Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 97
Перейти на страницу:

– Concorde?

– Nie, zwykły rejs United Airlines. Francuzi ustalili numer lotu i pasa, na którym zatrzymał się samolot.

– Czy Interpol skontaktował się z CIA?

– Tak, rozmawiali z Gminskim o pierwszej po południu.

– Stopień prawdopodobieństwa? – Twarz Coala nie wyrażała żadnych uczuć.

– Osiemdziesiąt procent. Khamel umie się maskować i rzadko korzysta z usług linii lotniczych. Stąd owe dwadzieścia procent nieprawdopodobieństwa. Mamy zdjęcia i meldunek dla prezydenta. Mówiąc szczerze, fotografie niewiele mi mówią, choć przyglądałem się im bardzo uważnie. Ale Interpol zna Khamela.

– Zdaje się, że od lat nie dysponują jego aktualnymi zdjęciami.

– To prawda. Chodzą pogłoski, że Khamel co dwa-trzy lata idzie pod nóż i robi sobie operację plastyczną.

– No dobrze, ale jaki to ma związek z naszą sprawą? – zapytał przytomnie Coal. – Nawet jeśli przyjmiemy, że na zdjęciach istotnie jest Khamel? Czy to znaczy, że był zamieszany w morderstwa? Co to w ogóle znaczy?

– Znaczy to, że nigdy go nie znajdziemy. W tej chwili poszukują go służby specjalne dziewięciu państw, w tym Izraela. Znaczy to również, że ktoś zapłacił mu kupę forsy, by zdecydował się zaprezentować swoje umiejętności w naszym kraju. Biuro od samego początku wyrażało opinię, że morderca lub mordercy byli zawodowcami, którzy zniknęli, zanim ciała ostygły.

– Czyli w sumie niewiele.

– Można tak to ująć.

– W porządku. Macie coś jeszcze?

Lewis spojrzał na Easta.

– To, co zwykle: codzienny raport.

– Ostatnio wasze raporty są mało treściwe.

– Pozwolę sobie wyrazić przeciwną opinię. Trzystu osiemdziesięciu naszych ludzi pracuje po dwanaście godzin na dobę. Wczoraj przesłuchaliśmy sto sześćdziesiąt osób w trzydziestu stanach. Mamy…

– Wystarczy. – Coal podniósł rękę. – Przeczytam raport, ale z góry zakładam, że nie znajdę w nim nic nowego.

– Pojawił się pewien nowy trop. – Lewis spojrzał na Erica Easta, który trzymał kopię trzynastostronicowego opracowania Darby Shaw.

– Jaki? – zapytał Coal.

East poruszył się nerwowo. Raport Darby przekazywano sobie z rąk do rąk przez cały dzień. W końcu przeczytał go Voyles i bardzo spodobała mu się przedstawiona w nim hipoteza. Co prawda uważał, że wnioski Darby są zbyt daleko idące i niewarte uwagi, jednak w raporcie pojawiało się nazwisko prezydenta, a dyrektor nie miał zamiaru przepuścić okazji nastraszenia Coala i jego pryncypała. Polecił przekazać dokument szefowi gabinetu i przedstawić raport jako nowy, ważny wątek śledztwa, z powagą rozważany przez Biuro. Po raz pierwszy od tygodnia na twarzy Voylesa pojawił się uśmiech. Bawiła go myśl o idiotach czytających w Gabinecie Owalnym trzynaście stroniczek napisanych przez amatorkę i wpadających w panikę na myśl o konsekwencjach. “Macie to dobrze rozegrać – polecił swoim ludziom. – Powiedzcie im, że oddelegowaliśmy do sprawy dwudziestu agentów”.

– Jest to pewna teoria, która wypłynęła ostatniej doby i bardzo zaintrygowała dyrektora Voylesa, który obawia się, że jej ujawnienie mogłoby przynieść wiele szkód urzędowi prezydenckiemu.

– W jakim sensie? – Na kamiennej twarzy Coala nie drgnął żaden nerw.

– Wszystko opisane jest w tym dokumencie. – East położył raport na stoliczku.

Coal rzucił okiem na raport i spojrzał badawczo na Easta.

– W porządku. Przeczytam później. Czy to wszystko?

– Tak. Na nas już czas. – Lewis wstał i zapiął marynarkę.

Coal odprowadził ich do drzwi.

Kiedy kilka minut po dziesiątej w bazie lotnictwa Andrews wylądował samolot Air Force One, nie witano go fanfarami. Królowa, zajęta zbieraniem pieniędzy, bawiła poza Waszyngtonem, a żaden z przyjaciół czy członków rodziny nie pofatygował się na lotnisko. W limuzynie czekał Coal. Prezydent opadł na fotel.

– Nie spodziewałem się ciebie – powiedział.

– Przykro mi. Musimy porozmawiać.

Limuzyna popędziła w stronę Białego Domu.

– Już późno i jestem zmęczony.

– Jak tam huragan?

– Imponujący. Zdmuchnął milion szałasów i kartonowych chałup. Musimy dać parę miliardów na nowe domy i elektrownie. Powinni co pięć lat zamawiać sobie porządny tajfun.

