamęt wśród aspektów, niewielki, ale na tyle istotny, by ukryć jej obecność.
Luwo-asw-Nodares posłał Suce szeroki uśmiech.
— Ja nie podaję nieistotnych informacji, hrabino. Oczywiście to wszystko tylko spekulacje, wiele jednak wskazuje na to, że na se-kohlandzkich hakach, na polu krwawej bitwy, w towarzystwie plemiennych duchów Sahrendey i setek, a później tysięcy dusz przemocą wydartych z ciał, zawisło dziecko zdolne sięgać po Moc. Jak powiedziałem, jej talent wcześniej się nie ujawnił, lecz to nie ma znaczenia. Wszyscy wiemy, że czasem talent do posługiwania się magią budzi się gwałtownie, w mgnieniu oka, często w trakcie jakichś intensywnych przeżyć. Duchy przyszły do niej, zaciekawione, zagniewane albo szukające nowego ciała. A ona, coraz bliższa śmierci, zaczęła się na nie otwierać. Zapewne widziała coś, co uznała za majaki, początek obłędu, może nawet próbowała z tymi duchami rozmawiać… Nie wiem. Wiem jednak, że cały proces został przerwany przez oddział Górskiej Straży pod dowództwem porucznika Kennetha-Lyw-Darawyta z Szóstej Kompanii Szóstego Pułku z Belenden. Jednej z tych, które na prośbę dowództwa Regimentu Wschodniego wysłano w Olekady w celu wsparcia tamtejszych oddziałów.
Eusewenia zmrużyła oczy.
— To ta sama kompania, która przeprowadziła Verdanno przez góry?
— Oczywiście, że nie. Wozacy Verdanno zbuntowali się i sami znaleźli przejście, a nasza kompania w sile kilkudziesięciu żołnierzy nie miała szans, by ich powstrzymać.
Ostatnie dwa zdania zostały wypowiedziane tak protekcjonalnym tonem, że dałoby się nimi upokorzyć połowę średniej wielkości miasta. Ale Pierwsza wśród imperialnych Ogarów nie dała się sprowokować.
— Czyli to oni. Ci sami, którzy oddali w ręce Szczurów… nazywajmy ją dalej Laiwą-son-Baren, bliźniaczkę tajemniczej niewolnicy, dzięki której Yawenyr odzyskał siły i mógł poprowadzić wojska przeciw Wozakom. A my nie możemy tej kobiety przesłuchać.
Gentrell prawie się uśmiechnął. Suka nigdy nie odpuszczała. Nigdy.
Luwo potwierdził.
— Tak. Tę samą osobę, związaną w jakiś sposób z chłopcem, który zgodnie z zeznaniami strażników posiadł umiejętność przechodzenia między naszym światem a Mrokiem. Podobnie zresztą jak grupki dziwnych zabójców odpowiedzialnych za mordy w Olekadach. To również wiemy z zeznań porucznika Szóstej Kompanii i jego ludzi, a traktujemy te informacje, wraz z danymi pozyskanymi od fałszywej hrabianki i kilku innych osób, jako wyjątkowo wiarygodne. Niestety dowództwo Górskiej Straży odmówiło przekazania nam tych żołnierzy na stałe. A rozkazy jego wysokości w sprawie armii są jasne.
— I takie pozostaną. Ta kompania jest dość sławna, a wy nie będziecie robić niczego, co może osłabić lojalność żołnierzy. Zwłaszcza Wessyrczyków. A tak między nami mówiąc, droga hrabino — cesarz wstał energicznie z krzesła i mimo iż wcale nie należał do wysokich mężczyzn, w komnacie zrobiło się nagle jakby ciasno — czy nie rzucają ci się w oczy pewne prawidłowości? Pochodzący z innego miejsca Wszechrzeczy zabójcy z Olekadów, których coś łączyło z zagadkową hrabianką, której siostra bliźniaczka leczyła samego Yawenyra. Tajemniczy chłopiec, mogący otwierać przejście w Mrok, również związany z tą Laiwą, o którym wiemy tylko, że walczył i zabijał morderców z gór. I który opiekował się Key’lą Kalevenh, choć na litość Wielkiej Pani, nie mamy pojęcia, jakim cudem się z nią związał.