Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 310 311 312 313 314 315 316 317 318 ... 508
Перейти на страницу:

To już tydzień. Tydzień, od kiedy on i Snape... Tydzień powtórnego uczenia się życia,

tym razem w pojedynkę. Tydzień wypełniony brakiem dźwięku, zapachu, dotyku...

Myślał, że sobie poradzi. Że jeżeli tylko bardzo będzie tego chciał, to o wszystkim

zapomni. Myślał, że to, co robił teraz Snape... nie miało dla niego żadnego

znaczenia.

Mylił się.

I dopiero teraz, kiedy siedział tutaj sam w ciemności... dopiero teraz odczuwał w pełni

ogrom tego... tej samotni. Samotni wypełnionej jedynie nauką, wieloma godzinami

prób, przygotowaniami do nieuniknionego oraz celem. Bo przecież miał cel. Widział

go przed sobą całkiem wyraźnie. Och, ileż oddałby, aby znowu zakopać go gdzieś w

mrokach przyszłości...

Chociaż w głębi duszy wiedział, że jeszcze więcej oddałby, aby mieć obok siebie

kogoś... kto ponownie przysłoniłby mu ten cel i nie pozwolił, aby kiedykolwiek jeszcze

musiał go oglądać.

***

Harry szedł na śniadanie, powłócząc nogami i wbijając wzrok w podłogę. Bolała go

głowa i oczy kleiły mu się od całonocnego czytania oraz niewyspania. Zaczytał się

tak bardzo, że dopiero przed chwilą zorientował się, że jest już ranek i że powinien

pójść na śniadanie. Miał nadzieję, że Ron nie wszczął alarmu, kiedy zobaczył, że nie

ma go w łóżku. Może pomyślał sobie, że Harry po prostu wstał wcześniej i już

wyszedł. Wcale nie miał ochoty iść na posiłek, ale już wczoraj ominął kolację i

wiedział, że jeżeli czegoś nie zje, to prawdopodobnie całkiem opadnie z sił.

Wszedł do wypełnionej gwarem setek uczniów Wielkiej Sali i nie spoglądając na stół

nauczycielski, ruszył prosto do stołu Gryfonów. Ron i Hermiona siedzieli obok siebie i

kiedy Harry podszedł bliżej, zauważył, że jego zwyczajowe miejsce jest zajęte i

najwyraźniej będzie musiał usiąść po drugiej stronie stołu. Obszedł go na około i

usiadł na ławie, naprzeciw swoich przyjaciół, ale - co było najgorsze - na wprost stołu

nauczycielskiego.

- Cześć - burknął niewyraźnie, przysuwając do siebie talerz i ani razu nie podnosząc

wzroku wyżej. Gdzieś w oddali, na granicy pola widzenia majaczyła ciemna sylwetka,

ale Harry starał się jej w ogóle nie dostrzegać.

- Harry! - wykrzyknęła Hermiona. - Gdzie byłeś? Martwiliśmy się!

- Spacerowałem - odparł Harry drewnianym głosem, sięgając po półmisek z

parującymi tostami. Poczuł na sobie taksujące spojrzenie Hermiony.

- Stary, wyglądasz okropnie. - Ron odsunął od ust w połowie zjedzoną kanapkę. -

Jakbyś nie spał całą noc. Dobrze się czujesz?

- Ron powiedział, że miałeś jakiś koszmar. - Wyszeptała Hermiona, pochylając się do

niego. - Wiesz, jeżeli miał on związek z...

- Nie chcę o tym rozmawiać - odparł sucho Harry, spoglądając na nią zmrużonymi

oczami. - To był po prostu zwykły koszmar. Nie chcę tego roztrząsać.

Hermiona zacisnęła usta i odsunęła się.

- Cóż, jeżeli uważasz, że tak jest dla ciebie najlepiej...

- Tak, tak uważam - powiedział Harry, nakładając na talerz trochę jajecznicy. - Po

prostu mam dosyć tego, że próbujecie roztrząsać i komentować każdy mój krok. Ja

nie opowiadam nikomu o tym, że Ron gada przez sen i nie próbuję dociekać, co też

mogło oznaczać to, że pająki kazały mu stepować. - Uszy Rona zapłonęły wściekłą

czerwienią. - Więc byłbym wdzięczny, gdybyście dali mi spokój.

Przyjaciele wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Ron wyglądał na zażenowanego,

a Hermiona na zakłopotaną jego wybuchem. Ale musiał im to w końcu powiedzieć.

Miał dosyć ich ciągłego wtrącania się we wszystko.

