Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Każde martwe marzenie
Każde martwe marzenie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Każde martwe marzenie

Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:

Każde martwe marzenie
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 210
Перейти на страницу:

Wszyst­ko to trwa­ło dwa, może trzy ude­rze­nia ser­ca. Gdy uniósł wzrok, na­po­tkał dwa uważ­ne, tak­su­ją­ce spoj­rze­nia. Jed­no z nich okra­szo­ne uśmie­chem.

— Wła­śnie to za­wsze w nim po­dzi­wia­łem, hra­bi­no. Za­ak­cep­to­wał fak­ty i pod­jął de­cy­zję o schwy­ta­niu lub za­bi­ciu tej dziew­czyn­ki w cza­sie krót­szym, niż więk­szość lu­dzi za­py­ta­ła­by z głu­pią miną „Ale że jak?”.

Uśmiech ce­sa­rza znikł.

— Ona musi prze­żyć. Bez­względ­nie. Je­śli Pierw­szy Szczur się nie myli, być może jest naj­waż­niej­szą oso­bą tego stu­le­cia. Zresz­tą, Luwo po­wi­nien już tu być…

Drzwi uchy­li­ły się bez­dź­więcz­nie i lo­kaj za­anon­so­wał.

— Hra­bia Luwo-asw-No­da­res, Na­czel­nik Wy­wia­du We­wnętrz­ne­go.

Obo­je, Suka i Pierw­szy Szczur, no­si­li ty­tu­ły hra­biow­skie, co bar­dzo uła­twia­ło im po­ru­sza­nie się w zhie­rar­chi­zo­wa­nym świe­cie me­ekhań­skiej ary­sto­kra­cji. Oba ty­tu­ły na­le­ża­ły do sta­rych, lecz mało zna­nych ro­dów, we­ge­tu­ją­cych gdzieś na obrze­żu Im­pe­rium, a na­wet je­śli ktoś pa­mię­tał­by, że Luwo-asw-No­da­res uro­dził się jako syn drob­ne­go kup­ca, to set­ka wy­glą­da­ją­cych na au­ten­tycz­ne per­ga­mi­nów za­da­ła­by kłam jego pa­mię­ci. Gen­trell rów­nież mógł­by so­bie spra­wić po­dob­ne do­ku­men­ty, ale rola Trze­cie­go nie wy­ma­ga­ła aż ta­kich po­świę­ceń. Wo­lał swój praw­dzi­wy ty­tuł szla­chec­ki, choć od lat nie afi­szo­wał się z mo­no­gra­ma­mi na man­kie­tach.

Pierw­szy Szczur wszedł do sali szyb­ki­mi, drob­ny­mi krocz­ka­mi. Na tę oka­zję ubrał się na czar­no i to w dość ob­ci­sły strój, co do­dat­ko­wo pod­kre­śla­ło jego szczu­płą syl­wet­kę. Gład­ko ogo­lo­ny, z krza­cza­sty­mi brwia­mi ster­czą­cy­mi ni­czym kęp­ki tra­wy pod za­cze­sa­ny­mi na czo­ło wło­sa­mi i ze szpi­cza­stym no­sem, na któ­rym tkwi­ły dwa wy­pu­kłe ka­wał­ki szkła, przez co jego oczy wy­glą­da­ły jak wiel­kie, czar­ne kul­ki, przy­po­mi­nał praw­dzi­we­go szczu­ra.

Po­czu­cie hu­mo­ru Luwo-asw-No­da­re­sa mia­ło ko­rze­nie w re­jo­nach nie­do­stęp­nych dla umy­słów zwy­kłych śmier­tel­ni­ków.

— Wa­sza Wy­so­kość. — Pierw­szy ukłon skie­ro­wa­ny był nie­co w lewo od ce­sa­rza. — Hra­bi­no, jak za­wsze pięk­na. — Dru­gi mi­nął Eu­se­we­nię z pra­wej. — Gen­trell, mój chłop­cze. — Jemu mu­sia­ło wy­star­czyć uprzej­me ski­nie­nie gło­wy. — Całe lata cię nie wi­dzia­łem.

