Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
rozgadanymi uczniami, mógł nienawidzić Snape'a całą swoją duszą. To było o wiele
łatwiejsze, niż kiedy był tam, a ciemna sylwetka bez przerwy krążyła gdzieś na
granicy jego pola widzenia. Tu mógł go nienawidzić tak bardzo, jak tylko zechciał.
Może w ogóle nie powinien stąd wychodzić?
Wieczorem, kiedy odrobił już wszystkie zadania, nauczył się wszystkich zaklęć,
przeczytał wszystkie zadane rozdziały, a nawet kilka do przodu, musiał się w końcu
poddać i udać na spoczynek. Ron już dawno chrapał, kiedy Harry przykrył się pod
samą brodę i zapatrzył w tańczące na ścianach cienie. Starał się o niczym nie
myśleć, kiedy zasypiał. Ani o tym, co będzie robił jutro, ani o tym, że prawdopodobnie
znowu będzie wolał spędzić dzień w Pokoju Wspólnym, ani o tym, że praktycznie w
ogóle nie rozmawiał dzisiaj z Ronem i nie miał na to ochoty. Starał się naprawdę o
niczym nie myśleć. Niestety, jego podświadomość przez cały czas robiła to za niego.
To chyba dlatego, kiedy tylko opuścił powieki, zobaczył czarne, błyszczące oczy,
nawet jeżeli od kilku godzin wcale o nich nie pomyślał.
Nie! Nie! Nie! Idźcie sobie! - powtarzał w swojej głowie, przywołując obraz mapy
przedstawiającej położenie gwiazdozbioru Andromedy wobec Merkurego w trzecim
trymestrze panowania Wodnika, którą kreślił tuż przed położeniem się spać.
Pomogło. Przynajmniej było to na tytle nudne, że zasnął niemal natychmiast.
W jego podświadomości wciąż pobrzmiewało jednak głośne i wyraźne "Nie!"
*
- Crucio!
Przeszywał go ból. Tak przerażający, tak rozdzierający, jakby ktoś żywcem odrywał
mu płatami skórę z ciała, a wraz z nią nerwy.
- Crucio! Crucio!
Ktoś krzyczał przeraźliwie i dopiero po chwili zorientował się, że ten okropny dźwięk
wydobywa się z jego własnego gardła. Miał niejasne wrażenie, że rzuca się
spazmatycznie na jakiejś twardej, lodowatej posadzce, ale nie mógł być tego pewien,
ponieważ nie czuł prawie nic, poza bólem. Oślepiającym. Obdzierającym z
człowieczeństwa. Warczał, charczał i wrzeszczał, ale to nie pomagało.
W końcu zaklęcie zostało przerwane. Na krótką chwilę, ale to wystarczyło, aby mógł
otworzyć płonące oczy i potoczyć wokół błędnym wzrokiem. Widział otaczające go
sylwetki w czarnych szatach, kapturach i białych maskach. Nie widział ich twarzy, ale
wiedział, że uśmiechają się drwiąco, patrząc na jego cierpienie. I pragnęli zobaczyć
jeszcze więcej. Chcieli zobaczyć, jak krwawi i błaga o litość, pragnęli nasycić się tym
widokiem, zanim...
Jego rozbiegane spojrzenie spoczęło na stojącej nad nim wysokiej sylwetce i
spoglądającej na niego czerwonymi oczyma gadziej twarzy. Na pozbawionych warg
ustach widniał przerażający uśmiech pełen tak nieziemskiej satysfakcji, iż wydawało
się, że jest to diabelski odpowiednik orgazmu. Te właśnie usta rozciągnęły się teraz
jeszcze bardziej, odsłaniając rząd ostrych, żółtych zębów, a to, co się z nich
wydobyło, przypominało syk węża:
- Jesteś mój... na wieczność. Crucio!
Ból powrócił z jeszcze większą siłą, a wraz z nią wysoki, wwiercający się w umysł
śmiech. Miał wrażenie, że przez jego zakończenia nerwowe płyną błyskawice,
przeszywając jego ciało na wskroś i wprawiając je w niekontrolowane drgawki. W
uszach słyszał jedynie ogłuszającą kakofonię własnych wrzasków,
rozbrzmiewających wokół śmiechów i... i czegoś jeszcze. Kiedy ból ustąpił na
niewielką chwilę, zdołał wyłowić z jeziora odgłosów ten odróżniający się dźwięk i
złapać się go niczym tonący. To także był krzyk. Lecz nieco inny. Krzyk kogoś, kto
postanowił nie dać oprawcom satysfakcji z własnego cierpienia. Krzyk pełen
charczenia, tłumiony zaciskającymi się do granic połamania zębami i rzężący w
opuchniętym gardle.