Wziął kęs jajecznicy i, unikając ich spojrzeń, rozejrzał się po Wielkiej Sali. Jego

wzrok, niczym ściągany przez jakiś tajemniczy magnes, powędrował prosto ku

stołowi nauczycielskiemu.

Snape patrzył na niego.

Przed oczami Harry'ego natychmiast pojawił się obraz wykrzywionej w bólu,

ściągniętej twarzy i czarnych, gasnących powoli oczu i w jego żołądku coś się

przewróciło.

Nie! Nie może sobie tego przypominać! To był tylko sen! Tylko sen!

Spuścił wzrok i wbił go w stół, próbując uspokoić rozdygotane serce. Ale skóra nadal

go paliła, co mogło oznaczać tylko jedno - Snape wcale nie przestał na niego

patrzeć. A nawet miał dziwne wrażenie, że spojrzenie stało się teraz jeszcze

intensywniejsze.

Stracił cały apetyt. Odsunął od siebie talerz i wymamrotał:

- Nie jestem głodny. Idę do biblioteki.

- Przecież prawie nic nie zj... au!- zaczął Ron i syknął z bólu, po czym spojrzał z

wyrzutem na Hermionę.

Harry nie zwracał na nich uwagi. Był zbyt zajęty walką z własnymi demonami.

Po co na niego spojrzał? Po co to zrobił? To było jak rozdrapanie świeżo

zasklepionej rany, z której ponownie zaczęła sączyć się krew. I musiał coś zrobić,

żeby ją zatamować. A jedynym sposobem na to była nauka. Musiał iść do biblioteki.

Musiał się uczyć i uczyć i uczyć... aby to, co widział we śnie, nigdy się nie spełniło.

*

Harry otworzył oczy i z determinacją wbił spojrzenie w leżącą przed nim książkę.

Litery tańczyły mu przed oczami. Próbował coś przeczytać, ale nie potrafił się skupić.

Jego myśli wciąż wędrowały ku książce, którą czytał w nocy, a w szczególności ku

zaklęciu Legilimens Evocis. Dowiedział się wczoraj wszystkiego, co było mu

potrzebne, aby opanować to zaklęcie. Na szczęście stron ze szczegółową instrukcją

dotyczącą tego, jak się go nauczyć i jak je rzucić, nikt nie wyrwał. Ale sama teoria nie wystarczy. Musiał ćwiczyć. I to dużo ćwiczyć, jeżeli wierzyć zapiskom. Ale jak miał to

zrobić? Przecież nie może ćwiczyć na sobie.

Ten problem nurtował go tak bardzo, że nie pozwalał mu się skupić na niczym innym.

Głowa bolała go coraz bardziej, a oczy wciąż mu się zamykały. Siedział sam w kącie

biblioteki. Było jeszcze zbyt wcześnie, by spotkać tu jakiegoś ucznia.

A co z innymi zaklęciami? Pobieżnie przejrzał wczoraj także wolumin o najbardziej

śmiercionośnych klątwach i już same opisy wystarczyły, aby zrobiło mu się

niedobrze. Nie wyobrażał sobie, jak mógłby wypróbować na kimś zaklęcie

roztapiające skórę. Nie byłby w stanie rzucić go nawet na robaka, a co dopiero na

istotę ludzką. Ale jak ma się czegokolwiek nauczyć, nie ćwicząc? Miał dosyć teorii,

chciał praktyki.

Ponownie spojrzał na tekst poświęcony zaklęciom wiążącym. Litery rozmazywały mu

się przed oczami, a głowa ciążyła jak kamień. Położył ramię na blacie i ułożył na nim

głowę, mrużąc oczy i próbując skupić się na opisie sposobu rzucania zaklęcia

związującego nogi i ręce ofiary.

Zanim się zorientował, powieki mu opadły i pogrążył się w głębokim, niespokojnym

śnie.

*

- Harry!

Świadomość Harry'ego bardzo powoli wracała do jego ciała. Otulał go ziołowo-

korzenny aromat. Znał ten zapach. To był zapach Severusa. Czuł go zawsze, kiedy

się do niego przytulał. Kiedy leżał w jego łóżku. Kiedy po prostu był obok.

Nie chciał się budzić. Nie chciał jeszcze wstawać. Było mu tak przyjemnie. Severus...

był przy nim, tak blisko...

- Harry!

Harry otworzył jedno oko. Coś przyciskało mu się do policzka. I bolała go szyja.

Otworzył drugie oko i zobaczył przed sobą ułożone w równych rzędach litery.

Książka. A dalej drewniany blat.

Co się działo? Przecież jeszcze przed chwilą był w komnatach Sev...

1 ... 310 311 312 313 314 315 316 317 318 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)