Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
to dało. Spojrzenie czarnych oczu po jakimś czasie i tak spoczęło na ich ławce. -
Może panna Granger?
Hermiona wyprostowała się i odchrząknęła.
- Nalewka z czarnego piołunu wskazuje na jakiś eliksir odurzający, ale suszone
paznokcie druzgotka stosuje się zazwyczaj w eliksirach osłabiających krążenie krwi.
Z kolei wywar z jadu tarantuli skutecznie paraliżuje nerwy. Podejrzewam więc, że
musi to być jakiś rodzaj eliksiru stosowanego w narkozie. Krew salamandry daje nam
końcowy efekt, czyli kilkugodzinną śpiączkę. Czyli prawdopodobnie jest to Mikstura
Morfeusza.
Przez chwilę w klasie panowała cisza.
- Doskonale wyczerpująca odpowiedź, panno Granger. Tak, Mikstura Morfeusza.
Stosowana w szczególnie ciężkich przypadkach po trafieniu czarnomagicznymi
klątwami lub po niezwykle niebezpiecznych, magicznych, a także mugolskich
wypadkach. A waszym zadaniem na dzisiejszej lekcji jest przygotowanie tej mikstury.
Mam nadzieję, że pójdzie wam lepiej niż na poprzednich zajęciach. Do roboty. - Po
tych słowach Snape odwrócił się i usiadł przy swoim biurku. Hermiona spojrzała na
Harry'ego z zaskoczeniem malującym się na twarzy. Harry słyszał zdumione szepty
uczniów za swoimi plecami, a Ron wyglądał tak, jakby go trafił piorun.
Snape po raz pierwszy pochwalił Hermionę. Po raz pierwszy pochwalił kogoś z
Gryffindoru. To wydarzenie wymagało upamiętnienia w "Historii Hogwartu".
Harry usłyszał pełen skrajnego niedowierzania szept Rona:
- Zwariował. Albo musiał nieźle oberwać za to, co wyprawiał na ostatniej lekcji. Nie
ma innego wytłumaczenia.
Ani Hermiona, ani Harry nie odpowiedzieli mu. Popatrzyli tylko na siebie i zabrali się
do wypisywania listy składników Mikstury Morfeusza. Ron wzruszył ramionami i
poszedł w ich ślady.
Pomimo swojego przeznaczenia eliksir nie wydawał się skomplikowany. Pracowali w
ciszy, co jakiś czas udając się do składziku po ingrediencje. Wszystko byłoby
zupełnie w porządku, gdyby nie to, że Harry przez całą lekcję czuł na sobie
spojrzenie Snape'a. Nigdy nie zatrzymywało się na nim dłużej niż na kilka sekund,
ale te chwilowe uderzenia gorąca, które wywoływało, wystarczyły, aby go całkowicie
zdekoncentrować i nie pozwolić mu pracować w spokoju.
W połowie lekcji Snape podniósł się i ruszył na zwyczajowy obchód po klasie, aby
sprawdzić dotychczasowe postępy. Od razu dało się wyczuć zwiększone napięcie,
kiedy uczniowie skulili się przy swoich kociołkach, przygotowując się na złośliwe
komentarze nauczyciela. Jakież było więc ich zdziwienie, kiedy Snape po prostu
zaglądał do kociołków i bez słowa przechodził dalej. Nie wypowiedział nawet jednej
kpiącej uwagi. Ani jednego szyderczego słowa. Nic.
Kiedy nauczyciel ich mijał, spoglądali po sobie z rosnącym niedowierzaniem. Harry
jednak tego nie widział. Był zbyt zajęty wsłuchiwaniem się w bicie własnego serca,
kiedy myślał o tym, że Snape zaraz dotrze do niego i zajrzy również do jego kociołka.
Na tym etapie jego eliksir powinien być ciemnofioletowy, a bardziej przypominał
jakąś brunatną papkę. Zastanawiał się, jakie gromy posypią się na niego tym razem.
Po ostatniej lekcji spodziewał się wszystkiego.
Mistrz Eliksirów zatrzymał się przy Lavender i zajrzał do jej kociołka. Widząc
zgniłozielony, olbrzymi bąbel na powierzchni eliksiru, uniósł brew i tym razem chyba
już nie mógł pozostawić tego bez komentarza. Kiedy otwierał usta, Lavender szybko
wbiła spojrzenie w swój kociołek, czekając na tyradę.
- Następnym razem spróbuj najpierw wrzucić tylko jeden paznokieć druzgotka i
dopiero, kiedy zobaczysz, że zaczyna się rozpuszczać, wrzuć resztę. Będziesz miała
wtedy pewność, że temperatura jest odpowiednia.
