Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Luwo chrząknął.
— Wasza Wysokość pozwoli? Onelia Umbra. Takie imię podała fałszywa hrabianka jako własne… więc Onelia Umbra powiedziała nam, że ten chłopiec to jej brat. Nie rodzony, tylko przyrodni, mieli tego samego ojca. Oboje należeli do jednego wezure’h, to określenie chyba obejmuje ród albo większą wspólnotę, z której pochodzą. On miał być jej strażnikiem i obrońcą. Kanaloo, takiej nazwy użyła, i jeśli dobrze rozumiemy zależność między nimi, więzi łączące ją z chłopcem miały być silniejsze niż śmierć. Ale, po pierwsze, porzuciła go kilka lat temu, nim ukończył trening, a raczej tresurę, a po drugie, próbowała go zabić.
— To powinno zerwać każdą więź.
— Najpewniej, panie. Przypuszczamy, choć to tylko spekulacje, że Key’la spotkała go rannego w górach i z jakichś nieznanych powodów zaopiekowała się nim.
Nieznanych? Gentrell ledwo powstrzymał się od wymownego przewrócenia oczyma. Czasem w tej robocie zapominało się, że świat to nie tylko spiski kanalii opętanych rządzą władzy i pieniędzy. Nie tylko fałsz, obłuda, podwójni agenci, noże w plecach i trucizna w każdym kielichu. Żyją na nim też ludzie, którzy zabierają do domu ranne ptaki, nie żeby je zjeść, lecz leczyć im skrzydła.
Cesarz też patrzył na Luwo-asw-Nodaresa, jakby nie wiedział, czy ten sobie z niego kpi. Wreszcie machnął ręką i odwrócił się do Eusewenii.
— Widzi pani, hrabino. Jeśli pójdziemy tym tropem, jak po sznurku trafimy na węzeł, z którego rozchodzą się kolejne ślady. A od nich jeszcze inne. Aż otrzymamy to.
Narysował w powietrzu kilka linii.
— Pajęczynę. Sieć powiązań. Mordercy z gór, fałszywa hrabianka, chłopak potrafiący zabijać ludzi gołymi rękami, tajemnicza niewolnica Yawenyra. I wszyscy oni dysponują umiejętnościami, które zatrważają naszych najpotężniejszych magów. Przechodzą w Mrok, mieszają ludziom w pamięci, przywracają życie półmartwym starcom. A pośrodku tej pajęczyny między Olekadami a Wielkimi Stepami rozgrywa się bitwa, w czasie której pewne dziecko omal nie zostaje ana’bogiem. Po to, do cholery, wprowadziliśmy Wielki Kodeks, po to zabroniliśmy używania magii innej niż aspektowana, żeby zminimalizować zagrożenie takiego wydarzenia. Przynajmniej w pobliżu naszych granic. A poza nimi Nieśmiertelni też pilnują, by do tego nie dochodziło, bo nie można żyć w świecie, w którym co chwila pojawia się nowe bóstwo.
Trzeci Szczur Imperium rozumiał już dobrze, dlaczego spotkanie odbywa się w tym zamku. Grube mury zewnętrzne, grube ściany, w których z pewnością nie ukryto tajemnych przejść i kryjówek do podsłuchiwania, strażnicy i służba dobrani spośród najbardziej zaufanych… W całym Meekhanie były może ze dwa tuziny ludzi, którzy znali lub domyślali się tego, że Wielki Kodeks chroni nie tylko przed chaosem związanym z nieaspektowaną magią, demonami i opętaniami, lecz również przed nieustannym pojawianiem się nowych półboskich bytów. On sam dowiedział się o tym przed pięcioma laty, gdy zaczęła się cała ta historia z Glewwen-On. Nadal pamiętał pierwszą myśl, która wykluła mu się wtedy w głowie. „Dla bogów Wielki Kodeks jest równie przydatny jak dla ludzi. Dzięki niemu Nieśmiertelni nie muszą co chwila walczyć z nowymi pretendentami do własnych tronów”.
Luwo chrząknął.
— Z całym szacunkiem, Wasza Wysokość. Onelia Umbra twierdzi, że działania morderców z gór nie miały nic wspólnego z Verdanno i bitwą nad Lassą. Chodziło tylko o to, że ścigano ją i innych uciekinierów.
— A ty jej uwierzyłeś?
— Przesłuchiwaliśmy ją przeszło miesiąc. Dzięki jej wskazówkom odnaleziono i schwytano osiem osób z tych, na które polowali mordercy z Olekadów i które zdołały przeżyć. Jak na razie. Wszystkie potwierdziły jej opowieść. To uciekinierzy z miejsca, które najpewniej znajduje się poza Mrokiem. By się tu dostać, użyli potwornej magii, w której wyniku zginęło wielu naszych ludzi. Później próbowali ukryć się w Olekadach. Rozproszyć i zniknąć. Ale to nie wystarczyło. Ktoś nakazał wytropić ich i zabić…
— Znam raporty. — Cesarz przerwał Pierwszemu niecierpliwym gestem, a Gentrell poczuł się jak głodny szczur, któremu sprzed nosa zwinięto właśnie wielki kawał soczystej szynki. Informacje. Tajemnice. Wiedza. Mimowolnie oblizał wargi. Do cholery, po co go tutaj sprowadzono? Na tortury?
— Odbiegliśmy od tematu, Luwo. Key’la Kalevenh najpewniej przeżyła. W pogorzelisku po spalonym wozie nie znaleziono żadnych szczątków ani jej, ani tego chłopca, z którym przebywała. A szukano, choćby na relikwie. Przypominam też, że chłopak zdołał przerzucić przez granicę Mroku pół kompanii piechoty. Moim zdaniem zabrał ją właśnie tam.
— Zgadzam się, panie. Kazałem nawet przeprowadzić odpowiedni eksperyment. Na wozie wyładowanym drewnem i pojemnikami z oliwą położyliśmy dwójkę dzieci i podpaliliśmy go. W popiele zostały kości. Dało się nawet zidentyfikować, które należały do dziewczy…
Luwo-asw-Nodares przerwał pod ciężarem trzech par spojrzeń.
— Och, na litość Pani. To były martwe dzieci jakichś nędzarzy. Mamy dostęp do miejskiej kostnicy, gdzie trafiają zwłoki grzebane później na koszt państwa. Nieważne. Zakładając, że Key’la i jej opiekun trafili w Mrok, podjęliśmy już działania, by ich stamtąd wydostać.
Gentrell chrząknął.
— Nawet jeśli tam trafili, minęło już sporo czasu. Czytałem relację z wędrówki Szóstej Kompanii. Brak schronienia, trudno dostępna woda, no i żadnej żywności.
— Panna Umbra jest pewna, że jej kanaloo potrafi sobie poradzić w Mroku. Zapewnia nas, że do tego został stworzony. Być może nie zdołałby znaleźć wody i żywności dla kilkudziesięciu ludzi, ale dla dwójki, owszem. Jej… rodacy znają Mrok lepiej niż my. Zapuszczają się tam częściej. Onelia zapewnia, że nie jest to tak martwy świat, jak można by sądzić z raportu żołnierzy. Szósta trafiła po prostu na teren zniszczony wielkim kataklizmem. Jeśli Key’li nie spotkała żadna zła przygoda, jest szansa, że wciąż żyje.