Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
po chwili w ścianie pojawiły się drzwi.
Otworzył je, wszedł do Pokoju Życzeń i... zatrzymał się gwałtownie, kiedy zobaczył
tak dobrze znajomą mu komnatę. Fala gorąca zalała całe jego ciało, a serce zabiło
mu mocniej.
Dobry wieczór, Severusie.
Siadaj, Potter.
Echo tych słów odbiło się w jego głowie i poczuł bolesny ucisk w piersi. Spojrzał
szeroko otwartymi oczami w stronę barku.
Ale nie było tam nikogo.
Zamknął oczy i westchnął głęboko.
"Proszę, niech ta komnata zniknie, proszę, proszę" - powtarzał jak mantrę, bojąc się otworzyć oczy. Jednak po kilku minutach uchylił powieki i znów ujrzał ten sam
znajomy barek, biblioteczkę, kominek, stolik, zielony fotel...
Przesunął głowę nieco w bok i przełknął ślinę. Nie było drugiego fotela.
Odetchnął ciężko i powoli ruszył w głąb pokoju. Położył książki na stoliku i usiadł w
zielonym fotelu, spoglądając na trzaskające w kominku polana. Dopiero po chwili był
w stanie sięgnąć po książkę. Kiedy ją otwierał, zauważył, jak bardzo drżą mu palce.
Zacisnął dłonie w pięści, kilka razy rozprostował palce, ale niewiele to dało. To
pomieszczenie... czuł, jak wspomnienia atakują go ze wszystkich stron, a on nie był
w stanie z nimi walczyć.
Każdy fragment tego pokoju, każdy, dosłownie każdy znajdujący się w nim przedmiot
nosił na sobie piętno życia, które już nie istniało. Które już nie należało do niego.
Półki z książkami, które lądowały na podłodze przy każdej większej sprzeczce. Drzwi,
w które tak wiele razy był wciskany. Ściany, które nasiąkły jego jękami i krzykiem.
Ten zielony fotel na którym on i Sn... I barek, przy którym...
Barek!
Harry odłożył książkę, podszedł do szafki i otworzył ją, zaglądając ostrożnie do
środka.
Stały tam. W równym rzędzie. Butelki najlepszych trunków. Puste.
Przeklął i zamknął barek. A miał tak wielką ochotę się czegoś napić. Może wtedy
udałoby mu się zapomnieć. Chociaż na chwilę. Na jedną, małą chwilę. Czy tak wiele
wymagał?
Westchnął i powrócił do fotela. Zapadł się w niego i zapatrzył w płomienie.
Koniec tego! Miał postanowienie! Snape już dla niego nie istniał! Teraz miał inny cel.
I to na nim powinien się skupić. Pieprzyć to, gdzie się znajduje! Pieprzyć to, co się tu wydarzyło! Pieprzyć to, ile tu przeżył!
Szarpnął się i sięgnął po książkę. Podciągnął nogi, opierając stopy na skraju fotela i
położył sobie książkę na zgiętych kolanach. Wbił wzrok w tekst i zaczął czytać,
marszcząc brwi w skupieniu i ani razu nie pozwalając na to, aby jego oczy oderwały
się od czarnych liter i powędrowały w którąkolwiek stronę. Ani razu.
***
W czwartkowy poranek Harry'ego obudził wicher, uderzający w okna dormitorium.
Otworzył zaspane oczy, czując że dzieje się z nim coś dziwnego. Przez całe jego
ciało przepływały fale gorąca. Wszystkie mięśnie były napięte. Chyba coś mu się
śniło. Coś przyjemnego. Coś... ekscytującego. Próbował zmusić zaspany umysł do
pracy i przypomnieć sobie, co to było, ale nie potrafił. Pamiętał jedynie jakiś szept.
Uniósł powieki i spojrzał w dół. Pod przykryciem, w okolicach jego bioder znajdowało
się całkiem spore wybrzuszenie. Odchylił kołdrę i zajrzał pod nią.
A niech to!
Miał erekcję. Twardą, bolesną erekcję, z którą musiał coś zrobić. Wiedział, że sama z
siebie nie opadnie. Czuł bardzo wyraźne napięcie, które potrzebowało ujścia. Zagryzł
wargę i włożył rękę w spodnie od piżamy, owijając dłoń wokół naprężonego penisa.
Nie myślał zupełnie o niczym, kiedy obciągał sobie, wpatrując się w sklepienie łóżka.