Wła­ści­wie to roz­ma­wia­li twa­rzą w twarz dwa mie­sią­ce temu, gdy Pierw­szy oma­wiał z nim moż­li­wą kam­pa­nię prze­ciw Pon­kee-Laa, ale Gen­trell wie­dział, że owo roz­tar­gnie­nie to tyl­ko ele­ment gier­ki na uży­tek Suki.

Od­no­to­wał też, że szef Szczu­rów nie oka­zał zdzi­wie­nia na wi­dok po­sadz­ki po­kry­tej Sza­leń­stwem Em­bre­la. Wie­dział o tym, czy też uwa­żał to za nie­istot­ny szcze­gół? To jed­nak nie było naj­waż­niej­sze. Ce­sarz wspo­mniał o asw-No­da­re­sie – i ten w kil­ka chwil sta­je w drzwiach. Czy to było za­pla­no­wa­ne? Na do­da­tek to stwier­dze­nie – je­śli Pierw­szy się nie myli? W czym?

— Zdej­mij to z twa­rzy, Luwo. Wy­glą­dasz głu­pio.

— Na­praw­dę, Wa­sza Wy­so­kość? — Szkła zo­sta­ły za­wi­nię­te w chust­kę i zni­kły gdzieś za pa­zu­chą Szczu­ra. — To ma po­pra­wiać wzrok sta­rym lu­dziom. Taka pro­sta sztucz­ka na­uko­wa za­miast kosz­tow­nej ku­ra­cji ma­gią, któ­ra nie za­wsze dzia­ła, mie­wa skut­ki ubocz­ne i na któ­rą nie­wie­lu stać. Zdu­mie­wa­ją­ce jest to, że inne szkła po­ma­ga­ją tym, któ­rzy wi­dzą źle z bli­ska, a zu­peł­nie inne tym, któ­rzy wi­dzą kiep­sko z da­le­ka.

Fa­scy­na­cja na­uką, pro­ble­ma­mi in­ży­nie­ryj­ny­mi i me­cha­nicz­ny­mi za­baw­ka­mi była jed­ną z nie­wie­lu sła­bo­ści Pierw­sze­go Szczu­ra. Je­że­li o sła­bość moż­na oskar­żyć ko­goś, kto ob­ser­wu­jąc pra­cę dźwi­gu na bu­do­wie, kon­stru­uje bez­dź­więcz­ny me­cha­nizm na­cią­gu ku­szy, któ­ry na­wet dziec­ko ob­słu­ży jed­ną ręką. Dru­ży­ny za­bój­ców Szczu­rzej Nory na­zy­wa­ły to ulep­sze­nie „lu­war­kiem”.

Eu­se­we­nia przy­glą­da­ła się Pierw­sze­mu z tą szcze­gól­ną miną, z jaką ko­bie­ty pa­trzą na męż­czyzn za­nu­dza­ją­cych je w trak­cie przy­ję­cia opo­wie­ścia­mi o swo­ich suk­ce­sach na po­lo­wa­niach. Gen­trell nie dał się na­brać. Ona była w tym sa­mym stop­niu zde­gu­sto­wa­na, w ja­kim Luwo-asw-No­da­res nie­zręcz­ny. Obo­je tak bar­dzo sta­ra­li się ukry­wać swo­je praw­dzi­we twa­rze, że gdy­by uj­rze­li się w lu­strze bez ma­ski, chy­ba wrza­snę­li­by z prze­ra­że­nia.

Ce­sarz jed­nak ra­czył się za­in­te­re­so­wać. A może po pro­stu do­brze wie­dział, że Pierw­szy nie robi ni­cze­go bez po­wo­du.

— In­te­re­su­ją­ca ta two­ja za­baw­ka. Prak­tycz­na?

