Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 210
Перейти на страницу:

Luwo chrząk­nął.

— Wa­sza Wy­so­kość po­zwo­li? One­lia Um­bra. Ta­kie imię po­da­ła fał­szy­wa hra­bian­ka jako wła­sne… więc One­lia Um­bra po­wie­dzia­ła nam, że ten chło­piec to jej brat. Nie ro­dzo­ny, tyl­ko przy­rod­ni, mie­li tego sa­me­go ojca. Obo­je na­le­że­li do jed­ne­go we­zu­re’h, to okre­śle­nie chy­ba obej­mu­je ród albo więk­szą wspól­no­tę, z któ­rej po­cho­dzą. On miał być jej straż­ni­kiem i obroń­cą. Ka­na­loo, ta­kiej na­zwy uży­ła, i je­śli do­brze ro­zu­mie­my za­leż­ność mię­dzy nimi, wię­zi łą­czą­ce ją z chłop­cem mia­ły być sil­niej­sze niż śmierć. Ale, po pierw­sze, po­rzu­ci­ła go kil­ka lat temu, nim ukoń­czył tre­ning, a ra­czej tre­su­rę, a po dru­gie, pró­bo­wa­ła go za­bić.

— To po­win­no ze­rwać każ­dą więź.

— Naj­pew­niej, pa­nie. Przy­pusz­cza­my, choć to tyl­ko spe­ku­la­cje, że Key’la spo­tka­ła go ran­ne­go w gó­rach i z ja­kichś nie­zna­nych po­wo­dów za­opie­ko­wa­ła się nim.

Nie­zna­nych? Gen­trell le­d­wo po­wstrzy­mał się od wy­mow­ne­go prze­wró­ce­nia oczy­ma. Cza­sem w tej ro­bo­cie za­po­mi­na­ło się, że świat to nie tyl­ko spi­ski ka­na­lii opę­ta­nych rzą­dzą wła­dzy i pie­nię­dzy. Nie tyl­ko fałsz, ob­łu­da, po­dwój­ni agen­ci, noże w ple­cach i tru­ci­zna w każ­dym kie­li­chu. Żyją na nim też lu­dzie, któ­rzy za­bie­ra­ją do domu ran­ne pta­ki, nie żeby je zjeść, lecz le­czyć im skrzy­dła.

Ce­sarz też pa­trzył na Luwo-asw-No­da­re­sa, jak­by nie wie­dział, czy ten so­bie z nie­go kpi. Wresz­cie mach­nął ręką i od­wró­cił się do Eu­se­we­nii.

— Wi­dzi pani, hra­bi­no. Je­śli pój­dzie­my tym tro­pem, jak po sznur­ku tra­fi­my na wę­zeł, z któ­re­go roz­cho­dzą się ko­lej­ne śla­dy. A od nich jesz­cze inne. Aż otrzy­ma­my to.

Na­ry­so­wał w po­wie­trzu kil­ka li­nii.

— Pa­ję­czy­nę. Sieć po­wią­zań. Mor­der­cy z gór, fał­szy­wa hra­bian­ka, chło­pak po­tra­fią­cy za­bi­jać lu­dzi go­ły­mi rę­ka­mi, ta­jem­ni­cza nie­wol­ni­ca Yawe­ny­ra. I wszy­scy oni dys­po­nu­ją umie­jęt­no­ścia­mi, któ­re za­trwa­ża­ją na­szych naj­po­tęż­niej­szych ma­gów. Prze­cho­dzą w Mrok, mie­sza­ją lu­dziom w pa­mię­ci, przy­wra­ca­ją ży­cie pół­mar­twym star­com. A po­środ­ku tej pa­ję­czy­ny mię­dzy Ole­ka­da­mi a Wiel­ki­mi Ste­pa­mi roz­gry­wa się bi­twa, w cza­sie któ­rej pew­ne dziec­ko omal nie zo­sta­je ana’bo­giem. Po to, do cho­le­ry, wpro­wa­dzi­li­śmy Wiel­ki Ko­deks, po to za­bro­ni­li­śmy uży­wa­nia ma­gii in­nej niż aspek­to­wa­na, żeby zmi­ni­ma­li­zo­wać za­gro­że­nie ta­kie­go wy­da­rze­nia. Przy­naj­mniej w po­bli­żu na­szych gra­nic. A poza nimi Nie­śmier­tel­ni też pil­nu­ją, by do tego nie do­cho­dzi­ło, bo nie moż­na żyć w świe­cie, w któ­rym co chwi­la po­ja­wia się nowe bó­stwo.

Trze­ci Szczur Im­pe­rium ro­zu­miał już do­brze, dla­cze­go spo­tka­nie od­by­wa się w tym zam­ku. Gru­be mury ze­wnętrz­ne, gru­be ścia­ny, w któ­rych z pew­no­ścią nie ukry­to ta­jem­nych przejść i kry­jó­wek do pod­słu­chi­wa­nia, straż­ni­cy i służ­ba do­bra­ni spo­śród naj­bar­dziej za­ufa­nych… W ca­łym Me­ekha­nie były może ze dwa tu­zi­ny lu­dzi, któ­rzy zna­li lub do­my­śla­li się tego, że Wiel­ki Ko­deks chro­ni nie tyl­ko przed cha­osem zwią­za­nym z nie­aspek­to­wa­ną ma­gią, de­mo­na­mi i opę­ta­nia­mi, lecz rów­nież przed nie­ustan­nym po­ja­wia­niem się no­wych pół­bo­skich by­tów. On sam do­wie­dział się o tym przed pię­cio­ma laty, gdy za­czę­ła się cała ta hi­sto­ria z Glew­wen-On. Na­dal pa­mię­tał pierw­szą myśl, któ­ra wy­klu­ła mu się wte­dy w gło­wie. „Dla bo­gów Wiel­ki Ko­deks jest rów­nie przy­dat­ny jak dla lu­dzi. Dzię­ki nie­mu Nie­śmier­tel­ni nie mu­szą co chwi­la wal­czyć z no­wy­mi pre­ten­den­ta­mi do wła­snych tro­nów”.