Trochę bolało, kiedy sucha dłoń przesuwała się po wrażliwej skórze, ale musiał to
zrobić. Musiał sobie ulżyć.
Jeszcze trochę. Już prawie...
Jego dłoń przyspieszyła. Zacisnął zęby, skupiając się na poruszaniu dłonią.
O tak, właśnie tak!
Napiął się, kiedy jego jądra zadrżały i z penisa wystrzeliła odrobina lepkiej cieczy,
osiadając mu na palcach.
I to było wszystko. Pojedyncza fala gorąca, po której nastąpiła fala chłodu, chwila
drażniącego łaskotania w podbrzuszu i pulsująca w dłoni erekcja. To wszystko.
Żadnej przyjemności.
Pustka.
Westchnął i wyciągnął rękę ze spodni.
To nie był dobry początek dnia.
*
Harry położył książki na stoliku w kącie biblioteki i usiadł przy nim. Tym razem
postanowił poszukać czegoś o maskowaniu i ukrywaniu się.
Zaczął przeglądać najgrubszą książkę. Przekartkował pierwszy rozdział, ale nie
znalazł nic interesującego. Nie potrzebował żadnych zaklęć maskujących, w końcu
miał pelerynę niewidkę. Dotarł do drugiego. Eliksiry niewidzialności. Jego dłoń
zawisła nad książką.
Zacisnął powieki i przetarł oczy, próbując pozbyć się niechcianych obrazów. Nie
pomogło.
Otworzył oczy i spojrzał w okno, podpierając głowę ręką.
Nie chciał tego. Czy nie mógł nawet pouczyć się w spokoju? Czy na każdym kroku
musiały prześladować go wspomnienia? Czy wszystko musiało mu ciągle
przypominać o...?
Dostał wtedy "Wybitny". Pamiętał swoje zszokowanie. Po raz pierwszy dostał na
Eliksirach "Wybitny". A jeszcze wyraźniej pamiętał to, co wydarzyło się później...
Podpalona tablica, "erekcja" zamiast "reakcja" i składniki pod ławkami... No i "kara"
po lekcji.
Przełknął ślinę. To wcale nie były miłe wspomnienia. Bolały. Przyjemne wspomnienia
nie powinny boleć. Nie powinny sprawiać, że gardło ściskało się, a do ust napływała
gorycz.
Za oknem sypał śnieg. Drobne płatki powoli spływały z nieba, lądując miękko na
parapecie. Było w tym widoku coś uspokajającego. Coś, co odciągało myśli
Harry'ego od tych ciemnych rejonów, w które zdecydowanie nie powinien się
zapuszczać. Obserwował je. Obserwował, jak płatek za płatkiem opada na stos
śniegu, powiększając go. Były miękkie, kruche i bardzo małe. Ale było ich tak wiele,
że już prawie nie utrzymywały się na parapecie. Kto by pomyślał, że takie drobiny
potrafią stworzyć coś takiego? Będą sypać i sypać niezauważenie, aż w końcu
parapet się przepełni i wszystko... runie. Prosto na sam dół.
Tak jak on.
Otrząsnął się, czując jakieś znajome mrowienie. Czuł je już od jakiegoś czasu, ale był
zbyt pochłonięty myślami i wpatrywaniem się w okno, aby to zauważyć.
Ale tym razem mrowienie nie wędrowało mu po karku, tylko po ramieniu i policzku.
Opuścił rękę, na której opierał brodę, i nie musiał nawet przesuwać głowy, aby go
dostrzec.
Snape. Stał pomiędzy półkami, zaledwie parę metrów na lewo od niego, częściowo
ukryty za książkami. Wysoki i mroczny. Przy nim nawet otaczający go cień wydawał
się wyblakły.
Musiał przyglądać mu się już od jakiegoś czasu.
Dlaczego mu to robił? Dlaczego nie zostawi go w spokoju? O co mu chodzi? W co on
pogrywa?
Wiedział, że Snape nie szuka kontaktu z nim. Tu musi chodzić o coś innego...
Jak ma o nim zapomnieć, skoro bez przerwy czuje na sobie jego wzrok? Jak ma
zapomnieć, skoro Snape stał się niemal jego cieniem?
Zagryzł wargę i wbił wzrok w otwartą książkę.
Nie, nie da mu się pokonać! Nie da się zastraszyć! Nie ucieknie i nie ukryje się,
chociaż to byłoby najprostsze rozwiązanie. Pokaże Snape'owi, że może sobie