– Przygotowałem już oświadczenie o środkach nadzwyczajnych obowiązujących w rejonie klęski żywiołowej.

– Dobra. Przejdź do rzeczy.

Coal podał mu egzemplarz dokumentu, który w pewnych kręgach nazywano już raportem “Pelikana”.

– Nie chce mi się czytać – ziewnął prezydent. – Mów, o co chodzi.

– Voyles i jego ludzie natknęli się przypadkowo na świeżą hipotezę roboczą, mówiącą o pewnym kręgu podejrzanych, zresztą dosyć niejasno i bez żadnych dowodów czy poszlak. Całe to cholerstwo napisała jakaś nadgorliwa studentka prawa z Tulane, której udało się kanałami dotrzeć do Voylesa. Ten po przeczytaniu raportu orzekł, że może być przydatny. Proszę nie zapominać, że Biuro rozpaczliwie rozgląda się za podejrzanymi. Teoria, o której wspomniałem, jest nieprawdopodobna i, ogólnie rzecz biorąc, niewarta większej uwagi. Martwię się jednak, że Voyles postanowił pójść tym tropem. Wiemy, że prasa śledzi każdy jego ruch. Znów mogą pojawić się przecieki.

– Nie mamy wpływu na śledztwo.

– Ale możemy nim manipulować. W Białym Domu czeka na nas Gminski i…

– Gminski!

– Spokojnie, szefie. Przed trzema godzinami osobiście wymusiłem na nim przysięgę i wręczyłem mu kopię raportu. Wiem, że Gminski jest niekompetentny, ale potrafi dochować tajemnicy. Ufam mu bardziej niż Voylesowi.

– A ja nie ufam żadnemu z nich.

Słowa te sprawiły przyjemność Coalowi, który pragnął, by głowa państwa nie ufała nikomu, z wyjątkiem jego samego oczywiście.

– Uważam, że powinien pan zlecić CIA natychmiastowe zbadanie tej sprawy. Chciałbym wiedzieć o wszystkim, zanim Voyles zacznie w tym kopać. Oczywiście ani CIA, ani FBI niczego nie znajdą, ale jeśli uprzedzimy Voylesa, łatwiej będzie nam nakłonić go do wycofania się ze śledztwa. Wszystko ma ręce i nogi, szefie.

– Mówimy o sprawie wewnętrznej. – Prezydent był niepocieszony. – Nie powinniśmy mieszać do tego CIA. Przypuszczam, że to wbrew prawu.

– Owszem, ale Gminski zrobi to dla pana. Zrobi to szybko, po cichu i znacznie sprawniej niż FBI.

– To wbrew prawu!

– Nie takie rzeczy robiono, zanim pan objął urząd, szefie. Wielokrotnie.

Prezydent wyjrzał na ulicę. Miał opuchnięte powieki i zaczerwienione oczy, choć nie ze zmęczenia. Spał trzy godziny w samolocie, ale przez cały dzień musiał pozować do kamer ze smutną, zatroskaną miną i teraz trudno było mu wyjść z roli.

Wziął raport i bez słowa rzucił go na puste miejsce obok siebie.

ROZDZIAŁ 14

Nowy Orlean jest miastem, w którym życie rozkwita nocą, a za dnia budzi się bardzo powoli. Nadejście świtu miasto wita ciszą, a potem przeciąga się długo, strząsa resztki snu z powiek i spokojnie rozpoczyna ranek. O tej porze zapchane są tylko autostrady i ulice w centrum. Podobnie jak w innych miastach. W Dzielnicy Francuskiej – sercu metropolii – nad wyludnionymi ulicami długo po wschodzie słońca unosi się woń wczorajszej whisky, jambalai [6] i wędzonego łososia. Po upływie godziny lub dwóch zastępuje ją aromat kawy z Francuskiego Rynku i świeżych bagietek. Wtedy też zaczynają się zaludniać chodniki.

Darby zwinęła się w fotelu na balkonie. Piła kawę i czekała na słońce. Callahan kilka kroków od niej leżał owinięty w prześcieradła, nieobecny dla świata. Wiał lekki wiatr. Darby otuliła szyję kołnierzem męskiego szlafroka i poczuła mocny zapach wody kolońskiej. Pomyślała o ojcu i jego obszernych koszulach, które pozwalał jej nosić, gdy była nastolatką. Podwijała rękawy do łokcia, a poły zwisały jej aż do kolan – w takim stroju spacerowała po deptakach z przyjaciółmi, święcie przekonana, że nikt nie wygląda bardziej awangardowo. Przyjaźniła się z ojcem. W tamtych czasach nosiła prawie wyłącznie ciuchy z jego garderoby. Był tylko jeden warunek: pożyczone ubrania musiała oddać wyprane i wyprasowane. Jeszcze dziś pamiętała zapach wody po goleniu Gray Flannel, którą ojciec codziennie wcierał w policzki.

вернуться

[6] Jambalaya – tradycyjna potrawa z Luizjany. Głównym jej składnikiem jest ryż gotowany z szynką, kiełbasą, kurczakiem, krewetkami i ostrygami. Dodaje się również zazwyczaj pomidory i ostre przyprawy (przyp. tłum.).

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)