Harry odwrócił głowę na bok, a to, co zobaczył, sprawiło, że w jednej chwili
zapomniał o wszystkim. O absolutnie wszystkim.
Jakiś metr od niego, na tej samej lodowatej posadzce leżał... Severus. Jego szczupłe
ciało, napięte niczym struna i wprawione w drgawki, uderzało głucho o podłogę,
czarne, rozrzucone włosy były lepkie od spływającego po czole potu. Miał obnażone
zęby i zaciśnięte mocno powieki, a jego twarz była pokryta siecią głębokich
zmarszczek, tak głębokich, jakby miała za chwilę zapaść się w sobie, byle tylko
odciąć się od cierpienia.
Ten widok sprawił, że Harry poczuł gdzieś głęboko w swoim wnętrzu ból tak
ogromny, że nawet najsilniejszy Cruciatus nie mógł się z tym równać. Był to ból
przenikający wszystkie mięśnie i komórki ciała, ból sięgający daleko poza granice
świadomości, rozcinający umysł, rozpruwający duszę i rozrywający serce.
- Nieeeeee!!!
I w tym samym momencie, w którym z jego gardła wydobył się ten rozdzierający
krzyk, na jego zmaltretowane ciało spadło kolejne zaklęcie:
- Lacrima!
Jego skóra eksplodowała. Coś rozcięło ją niczym skalpel i zaczęło odrywać i tym
razem wiedział, że to już nie jest jedynie wrażenie. Ale nie zamknął oczu. Wciąż
wpatrywał się w Severusa. Na skórze mężczyzny także pojawiły się rozcięcia.
Trysnęła krew, znacząc czerwone ślady na bladych ramionach i pokrywając je
misterną siatką przypominającą sieć wyszarpniętych z ciała żył. I Harry wiedział, że z
jego ciałem dzieje się w tej chwili to samo, ale ból był zbyt straszny, by ktokolwiek
mógł to znieść, wobec tego jego świadomość skapitulowała i przerzuciła go na drugą
stronę, daleko od cierpienia, w miejsce, z którego zaledwie krok dzielił go od
wiecznej ciemności. Wszystko przestało mieć znaczenie. Liczył się tylko Severus.
Severus, który odwrócił głowę w jego stronę i z trudem uniósł powieki. Harry
dostrzegł w nich przygasający blask, który mówił, że wciąż stara się walczyć, jednak
wie, że tej jednej bitwy nie uda mu się wygrać.
Ostatnim wysiłkiem woli, Harry przesunął rękę i wyciągnął ją w stronę Severusa.
Chciał go dotknąć. Ten jeden, ostatni raz. Tylko ten jeden raz.
Ciało nie chciało go słuchać. Widział krew spływającą potokiem po swojej skórze,
oczy zasnuła mu mgła. Zacisnął zęby i spróbował przesunąć rękę jeszcze dalej, w
nadludzkim wysiłku dosięgnięcia, dotknięcia... Desperacko poruszał palcami.
Jeszcze tylko kilka centymetrów, tylko kilka...
Musi go dotknąć. Musi! Nie może patrzeć jak... jak gaśnie... Wszystko tylko nie to!
Nie! Nie! Nie!
- Nieeeee!!!
- Harry, uspokój się!
Zerwał się do pozycji siedzącej. Przypominało to wynurzenie z oceanu bólu i strachu.
Do jego płuc wdarło się powietrze, a wyciągnięta ręka złapała otaczającą łóżko
zasłonę. Rozejrzał się błędnym wzrokiem.
Gdzie się podział Severus? Gdzie Voldemort? Gdzie byli Śmierciożercy? Gdzie
krew?
Obok łóżka stał jedynie Ron.
- Wszystko w porządku? - zapytał zatroskanym, przestraszonym głosem. - Miałeś zły
sen, Harry.
Harry zamrugał. Po jego ciele spływały strugi potu, a serce dudniło mu w piersi tak
bardzo, jakby miało zamiar połamać mu żebra.
- Sen? - zapytał zachrypniętym głosem, czując że jest mu słabo z ulgi. - Tak, sen -
poprawił się szybko, widząc minę Rona. Z sąsiedniego łóżka wystawała przerażona
głowa Neville'a. - Przepraszam, że was obudziłem. Nic mi nie jest. Miałem tylko... zły
sen. Przepraszam. To nic takiego. Chodźmy spać - wydukał, chociaż najchętniej