Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
Wszystko to trwało dwa, może trzy uderzenia serca. Gdy uniósł wzrok, napotkał dwa uważne, taksujące spojrzenia. Jedno z nich okraszone uśmiechem.
— Właśnie to zawsze w nim podziwiałem, hrabino. Zaakceptował fakty i podjął decyzję o schwytaniu lub zabiciu tej dziewczynki w czasie krótszym, niż większość ludzi zapytałaby z głupią miną „Ale że jak?”.
Uśmiech cesarza znikł.
— Ona musi przeżyć. Bezwzględnie. Jeśli Pierwszy Szczur się nie myli, być może jest najważniejszą osobą tego stulecia. Zresztą, Luwo powinien już tu być…
Drzwi uchyliły się bezdźwięcznie i lokaj zaanonsował.
— Hrabia Luwo-asw-Nodares, Naczelnik Wywiadu Wewnętrznego.
Oboje, Suka i Pierwszy Szczur, nosili tytuły hrabiowskie, co bardzo ułatwiało im poruszanie się w zhierarchizowanym świecie meekhańskiej arystokracji. Oba tytuły należały do starych, lecz mało znanych rodów, wegetujących gdzieś na obrzeżu Imperium, a nawet jeśli ktoś pamiętałby, że Luwo-asw-Nodares urodził się jako syn drobnego kupca, to setka wyglądających na autentyczne pergaminów zadałaby kłam jego pamięci. Gentrell również mógłby sobie sprawić podobne dokumenty, ale rola Trzeciego nie wymagała aż takich poświęceń. Wolał swój prawdziwy tytuł szlachecki, choć od lat nie afiszował się z monogramami na mankietach.
Pierwszy Szczur wszedł do sali szybkimi, drobnymi kroczkami. Na tę okazję ubrał się na czarno i to w dość obcisły strój, co dodatkowo podkreślało jego szczupłą sylwetkę. Gładko ogolony, z krzaczastymi brwiami sterczącymi niczym kępki trawy pod zaczesanymi na czoło włosami i ze szpiczastym nosem, na którym tkwiły dwa wypukłe kawałki szkła, przez co jego oczy wyglądały jak wielkie, czarne kulki, przypominał prawdziwego szczura.
Poczucie humoru Luwo-asw-Nodaresa miało korzenie w rejonach niedostępnych dla umysłów zwykłych śmiertelników.
— Wasza Wysokość. — Pierwszy ukłon skierowany był nieco w lewo od cesarza. — Hrabino, jak zawsze piękna. — Drugi minął Eusewenię z prawej. — Gentrell, mój chłopcze. — Jemu musiało wystarczyć uprzejme skinienie głowy. — Całe lata cię nie widziałem.
Właściwie to rozmawiali twarzą w twarz dwa miesiące temu, gdy Pierwszy omawiał z nim możliwą kampanię przeciw Ponkee-Laa, ale Gentrell wiedział, że owo roztargnienie to tylko element gierki na użytek Suki.
Odnotował też, że szef Szczurów nie okazał zdziwienia na widok posadzki pokrytej Szaleństwem Embrela. Wiedział o tym, czy też uważał to za nieistotny szczegół? To jednak nie było najważniejsze. Cesarz wspomniał o asw-Nodaresie – i ten w kilka chwil staje w drzwiach. Czy to było zaplanowane? Na dodatek to stwierdzenie – jeśli Pierwszy się nie myli? W czym?
— Zdejmij to z twarzy, Luwo. Wyglądasz głupio.
— Naprawdę, Wasza Wysokość? — Szkła zostały zawinięte w chustkę i znikły gdzieś za pazuchą Szczura. — To ma poprawiać wzrok starym ludziom. Taka prosta sztuczka naukowa zamiast kosztownej kuracji magią, która nie zawsze działa, miewa skutki uboczne i na którą niewielu stać. Zdumiewające jest to, że inne szkła pomagają tym, którzy widzą źle z bliska, a zupełnie inne tym, którzy widzą kiepsko z daleka.
