Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Hermionę i spojrzał na kolejny składnik na sporządzonej przez siebie liście, na której
widniało także siedem suszonych paznokci druzgotka. Wiedziony ciekawością,
zerknął na tablicę.
No tak. Pomylił się przy przepisywaniu. Na tablicy było siedemnaście. Cholera jasna!
Szlag by to trafił! Jak Snape mógł to zauważyć? Skąd wiedział, w którym momencie
się pomylił? Odgadł to tylko po kolorze eliksiru, czy też aż tak skrupulatnie przyglądał
mu się przez całą lekcję?
Teraz jeszcze bardziej chciał się stąd wydostać. Jak najszybciej!
Powrócił do pracy, ale jeżeli już wcześniej miał problemy ze skupieniem się, to teraz
był już tak rozkojarzony, że każde kolejne zdanie instrukcji musiał czytać kilka razy,
aby je zrozumieć.
Jego myśli wirowały w szaleńczym tempie, próbując zrozumieć zachowanie Snape'a.
Drań robił to specjalnie! Specjalnie za nim chodził, specjalnie się na niego gapił!
Specjalnie próbował doprowadzić go do szaleństwa! Ale po co? Bawiło go to? Chciał
go jeszcze bardziej podręczyć? Udowodnić coś?
Nie! Nie może mu na to pozwalać! Musi się wziąć w garść! Musi się jakoś uwolnić od
tego wciąż podążającego za nim cienia!
- Napełnijcie fiolki, podpiszcie je, zostawcie na moim biurku i możecie wyjść -
powiedział Snape, kiedy dzwonek na korytarzu obwieścił koniec zajęć. Uczniowie
odetchnęli z ulgą, że nauczyciel najwyraźniej nie ma zamiaru chodzić po klasie i
komentować wyników ich pracy, tak jak miał to w zwyczaju robić pod koniec każdej
lekcji. To było do niego niepodobne, ale radość, że to już koniec zajęć i mają przed
sobą weekend, była zbyt wielka, aby ktokolwiek, poza Harrym, no i może jeszcze
Hermioną, zwrócił na to uwagę. Zarówno Gryfoni jak i Ślizgoni zerwali się z miejsc i
pospiesznie zaczęli się pakować, w międzyczasie napełniając swoje fiolki
różnokolorowymi wersjami teoretycznie tego samego eliksiru.
Harry odczuwał wyraźne zdenerwowanie na myśl, że teraz musi jeszcze na dodatek
podejść do biurka Snape'a i zostawić tam swoją fiolkę, ale przecież nie może mu
okazać, że się go boi i jak ostatni tchórz poprosić, aby Ron albo Hermiona zrobili to
za niego. Schował przybory i podręczniki do torby, sięgnął po szklaną fiolkę
znajdującą się w swoim zestawie i nalał do niej trochę czarnej, mętnej substancji. I
kiedy już miał ruszyć za Ronem i Hermioną w stronę kolejki uczniów ustawionych do
biurka nauczyciela, w jakiś niebywały sposób fiolka wysunęła mu się z dłoni, jakby
coś ją szarpnęło i wylądowała na podłodze, rozbijając się. Zamrugał, kompletnie
zaskoczony takim obrotem spraw. Na szczęście nie zdążył jeszcze opróżnić swojego
kociołka. Schylił się do torby po kolejną fiolkę, ale okazało się, że nie zabrał żadnej
innej. Przeklinając w duchu swoją bezmyślność (chociaż był przekonany, że zabrał
cały zestaw), ruszył do małego kredensu znajdującego się w drugim końcu sali, aby
wziąć jedną ze szkolnych fiolek. Zanim zdążył wrócić i ponownie ją napełnić, klasa
już niemal opustoszała, a przy biurku zostało tylko kilkoro uczniów. Pięknie, wygląda
na to, że będzie ostatni. Tego mu tylko brakowało.
Wziął głęboki oddech i starając się zmusić swoje trochę zbyt szybko bijące serce do
spokojnej pracy, ruszył w stronę biurka, zatrzymując się na samym końcu maleńkiej
kolejki złożonej z Neville'a i dwóch Ślizgonek. Ron i Hermiona wrócili już do ławek i
zaczęli się pakować.
Starał się patrzeć w każdą stronę, byle tylko nie przed siebie. Byle tylko nie w stronę
tej ciemnej, majaczącej na granicy widzenia sylwetki.