Ignorując otwarte usta zaszokowanej Lavender, przeszedł dalej. Bez słowa minął
eliksiry Seamusa, Deana i całej reszty Gryfonów. Nawet Neville'owi nic nie
powiedział. Chyba po raz pierwszy. I najwyraźniej kompletnie wyprowadziło to
Neville'a z równowagi, ponieważ kiedy tylko Snape odszedł od jego ławki, Gryfon
szturchnął i zrzucił na podłogę butelkę krwi salamandry. Nauczyciel odwrócił się i
zmierzył go spojrzeniem. Neville rzucił się do sprzątania, mamrocząc przeprosiny, a
wszyscy wstrzymali oddech, kiedy Snape sięgnął w swoje szaty i wyciągnął z nich
różdżkę.
- Reparo - mruknął, celując w rozbitą butelkę. I to wszystko. Nie powiedział
Neville'owi ani słowa. Po prostu odwrócił się i ruszył dalej.
Harry wyczuwał podskórnie, że zszokowanie wszystkich znajdujących się w klasie
uczniów zaczyna przekraczać dopuszczalną normę.
Snape zachowywał się jak... normalny nauczyciel. Nie wrzeszczał, nie prawił
uszczypliwych komentarzy, dawał rady, a nawet...
Zatrzymał się przy kociołku Rona i zajrzał do środka. Różowy eliksir bulgotał tak
głośno, jakby miał zaraz eksplodować. Mistrz Eliksirów zmarszczył brwi i ponownie
wyciągnął różdżkę, zmniejszając nią ogień pod kociołkiem.
- Krew salamandry dodaje się zanim eliksir zacznie się gotować - mruknął i przeszedł
do kociołka Hermiony. Zajrzał do niego, nie powiedział ani słowa i podszedł do
stanowiska Harry'ego.
Chłopak spiął się cały, widząc kątem oka szeleszczące, czarne szaty zaledwie pół
metra od siebie. Na wyciągnięcie ręki. Przełknął ślinę i jeszcze intensywniej zaczął
się wpatrywać w sęk na ławce.
"Idź sobie", prosił w myślach. "Po prostu zajrzyj do środka i idź."
Ale Snape nie odszedł. Przez chwilę stał przy nim, tak jakby się nad czymś
zastanawiał. A po chwili, kiedy Harry myślał, że zaraz oszaleje przez ten unoszący
się wokół niego ziołowy zapach, mężczyzna poruszył się i... wysunął z szat swoją
smukłą, bladą dłoń. Serce Harry'ego podskoczyło do gardła, kiedy ta dłoń zaczęła się
do niego zbliżać, a jego leżące na ławce pięści zacisnęły się tak mocno, iż niemal
wbił sobie paznokcie w skórę. Dłoń Snape'a kierowała się wprost ku jego prawej
ręce.
Co on wyprawia? Chyba nie zamierza...? O boże!
Kiedy Harry rozważał już błyskawiczne zabranie rąk z ławki, zorientował się, że dłoń
Snape'a kieruje się... bardziej na prawo. Ku leżącej tuż obok miseczce z suszonymi
paznokciami druzgotków. Długie palce zanurzyły się w misce i wyjęły z niej garść
paznokci. Następnie zawisły nad kociołkiem i wrzuciły do wywaru dziesięć suszonych
paznokci, a resztę wsypały z powrotem do miseczki.
Harry'emu dzwoniło w uszach.
Snape wytarł dłoń o szatę i bez słowa przeszedł dalej.
C... co to było? Co to miało niby znaczyć? W co on grał?
Próbując uspokoić tłukące się w piersi serce, przełknął ślinę i rozprostował drżące
palce. W klasie panowała absolutna cisza. Chyba wszyscy byli równie zaszokowani
zachowaniem Snape'a, jak Harry.
Nie tylko dawał rady, ale także... pomagał.
- Może ktoś go podmienił? - do Harry'ego dotarł szept Rona. - Albo może rzucili na
niego Imperiusa?
Harry'ego nie obchodziły domysły Rona. Marzył tylko o tym, aby ta lekcja już się
skończyła. Aby mógł po prostu stąd uciec i aby nie musiał już więcej znosić
obecności, zapachu i głosu Severusa Snape'a.
Mistrz Eliksirów wrócił do swojego stanowiska przy biurku, usiadł i zagłębił się w pliku pergaminów. Uczniowie powoli wracali do pracy, od czasu do czasu wymieniając
pomiędzy sobą pełne niedowierzania szepty.
Harry odetchnął kilka razy, próbując ignorować zerkającą na niego co chwilę