Fascynacja nauką, problemami inżynieryjnymi i mechanicznymi zabawkami była jedną z niewielu słabości Pierwszego Szczura. Jeżeli o słabość można oskarżyć kogoś, kto obserwując pracę dźwigu na budowie, konstruuje bezdźwięczny mechanizm naciągu kuszy, który nawet dziecko obsłuży jedną ręką. Drużyny zabójców Szczurzej Nory nazywały to ulepszenie „luwarkiem”.
Eusewenia przyglądała się Pierwszemu z tą szczególną miną, z jaką kobiety patrzą na mężczyzn zanudzających je w trakcie przyjęcia opowieściami o swoich sukcesach na polowaniach. Gentrell nie dał się nabrać. Ona była w tym samym stopniu zdegustowana, w jakim Luwo-asw-Nodares niezręczny. Oboje tak bardzo starali się ukrywać swoje prawdziwe twarze, że gdyby ujrzeli się w lustrze bez maski, chyba wrzasnęliby z przerażenia.
Cesarz jednak raczył się zainteresować. A może po prostu dobrze wiedział, że Pierwszy nie robi niczego bez powodu.
— Interesująca ta twoja zabawka. Praktyczna?
— Cech szlifierzy odniósł już spore sukcesy w produkcji tych szkieł. I mimo że sprzedaje je dość drogo, zainteresowanie jest duże. Nawet średnio zamożny rzemieślnik zapłaci sporo, by móc dobrze widzieć i wciąż pracować… — naczelnik Nory zawiesił głos.
Kregan-ber-Arlens spojrzał na wybrzuszenie za pasem Szczura.
— Nowy podatek?
Nie ma to jak znaleźć rzecz, która stanie się ludziom na tyle niezbędna, że wkrótce nie będą mogli się bez niej obejść.
— Niewielki. Może dziesiąta część ceny, na początek. Na szlifierzy. I może nie od razu, dopiero za kilka lat, gdy cech wprawi się w produkcji tych szkieł, a ludzie będą chcieli kupować ich więcej. Polecam tę informację uwadze Waszej Wysokości.
Cesarz potaknął niedbale, a Gentrell mógł bez trudu wyobrazić sobie wielką księgę w jego głowie, w której pojawiła się odpowiednia notatka z adnotacją „ważne, zajrzeć za pięć lat”. Skurczybyk, niczego nie zapominał.
— Wróćmy do rzeczy. — Imperator usiadł swobodnie na krześle, założył nogę na nogę. — Key’la Kalevenh, hrabio. Co o niej wiemy?
— No tak, Key’la. Najmłodsza w rodzinie. Córka And’ewersa Kalevenha, kowala z Lithrew. To takie małe miasteczko około dwudziestu mil od Amerthy, tysiąc pięćset do dwóch tysięcy dusz, zależy, ilu pasterzy i członków wolnych czaardanów zatrzymuje się tam zimować. Na południe od miasteczka znajduje się Uroczysko, nieduże, bez nazwy, przeważnie nieaktywne i…
— Do rzeczy — Eusewenia przerwała mu w pół słowa, niecierpliwie. — Nie musimy wiedzieć, jakie bydło hodują w tamtejszej okolicy?
— Sahryjskie długorogie i nizinne z Olwe. Obie rasy dobrze znoszą ciężkie zimy i mogą długo przetrwać nawet na kiepskiej paszy, choć nie dają tyle mleka co północne bydło brązowe czy tyle mięsa co asuwer. Asuwerskie byki ważą po trzy tysiące funtów. Ale wschodnie bydło lubi wędrówki, więc idealnie nadaje się do wypasu na Stepach. Zresztą, sahryjskie przejęliśmy właśnie od koczowników. — Luwo-asw-Nodares wytrzymał wściekłe spojrzenie Suki z taką miną, jakby sama prosiła go o ten wykład. — A stwierdzenie naczelniczki Psiarni, że nie musi czegoś wiedzieć, budzi mój największy niepokój. Ogar, który stracił zainteresowanie podejmowaniem tropów, powinien przestać chadzać na polowania.