— Cech szli­fie­rzy od­niósł już spo­re suk­ce­sy w pro­duk­cji tych szkieł. I mimo że sprze­da­je je dość dro­go, za­in­te­re­so­wa­nie jest duże. Na­wet śred­nio za­moż­ny rze­mieśl­nik za­pła­ci spo­ro, by móc do­brze wi­dzieć i wciąż pra­co­wać… — na­czel­nik Nory za­wie­sił głos.

Kre­gan-ber-Ar­lens spoj­rzał na wy­brzu­sze­nie za pa­sem Szczu­ra.

— Nowy po­da­tek?

Nie ma to jak zna­leźć rzecz, któ­ra sta­nie się lu­dziom na tyle nie­zbęd­na, że wkrót­ce nie będą mo­gli się bez niej obejść.

— Nie­wiel­ki. Może dzie­sią­ta część ceny, na po­czą­tek. Na szli­fie­rzy. I może nie od razu, do­pie­ro za kil­ka lat, gdy cech wpra­wi się w pro­duk­cji tych szkieł, a lu­dzie będą chcie­li ku­po­wać ich wię­cej. Po­le­cam tę in­for­ma­cję uwa­dze Wa­szej Wy­so­ko­ści.

Ce­sarz po­tak­nął nie­dba­le, a Gen­trell mógł bez tru­du wy­obra­zić so­bie wiel­ką księ­gę w jego gło­wie, w któ­rej po­ja­wi­ła się od­po­wied­nia no­tat­ka z ad­no­ta­cją „waż­ne, zaj­rzeć za pięć lat”. Skur­czy­byk, ni­cze­go nie za­po­mi­nał.

— Wróć­my do rze­czy. — Im­pe­ra­tor usiadł swo­bod­nie na krze­śle, za­ło­żył nogę na nogę. — Key’la Ka­le­venh, hra­bio. Co o niej wie­my?

— No tak, Key’la. Naj­młod­sza w ro­dzi­nie. Cór­ka And’ewer­sa Ka­le­ven­ha, ko­wa­la z Li­th­rew. To ta­kie małe mia­stecz­ko oko­ło dwu­dzie­stu mil od Amer­thy, ty­siąc pięć­set do dwóch ty­się­cy dusz, za­le­ży, ilu pa­ste­rzy i człon­ków wol­nych cza­ar­da­nów za­trzy­mu­je się tam zi­mo­wać. Na po­łu­dnie od mia­stecz­ka znaj­du­je się Uro­czy­sko, nie­du­że, bez na­zwy, prze­waż­nie nie­ak­tyw­ne i…

— Do rze­czy — Eu­se­we­nia prze­rwa­ła mu w pół sło­wa, nie­cier­pli­wie. — Nie mu­si­my wie­dzieć, ja­kie by­dło ho­du­ją w tam­tej­szej oko­li­cy?

— Sah­ryj­skie dłu­go­ro­gie i ni­zin­ne z Olwe. Obie rasy do­brze zno­szą cięż­kie zimy i mogą dłu­go prze­trwać na­wet na kiep­skiej pa­szy, choć nie dają tyle mle­ka co pół­noc­ne by­dło brą­zo­we czy tyle mię­sa co asu­wer. Asu­wer­skie byki ważą po trzy ty­sią­ce fun­tów. Ale wschod­nie by­dło lubi wę­drów­ki, więc ide­al­nie na­da­je się do wy­pa­su na Ste­pach. Zresz­tą, sah­ryj­skie prze­ję­li­śmy wła­śnie od ko­czow­ni­ków. — Luwo-asw-No­da­res wy­trzy­mał wście­kłe spoj­rze­nie Suki z taką miną, jak­by sama pro­si­ła go o ten wy­kład. — A stwier­dze­nie na­czel­nicz­ki Psiar­ni, że nie musi cze­goś wie­dzieć, bu­dzi mój naj­więk­szy nie­po­kój. Ogar, któ­ry stra­cił za­in­te­re­so­wa­nie po­dej­mo­wa­niem tro­pów, po­wi­nien prze­stać cha­dzać na po­lo­wa­nia.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 210
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)