Luwo chrząk­nął.

— Z ca­łym sza­cun­kiem, Wa­sza Wy­so­kość. One­lia Um­bra twier­dzi, że dzia­ła­nia mor­der­ców z gór nie mia­ły nic wspól­ne­go z Ver­dan­no i bi­twą nad Las­są. Cho­dzi­ło tyl­ko o to, że ści­ga­no ją i in­nych ucie­ki­nie­rów.

— A ty jej uwie­rzy­łeś?

— Prze­słu­chi­wa­li­śmy ją prze­szło mie­siąc. Dzię­ki jej wska­zów­kom od­na­le­zio­no i schwy­ta­no osiem osób z tych, na któ­re po­lo­wa­li mor­der­cy z Ole­ka­dów i któ­re zdo­ła­ły prze­żyć. Jak na ra­zie. Wszyst­kie po­twier­dzi­ły jej opo­wieść. To ucie­ki­nie­rzy z miej­sca, któ­re naj­pew­niej znaj­du­je się poza Mro­kiem. By się tu do­stać, uży­li po­twor­nej ma­gii, w któ­rej wy­ni­ku zgi­nę­ło wie­lu na­szych lu­dzi. Póź­niej pró­bo­wa­li ukryć się w Ole­ka­dach. Roz­pro­szyć i znik­nąć. Ale to nie wy­star­czy­ło. Ktoś na­ka­zał wy­tro­pić ich i za­bić…

— Znam ra­por­ty. — Ce­sarz prze­rwał Pierw­sze­mu nie­cier­pli­wym ge­stem, a Gen­trell po­czuł się jak głod­ny szczur, któ­re­mu sprzed nosa zwi­nię­to wła­śnie wiel­ki ka­wał so­czy­stej szyn­ki. In­for­ma­cje. Ta­jem­ni­ce. Wie­dza. Mi­mo­wol­nie ob­li­zał war­gi. Do cho­le­ry, po co go tu­taj spro­wa­dzo­no? Na tor­tu­ry?

— Od­bie­gli­śmy od te­ma­tu, Luwo. Key’la Ka­le­venh naj­pew­niej prze­ży­ła. W po­go­rze­li­sku po spa­lo­nym wo­zie nie zna­le­zio­no żad­nych szcząt­ków ani jej, ani tego chłop­ca, z któ­rym prze­by­wa­ła. A szu­ka­no, choć­by na re­li­kwie. Przy­po­mi­nam też, że chło­pak zdo­łał prze­rzu­cić przez gra­ni­cę Mro­ku pół kom­pa­nii pie­cho­ty. Moim zda­niem za­brał ją wła­śnie tam.

— Zga­dzam się, pa­nie. Ka­za­łem na­wet prze­pro­wa­dzić od­po­wied­ni eks­pe­ry­ment. Na wo­zie wy­ła­do­wa­nym drew­nem i po­jem­ni­ka­mi z oli­wą po­ło­ży­li­śmy dwój­kę dzie­ci i pod­pa­li­li­śmy go. W po­pie­le zo­sta­ły ko­ści. Dało się na­wet zi­den­ty­fi­ko­wać, któ­re na­le­ża­ły do dziew­czy…

Luwo-asw-No­da­res prze­rwał pod cię­ża­rem trzech par spoj­rzeń.

— Och, na li­tość Pani. To były mar­twe dzie­ci ja­kichś nę­dza­rzy. Mamy do­stęp do miej­skiej kost­ni­cy, gdzie tra­fia­ją zwło­ki grze­ba­ne póź­niej na koszt pań­stwa. Nie­waż­ne. Za­kła­da­jąc, że Key’la i jej opie­kun tra­fi­li w Mrok, pod­ję­li­śmy już dzia­ła­nia, by ich stam­tąd wy­do­stać.

Gen­trell chrząk­nął.

— Na­wet je­śli tam tra­fi­li, mi­nę­ło już spo­ro cza­su. Czy­ta­łem re­la­cję z wę­drów­ki Szó­stej Kom­pa­nii. Brak schro­nie­nia, trud­no do­stęp­na woda, no i żad­nej żyw­no­ści.

— Pan­na Um­bra jest pew­na, że jej ka­na­loo po­tra­fi so­bie po­ra­dzić w Mro­ku. Za­pew­nia nas, że do tego zo­stał stwo­rzo­ny. Być może nie zdo­łał­by zna­leźć wody i żyw­no­ści dla kil­ku­dzie­się­ciu lu­dzi, ale dla dwój­ki, ow­szem. Jej… ro­da­cy zna­ją Mrok le­piej niż my. Za­pusz­cza­ją się tam czę­ściej. One­lia za­pew­nia, że nie jest to tak mar­twy świat, jak moż­na by są­dzić z ra­por­tu żoł­nie­rzy. Szó­sta tra­fi­ła po pro­stu na te­ren znisz­czo­ny wiel­kim ka­ta­kli­zmem. Je­śli Key’li nie spo­tka­ła żad­na zła przy­go­da, jest szan­sa, że wciąż żyje.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)