Nie spojrzy na niego. Nie spojrzy. Po prostu zostawi fiolkę i sobie pójdzie. Nie musi
na niego patrzeć, aby to zrobić. Ślizgonki zostawiły swoje eliksiry i pognały do ławek
po torby. Został tylko Neville. I Harry.
Neville drżącą dłonią postawił fiolkę na blacie ciemnego biurka i ze spuszczoną
głową odwrócił się i odszedł.
To teraz. To ta chwila. Już nic ich nie dzieliło. Tylko biurko. I Harry czuł się tak, jakby był goły. Jakby nie zostało nic, co osłaniało go przed tym świdrującym spojrzeniem.
Miał wrażenie, jakby tym razem uniosły się absolutnie wszystkie włoski na jego ciele.
Wpatrując się uparcie w zakurzony słój stojący na jednej z półek, wyciągnął rękę i
postawił swoją fiolkę na blacie. I kiedy miał ją cofnąć, Snape poruszył się gwałtownie
i Harry zamarł, czując długie, chłodne palce oplatające się wokół jego zaciśniętej na
fiolce dłoni. Całkowicie zaskoczony, odwrócił głowę i spojrzał wprost w te czarne
oczy. Oczy, które patrzyły na niego w taki sposób, że aż zakręciło mu się w głowie i
ugięły się pod nim kolana. Nie było w tym spojrzeniu nawet odrobiny pogardy,
pożądania, ognia, czy czegoś równie intensywnego. Nie. Było w nich coś takiego...
coś, co widział zaledwie kilka razy. Łagodność.
I wtedy Snape zrobił coś, co posłało w napięte ciało Harry'ego dreszcze tak silne, że
poczuł je aż w palcach u nóg. Z czułością pogładził jego dłoń. Wrażenie było takie,
jakby skóra Harry'ego w miejscu, w którym dotknęły jej chłodne palce Snape'a,
pokryła się iskrami.
Nie! Dosyć tego! Tym razem nie nabierze się na jego sztuczki!
Wyrwał rękę i odwrócił się od niego, pragnąc jak najszybciej stąd uciec i uciszyć
galopujące w piersi serce. W kilku krokach znalazł się przy wciąż pakujących swoje
rzeczy przyjaciołach, złapał swoją torbę i wypadł na korytarz.
Jak on śmiał? Jak śmiał go dotknąć? Jak w ogóle pomyślał, że może go dotknąć? Po
tym wszystkim?
Ten jeden drobny gest wywołał w nim taką reakcję jak opadająca na rozgrzany olej
kropla wody. Kipiał od zdenerwowania i czuł się całkowicie rozbity.
Chciał się gdzieś ukryć. Musiał się gdzieś ukryć. Teraz, zaraz.
Po przeciwległej stronie korytarza znajdowały się drzwi do łazienki. Nie zwracając
uwagi na zdumione spojrzenia rozchodzących się we wszystkie strony uczniów,
wpadł do środka i z całej siły zatrzasnął za sobą drzwi.
--- rozdział 51 ---
51. Haunted by the Shadow
Hunting you
I can smel you
Alive
Your heart pounding in my head*
*
If I stand al alone will the shadows
hide the colours of my heart
blue for tears, black for the night
I don't wanna talk about it
How you broke my heart**
Część 2
Łazienka była opustoszała. Harry przebiegł przez nią i wpadł do pierwszej z brzegu
kabiny, zamykając się w środku. Rzucił torbę na podłogę, usiadł na zamkniętej
klapie, zdjął okulary i ukrył twarz w dłoniach.
Nie wiedział dlaczego, ale zachowanie Snape'a na lekcji całkowicie wytrąciło go z
równowagi. Myśli szaleńczo wirowały mu w głowie, a walące w piersi serce jakoś nie
potrafiło się uspokoić.
Chciał po prostu zapomnieć. Chciał go po prostu nienawidzić. Ale Snape nie
pozwalał mu na to. Byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby nie czuł na sobie przez cały czas
tego świdrującego spojrzenia, gdyby nie spotykał go na każdym kroku, gdyby Snape
zachowywał się tak jak zawsze. Jak wredny, podły, niesprawiedliwy dupek, którym
był przez te wszystkie lata. Byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby Snape szydził, odbierał
punkty, wyśmiewał się z Neville'a, kpił z Gryfonów... Harry mógłby wtedy patrzeć na